Ja jestem dwujęzyczna od zawsze, polijęzyczna od dawna. Młoda jest dwujęzyczna mniej-więcej od roku, jeszcze się załapała na okres kształtowania się aparatu mowy, więc jest nie do odróżnienia od rosyjskiego dziecka

Czeka ją w rosyjskim środowisku jeszcze rok - pierwsza klasa podstawówki. Stosujemy mL@H, z tym, że home rozumiane jest bardzo szeroko - kontakty towarzyskie utrzymujemy prawie wyłącznie z Polakami, więc home to jest wszystko poza przedszkolem i zajęciami dodatkowymi.
Wracamy za rok do Polski, chciałabym dwujęzyczność utrzymać. Może mi być trudno przestawić się na mówienie do dziecka po rosyjsku, nigdy tak nie mówiłam (po rosyjsku tylko jej czytam). Mogę mieć opory związane z "traumą" z dzieciństwa - aż do liceum byłam "ruska", z którą nie siada się w jednej ławce i nie gra w gumę na podwórku, ciągle mam wrażenie, że niewiele się w tej kwestii zmieniło - ostatnio w PL rozmawiałam po rosyjsku przez telefon i ktoś mi zasugerował, żebym "wracała do domu, a nie szykowała się do zabicia brata prezydenta".
Myślicie, że w tej sytuacji (zakładając, że bym się przemogła) OPOL będzie miał rację bytu?
Czy stawiać raczej na zachowanie biernej znajomości języka?