yago997 16.07.08, 08:21 Nie chce już mi się walczyć, wiem że nie ma ratunku dla mojej mamy, nic tu już nie pomoże Koniec nadejdzie, obojetnie co zrobię Wpadłam w dziwny stan, jest mi juz wszystko jedno... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
deria1 Re: Poddaję się.. 16.07.08, 09:06 Rozumiem cię doskonale! To wcale nie tak, że się poddajesz - medycyna jest bezradna wobec raka, przerzutów...itp Mój tatuś ma przerzuty do mózgu i wiadomo jakie rokowania! I choćbym wszystko sprzedała, miała nie wiem ile pieniędzy, najlepszego na świecie lekarza - to i tak nie uratuję taty - bo nie ma takiego leku, takiego sposobu leczenia, który zniszczyłby wszystkie komórki rakowe! Z tą świadomością każdy z nas musi się prędzej czy później oswoić! Pogodzić - jak już pisałam na tym forum - przenigdy! Życzę tobie (i sobie) dużo siły w tym trudnym okresie! Oraz aby nasi bliscy nie cierpieli! Odpowiedz Link
yago997 Re: Poddaję się.. 16.07.08, 14:16 dziekuję ci bardzo za słowo otuchy mama jest po 7 chemii, na plastrach, bardzo ją boli ja nie moge tego znieśc i po prostu uciekam powinnam byc przy niej, ale uciekam............... Odpowiedz Link
polimeraska Re: Poddaję się.. 16.07.08, 19:05 Pamietam, ze pojawilas sie na forum mniej wiecej zaraz po mnie, pamietam, jak bardzo zazdroscilam Ci, ze dla Twej mamy jest wiecej nadziei niz dla mojego tatusia...trzymalam kciuki za wasza walke, "dopingowałam Ci"...bardzo mi przykro,ze tak sie wszystko potoczyło. Rozumiem Cie, nawet nie wiesz jak bardzo, jak bardzo odcvzuwam kazdy podobny wpis chorych na raka trzustki... Zadne slowa tu nie pomoga, ale napisze jedno, badz przy mamie, teraz bardziej niz kiedykolwiek, badz i chłon kazdy jej oddech, kazde słowo, każdy uśmiech, uscisk...mi tak barzdo tego brak, brak mi nawet tych chwil kiedy tatus juz nie wstawał,kiedy juz był u kresu cierpien ale ja jeszcze mu mogłam oddac siebie...wiem ze to wszytsko jest tak okrutne i tak bardzo boli, ja płakałam w pokoju u siebie po kryjomu, albo w łazience...tak zeby tatus nie widział...wiem jak trudno jest zebrac sily by trwac i byc do konca, ale naprawde, wierz mi bedzie Ci tego kiedys brakowac...kiedys to co teraz pisze czytałam pisane przez inne osoby i nie mogłam sobie wyobrazic ze kiedys bede w takiej sytuacji, ze bede w stanie to przezyc... a teraz sama to pisze...musimy przez to pzrejsc, Ty musisz wytrwac, dasz rade, kazdy z nas daje, czy czuje sie na silach czy tez nie, czy w to wierzy czy nie...po prostu... sciskam Cie bardzo mocno i ciepłe promyki ślę[*] M. P.S. Jesli masz jakies pytania czy chcesz pogadac, pisz na gazetowego mejla. Odpowiedz Link
akado Re: Poddaję się.. 16.07.08, 16:26 Yago rozumiem Cię doskonale, moja mama umarła miesiąc temu (rak płuc z przerzutami na mózg) i też przeżyliśmy bardzo ciężkie i trudne chwile - ale NIE uciekaj teraz od mamy. Ona teraz bardzo Cię potrzebuje!!! Wiem że to Twoja reakcja obronna - ale kto ma jej zapewnić teraz poczucie bezpieczeństwa jeśli nie Ty, jej własne dziecko? Pomyśl, że gdyby sytuacja była odwrotna, Twoja mama nie odstępowałaby Cię na krok w chorobie i w bólu i przytulałaby do końca, pamiętaj o tym. A i Ty nie uciekałabyś od własnego dziecka gdyby było chore. Od mamy nie wolno Ci teraz uciekać. Naprawdę musisz sobie teraz poukładać w głowie tą sytuację - aby funkcjonować teraz DLA MAMY, a jeżeli ta sytuacja Cię przerasta proszę poradź się psychologa - przy Hospicjach jest pomoc psychologiczna dla rodzin, naprawdę warto, mojej cioci (siostrze mojej mamy) bardzo pomógł taki psycholog przed mamy śmiercią w tych ciężkich momentach. Odpowiedz Link
akado Re: Poddaję się.. 16.07.08, 16:28 Dodam tylko parę słów jeszcze - to są Wasze ostatnie tygodnie, miesiące, wykorzystaj je z mamą na maxa, aby czuła się kochana i bezpieczna, naprawdę warto a i Ty staniesz się przez to silniejsza, uwierz mi! Odpowiedz Link
yago997 Re: Poddaję się.. 16.07.08, 20:21 Boże bardzo Wam dziękuję, bardzo ale teraz nie mogę znalezc w sobie żadnej siły jest mi wszystko obojętne nie posżłam do pracy, siedze w domu nawet nie chce mi sie ubrac nic nie ma sensu chcę byc sama a mimo wszystko tu zaglądam chce uciec i nie wrócic Odpowiedz Link
ewam1959 Re: Poddaję się.. 16.07.08, 20:54 Tak bardzo Cię rozumiem, moja Mamusia odeszła ponad dwa miesiące temu, ale miałam taki sam okres - nic mi się nie chciało, najchętniej przeleżałabym cały czas w łózku, brak motywacji - nic nie robiłam, nie sprzątałam, nie prałam (wszystko wrzucałam do pralki). Ale nie możesz poddawać się, staraj się robić coś, żeby tylko zająć czas. Wiem, że to trudne, bo nawet teraz są momenty, że nic mi się nie chce. Ale trzeba próbować, bo inaczej sama wpędzisz się w chorobę. Ściskam Cię mocno, Ewa Odpowiedz Link
nasturcia Re: Poddaję się.. 16.07.08, 21:02 Chciałam Ci tylko nadmienić, że nie jesteś sama - masz nas, ludzi których dotknął ten sam problem. Dzisiaj Ty potrzebujesz wsparcia - więc jesteśmy, jutro zapewne poprosi o nie ktoś inny - i wtedy Ty będziesz. Nie daj się depresji, wychodź do ludzi i proś o pomoc jeśli nie będziesz dawała sobie rady. Bardzo mocno Cię ściskam! Odpowiedz Link
elianaa Re: Poddaję się.. 16.07.08, 21:43 Wiem doskonale co czujesz... ja juz zaczynam lapac sie na tym ze wchodze co chwile do mamy jak spi i sprawdzam czy oddycha... wiem ze to juz koniec ale nie moge i nie chce sie z tym pogodzic.. Trzymaj sie mocno, zdaje sobie sprawe z tego ze to tylko banalne slowa ale jesli moglabym Ci jakos pomoc to tylko powiedz slowo. Odpowiedz Link
aron68 Re: Poddaję się.. 16.07.08, 22:28 Witaj Znam ten stan, to przychodzi kiedy wiemy, że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy zrobić. Nadchodzi wtedy powolne wyciszenie i zmęczenie, cholerne zmęczenie. Kiedy musimy się pogodzić z faktem, że kończymy walkę. Pomyśl ile dałaś mamie ile czasu dzięki Twojej walce zyskała życia. TO się liczy tak naprawdę. Wszyscy znaliśmy jakie są rokowanie i jakie nasze mamy miały szanse. Podjęliśmy tę nierówną walkę pomimo wszystko. Walkę o godne znoszenie choroby i jak najlepsze przejście na te druga stronę. Więc sama widzisz, że w niej nigdy nie da sie poddać. Trzymaj się. Artur Odpowiedz Link
annmaria Re: Poddaję się.. 16.07.08, 22:39 Doskonale Cie rozumiem. Przechodzilam to rok temu. Bylam tak zmeczona i zalamana ze marzylam tylko o tym zeby zamknac sie w domu i zeby nikt nic ode mnie nie chcial. A wiedzialam ze zrobilam wszystko a moze nawet wiecej. Ale nie wiem jak to sie stalo nagle zrozumialam ze to ostatnia szansa zeby Tate za reke portrzymac zeby pocalowac przytulic sie powiedziec kocham. Zeby poczuc jego zapach patrzec na malenka probe usmiechu...Jak napisala Polimeraska wykorzystuj te chwile do konca do dna bez wzgledu na stres i zmeczenie. Moze to nieludzkie ale potem zal kazdej sekundy ktora przeznaczylas na sen na rozpacz na lzy. Potem nawet szukajac zapachu nie mozesz go znalezc. A kiedy Oni odchodza mysle strasznie potrzebna Im nasza bliskosc. Przytulam Cie do seraca.Anka Odpowiedz Link
bianca36 Re: Poddaję się.. 17.07.08, 20:47 Kochana yago997 Ja też przechodziłam przez to wszystko. Pół roku walki i jak straszna klęska. Mojej mamusi nie ma już prawie miesiąc. Uciekłam w pracę. Żeby nie myśleć. Ja też nie miałam wtedy na nic siły. Sama nie wiem jak funkcjonowałam. Ten cholerny rak zżera całe rodziny, nie tylko chorego. Czułam, że jestem coraz słabsza, moja wiara w wyzdrowienie mamy przerodziła sie w pragnienie, żeby miała lekką śmierć, żeby nie cierpiała już. Przez pół roku schudłam ponad 10 kg. Do dzisiaj nie mogę do siebie dojść. Ludzie nie powinni tak umierać. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Takie męczarnie są nieludzkie. Ja również gdy widziałam tak cierpiącą mamę pragnęłam tylko uciec i tego nie widzieć. Ale gdy nie było mnie w szpitalu wciąż myślałam i chciałam być znowu jak najszybciej przy niej. Myślę, że każdy ma jakąś wytrzymałość psychiczną i kiedyś nadejdzie wypalenie, czyli stan kiedy już ci wszystko jedno. Tak też było ze mną. Wciąż trwam w tym stanie. Odpowiedz Link
yago997 Re: Poddaję się.. 18.07.08, 18:31 Nie mam słów aby wyrazic moją wdzięcznosc, za to że jesteście, za to że dzielicie się ze mną ciepłym słowem, to bardzo wzruszające, nigdzie nie spotkałam sie z takim zrozumieniem jak tutaj.. bardzo Wam dziekuję Odpowiedz Link
ewam1959 Re: Poddaję się.. 19.07.08, 22:43 Nie wiem, czy pamiętasz, ale kilka miesięcy temu pisałysmy do siebie, byłaś tak pełna optymizmu. Ja wiedziałam,, że nawet usunięty guz trzustki daje przerzuty, moja Mamusia miała guz nieoperacyjny i od diagnozy przeżyła tylko 7,5 miesiąca. Wierzyłam, że zdarzy się jakiś cud, że będzie nam dalej darowane życie. Ale tak się nie stało. A tyle rzeczy było przed nami, i co mi teraz zostało - NIC !!! Trzymaj się dzielnie i jak chcesz to pisz do mnie na adres: armadilo@toya.net.pl Odpowiedz Link
halas1961 Re: Poddaję się.. 20.07.08, 22:10 3 maja odeszla moja corcia Agatka (23 lata). Bardzo sie balam momentu smierci. A dzis jestem wdzieczna Bogu ze pozwolil mi byc przy niej, trzymac ja za reke w ostatnich chwilach jej pobytu tu na ziemi, i ze to ja zamknelam swoja reka jej powieki. Bylam na dlugim trzymiesiecznym zwolnieniu lekarskim, aby byc tylko caly czas z nia. Wczesniej podczas operacji i po operacjach tez bralam zwolnienia. Efektem tego jest wypowiedzenie z pracy, ktore otrzymalam 30 czerwca. Ale niczego nie zaluje. Postapilabym dzis tak samo, albo jeszce czesciej bralabym zwolnienia. Kiedy otwieram pudeleczko w ktorym mam jej wlosy zebrane ze szczotki i czuje jej zapach wiem ze zrobilam dobrze, ze nie oddalam jej do szpitala, mimo ze spalam prze ostatnie poltora miesiaca po jednej , dwie godziny, mimo ze ze zmeczenia plakalam. Wiem ze moja Agatka czula sie przy mnie bezpiecznie i spokojnie cichutko odeszla i ze czula ze trzymam ja za reke i ze jestem z nia. Teraz na mnie czeka i jesli Bog wybaczy mi moje grzechy jestem pewna ze to moja corenka w momencie smierci przyjdzie po mnie. Bralam lek Xanax przeciwlekowy, swietnie sie po nim czulam, mialam sile i duzo energii, a przede wszystkim spokoj, ale bralam go przez okolo poltora roku, od poczatku choroby corki. Polecam. Musisz jakos sie przelamac, bo potem nigdy sobie nie wybaczysz, ze uciekalas ze nie bylas z nia i przy niej Zycze duzo sily Halina -mama Agatki Ps. Jest bardzo pomocne w okresie zaloby forum.gazeta.pl zaloba... Odpowiedz Link
attenna11 Re: Poddaję się.. 21.07.08, 10:27 Bałam sie momentu kiedy nadejdzie ta chwila.... Teraz wiem , że tak mialo byc. Byłam przy mamie w chwili smierci, nie żałuje, ze zostawiłam prace, zaniedbalam dom...byłam caly czas z mamą. Ona o tym wiedziała, czuła to. Teraz to daje mi siłe. Nie uciekaj...od tego nie można uciec. Wiem że czasem to jest trudne ale zbierz siły i bądź przy mamie!!! Nie tylko ona tego potrzebuje Ty równiez (potem zobaczysz , że to bylo konieczne). Trzymaj się. Odpowiedz Link
ptasie Re: Poddaję się.. 21.07.08, 19:45 Wiem Kochana jak trudno przez to wszystko przejść. Ja byłam przy mamie prawie do samego końca. Strasznie przez te 8 miesięcy schudłam, zestarzałam się i posiwiałam. Ale byłam przy niej, dawałam jej nadzieję, której tak oczekiwała. Trzymałam ją za rękę, masowałam stopy, myłam, zmieniałam plastry a potem wychodziłam z pokoju i na korytarzu szpitalnym wypłakiwałam się do ściany i znowu do niej wracałam. I niczego nie żałuję bo byłam przy niej, do końca z nią rozmawiałam, bo cały czas była świadoma i to wszystko mam teraz w pamięci - MOJĄ MAMĘ. Odpowiedz Link
yago997 Re: Poddaję się.. 06.08.08, 00:01 poddałam się a na dodatek chyba wariuję.. czuje u siebie nastepujace nowotwory: rak jajnika lub rak jelita grubego, - to przez okropne bóle brzucha i krzyża, wzdęcia,biegunki, brak apetytu i chudnięcie, osłabienie, ostatnio mdleję a podczas badania tarczycy lekarze naprawde wykryli u mnie guza tarczycy... mama jest w szpitalu, miała wykonane zespolenie, ale nie czuje sie lepiej nie daję rady Odpowiedz Link
ewelka1308 Re: Poddaję się.. 06.08.08, 10:33 myślę, że Twój stan fizyczny, złe samopoczucie jest spowodowane ogromnym stresem. To co teraz przeżywasz bardzo się na Tobie odbija. W czasie choroby mojej mamy też bardzo schudłam, w ogóle nie chciało mi się jeść i choć trudno w to uwierzyć, to bywały takie dni, kiedy mama zjadała więcej ode mnie. Nie wiem, jak żyłam, skąd brałam siłe na to,że by wstać z łóżka. Bóle brzucha i biegunka to też u mnie normalka. Omdlenia mi się nie zdarzały. Wybierz się może do lekarza po jakieś leki na uspokojenie. Może to coś Ci da. Moja mama po zespoleniu też nie czułą się najlepiej. Po kilku dniach jej stan psychiczny znacznie podupadł-inni wstawali, chodzili, jedli, a ona nie miała siły, ale przecież na początku nie mogła jeść. Często widziała rezygnację w jej oczach. Po powrocie do domu było trochę lepiej. Ogromnie Ci współczuję. Stan mamy i guzki na tarczycy to wydaje się zbyt wiele jak na jedna osobę. Jedno jest pewne: przetrwasz to. Dasz radę. Bo taki jest nasz los niestety... Trzymaj się. Odpowiedz Link
bianca36 Re: Poddaję się.. 07.08.08, 12:29 Wiesz, ja przez pół roku miałam bóle w okolicach podbrzusza po prawej stronie. Niby nic takiego, nie był to jakis silny ból, ale ciągły i bardzo uciążliwy. Też myślałam o nowotworze. Człowiekowi różne myśli do głowy przychodzą. Przestraszyłam się na dobre, gdy robiłam okresowe badania. Wyszło podwyższone ob. Po śmierci mamy jak na razie bóle zupełnie zniknęły. Teraz myślę, że to ten ciągły stres. Ciągłe życie w napięciu, stres to najkrótsza droga do choroby, Jak już pisałam wcześniej przez pół roku schudłam ponad 10 kg. A że zawsze raczej byłam szczupła to wyglądałam okropnie. Teraz staram sie to wszystko nadrobić. Myslę, że szczególnie ciężko jest tym osobom, które tak naprawdę zostają same z chorym na raka. Ja nie miałam od niekogo żadnej pomocy. Ja jeżdziłam z mamą po lekarzach, chodziłam do szpitala, gotowałam, zmieniałam pampresy, pocieszałam... Samo fizyczne wyczerpanie to nic w porównaniu z psychiką. Po jakimś czasie obcowania z takimi cierpieniami i ze świadomością, że umiera najblizsza osoba psychika siada i czułam potrzebę, żeby ktoś wspierał mnie w tym wszystkim. Bo jak mam być dla mamy podporą, skoro sama potrzebyje pomocy. Tym bardziej, że z mamą pod koniec życia trudno było się porozumieć. Zaczęła obwiniać mnie o to, że nie może chodzić. Że nic nie robię żeby jej pomóc itd. Nie było dnia, żebym nie płakała z żalu, bezsilności. Odpowiedz Link