synthia
13.04.05, 16:04
Ogladam MjM, od pierwszego odcinka. Na początku mnie wciągnął, to trzeba
przyznać. Ale teraz, szczerze mówiąc, wysiadam powoli... Nie daję rady tego
szajsu już oglądać. Sama nie wiem, czemu na kolejne emisje znów włączam TV.
Choć, coraz częściej się zdarza, że opuszczam odcinki. Tak wiele jest w nim
absurdów, beznadziejnych, działających na nerwy, nic nie wnoszących scen.
A może p. Łepkowska, też już powoli wysiada. Kończą się pomysły, ale ciągnie
to jakoś dalej ostatkiem sił, z powodu poczucia odpowiedzialności, bo
przecież nie może zawieść widzów.
Największe dla mnie absurdy ostatnio to: zamieszkanie Oli, razem z Piotrem i
Kingą ( jak oni w ogóle śpią?) i próba ukazania Kingi, jako upierdliwej
zazdrośnicy.
Drugi, to powodzenie u płci przeciwnej Marty Mostowiak.