kretkret
09.04.03, 10:21
Tą sprawą powinien zająć się NIK, kuratoria i nie wiem kto jeszcze. W
szóstych klasach w szkole, w której uczy moja żona, jest 20% "dyslektyków".
W piątych klasach jeszcze więcej. Wszyscy ostatnio stają się dyslektykami
pod koniec podstawówki. Z personalnych kontaktów nauczycieli z uczniami
wynika, że uczniowie nie mają oczywiście żadnych cech dyslektycznych.
Dysleksja istnieje, temu nie przeczę, ale stanowi zjawisko bardzo rzadkie
(mniej niż 1% populacji). Kto powie, dlaczego nikt nie weryfikuje
zaświadczeń o dysleksji wydawanych przez pewne ośrodki (nie wymienię, ale
każdy wie). Rodzicom chodzi o to, żeby "moje dziecko miało łatwiej niż
inne". To (1) niemoralne, (2) robi krzywdę tym dzieciom, bo zmniejsza ich
szanse na przyszłość.
Uczniowie mają czelność zwracać nauczycielowi uwagę: "nie możesz mnie z tego
pytać, ja mam dysleksję", "nie możesz mi wstawić pały za to", "nie zrobiłem
zadania domowego, bo mnie zestresowało pisanie"...
Rzyczę wzsytskim miłej przyszłej Polski - w imię praw mniejszości
ograniczamy prawa większości - hodójemy bezrobontych
podzroweinia