gypsi
05.09.07, 15:35
Wlasnie wrocilam od, a zeby moc wrocic na fotel (zanim zaczelo dzialac
znieczulenie, wzieli nastepnych pacjentow), musialam uczestniczyc w
negocjacjach z wyjaca kilkuletnia dziewczynka. Totalnie przerazona. No jakos
sie nam udalo, w koncu pozwolila sobie zajrzec do buzi.
W zwiazku z tym, chce sie podzielic kilkoma przemysleniami jak uniknac powyzszego.
Po pierwsze: nie straszyc, ze dentysta czy doktor zrobi krzywde, da zastrzyk
albo cos w tym stylu. Tu sie raczej nie slyszy, ale w Polsce bylo na co dzien.
Zawsze wtedy, usmiechajac sie jadowicie (bo ja tylko tak umiem, BTW;) mowilam,
ze dam, ale mamie/tacie/babci/cioci, zalezy kto przyszedl z dzieckiem i straszyl.
Po drugie: przyzwyczajac. Przejsc sie do dentysty z
rocznym/kilkunastomiesiecznym dzieckiem (mozna zabrac na swoj przeglad).
Pokazac gabinet, sprzet, wziac na kolana na fotelu i pobawic sie sprzetem
(poprosic o pokazanie) - lampka, dmuchawa wody i powietrza, wiertlem. Poprosic
dziecko o otwarcie i pokazanie dentyscie buzi. Dentyscie mozna wczesniej podac
jakis upominek i poprosic o wreczenie na koniec wizyty.
I tak co pol roku/rok.
Dziala, moje panny jeszcze do niedawna byly przekonane, ze dentysta to taki
czlowiek, do ktorego sie chodzi po szczoteczki do zebow/paste i gume do zucia.
Trzeba tylko chwilke cierpliwie posiedziec z otwarta buzia:) A Starsza przy
pierwszym wypelnieniu byla co prawda lekko zdziwiona, ale pozwolila zrobic
sobie wszystko bez problemu.
Po trzecie: zapobiegac. U mojego dentysty w poczeklani wisza 2 ulotki - 10
najgorszych napojow dla dzieci (wlasciwie tylko mleko i woda sa bezpieczne dla
zebow), soki owocowe owszem, ale rozcienczone i wylacznie w porach posilkow
(chyba ze dziecko umyje zeby po wypiciu) oraz cos o butelce, wlasciwych
naczyniach do picia i nie podawaniu niczego z cukrem na noc. Usilowalam
znalezc na stronie mojego PCT, ale nie moge (a mialy logo).