poomerang
10.05.02, 19:26
Kto potrafi mi wytłumaczyć, dlaczego dysleksja robi tak
zawrotną karierę, podczas gdy tyle innych DYS-COŚ-TAM
w ogóle nie istnieje w zwolnieniologii stosowanej.
Na przykład znam ludzi, którzy się patologicznie spóźniają.
Tak jak dyslektyk nie może się przekonać do ortografii,
tak oni do punktualności. Spóźni się taki na pociąg
i nie ma dyskusji. Pociąg odjechał. Żaden papier nie chroni
człowieka chorego na DYSPUNKTUALIĘ, przed niczym. Dotyczy
to również szkoły, gdzie dyslektykowi wprawdzie wolno nie umieć
ortografii, ale wobec DYSPUNKTUALNEGO wyciąga się konsekwencje
w związku z jego spóźnialstwem. A przecież każdy wie (albo
przynajmniej wyczuwa), że takiemu zmienić się jest trudniej,
niż niejednemu zatwierdzonemu papierem dyslektykowi
nauczyć się ortografii. Nie znacie TAKICH niepunktualnych???
A ta nie mająca prawa bytu DYSPUNKTUALIA - to nie jest
kwestia złego wychowania, braku kultury czy nonszalancji.
To jest choroba taka sama jak dysleksja, tyle że nikt
nie wyniósł jej na ołtarze. Widocznie nie trafiła się
jeszcze nikomu wystarczająco obrotnemu i wpływowemu.
Inny przykład: nie narzekam na niski IQ, ale patologicznie
nie pamiętam dat. Czy ja przypadkiem nie mam DYSCHRONOLOGII?
A papieru w szkole nie miałem, że mogę nie umieć tej czy innej
daty. Moja ocena z historii odzwierciedlała moją niesprawność
w operowaniu datami. A dyslektyk nie umie, ale na świadectwie
może mieć bardzo dobry. Czym jest taka ocena "bardzo dobry"?
Co taka ocena stwierdza? Że umie, kiedy nie umie??? Niech on
i będzie uznawany za chorego, ale nie umie to nie umie. Po co
kłamać "bardzo dobry"??? Kto nie ma słuchu, ma trójczynę ze
śpiewu, nikt nie pisze, że "bardzo dobry".
W "Wiedzy i Życiu" z maja br. można znaleźć (na str. 13)
taką sentencję: "Jedną z rzeczy, których nigdy nie zdołam
zrozumieć, jest sposób obliczania podatku dochodowego"
- - - (Albert Einstein).
I to by idealnie opisywało kolejną moją nie uznawaną przez
świat jednostkę chorobową: patologicznie nie potrafię
wypełniać formularzy dla fiskusa.
Może wielki fizyk powiedział to żartem, może serio. Ja wiem,
że w moim przypadku istnieje rzeczywista wewnętrzna bariera
nie do przeskoczenia. I mam wielki żal - dlaczego nikt
jeszcze nie pisze o DYSFISKALII i w związku z tą chorobą
nie da mi papieru, że ja PIT-ów wypełniać nie muszę!
Właściwie to moja przypadłość dotyczy nie tylko prawa
podatkowego. Nie potrafię przebrnąć przez język używany
w jakimkolwiek dziale prawa - te wszystkie ustawy
to jeden dla mnie wielki bełkot. Myślicie, że cierpię
mniej niż dyslektyk? Myślicie, że mnie nie obowiązuje prawo?
Cały szum o dysleksję - według mnie - wynika z tego, że
akurat tej przypadłości trafił się szczęśliwy los na loterii.
Kto nie ma słuchu, ma trójczynę ze śpiewu,
a rzesze dyslektyków grają mu na nosie.
Trafiła im się czterolistna koniczynka.