staruch5
27.03.11, 18:55
Dalem mocno banalny tytul, ale to dlatego, zeby chcacemu bylo latwo trafic w wyszukiwarce.
Spedzilem 4 dni narciarskie w rejonie Engadyny. Byl to wyjazd indywidualny. Za rada jabola (dziekuje) zamieszkalem w schronisku mlodziezowym w Pontresinie. Jest to kilka kilometrow od St. Moritz, wiec o miejsca – juz wlasciwie – po sezonie bylo latwo. Takie schronisko oprocz zalety cenowej ma tez wady: kiepski stndard, duze uzaleznienie od wspolspaczy w pokoju, slabe jedzenie. Dla jadacych na narty jest to rozwiazanie do przyjecia, dla jadacych na urlop – raczej nie, choc istnieja w schronisku pokoje 2-osobowe, co troche komfort poprawia.
O tej porze roku w rejonie engadynskim czynne byly 3 duze obszary narciarskie i 2 mniejsze, ktore pomine (Majola, Muragl).
Pierwszy dzien spedzilem w Diavolezzy.
www.infosnow.ch/~apgmontagne/?lang=en&pid=38&tab=map-wi
Jest to od Pontresiny najblizej. Najwygodniejszy transport jest koleja. Jest to linia waskotorowa z Zernez do Tirano. O 8:09 mialem pociag (ze schroniska na peron jest jakies 50-70 m), z ktorego wysiadlem o 8:28 w Diavolezzy. O 8:30 ruszala pierwsza kolejka na Diavolezze.
Ten rejon sklada sie z 2 kawalkow, a wlasciwie z 2 tras, z kilkoma wariantami - Diavolezza (2093 -2978) i na przeciw - Lagalb (2107 - 2893). Oba rejony obsluguje po jednej linowce. W Diavolezzy na gorze jest krzeslo wiosenno-lodowcowe. Tam mozna jezdzic do konca maja. Wiecej ludzi oblega Diavolezze, wiec ja wiekszosc czasu spedzilem na Lagalbie. Ladnie tam, jazda bardzo dobra, trasy czerwono-czarne, choc czarne to tylko miejscami. Brak niebieskich. Aby przeskoczyc miedzy oboma czesciami trzeba odpowiednio wczesniej skrecic w prawo z Diavolezzy lub z Lagalba po prostu zjechac w dol (jest minimalnie (14 m) wyzej). Czasem otwarta jest trasa lodowcowa (Gletscher runde),wzdluz lodowca Morteratsch.To taki skirout, ale powrot busem. Ostatni kurs na gore byl 16:45, Powrot pociagiem o 17:22.
Dla mnie mocno nieprzyjemne jest jezdzenie caly dzien linowkami. Nie chodzi tylko o stanie (czesto w tloku) i lazenie z nartami po schodach, ale tez ciagle przebieranie sie: narty, kask, okulary, rekawice, plecak, a nawet kurtka. 2 razy mozna – OK, ale 25-30?!
Trzeci dzien spedzilem na Corviglii.
www.infosnow.ch/~apgmontagne/?lang=en&pid=41&tab=map-wi
To jest gora najblizsza Sw. Maurycemu, ale poludniowa. Pewnie w styczniu jest wysmienicie, ale pod koniec sezonu, po poludniu moze byc kasza. Autobus z Pontresiny startowal o 8:14, by dowiezc mnie do Celeriny (kolo Hotelu Cresta Palace) na 8:30. Tu nieprzyjemny spacer z 400-500 m , troche pod gore do linowki na Marguns. Z tego miejsca jest wjazd w 2 obszary; jeden to kociol na wprost, a drugi w lewo, to sama Corviglia, kilka znanych tras i wyjazd linowka na sama gore (Piz Nair 3057). W kotle jest kilka tras. Najbardziej przypadla mi do gustu czarna 18 z Fourcia Grischa. Sama gora (Piz Nair) nie podniecila mnie. Ulubiona trasa zostala czerwona 17 z Fuorcia Grischa. Jest ciekawa (narciarsko), tez ciekawa widokowo, dluga i pusta. „Robienie” jej wymaga uzycia 2 krzesel, Gluna i V (jesli ktos chce poruszac sie po zalaczonych mapach, to sugeruje uzywac Mozilli; w IE nie podswietlaja sie numery tras i wyciagow po najechaniu mysza). Jakas godzine, dwie spedzilem na poludniowym stoku z 3 krzeslami. Czarna Olimpia byla zamknieta. Podobala mi sie czerwona Paradiso. Zaczynalo byc miekko. Zjazd na sam dol do Celeriny (1720) odbywal sie warunkach zupelnie wiosennych (izoterma 0C byla na 2800). Krzesla w kociolku zamykali o 15:55 i 16. Bardzo wczesnie :-(
Drugi i czwarty dzien do byl Corvatsch.
www.infosnow.ch/~apgmontagne/?lang=en&pid=42&tab=map-wi
To jest najlepsze, najciekawsze miejsce. Jest tu najwiecej tras i jest to stokowisko polnocne. Drugiego dnia dojechalem tam busem. Niestety byl pozno (tzn. pozno to bylo sniadanie, bo dopiero od 7:30), bo o 8:24. Na miejscu w Surlej (Corvatsch bahn) byl o 8:54. To dla mnie jest o dobre pol godziny za pozno, zwlaszcza, gdy jest goraco.
Tu bylo sporo dobrej jazdy. Zdecydowanie dobra jest sama gora. Linowka wyjezdza na 3303. Sam szczyt Corvatsch ma 3451. Sa 2 dobre trasy, Standard i Fuorcla. Piekny widok, urozmaicona jazda, zakrety, „padaki”. Sa one tez dosc dlugie. Na ich koncu sa 2 orczyki, ktorymi sie wraca do linowki lub bardzo wolne krzeslo Giand Alva, ktore daje nieciekawa trase (Giand Alva). Jest za to mozliwy (ponoc dobry) wariant czarny do Sw. Maurycego-Zdroju, ale powrot busem...
Zdecydowanie dobra trasa jest Chastelets z wydajnym krzeslem, oswietlana na wieczor. Tu tez robi sie najciasniej. Po znudzeniu sie tym rejonem mozna orczykami przerzucic sie w rejon Furtschellas. Tam jest niezle krzeslo (Furtschellas wlasnie), ktore daje co najmniej 2 dobre trasy. Jedna to czarna 20 Muntanella i czerwona 21 Chuderun. Zwlaszcza ta ostatnia daje mocne wrazenia widokowe, kiedy wyjezdza sie na kolejne poprzeczne garby z otwierajacymi sie widokami na doline z jeziorami.
Czwartego dnia dotarlem na Corvatsch samochodem na ostatni (!) bezplatny parking w okolicy w Sils, pod linowka Furtschellas. Krzeslo Furtschellas, jak na tutejsza mode, bylo dosc dlugo czynne, bo do 16:30. Zjazd na sam dol w calkiem dobrych warunkach, bo to w lesie, no i czwartego dnia bylo chlodniej (0C okolo 2100).
Parking (podziemny) pod sama koleja Corvatsch jest przyzwoicie platny. Ponizej zas, jakies 300 m jest duzy parking otwarty – wydaje mi sie, ze nieplatny. Prawdopodobnie, jak sie z niego podejdzie kawalek, to mozna skorzystac z orczyka Cristins, ktory dowozi do linowki. I z mapy, i z „ogladu” z autobusu, mam wrazenie, ze jednak sporo trzeba podejsc od parkingu do owego orczyka.
Przez 4 dni panowala wspaniala pogoda. Prawie bezchmurnie, a jesli juz zachmurzenie, to nielicznymi „pierzakami”. Bezwietrznie! Nawet na 3000! Izoterma 0C dochodzila do 2800 w najcieplejszy dzien. Bylo wiec optymalnie, tzn. cieplo, ale (w zasadzie) bez kaszy i muld. Swietne warunki sniegowe, sniegu pod dostatkiem. Otwarta znakomita wiekszosc tras, duzo sniegu naturalnego, zadnych przetarc, snieg sypki caly dzien, zadnych tendencji do muldzenia.
Uderzyl mnie brak tlumu. Jest kameralnie, tzn. wydaje sie, ze ilosc miejsc noclegowych jest na tyle mala, ze sprytnie limituje tlok na stoku. Chyba malo ludzi przyjezdza z dalszych rejonow. Karnety sa stosunkowo drogie, wiec region swoja kase i tak dostaje. Nie ma to porownania z przeludniona Sella. Ale nawet w pobliskim Samnaun pamietam wieksze tlumy.
Wydaje mi sie tez, ze jest mniej restauracji, niz w Dolomitach.
Nie podoba mi sie otwarcie osrodka od 8:30 do 16tej. To jest godzine mniej, niz bym chcial i spotykam gdzie indziej.
Rejon Engadyna daje tez duze mozliwosci narciarzom biegowym.
Gdzies przeczytalem, ze w Szwajcarii sa dlugie trasy. W Samnaun akurat pamietam tylko jedna dluga, tutaj – owszem sporo bylo tras przynajmniej 2-kilometrowych.
Wydaje mi sie, ze to taka szwajcarska tradycja – nie jezdzic na jednym, krotkim wyciagu, ale zrobic sobie wycieczke wysoko w gory. Wowczas wyjezdza sie wysoko linowka i dlugo - maksymalnie sie delektujac – zjezdza sie w dol. To sie powatrza pare razy i dzien jest spelniony. To takie moje wrazenie.
Sporo bylo narciarstwa pozatrasowego. Austria i chyba Szwajcaria (?) sa o wiele przyjazniejsze pozatrasowcom, niz Wlochy.