aga.kulka
04.03.07, 12:35
Rozchorowałam sie w zeszłym tygodniu w sobotę wieczór, czułam sie strasznie,
przez sobotę leżałam w łóżku i leczyłam sie domowymi sposobami i tym co
miałam w apteczce. W poniedziałek rano poszłam do lekarza a on mi powiedział
że nic mi nie jest i mam brac paracetamol i syrop na kaszel....!!!!!!
Niestety kaszel do teraz mi nie przeszedł...
Najgorsze że pomimo że nic mi nie jest to zaraziłam dzieci.
Dwa dni później córka (1 rok) wieczorem dostała temperatury. Na szczęście
rano już jej nie miała został tylko katar. Ale wczoraj po obiedzie syn (2,5
roku)dostał gorączki 39.6 st.!!!! Mąż pojechał z nim na dyżur pediatryczny
(sobota)i wiecie co powiedziała lekarka??? Że nic mu nie jest!!!........
Dziecku pomimo leków przeciwgorączkowych nie spadała temperatura do późnych
godzin nocnych. Dzisiaj rano było dobrze ale koło południa znów zaczeła
rosnąć temperatura. Według lekarzy mam tylko szpikować dziecko paracetamolem
i nic więcej. Jestem wściekła... Jak można pozwolić żeby małe dziecko tak sie
męczyło???? Przecież on jest wymęczony, cały czas leży albo śpi, nic nie je...
Nigdy nie miałam złej opinii o lekarzach ale chyba to sie zmieni...