Dodaj do ulubionych

Tożsamość.

02.03.10, 07:28
Podrzucam tu zarchiwozowany wątek:

forum.gazeta.pl/forum/w,37229,80651996,80661635,Re_Tozsamosc_nasza_i_naszych_dzieci.html
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 07:41
      Pozwalam sobie tu skopiować wpisy z wątku Syswismile

      Wypowiedź Syswii:

      ***Ja mysle, ze mojemu synkowi ta polskosc az tak strasznie nie
      zagraza, bo w zasadzie utrzymujemy kontakty tylko z jedna rodzina w
      pelni polska, ktora na codzien posluguje sie w domu wylacznie
      polskim. I to by bylo na tyle. Z reka na sercu.

      Jesli chodzi zas o punjabi, to mamy akurat bardzo pozytywny przyklad
      w rodzinie. Dwojka dzieci - swiadomie w domu wychowywana w tym
      jezyku - w szkole bardzo szybko zlapala angielski a potem francuski
      (bo zostaly przeniesione do French immersion). Zadnych lekow,
      stresow nie bylo. Dzieci mowily w domu wylacznie w punjabi do 5 roku
      zycia. Teraz mowia mieszanie - i tak - i tak, w zaleznosci od tego,
      kto jest odbiorca. Rodzice sa oczywiscie bilingualni i teraz mowia
      do dzieci w obu jezykach.

      A tak calkiem na luzie: myslisz ze tozsamosc kulturowa to jest
      wylacznie jezyk? W rodzinie mojego meza wiekszosc jego kuzynow
      (czyli pierwsze pokolenie urodzone w Kanadzie) w ogole albo bardzo
      slabo mowia w pundzabi. Natomiast poglady maja takie ze hej, zeby
      nie powiedziec sredniowiecze wioski punjabskiej (malzenstwo
      aranzowane tylko i wylacznie, kobieta do garow i dzieci i tym
      podobne kwiatki, niestety). Wszystko to sa ludzie wychowani w
      Kanadzie, po angielsku, po wyzszych studiach i na wysokich
      stanowiskach w znanych korporacjach miedzynarodowych... Szkoda slow.

      Ja mysle, ze problemy z tozsamoscia i wyobcowanie wiaza sie nie tyle
      z wielojezycznoscia w domu rodzinnym, co z zamknieciem sie rodzicow
      w okreslonych gettach kulturowych, ich braku otwarcia na innosc i co
      tu duzo mowic: rasizm wyuczony w domu. To jest bardzo ciekawy temat.
      Znowu sie odwolam do przykladu w rodzinie mojego meza. Ciekawa rzecz
      jest to, ze moj maz jako nastolatek nigdy nie doswiadczyl zadnych
      przykrosci z powodu swojego pochodzenia, koloru skory, czy tez
      bilingualizmu. Natomiast jego kuzyni, mieszkajacy w tej samej
      okolicy, do tej pory snuja opowiesci, jaka to wielka krzywda ich
      spotykala w szkole, jaka nietolerancja i jak ciagle MUSIELI sie bic
      z innymi (bialymi) chlopakami, zeby oduczyc ich uzywania slow typu
      Paki. Bardzo mnie to uderzylo. Teraz mysle, ze po prostu rodzicom
      mojego meza udalo sie perfekcyjnie wlaczyc w zycie Kanady, nie
      tracac przy tym swojej tozsamosci, jezyka, kultury. Dzieciom zas
      udalo sie wziac z kultury rodzicow i z otaczajacyj ich
      rzeczywistosci kanadyjskiej to, co najlepsze. Wiem, troche to
      patetycznie brzmi, ale w zasadzie sprowadza sie do: zyj i daj zyc
      innym. Mysle, ze to jest dobry przyklad do nasladowania.
      • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 07:46
        Spinelli:


        Ja jak zwykle zrobie za adwokata diabla, ale najpierw pogratuluje Ci synkasmile

        Po czym dodam, ze nie zrzucilabym roli nauczania jezyka angielskiego na kolegow
        dziecka. Czesto w srodowisku emigranckim koledzy syna pochodza z tego samego
        kregu kulturowego.

        Walczymy o kulturowa tozsamosc naszych dzieci, to znaczy o zachowanie naszej
        tozsamosci poprzez nasze dzieci (wiem, wiem, powtarzam sie) czyniac z nich
        outsiderow w ich wlasnym kraju.

        Pomijajac juz nawet kulturowa tozsamosc bardzo czesto jako argument stosuje sie
        to, ze mamy mozliwosc darmowego nauczenia naszego dziecka dodatkowego jezyka.

        Nie podwazam absolutnie wartosci i korzysci plynacych z plynnej znajomosci wielu
        jezykow ale powtorze - nie za wszelka cene. Widze dzieci dorastajace w
        rodzico-jezycznych srodowiskach, idace do szkoly i umieszczane w programach ESL
        - dzieci, ktore sie tu urodzily a nie znajace jezyka swojego kraju bo rodzice
        wieksza wage przykladali do wlasnego jezyka ojczystego.

        Kiedy slysze "nie martw sie - w szkole sie nauczy" to mi sie cos w kieszeni
        otwiera. Narazamy nasze dzieci na takie wyobcowanie jakiego my doswiadczylismy
        po przyjezdzie do nowego kraju.

        To jest ich kraj, tutaj przynaleza i tu powinny zyc w kulturowym kontekscie
        lacznie z rymowankami, kolysankami, klasyka dziecieca.
        Jezyk rodzicow to jest - jakkolwiek to dla nas jest przykre - sprawa drugorzedna.

        Z bolem serca ale swiadomie ograniczylam nauke jezyka polskiego - tzn zycie
        ograniczylo a ja z tym nie walczylam. Jesli mamy czytac wieczorami ksiazki (a
        czas mamy ograniczony) to wole zeby czytal po angielsku. Wyeliminowalam polska
        szkole sobotnia bo po pierwsze byla calkiem do kitu a po drugie uwazam, ze
        sobote powinien spedzic raczej sportowo niz naukowo. Robie ile moge ale
        przestalo to byc dla mnei sprawa zycia i smierci.

        Moze jakos wyrosnie na ludzismile

        Pozdrawiam serdecznie i zycze lagodnego rozwiazania dylematow.
        Spin
        • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 07:53
          Syswia i Sylwia:

          ***syswia napisała:

          >
          > A tak calkiem na luzie: myslisz ze tozsamosc kulturowa to jest
          > wylacznie jezyk? W rodzinie mojego meza wiekszosc jego kuzynow
          > (czyli pierwsze pokolenie urodzone w Kanadzie) w ogole albo bardzo
          > slabo mowia w pundzabi. Natomiast poglady maja takie ze hej, zeby
          > nie powiedziec sredniowiecze wioski punjabskiej<


          Wiesz co, to jest bardzo ciekawe co piszesz. Pracowalam z chlopakiem - Sikhem,
          rozmawialismy wlasnie na temat tej dziwacznej(?) tozszamosci w "trzecim
          wymiarze" czyli wlasnie o dzieciach imigrantow i doszlismy do wspolnego wniosku
          (zauwazajac potezne podobienstwa miedzy gettowymi srodowiskami imigrantow z
          Polski i z Indii) - ze ich dzieci sa produktem mieszaniny ambicji, kompleksow i
          fobii.

          Zaznaczam, ze nikomu tutaj nie zarzucam fobii i kompleksow.

          Dodam, ze to jest dla mnei temat rzeka i moglabym dlugo na ten temat.

          spin
          • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 07:59
            Ciotka Paszczaka:

            *** A ja zgodzilabym sie z Syswia!

            Spirelli, wydaje mi sie, ze musisz pamietac o jednej rzeczy, czesc z nas nie
            czuje sie w zadnym stopniu emigrantami (pisze o sobie, ale takze o moim mezu,
            ktory bedac produktem dwu kultur: irlandzkiej i brytyjskiej) mieszkajacy w
            trzecim, bylo nie bylo, kraju NIE jest emigrantem.

            Podobnie moje dzieci urodzily sie w innym kraju, niz ten, w tym w ktorym
            mieszkaja, a jednak nie maja trudnosci z wlasnym okresleniem kulturowo
            -tozsamosciowym. I nie uwazam, ze powinnam wplywac na ich samo-okreslenie w
            stopniu innym, niz nauka jezyka mamy, pewne wiadomosci o kraju z ktorego mama
            pochodzi; tak, jak wiedza o kraju pochodzenia taty.

            Skad to wiem?

            Przyniosly dzieci, ze szkoly formularz, w ktorym proszono (rodzicow) o
            okreslenie tozsamosci dziecka.
            Rubryk bylo cale mnostwo, troche moim zdaniem mieszajacych pochodzenie etniczne
            (niepodwazalny kolor skory) z pochodzeniem kulturowo-narodowosciowym. Bo jak
            oddzielic White European -od British/Irish? Albo wlasnie African od Carrabean


            Przyniosly dzieci, ze szkoly formularz, w ktorym proszono (rodzicow) o
            okreslenie tozsamosci dziecka.
            Rubryk bylo cale mnostwo, troche moim zdaniem mieszajacych pochodzenie etniczne
            (niepodwazalny kolor skory) z pochodzeniem kulturowo-narodowosciowym. Bo jak
            oddzielic White European -od British/Irish? Albo wlasnie African od Carrabean?

            Sama bylam ciekawa,co wybiora. Teoretycznie, mozna by przyjac, ze bedzie to
            tozsamosc kraju w ktorym sie wychowuja (i jezyka ktorym mowia -a nie mowi zadne
            z nas).
            A okazalo sie, ze czuja sie Irlandkami, tak jak tato. I to wpisalam w
            kwestionariuszu.
            Ich wlasna tozsamosc, moze-ale nie musi- byc zwiazana z jezykiem, ale jak na
            razie, gdzie tylko jestesmy (a ostatnio byly to wakacje na drugiej polkuli)
            reakcja na dwujezycznosc dzieci byla zawsze mniej wiecej taka sama:
            "jakie wy jestescie madre,ze potraficie mowic tak dobrze w dwu jezykach!"
            Albo:
            "czy pani maz mowi po polsku?"-mowi"-"a...to musi byc bardzo zdolny!"
            etc.
            Innymi slowy, reakcje byly zawsze pozytywne!

            Byc moze, wynika to stad, ze obracamy sie w pewnym okreslonym kregu kulturowym,
            nie mam zadnego doswiadczenia z "gettami"; tam sytuacja moze wygladac faktycznie
            inaczej.

            Tak, ze znajomosc jezyka, moim zdaniem ma sie nijak do tozsamosci. Ja mowie
            biegle po niemiecku (wsrod przodkow mialam wielu Austriakow) ale w zadnym
            stopniu nie poczuwam sie do jakiejs austriacko-niemieckij tozsamosci (mimo iz
            sam jezyk bardzo lubie!).
            • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 08:01
              Olliesmum:


              ***Ja mieszkam poza Polska od 21 lat, czyli prawie polowa mojego zycia...Mieszkalam
              w roznych krajach do tej pory - najdluzej w Niemczech (12 lat) i w Irlandii (8
              lat) i zawsze czulam sie dobrze zintegrowana - w sensie jezyka, pracy,
              znajomych, wiedzy o kraju i zwyczajach "tubyklcow" wink, z ktorych czesc napewno
              przejelam.
              Uwazam sie za Polke + Europejke + obywatelke swiata smile.
              Taka tez tozsamosc moge przekazac mojemu dziecku (ktore urodzilo sie w Irlandii
              i ma ojca Anglika).
              Dla mnie przekazywanie elementow tozsamosci kulturowej odbywa sie takze ale nie
              tylko przez jezyk i powinno byc naturalne i autentyczne co nie znaczy tylko
              nieswiadome.
              Wiem, ze moje dziecko nie bedzie tylko Polakiem, ale chce by mialo swiadomosc i
              znajmosc kultury swoich rodzicow, wiec i mojej polskiej kultury.
              Mysle, ze tylko w przekazywaniu tej kultury jestem ekspertem i ze jest to tak
              samo dobra i wazna kultura jak i ta irlandzka i ta brytyjska.
              Wierze tez, ze jest bogactwem znac dwa jezyki od dziecka smile.
              Z powyszych przyczyn mowie do mego dziecka prawie zawsze po polsku, czytamy
              ksiazki po polsku, jezdzimy do Polski na wakacje itd.
              Moje dziecko chodzi do irlandzkiej szkoly - od niedawna do takiej, ktora
              swiadomie podkresla waznosc roznych kultur i jezykow, celebruje interkulturowosc
              itd.
              Moj syn mowi w tej chwili, ze jest Irlandczykiem (tu sie urodzil i ma irlandzki
              paszport), co nie przeszkadza mu mowic plynnie po polsku, znac polskie piosenki
              i filmy.
              Mysle, ze przekazuje mu bagaz kulturowy, z ktorym kiedys zrobi, co chce, ale ze
              ja daje mu od siebie czesc mojej kultury, ktora jest po prostu czescia mojej
              osobowosci i byabym nieautentyczna, gdybym pozbawiala go tej kultury i nie
              pielegnowala jej.
              Oczywiscie zalezy mi tez, by moje dziecko moglo komunikowac sie z moja rodzina w
              Polsce i czulo sie tam swobodnie.


              Dlatego dbam swiadomie o to, by rozwiajac jego umiejetnosci jezykowe i znajomosc
              kraju. Moze posle go jeszcze na lekcje j.polskiego do szkoly weekendowej, bo
              widze, ze ciezko nam idzie nauka czytania i pisania w domu wink.
              W kazdym razie nie bede go to takiej nauki zmuszala, ale zachecala, mowiac mu o
              korzysciach z niej plynacych na przyszlosc, bo mysle, ze wazne jest by dziecko
              widzialo sens w takiej dodatkowej nauce. I zeby nie powiedzialo mi pewnego dnia,
              ze nienawidzi polskiego...
              Aha, jeszcze jako anegdote podam, ze gdy jest u nas jakis kolega irlandzki
              mojego synka, czasem proponuje mu nauke paru polskich slowek typu prosze,
              dziekuje. To drobiazg, ale bardzo pozytywnie wplywa na swiadomosc bycia
              dwujezycznym u mojego dziecka smile
              Ja wychodze poza tym z zalozenia ze integracja moze i powinna isc w dwoch
              kierunkach - ze takze "tubylcy" moga cos uzyskac o emigrantow
              • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 08:02
                Ciotka Paszczaka:

                ***olliesmum napisała:

                > Ja mieszkam poza Polska od 21 lat, czyli prawie polowa mojego zycia...[...]ja
                bardzo podobnie.

                [..]
                > widze, ze ciezko nam idzie nauka czytania i pisania w domu wink.

                Ja -ucze dzieci sama, kupilam z Polski podreczniki dla dzieci Elementarz
                (blekitna szkola) plus pakiet Wyd.Szk. o wdziecznej nazwie "box ucznia" do klas
                1-2; i nie przerabiamy wszystkich cwiczen -bo nie daje rady; w koncu to zajecia
                dodatkowe;
                ale czytamy i piszemy razem.
                Codziennie,czasem jedynie tylko przez 5 min.

                A jeszcze mozemy polecic programy do nauki literek/czytania/pisania.
                Dzieci lubia
                zwlaszcza "Czytam i pisze" edu rom Young Digital planet -kupilismy w Merlinie.
                Starszej pociesze podobaja sie dyktanda zwlaszcza takie smieszne, typu "kura w
                piora sie stroila, by na bal gotowa byc, a gdy stroic sie skonczyla, rzekla
                wtedy chce sie zyc". Mamy rozne dyktanda, wierszyki lamiace jezyki etc.
                Na pewno nie pisze (jeszcze?) tak dobrze jak polskie dzieci w tym samym wieku,
                ale czyta plynnie.
                Staram sie wybierac cos, co i ja, i mnie zaciekawi.Mlodsza dopiero uczy sie
                czytac (w ogole) wiec na razie trudno to ocenic.
                [...]

                Polskiej szkoly w okolicy nie ma, chyba dla tego, ze nie jest to (jeszcze)
                obszar w ktorym mieszkaja Polacy. Nie wiem tez, jak wygladaja takie zajecia. Na
                stronie Polskiej Macierzy szkolnej w Anglii, nie wyglada to jakos zbyt
                zachecajaco z mojego -subiektywnego- punktu widzenia.

                Aha, jeszcze jako anegdote podam, ze gdy jest u nas jakis kolega irlandzki
                > mojego synka, czasem proponuje mu nauke paru polskich slowek typu prosze,
                > dziekuje. To drobiazg, ale bardzo pozytywnie wplywa na swiadomosc bycia
                > dwujezycznym u mojego dziecka smile

                My robimy dokladnie tak samo, ba, dzieci w szkole czesto pytaja "a jak sie mowi
                po polsku...?" Co prawda tu, w okolicy nie ma Polakow!

                Jak przyjechalam odwiedzic -wtedy jeszcze nie rodzine -mojego przyszlego meza
                (...dwadziescia lat minelo...); to zaskoczyli mnie tym, iz:
                poszli do biblioteki i przyniesli podrecznik polskiego z kasetami z ktorych
                nauczyli sie: Prosze, dzien dobry etc.!
                Mile to bylo.
                Jeszcze piekniejsze bylo to, jak jego australijska kuzynka,dumna z nowo zdobytej
                wiedzy, uczyla tubylca po polsku. Brzmialo to mniej wiecej tak: Anna mowi: jean
                -doh -bree!
                • jan.kran Re: Tożsamość. 02.03.10, 08:04
                  Lenkaaaa propos tozsamosci, to bardzo mnie ciekawi kim bedzie sie czula moja
                  corka gdy
                  podrosnie...Mama Polka, tata Walijczyk, urodzila sie i mieszka w Holandii -
                  zakladajac ze zostaniemy w tym kraju, myslicie, ze bedzie czula sie Holenderka
                  ??? Obywatelstwa holenderskiego nie ma i miec na razie nie bedzie bo nie ma do
                  tego podstaw prawnych. Ma dopiero 4 lata. Strasznie jestem ciekawa...

                  Tak mi sie jeszcze przypomnialo przy okazji "Anna mowi: jean -doh -bree! ", jak
                  to moj maz w ciago 3 minut nauczyl znajomych (Irlandczyka, Walijczyka i
                  Holenderke) spiewania polskiego STO LAT:

                  "Sto lat, sto lat, yes Jersey, Jersey jam,
                  sto lat, sto lat, yes Jersey, Jersey jam,
                  yes giraffe, yes giraffe, yes Jersey, Jersey jam,
                  yes, Jersey jam !"

                  Wyszlo bardzo ladnie, spiewane przez 3 Polakow, mojego meza i kolegow, tak, ze
                  osoba, ktorej to odspiewano przez telefon nie zorientowala sie iz spiewali
                  rowniez cudzoziemcy big_grin :
                  ***
                  • olliesmum Re: Tożsamość. 02.03.10, 12:00
                    Rozumiem, ze nasza dyskusje o tozsamosci mamy kontynuowac tutaj? smile
                    No wiec przeczytalam te starsze wypowiedzi w linku zalaczanym na gorze i to co
                    mi sie nasuwa po szybkiej lepkturze to fakt, ze kwestia tozsamosci narodowej
                    jest widziana roznie rzez emigrantow zyjacych w roznych krajach. to moim zdnaim
                    wynika z tego, ze w kazdym kraju jest inne podejscie do kwestii narodowosci,
                    integracji i asymilacji.
                    Poza ym rozny jest stosunek do emingrantow i w naszym przypadku do polakow w
                    roznych krajach. Tak jak w Niemczech nie zawsze latow bylo byc Polakiem wink, tak
                    w Irlandii jest to bardzo proste smile, bo mniej jest tu uprzedzen do ludzi z
                    Polski, jezeli juz to pozytywne.
                    Ja osobiscie zawsze wychodze z zalozenia, ze jesli ludzie tzw porzadni czyli
                    normalni obywatele beda swobodnie przyznawac sie do swojej narodowosci za
                    granica, pomoze to chocby troche w stworzeniu jesli nie pozytywnego to chociaz
                    zroznicowanego obrazu Polakow (czy Niemcow czy Francuzow itd.) za granica.
                    I zawsze mowie, ze ja nie odpowiadam za wystepki ludzi z mojego kraju, bo to nie
                    moja bezposrednia rodzina wink.
                    Pozuwam sie nawet do tego, ze mowie, ze nie musze byc dumna z poskich bohaterow
                    pozytywnych, bo to nie moje dzieci wink.
                    Po prostu jestem Polka i zapewne mam jakies cechy typowo polskie, np goscinnosc,
                    przywiazanie do wartosci rodzinnych, specyficzny humor wink, tradycje (czesc) itd.
                    Czasem uzywam tego faktu jako wynowki, gdy chce robic cos inaczej od tubylcow wink
                    - jest to pewnego rodzaju przywilej, bo moge byc inna i jest to akceptowane.
                    (Moze dlatego nie spieszy mi sie do nabycia innego obywatelstwa?)
                    Moj syn pewnie bedzie mial czesc tego bagazu po mnie i staram sie by przekazac
                    mu glownie dobre cechy i tradycje wink.
                    Ktos powie, ze lepiej by dizecko nie czulo sie inne, ale po pierwsze jak ma sie
                    czuc 100-% Irlandczykiem na przyklad, jesli jego rodzice nie sa Irlandczykami?
                    Po drugie, uwazam, ze taka wielokulturowa tozsamosc - tak jak i zwiazana z nia
                    wielojezycznosc - jest i ciekawsza i dajace pewna otwartosc na to, co inne,
                    pewna doze tolerancji a takze wieksze zdolnosci adaptacyjne.
                    Mysle, ze taki czlowiek nie bedzie mial problemow z zyciem w roznych krajach.
                    Moze zreszta chodzi tu o nowa tozsamosc, jaka teraz sie rozwija w wielu
                    miejscach an ziemi w zwiazku z globalizmem i mozliwosci bycia w roznych
                    miejscach na raz smile.
                    Choc podobne zjawiska istnialy w Europie przed pojawieniem sie nacjonalizmow,
                    pomyslmy choc o czlowieku renesansu smile
                    Moze wychowujac dzieci w kontekscie wielokulturowym i wielojezycznym - wlasnie
                    wracamy do idealow Renesansu?
                    • agni26 Re: Tożsamość. 03.03.10, 20:42
                      Kwestia złożona a mój syn na tyle jeszcze młody, że się jeszcze nie
                      określa. Jak ja to widzę?
                      Rzecz się rozbija o moją tożsamość, którą chcę, żeby mój syn
                      zrozumiał
                      a niekoniecznie przejął jako własną. Chcę, żeby moje
                      dziecko wiedziało, dlaczego mama i tata są tacy jacy są, żeby
                      rozumiało specyficzny domowy humor, żeby obcowało z dziadkami. To
                      niewątpliwie zbliża a znajomość języka rodziców jest w takim
                      przypadku konieczna. Przyjmuję do wiadomości, że niektórzy na
                      emigracji rezygnują z obciążania dziecka bagażem, z którym
                      najprawdopodobniej sami sobie nie do końca radzą, natomiast nie
                      widzę takiego rozwiązania u siebie.
                      A tak na marginesie, mam swoiste poczucie misji, żeby pokazywać
                      Niemcom, że też jesteśmy normalni i zbytnio się od nich nie różnimy.
                      Kropla drąży kamień, jesli nie będziemy jako rodzina uciekać od
                      korzeni a jednocześnie będziemy uczestniczyć w zyciu naszej
                      niemieckiej społeczności, postrzeganie nas też się zmieni, czego
                      dowody mam już w najbliższym otoczeniu.
                      • an_o Re: Tożsamość. 03.03.10, 21:19
                        Moja Izunia ma 1.5 roku i w Meksyku, gdzie mieszkamy, wszyscy bardzo
                        sie pozytywnie odnosza do naszej polskosci. Bardzo sie interesuja
                        jakim jezykiem mowimy, bo mowie zawsze do corci po polsku. Z reguly
                        nie moga zidentyfikowac jezyka, chociaz raz sie zdarzylo, ze teraz
                        juz moja kolezanka, wlasnie rozpoznala, ze to polski, bo jej siostra
                        wyszla za Polaka i mieszkaja w Dzierzoniowiesmile. Jak juz mowie, co
                        to za jezyk, to wspominaja np. Walese, czy Jana Pawla II i dodaja,
                        jakie maja mile skojarzenia z naszym krajem, albo zadaja milion
                        pytan jak jest w naszym kraju. To tak tytulem malej dygresjismile.

                        A odnosnie tozsamosci - hmm, ja mam troche schize na tym punkcie.
                        Bardzo bym chciala, zeby moja corcia sie czula Polka. Nie wiem, moze
                        to wynika z tego, ze sama jestem bardzo dumna z bycia Polka i nigdy
                        sie tego nie wstydzilam. Moze jest mi latwiej ze wzgledu na
                        pozytywny stosunek do Polakow tutaj w Meksyku. Prawde powiedziawszy
                        troche sie boje, ze gdybysmy zostali tu na dluzej, to corcia bedzie
                        sie czula bardziej Meksykanka niz Polka. A mi typ mentalnosci
                        pt. 'manana' (czyt. maniana) nie bardzo odpowiada. Oni, Meksykanie,
                        sa tacy rozlazli, nieodpowiedzialni i leniwi, do tego maja fatalna
                        edukacje zarowno w placowkach panstwowych czy prywatnych, ze
                        wolalabym, zeby jednak polskosc wziela gore nad meksykanskoscia. Nie
                        chcialabym jednak cory wyobcowac w taki sposob, zeby sie czula jak
                        emigrant, bo przeciez nim nie jest. Zawsze zainteresowanym tlumacze,
                        ze Iza jest w polowie Polka i w polowie Meksykanka, co wydaje sie im
                        jeszcze bardziej interesujace. Mam zamiar ja jednak indoktrynowacsmile
                        historycznie i przy uzyciu polskiej tradycji oraz jezyka tak, zeby
                        jednak CZULA, ze jest Polka, a nie tylko wiedziala, ze nia jest.
    • spinelli Wolalabym, zeby nie przenoszono moich wypowiedzi 03.03.10, 22:04
      z innego watku. Niby ten temat ale ja je umiescilam w konkretnym watku, w
      konkretnym kontekscie i to ja sobie swoj kontekst okreslam.

      Prosze mnie zle nie zrozumiec ale zauwazam, ze juz sie buduje jakas opozycja do
      moich wypowiedzi. Nie widze powodu tlumaczyc w kazdym moim poscie, ze nigdy nie
      mialam zamiaru wykorzenic mojego dziecka. Wrecz przeciwnie - tlumaczymy mu z
      jego ojcem, ze ma w sobie tyle genow z calego swiata, ze to jest wielka
      odpowiedzialnosc nie rozczarowac tych wszystkich przodkowsmile

      Mowi po polsku lepiej niz wiele dzieci z rodzin polsko-polskich. Byc moze
      przyjdzie czas kiedy skoncenturujemy sie bardziej na nauce polskiego. Ale teraz
      mamy inne sprawy na glowie. Nie lubie tonu: "jeszcze bedziesz zalowac", nie
      lubie okreslenia "walka" o polskosc.

      Ma polskie obywatelstwo wiec ma moralny obowiazek znac jezyk i moc cos
      powiedziec o kraju swojej mamy. Ale wystrzegam siebie i jego, zeby nie
      utozsamial sie z "polskoscia" prezentowana przez lokalna Polonie.

      Nigdy nie wstydzilam sie bycia Polka. Ale powtarzam - Kanade wybralam na moj
      dom. Mam zamiar czuc sie tu domownikiem pomimo slow Margaret Atwood:
      “We are all immigrants to this place, even if we were born here”

      smile
      • jan.kran Re: Wolalabym, zeby nie przenoszono moich wypowie 04.03.10, 08:36
        Zostawiłam Twoje wypowiedzi na wątku Syswiismile
        Moja myśl kiedy otworzyłam wątek Tożsamość była taka że może nie każdy zajrzy
        do wątku o OPOL a wypowiedzi jakie tam były są ciekawe i chciałam je wypuklić i
        skierować dyskusję z OPOL na tożsamość.

        Możemy iśc dwutorowo , żadna wypowiedź nie została skasowanasmile

        Ja z ciekawością czytam Twoje wypowiedzi bo kompletnie nie znam Polonii i "
        polskości" reprezentowanej przez nią.

        Pierwszy raz i to na krótko otarłam się o polskiej środowisko po 12 latach
        emigracji z okazji sobotniej szkoły córki i to było interesujace doswiadczenie.
        Zresztą przez te 12 lat nie poznałam w DE ani jednego Polaka czy Polki.

        Po przyjeździe do Oslo znajomi próbowali mnie wciągnąć w tzw.życie polonijne ale
        to były zupełnie inne fale.
        Nie mam ochoty kolegować się z kimś tylko dlatego że mówi tym samym językiem.

        Doceniam wysiłki Polonii w Oslo organizującej darmowe kursy norweskiego ,
        pogadanki, zabawy.
        Na pewno dla ludzi którzy tu są któtko to duża forma wsparcia i pomocy.

        Mam też znajomą za oceanem która robi świetną robotę w środowisku polonijnym.
        Ale jak napisałam mnie to kompletnie omineło bo od początku emigracji
        przebywałam w środowisku znajomych jeszcze z PL i ich multi kulti kolegów.
        Kiedy przeprowadziłam się z Paryża na bawarska wioskę nie miałam szans poznać
        dzialalności polonijnej tak że do końca nie wiem jaką polskość reprezetowała
        miejscowa Polonia bo nie miałam z nią kontaktu.

        Ale z Twojej wypowiedzi wnioskuję ze Polonia przedstawia sobą polskość negatywną.
        Z drugiej strony wszysy jesteśmy Polonią ...
        A poza tym Polonia to typowo komunistyczy wymysł ale tu mi się ciśnienie podnosi
        i może sobie ten temat odłożę na zaśsmile
        K.


    • matka.adama Re: Tożsamość. 04.03.10, 10:10
      Myślę, że tożsamość to temat rzeka. Trochę zgadzam się ze Spinelli
      na temat polonii. Spotkałam też kilka osób, którzy prezentują sobą
      dziwną mieszaninę kompleków i wyższości. Mieszkają w Niemczech 20
      lat, mają obywatelstwo niemieckie, a niemcami gardzą. Z jednej
      strony dbają o polskość swoich dzieci, a z drugiej uczą je
      mówić "Idziemy na spielplatz". Ale według mnie to zależy od kultury
      człowieka, nie od narodowości,czy stosowania OPOL.
      Kiedyś już pisałam, że inaczej czują się osoby wybierające na swoją
      nową ojczyznę Kanadę, czy USA, albo choćby Anglię, a inaczej ludzie
      mieszkający w Niemczech (Tu wszystko jest trudne ze względów
      historycznych). Nie wiem, ile tu zostanę. Niemką nigdy nie będę, ale
      mi się tu podoba, uczestniczę w życiu lokalnej społeczności itd...

      Co do tożsamości mojego dziecka urodzonego w Niemczech - rodzice
      Polacy, ono ma tylko polskie obywatelstwo...Adam świetnie mówi po
      polsku, choć na razie odpuściliśmy sobie pisanie i czytanie w tym
      jezyku. Wie, że jesteśmy Polakami i nie zwraca się do nas po
      niemiecku (chyba, że jest kolega i nie chce mu się już tłumaczyć, a
      chce, by kolega zrozumiał informację, ale to wyjątki). Sam jednak
      powiedział ostatnio przy okazji wakacji w Czechach "Niemieckiemu
      dziecku, które jest dwujęzyczne, wypadł ząbek w Czechach, czy to nie
      śmieszne?" To znaczy, że czuje się Niemcem. Tu ma swój dom, tu się
      wychowuje, nic dziwnego. Zawsze jednak tłumaczy kolegom, którzy nie
      rozumieją, dlaczego mówi z mamą po polsku, że polski jest ważny, bo
      w Polsce mieszka jego rodzina i że po polsku mama czyta mu ciekawe
      ksiażki smile
      Co będzie dalej, nie wiem. My damy mu tyle, ile będziemy mogli.
      Zanurzymy go w polskiej kulturze, nauczymy go jezyka i fascynacji
      tym krajem. Ale wybór należy do niego. Jeżeli zostaniemy w
      Niemczech, pewnie będzie czuł się Niemcem. I trzeba dać mu do tego
      prawo.
      Znam dzieci polskich imigrantów, mające obecnie 30 lat, które do tej
      pory źle czują się w Niemczech, choć są tu 25 lat. Pewnie to
      sytuacja, o której pisze Spinelli.
      To takie moje ostatnie przemyślenia
      mamaAdama
    • kifaru24 Re: Tożsamość. 04.03.10, 12:20
      Przez wiele lat mojego pobytu w Tanzanii spotykalam ludzi o
      najrozniejszym, czasem bardzo skomplikowanym pochodzeniu. Znam np.
      dzieci, u ktorych kazde z dziadkow jest innej narodowosci.
      Osoby, ktore sa jednej jedynej narodowosci w moim otoczeniu moge
      policzyc na palcach jednej reki.
      Dlatego nie chcialabym aby moje dzieci musialy odpowiadac na pytanie
      typu: jestes Polakiem czy Tanzanczykiem.
      Chcialabym, zeby czerpaly z obydwu tradycji, porozumiewaly sie
      skutecznie w obydwu jezykach, czuly u siebie w obu krajach i zeby
      nie byly "albo...albo" ale "zarowno.. jak i...".
      Wieloraka tozsamosc odbieram jako bogactwo i kapital na przyszlosc,
      a nie jako "pomieszanie w glowie" czy utrudnienie zycia a brak
      koniecznosci okreslenia sie jako osoba jednej tylko narodowosci
      odbieram jako nieslychany komfort.
      Mysle, ze moje dzieci beda podzielac moj punkt widzenia.

      Pozdrawiam
      • risando Re: Tożsamość. 05.03.10, 17:30
        Nasza corka ma zmienne poczucie przynaleznosci narodowej. Kiedy byla mlodsza, stwierdzila, iz jest Polka, bo w Polsce sie urodzila. Ostatnio jednak niespodziewanie odswiadczyla, iz jest(tez) Niemka, bo tata jest Niemcem, i chcialaby miec niemiecki paszportsmile

        Dla mnie zupelnie nieistotne jest, czy ona sie czuje Polka, Niemka czy jeszcze inaczej. Dopoki nadal chce sie dobrze nauczyc wszystkich rodzinnych jezykow, moze sie deklarowac jak chcesmile


        • ciotka_paszczaka Re: Tożsamość. 05.03.10, 17:49
          Zastanawialam sie dlugo nad napisaniem odpowiedzi. To chyba dotyczy tez mojej tozsamosci. Kiedys ktos mi powiedzial, ze za bardzo sie upieram, ze jestem Polka! Moze cos w tym jest, biorac pod uwage tych wszystkich moich bezposrednich przodkow z Moraw, Austrii, Tatarow (o tych wiem na pewno) i pewnie wielu innych, o ktorych juz zapomnielismy. Hm...
          Bedac w Niemczech, w Bawarii; poznalam chlopaka ktory nazywal sie Zawidzki. Oczywiscie pierwsze skojazenie: Polak! Ale nie. Jak mi opowiadal, cala rodzina zachodzi w glowe, skad to nazwisko. Szukali w dokumentach, ba pojechal do Polski, i nic! Od pokolen, jak daleko udalo im sie sprawdzic, sa Niemcami. A on sie zastanawial, czy nie zaczac sie uczyc polskiego?
          Ba, byly tam inne "polskie" nazwiska :
          Orzel, Mazur etc. Od pokolen Niemcy.

          Wiec roznie to bywa z ta tozsamoscia. Co prawda poznalam tez pana ktory twierdzil, ze jest Anglikiem (z dziada pradziada zapewne); z polskim imieniem, nazwiskiem, silnym akcentem...i im bardziej wszystkim wmawial, jakim to jest tubylcem, tym bardziej mozna sobie bylo wyobrazic reakcje tubylcow.
          Walijczycy (niektorzy) zle reaguja na Anglikow, i biorac pod uwage ich historie (momentami b.podobna do naszej, dzieci bite w szkole za uzywanie jezyka walijskiego etc.) to trudno im sie dziwic. Z drugiej strony, lubia Szkotow czy Irlandczykow. Spotkalam tu tez osoby pochodzenia Zydowskiego; ale inaczej niz w Anglii (gdzie spotkalam zarowno ortodoksyjnych jak i reformowanych Zydow),ci walijscy mi tlumaczyli ze nie sa Zydami, tylko "tato/mama/dziadek" byl Zydem. Nie wiem, skad to sie bierze. W kazdym razie, nie ma w okolicy synagogi. W ogole, religia -w/g moich obserwacji nie ma wielkiego znaczenia w zyciu Walijczykow, jeszcze mniejsze niz w Anglii.
          • anew3 a propos nazwisk 06.03.10, 18:47
            nie rozumiem co tak cie dziwi, osiedlanie i przesiedlanie sie do
            sasiadow i dalej trwa od.....powiedzmy setek lat a nazwisko zostaje,
            czasem troche zmienione czasem w pisowno oryginalnej.Mnostwo Polakow
            ma obcojezyczne nazwiska, jakis przodek byl z...Czesem bylo to 100
            lat temu, czsem 200 , czesem**** lat temu, czasem zostaja jakies
            dokumenty, czasem tylko rodzinna legenda, przekaz.
            • anew3 Re: a propos nazwisk 06.03.10, 18:53
              z ta tozsamosci tez roznie bywa, w aktualnym numerze Zwierciadla
              jest wywiad z Roza von Thun, ktora pisze, ze jej dzieci uwazaja sie
              za Polakow.Czasem w rodzinach mieszanych jedno z dzieci bardziej
              identyfikuje sie z narodowoscia ojca a drugie matki.Mysle, ze
              najwazniejsze jest to zeby identyfikowac sie z tym co daje powod do
              dumy, przedtawiac dziecku pozytywne strony danej narodowosci cz y
              kultury, mysle, ze wtedy mamy szanse na kompromis, dziecko bedzie
              dumne i zwiazane z jedna i druga kultura czerpiac z nich to co
              najlepsze.ps przepraszam na literowki w poprzednim poscie, coreczka
              mi troche przeszkadzala.
              • olliesmum Re: a propos nazwisk 08.03.10, 21:06
                Co do dumy dotyczasej anszej tozsamnosci kulturowej czy etnicznej... dla mnie
                jak juz gdzies chyba pisalam, to jest temat nieco kontrowersyjny. No bo jesli
                jestem dumna z bycia Polka bo Polacy cos tam dobrego zrobili, to logicznie
                powinnam sie wstydziec, jesli rodacy cos zlego czy haniebnego uczynili.
                Po latach pobytu w Niemczech wsrod ludzi o krytycznym stosunku do bycia Niemcem
                stwierdzilam ze nie bede ani dumna z mojego narodu ani nie bede sie zan
                wstydzila, bo nie mam bezposredniego wplywu ani na pozytywna ani na negatywna
                historie czy przeszlosc jakiejs spolecznosci.
                Owszem lubie pewne cechy Polakow a innych nie i moge tu zajac jakies stanowisko
                i oczywiscie starac sie przekazac mojemu dziecku raczej te dobre cechy, jak
                goscinnosc czy uczynnosc.
                Ale nie musi on byc dumny z tego ze mama jest Polka, wystarczy ze jest tego
                swiadom i sie tego nie wstydzi smile oraz otwarcie przyznaje do tego, ze ma takze
                polskie korzenie. I ze oczywiscie zna jezyk i pewne fakty o Polsce, polskie
                wiersze, piosenki, legendy, jesli mozliwe to i troche historii i sam kraj.
                Ale gdy bedzie starszy rowniez dowie sie o rzeczach negatywnych z historii i
                terazniejszosci, bo w koncu zaden narod nie jest tylko super... Niektore narody
                ciesza sie po prostu dobra reputacja, a inne gorsza, co nie swiadczy
                automatycznie zle o jednostkach.

                • an_o Re: a propos nazwisk 10.03.10, 22:21
                  Hmm, nigdy nie rozpatrywalam faktu bycia dumna z tego, ze jestem
                  Polka z punktu widzenia takiego, ze cos tam dobrego w historii
                  zrobilismy jako narod. Jasne, ze mamy (jako Polacy) cechy super,
                  inne fatalne, a jeszcze inne normalne. Podejrzewam, ze to chyba
                  kwestia jakichs tam cech charakteru. Gdybym sie urodzila gdzie
                  indziej tez pewnie bym byla dumna ze swojej narodowosci. To nie jest
                  kwestia pychy (w moim przypadku), tylko raczej szalenczej milosci do
                  tego miejsca, ktore jest moja ojczyzna. A ktore jeszcze bardziej
                  doceniam teraz, kiedy jestem od niej baaaardzo daleko.
            • ciotka_paszczaka Re: a propos nazwisk 06.03.10, 18:56
              Chyba sie nie zrozumielismy!
              Ja sie nie dziwilam jego nazwiskiem, bo sama nie mialam polskiego. Zdziwienie bylo jakby tym, ze on szukal tych polskich korzeni. I to bylo bardzo pozytywne zdziwienie!

              Lezac w szpitalu w Kolonii, na trzy osobowej sali bylam z pania Kowalski i Pawloski (tak pisane). Ja mialam "niepolskie" nazwisko i bylam Polka, a one byly NIemkami ktore wyszly za Polakow. Obie panie -wtedy ponad 20 lat temu -po 60tce! I smialysmy sie; i one, i ja!
              Zdziwienie niekoniecznie musi miec wydzwiek negatywny.
    • jan.kran Re: Tożsamość. 02.11.10, 14:58
      Moja corka pisze od pewnego czasu blog po niemiecku a teraz zaczęła po polsku z myślą o polskiej Rodzinie.
      To Jej pierwszy wpis , pisownia i ortografia zachowana w oryginalesmile)))

      klarencja.wordpress.com/2010/10/09/tozsamosc/
      • katajina Re: Tożsamość. 02.11.10, 21:51
        Swietna puenta smile My z mezem ostatnio zastanawialismy sie nad tozsamoscia naszej corki i nad tym jakie obywatelstwo wybierze w wieku 21 lat (do tego czasu moze miec rowniez japonskie). Doszlismy do wniosku, ze wszystko chyba zalezy od tego gdzie bedziemy mieszkali.
        • yvona73pol Re: Tożsamość. 18.12.10, 12:39
          o ludzie, chyba mnie odsadzicie od czci i wiary tongue_out
          bo ja sie czuje pol-pol, pol Polka, pol Australijka, a czesciowo tez Francuzka big_grin
          Moze nie mam tak duzej potrzeby przynaleznosci? A moze Australijczykiem latwiej sie czuc, bo my tu wszyscy wlasciwie imigranci, pomijajac Aborygenow, czyli tzw. First Australians?
          Sama jestem ciekawa jak to sie rozwinie, bo tez do konca nie wiem czy nas nie poniesie gdzie indziej; wiem tylko, ze bardzo, ale to bardzo dobrze sie tu czuje, gdyby nie ta odleglosc i tesknota za rodzina/znajomymi/przyjaciolmi to byloby idealne miejsce (dla mnie)
          A syn pewnie bedzie sie czul Aussie z krwi i kosci smile
          • ciotka_paszczaka Re: Tożsamość. 18.12.10, 16:36
            yvona73pol napisała:

            > o ludzie, chyba mnie odsadzicie od czci i wiary tongue_out

            wrecz przeciwnie, popatrz my mamy przerozne zapatrywania, wlasnie tego dotyczy ta dyskusja. Tu nie ma "jedynej slusznej opcji" ktora trzeba wybrac!
            Wesolych Swiat!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka