Dodaj do ulubionych

Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?!

12.05.06, 09:29
Witam wszystkich. Nie znalazłam podobnego wątku, ale jeśli jest to wybaczcie
moje złe szukanie...
Mojej mamie w grudniu wykryto 3 cm guza w piersi. Guz był usytuowany
nietypowo, bardzo blisko klatki piersiowej i gliwiccy onkolodzy stwierdzili,
że jego usunięcie może spowodować ryzyko przerzutu do kości, płuc...
Zastosowano więc bardzo silną chemię, potocznie zwaną czerwoną, której celem
była próba zmniejszenia guza. Mama przeszła 6 cykli chemii, była bardzo
osłabiona, wypadły jej włosy. Podczas badania krwi zaobserwowano spadający
poziom leukocytów, było to niepokojące. Jednak przed 6 chemią okazało się, że
badania są fantastyczne, wszystko w normie, a guz zniknął! Rak cofnął się
całkowicie!!! Mama bardzo dobrze się odżywiała podczas chemii, jadła i piła
wszelkie możliwe wzmacniacze typu oleje i chrząstki rekinie, kiełki, soki
brzozowe, hubowe itd...:) Jednak termin operacji został wyznaczony na koniec
maja. Mama bardzo źle to znosi psychicznie. Słyszała i czytała, że odchodzi
się od cięcia piersi, że można raka zwalczyć właśnie samym leczeniem. Mówi,
że gdyby nie rodzina to nie poszłaby na tą operację, mimo zaplanowanej
rekonstrukcji piersi. Boi się, że operacja zrobi z niej kalekę, boi się
martwicy... A najbardziej boi się, że operacja okaże się błędem, nawet
myślała, że to może wcale nie był rak... Czy zna ktoś jakiegoś postępowego
onkologa, u którego możnaby skonsultować przypadek mamy? Wiem, że naprzykład
na warszawskiej onkologii profilaktycznie obcięli kobiecie obie piersi :(
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 09:43
      Zawsze możecie skonsultować przypadek mamy w innym ośrodku lub u lekarza z
      innego CO. Skąd jesteście?
      • jastii Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 10:18
        Mama leczona jest w Gliwicach. Konsultowałam to w Warszawie w jednym źródle,
        mama również w Tychach. Obie konsultacje: pierś usunąć, aby zniszczyć źródło
        ewentualnego przerzutu. Ale skoro rak cofnął się całkowicie, nie ma żadnych
        nacieków, guz zniknął? Nikt w najbliższej rodzinie raka nie miał... Lekarze
        byli wręcz zaskoczeni, gdy mama zapytała o możliwość rekonstrukcji piersi.
        Oczywiście jest taka możliwość ale sami nie raczyli o tym nawet poinformować.
        Dowiedziała się o tym od chirurga z Tychów. Cięcie piersi jest tak powszechne,
        najłatwiej uciąć pierś i problem z głowy wydawałoby się... A wcale nie!
        Balbinko, nie wiemy do kogo udać się na kolejną konsultację :( Myślałam, że
        może tu ktoś mi kogoś sprawdzonego poleci...
        Tutaj opisywane są tak dramatyczne historie, że nasz problem wydaje się taki
        błahy... Czymże jest życie wobec utraty piersi i możliwych problemów z ręką...
        Dziękuję mimo to za odpowiedzi, bo my wygraliśmy z rakiem! :)
        • jastii Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 10:21
          Mój Boże, oczywiście chodziło mi, czymże jest utrata piersi i możliwe kłopoty z
          ręką wobec możliwej utraty życia... Wybaczcie, ale mam nadzieję, że każdy
          zrozumiał to właściwie, mimo paskudnego chochlika drukarskiego...
          • jastii Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 10:52
            W międzyczasie znalazłam namiar na polecanego secjalistę z Wrocławia dr
            Bębenka. Przekażę mamie :) Piszcie proszę czy spotkaliście się z podobnym
            przypadkiem...
            Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :)
            • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 11:04
              Jastii, mogę Ci polecić przychodnię PFESO w Warszawie, tam przyjmują prywatnie
              specjaliści z CO na Ursynowie.
              Wiesz, to nie jest mimo wszystko do końca tak, że jeśli objawy nowotworu
              cofnęły się, to nie ma komórek nowotworowych. Często są tzw. mikroprzerzuty,
              których obecnosci można się tylko domyślać. Decyzja należy tylko do was, ja nie
              mam niestety doswiadczeń w tym zakresie. Mam nadzieję, że ktoś się jeszcze
              odezwie.
              • karo18 Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 21:13
                Cześć jestem po operacji raka piersi Mieszkam w Rzeszowie tu chciano mi usunąć
                pierś chociaż guz był wielkości 0.8 cm Pojechałam do Gliwic i tam zrobiono mi
                operacje oszczędzającą. Nawet nie wspominałam o takiej tylko sami mi
                zaproponowali. Z tego co się zdąrzyłam zoriętować to jeśli naprawdę nie ma
                takiej potrzeby to nie usuwają piersi, wiem ze wykonują jescze badanie
                śródoperacyjne i ostateczną decyzję podejmują w czasie operacji.Jestem trzy i
                pół roku po zabiegu a trzy po całym leczeniu chemioterapia ( czerwona) i
                radioterapia oraz bronchoterapia, miałam przerzuty do węzłów chłonnych. A jeśli
                mozna zapytać to u kogo leczy się mama? pozdrawiam i życzę powodzenia mamie ja
                naprawdę jestem bardzo zadowolona z Gliwic
            • amelka810 Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 12.05.06, 23:35
              Witam!
              Ja bardzo polecam dr Marka Bębenka i jeśli to możliwe wybierzcie się do niego
              na konsultację. Inni lekarze w moim przypadku rozkładali ręce i nie chcieli
              wykonać operacji oszczędzającej (a mam 28 lat), trafiłam do dr Bębenka i on się
              zdecydował. Tak więc naprawdę warto konsultować. Z całą odpowiedzialnością mogę
              napisać, że dr Bębenek jest najlepszym onkologiem, jakiego znam. Nie boi się
              nowych wyzwań i wprowadzania nowych metod w leczeniu.
              Pozdrawiam serdecznie i życzę Twojej Mamie dużo zdrówka!
              • jastii Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 26.05.06, 19:02
                Dziękuję Wam. Dowiedziałam się czegoś więcej: mianowicie mojej mamie nie usuną
                całej piersi, a jedynie jej fragment z boku. Czy to jest właśnie ta operacja
                oszczędzająca, o której piszecie? O tym zadecydowali sami chirurdzy, ale o
                rekonstrukcję mama musiała sama się pytać, nie poinformowali o takiej
                możliwości. Fragment ten zostanie zrekonstruowany poprzez pobranie tkanki z
                brzucha.
                Mama postanowiła zdać się na lekarzy gliwickich, także do Wrocławia nie
                pojechała, a w przyszłym tygodniu idzie już do szpitala na operację, której
                jeszcze nie zna terminu :/
                Mamę prowadzi pani onkolog z glickiego Centrum Onkologii, niestety nie pamiętam
                nazwiska, jak się dowiem, napiszę.
                pozdrawiam serdecznie
                • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 27.05.06, 07:22
                  Tak, to jest właśnie operacja oszczędzająca. Pozdrowienia dla Ciebie i Mamy.
                  • jastii Re: Usunięcie piersi-czy naprawdę konieczne?! 29.05.06, 08:44
                    Mamę prowadzi pani dr Maria Maciejewska, kierownik Przychodni Przyklinicznej CO
                    w Gliwicach.
                    • jastii Re: Usunięcie piersi... 08.06.06, 10:16
                      Mama ma już za sobą aż 3 operacje w ciągu 4 dni... Przy pierwszej wykonali
                      operację oszczędzającą, rekonstruując pierś płatem skóry i tkanką z brzucha.
                      Wszystko było w porządku, płat żył, mama wracała do zdrowia, choć nadal nie
                      mogła się ruszać. Po 4 dniach okazało się, że zawinęła się żyła i do płata nie
                      dopływała krew. Kolejna operacja, prostowanie żyły. Okazało się mimo to, że
                      płat jest martwy. Kolejna operacja i niepewność. Jestem w innym mieście ale
                      nawet ojciec na miejscu nie jest pewny, czy mamie ostatecznie amputowali pierś
                      czy robili coś innego. Ta niewiedza mnie dobija. O niczym nie informują, jak
                      się pytamy to odpowiadają ogólnikami i zbywają. Przecież nawet nie wiemy nadal,
                      czy mamie usunęli węzły chłonne przy pierwszej operacji. Mama tak walczyła o tą
                      pierś... Okazało się, że rekonstrukcja jest w ramach refundowanych zabiegów, a
                      musiała walczyć do samego końca o nią. I teraz gdy prawdopodobnie straciła
                      pierś, boję się, że całkiem się załamie. Bardzo źle to wszystko znosi
                      psychicznie :( Skoro płat się nie przyjął, może nie powinni byli robić tej
                      rekonstrukcji od razu, słyszałam że powinno się odczekać pewien czas, ale
                      przecież chirurdzy wiedzieli co robią?? Powiedział, że jest 10% szans na
                      martwicę i 10 % szans na zakażenie.
                      Czy któraś z Was miała robioną rekonstrukcję?? Napiszcie proszę.
                      Czy operacja oszczędzająca polega na wycięciu samego guza, czy wycina się
                      fragment piersi?
                      pozdrawiam serdecznie
                      • jastii Re: Usunięcie piersi... 08.06.06, 10:21
                        Bez sensu to ostatnie pytanie zadałam, wycięcie guza, to wycięcie guza...
                        Wybaczcie ale jestem strzępkiem nerwów :( Nie wiem nawet czy gdy ją otworzyli
                        guza faktycznie już nie było, że "załatwiła" go chemia, jak mówili, czy go
                        jednak wycinali. Niczego konkretnego nie mogę się dowiedzieć, takie jest tam
                        zamieszanie :(
                        • jastii Re: Usunięcie piersi... 08.06.06, 12:20
                          Już po wszystkim. Pełna amputacja. Nie obejdzie się bez pomocy psychologa, bo
                          pewnie długo do siebie nie będzie mogła dojść, tak walczyła o tą pierś i
                          wszystko runęło. Może psycholog jej uświadomi, że najważniejsze jest jej życie,
                          co tam pierś, my nie potrafimy. :(
                        • ulaw2 Re: Usunięcie piersi... 08.06.06, 12:29
                          jastii przepraszam,jeśli urazi Cię to co piszę, choć nie mam zamiaru nikogo
                          obrażać.Walka z rakiem to nie operacja plastyczna.To walka o życie.I tylko to
                          się liczy.Choć nie doświadczyłam tego na własnej skórze to osobiście mogłabym
                          żyć bez obydwu piersi, po to tylko aby móc żyć i patrzeć jak dorastają moje
                          dzieci.Spójrz może na to wszystko trochę z innej perspektywy.I staraj się
                          przekonać mamę,że na dla wszystkich którzy ją kochają najważniejsze jest jej
                          zdrowie.
                          • jastii Re: Ulu... 09.06.06, 09:16
                            Liczyłam się prędzej czy później z taką odpowiedzią. Ja to wszystko wiem i na
                            nic nie muszę patrzeć z innej perspektywy! Miałam nadzieję, na odzew kogoś kto
                            przechodził podobną sytuację, kto pokonał raka i po amputacji piersi przeszedł
                            jej rekonstrukcję. Czy tu wolno tylko pisać o samej chorobie, a o życiu z nią i
                            po niej już nie?? W końcu to wszystko dotyczy raka i tylko przez niego przez to
                            wszystko przechodzimy! A psychika ludzka jest tak delikatnym narzędziem, że
                            zwyczajnie chciałam się tym podzielić, myślałam, że to jest najbardziej
                            odpowiednie miejsce. I nie musiałaś doprawdy uświadamiać mi tych wszystkich
                            rzeczy, które są oczywiste, bardzo to przykre...
                            Dziękuję innym dziewczynom, które zrozumiały problem, dały namiary na
                            specjalistów, dodały dobre słowo i nie wytykały błahości problemu mojej mamy,
                            która choć pokonała raka (hura!!!) nie potrafi sobie poradzić z utratą piersi,
                            którą uratowała i nagle straciła. Całe życie była silną kobietą, a teraz
                            kompletnie się załamała. Wierzymy, że dojdzie do siebie i że rozumie, że życie
                            jest najważniejsze. Narazie pracuje z nią psycholog.
                            Do tych, których to zainteresuje: chirurg plastyk przekazał informację, że
                            można przeprowadzić rekonstrukcję po całkowitej amputacji najwcześniej po 3
                            miesiącach, nie trzeba żyć bez piersi. I jest to refundowany zabieg.
                            Dowiadujcie się, pytajcie. Sami nie mówią, a posiadają najnowsze technologie.
                            • reloud1 Re: amputacja piersi 12.06.06, 11:24
                              Witam,
                              trochę późno odkryłam to forum... i żałuję, że nie wcześniej.
                              Chcę Ci tylko powiedzieć - CIESZ się, że Twojej mamie amputowano chorą pierś.
                              Będzie cieszyć się życiem jeszcze kilka lat, bez bólu - a to bardzo ważne.
                              U mojej mamy 2 lata temu zdiagnozowano nowotwór sutka - GrIII -
                              rozprzestrzeniający się naczyniami limfatycznymi, więc dośc niespotykana postać
                              i źle rokująca. Tak więc walka została rozpoczęta od tej samej chemii co u
                              Twojej mamy - poprzez naświetlania, balbinę i najnowszy lek ( zapomniałam, ale
                              brzmiało coś jak cheparyna).
                              Mama ze względu na pewne zdarzenia z przeszłości nie poddała się zabiegowi
                              usunięcia nowotworu. To był błąd.
                              W chwili obecnej mama jest osobą niechodzącą - nie dlatego, że stało się coś z
                              nogami, ale dlatego że nowotwór wyszedł na wierz i zajął tak rozległy obszar
                              prawej strony klatki piersiowej, że ból i pękanie rany powoduje zatrzymanie jej
                              w łóżku. Jest osłabiona schudła 20 kg i ... płaczę na samą myśl o tym jak
                              cierpi. Aby nie bolało codziennie bierze Tramal (2x dziennie ) Ketanol Forte
                              (2X) oraz Signopam na uspokojenie...
                              W kwietniu tego roku leczenie w Instytucie Onkologii przy Wawaelskiej zostało
                              zakończone wypisem do lek.rejonowego i hospicjum :(
                              Od dzisiejszego dnia mama jest również pod opieką i hospicjum domowego,
                              jednoczesnie stosujemy leczenie homeopatyczne (nazwy nie podam, aby nie być
                              posądzoną o akwizycję). Nie wiem jaki jest dany jej czasz by cieszyć się
                              życiem,a nam by być z nią, ale wiem jedno, że żałuje decyzji o nie usunięciu
                              piersi.
                              Najbardziej przykre jest to, że lekarze nie uświadamiali mamy o tym jakie będą
                              konsekwencje pozostawienia nowotworyu...
                              Pozdrawiam Was - i życzę zwycięskiej walki.

                              Ula.
                              • jastii Re: amputacja piersi 17.06.06, 22:40
                                Bardzo ale to bardzo Ci współczuję, to takie niewyobrażalnie przykre :(
                                Trzymaj się i bądź dla mamy podporą i radością.
                                W przypadku mojej mamy guz zniknał podczas chemii. Mama miała wobec tego
                                wątpliwości co do operacji. Lekarze mieli przeprowadzić operację oszczędzającą z
                                rekonstrukcją piersi jednak po 4 dniach rekonstrukcja nie przyjęła się i mamie
                                usunęli pierś i węzły chłonne. Przeszła 3 operacje w ciągu 5 dni. Lekarz mówił,
                                że na to co się stało było 2% szans.
    • in_situ Chemioterapia raka piersi 19.06.06, 11:10
      Rak piersi po chemioterapii nie cofa się całkowicie. następuje regresja
      (częściowa lub całkowita) makroskopowo, a więc to co widzimy na badaniach
      obrazowych własnymi oczyma. Poniżej 0,1 mm zmiany oceniać już można wyłącznie
      mikroskopowo, co jest możliwe wyłącznie po pobraniu wycinka do badania hist-pat.

      Chemioterapia samodzielnie do wyleczenia może prowadzić wyłącznie w przypadku:
      nowotworów zarodkowych jądra / jajnika, ostrych białaczek limfatycznych i
      szpikowych, choroby trofoblastycznej, ziarnicy złośliwej i niektórych
      chłoniaków.
      W przypadku innych nowotworów (piersi, jajnika, raka jelita grubego, mięsaka
      Edwinga, kostaniakomięsaka, mięsaków tkanek miękkich, nerwiaka zarodkowego)
      chemioterapia spełnia rolę pomocniczą (redukuje wielkość guza, eliminuje
      mikroprzerzuty) - w statystykach przedłużając znacząco przeżycia, lub
      paliatywną (rak płuc, jajnika, piersi, jelita grubego, rak gruczołu krokowego,
      nowotwory głowy i szyi, przewlekłe baiłaczki szpikowei limfatyczne) - tj.
      zmniejszając dolegliwości związane z chorobą, ale nie wydłużając w sposób
      znaczący okresu przeżycia.
      Są też na końcu nowotwory nie poddające się leczeniu chemicznemu: czerniak, rak
      nerki, trzustki, dróg żółciowych, tarczycy.

      W przypadku takich nowotworów jak rak piersi - jednorazowa dawka leku
      (chemioterapia) niszczy za każdym razem ten sam odsetek komórek nowotworowych a
      nie ich liczbę bezwzględną - wynika z tego jasno, że leki cytostatyczne nie są
      w stanie zniszczyć nowotworu do ostatniej komórki.
      Tak więc bez leczenia radykalnego (tj. prowadzącego do wyleczenia) redukcja
      guza chemioterapią byłaby jedynie przejściowa.

      Chirurgiczne leczenie oszczędzające ma szereg przeciwskazań:
      - brak możliwości osiągnięcia dobrego efektu kosmetycznego (przez położenie
      guza lub jego wymiary)
      - guz > 3 cm lub wieloogniskowy
      - rozległe mikrozwapnienia
      - brak możliwości wycięcia zdrowej tkanki sąsiadującej z guzem, minimum 10 mm
      - rak po stronie lewej (duże pole do radioterapii pooperacyjnej obejmujące
      serce)

      czynnikami przemawiającymi za leczeniem oszczędzającym są:
      - rak piersi histopatologicznie o dobrym rokowaniu (rdzeniasty, śluzowy,
      cewkowy)
      - małe zaawansowanie guza (T1, T2)
      - brak przerzutów do węzłów chłonnych! (N0)

      Czynników predysponujących do rozwoju raka piersi jest mnóstwo, to, że nikt w
      rodzinie nie chorował - oznacza jedynie pewne zmniejszenie ryzyka zachorowania,
      ale absolutnie go nie eliminuje.

      Za wyleczoną uważa się we współczesnej onkologii osobę, która przeżyła od
      momentu leczenia radykalnego 15 lat bez wznowy nowotworu złośliwego i
      przerzutów.
      Średnia przeżycia 5-letniego dla chorych na raka piersi (bez względu na stopień
      zaawansowania) sięga obecnie ok. 60%.

      Krytyczne opiniowanie decyzji zespołu lekarskiego dotyczącej wykonania
      mastektomii (amputacji piersi) bez szczegółowej wiedzy o samym nowotworze
      (dokładne położenie, stopień zaawansowania, stopień złośliwości itp. jest
      pochopne i przedwczesne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka