mr_cellophane
19.04.10, 15:11
Uczyć czy nie uczyć?
Być może temat obrazoburczy ale postaram się go rozwinąć.
Cinek od jakiegoś czasu przeżywa (typową dla jego wieku) fascynację
wulgaryzmami. W domu „pielęgnujemy czystość” językową więc nieźle się
zdziwiliśmy go pewnego dnia po powrocie z przedszkola puścił taka soczystą
wiązankę że uszy nam zwiędły. Cinek jest mądrym chłopakiem i dość łatwo można
mu było wytłumaczyć znaczenie tych słów i odwołać się do jego wrodzonej
estetyki i póki co problem się rozwiązał.
I tu pojawił się inny nad którym zacząłem się zastanawiać.
Językiem mniejszościowym (którego poza pewnymi wyjątkami tylko ja jestem
źródłem) jest angielski. I oznacza to że język ten jest swoiście hermetyczny.
Nie ma co się oszukiwać że przekleństwa i wulgaryzmy istnieją w każdym z
języków i istnieją sytuację w których stają się nieodzowne. Choć sam ich nie
używam to jednak je znam – a czy znać powinno je dwujęzyczne dziecko. Zna (jak
już się przekonałem) polskie ekwiwalenty, ale czy uczyć i ewentualnie jak
uczyć angielskich? Jak mu coś nie wyjdzie czy walnie się w palec to bełkocze
pod nosem takie lajtowe wersje „bummer”„cranky” „o.. bother” tak więc słowa
które wyrażają jego frustracje są obecne w jego słowniku. Tylko czy uczyć tych
„prawdziwych” aby język był odzwierciedleniem tego rzeczywistego?
A ty Kranie – przekazałaś swoim dzieciom także dziedzictwo „łacińskie”
polszczyzny – czy zdobyły sobie ją poza twoją jurysdykcją?