Dodaj do ulubionych

Nasi faceci

22.01.07, 18:13
My - mniej-więcej feministki? A nasi mężowie? Są z tego zadowoleni? Woleliby
mieć zonę, co potulnie podaje talerze i kapcie? Sa jakieś pretensje typu "ja
przychodze po pracy, a tu ...", albo "Moglabys zrobić to i to, przeciez to
babska robota".
Mój mąż odmawia jedynie pod tym pretekstem przyszywania guzików. Ja tez
odmawiam. W związku z tym mąż ma już tylko ze trzy koszule.
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Re: Nasi faceci 22.01.07, 18:22
      Nie ma pretensji. Jest zdeklarowanym feministą. Ale my nie jesteśmy dobrym
      przykładem, bo właściwie niemal sie wychowywaliśmy razem ;) (znamy się od 15
      roku życia, mieszkamy razem od 19 chyba, dwa miesiące po maturze malowaliśmy
      ściany :))
      Razem dorastaliśmy do różnych rzeczy - i feminizowaliśmy się coraz bardziej:))

      Problem większy był tylko jeden - kto "bardziej może" zostawać z chorym
      dzieckiem i zwalniać się z pracy.
      • verdana Re: Nasi faceci 22.01.07, 19:18
        U nas akurat tego problemu nie ma. najpierw pracowalismy na zmianę, a teraz
        jest jasne, ze ja po prostu nie mogę.
        • sir.vimes Re: Nasi faceci 22.01.07, 19:24
          U nas problem wynikał troszkę z tego, że zazwyczaj mała choruje jak ja zaczynam
          nowe zlecenie (bo głównie pracuję na zlecenie) i bardzo broniłam się przed
          "zawalaniem na starcie", odrobinę lekceważąc męża sytuację. On natomiast parł do
          awansu (i większych pieniążków) i bał się , że tydzień zwolnienia przekreśli
          kwartał harówy z nadgodzinami - i lekceważył odrobinę moje obawy. Teraz już
          doszliśmy do porozumienia w tej sprawie - a i tak często z małą chorą siedzi babcia.
    • beata2802 Re: Nasi faceci 22.01.07, 20:36
      > Mój mąż odmawia jedynie pod tym pretekstem przyszywania guzików. Ja tez
      > odmawiam. W związku z tym mąż ma już tylko ze trzy koszule.

      W teorii patriarchalny katolik, nosi za mnie ciężary, naprawia lampy, opiekuje
      się mną i utrzymuje mnie (studiuję), kieruje samochodem, otwiera mi drzwi i
      przepuszcza przez nie. Oprócz tego: zmywa bez proszenia, gotuje nawet parę razy
      w tygodniu, nigdy nie podejmuje sam decyzji w istotnych sprawach, a czasem i
      podłogę zamiecie.
      Nie prasuje, nie przyszywa guzików i nie chce przyjąć mojego nazwiska po
      ślubie.

      Ale niedawno zaskoczył mnie w towarzystwie ognistą przemową: przeprowadził
      historyczno-filozoiczny dowód na to, że Kościół dyskryminuje kobiety. Az
      zaniemówiłam. :D
      • kocia_noga Re: Nasi faceci 22.01.07, 21:21
        Mój mąż ma podobne poglądy jak ja.Lubi gotowac,ale ja wywalam go z kuchni, bo
        to mój teren, czasem dopuszczam.Sprząta, prasuje,ale ja robię czynności
        krawieckie i zakupy.Nie lubi dyskutować.
    • mankencja Re: Nasi faceci 22.01.07, 22:18
      męża nie mam, mam ojca, który:

      1. nie uważa się za feministę i teksty miewa czasem niefajne, co nie
      przeszkadza mu zachowywać się, jakby tym feministą był
      2. robotę typu: sprzątanie, zmywanie, pranie, prasowanie odwala bez mrugnięcia
      okiem po prostu jako domownik
      3. nie jest zapalonym majsterkowiczem, ale prace techniczno-naprawcze wykonuje
      z całej rodziny najmniej niechętnie
      4. twierdzi, że pracujące w jego zawodzie kobiety "chcą być traktowane na równi
      z mężczyznami, chyba, że im to aktualnie nie pasuje", w związku z czym powinny
      się wreszcie zdecydować
      5. babcia zawsze powtarza, ze byl pierwszym poznanym przez nia mezczyzna, ktory
      robil przy malym dziecku wszystko to, co żona
      6. ale jako ojciec dzieci w okresie buntu się nie sprawdza. brakuje mu
      cierpliwości.
    • skrzydlate Re: Nasi faceci 23.01.07, 10:05
      ja nie mam męża, były uważał się za feministę ;)
      generalnie nie zauwazyłam jakiegos negatywnego nastawienia u moich znajomych,
      wystarczy im tylko wytlumaczyc o co chodzi
      • dagmama Re: Nasi faceci 23.01.07, 11:00
        Mój mąż też jest feministą.
        Jest dość cięty na moją przyjaciółkę, osobę "z patriarchatem w głowie", jak to
        nazywamy i lepiej ode mnie wyłapuje antyfeministyczne reklamy (denerwują go też
        chyba bardziej niż mnie), takie, wiecie, w lokalnym radiu.
        Wychowała go wspaniała, moim zdniem, kobieta, jego mama, i ja też troszeczkę.
        Ale to głównie jej zasługa.
        • skrzydlate Re: Nasi faceci 25.01.07, 08:47
          moj ukochany mąz mojej ukochanej przyjaciolki ;-) klepie strasznie seksistowskie
          bzdury w rozmowie... a w zyciu codziennym i praktycznym jest cudownym
          czlowiekiem, uosobieniem czlowieczenstwa i naprawde krystalicznym feministą :-)
          • malila Re: Nasi faceci 25.01.07, 08:53
            Nie on jeden. To już chyba taki standard. Jak się zejdzie grupka facetów, to
            żeby w praktyce byli wzyscy feministami, i tak będą sobie dowcipy na temat tych
            okropnych feministek serwować. Żeby przypadkiem któryś z kolegów sobie nie
            pomyślał albo jego nie zapytał, kto u nich w domu nosi spodnie.
            • jagandra Re: Nasi faceci 25.01.07, 18:44
              > Nie on jeden. To już chyba taki standard. Jak się zejdzie grupka facetów, to
              > żeby w praktyce byli wzyscy feministami, i tak będą sobie dowcipy na temat tych
              >
              > okropnych feministek serwować.

              I nie jest Wam przykro w takich sytuacjach?
              Ja się muszę męża zapytać. Kiedyś z tego mojego feminizmu okrutnie drwił. Ale ostatnio już nie. Poglądy też ma bardziej feministyczne niż kiedyś, no bo czasem go do czegoś przekonam nie nazywając tego feminizmem.
    • nchyb hmmmm... 23.01.07, 11:43
      mój feministką nie jest. Ale ma zalety :-)
      Myje podłogi, w ramach uczuć czyści moje auto ze śniegu przed pracą. Sam nie
      pierze, nic nie prasuje. Bardzo rzadko myje naczynia. Czasem zmiata i odkurza,
      czasem sprząta. Bawi się dziećmi. Hm, jakiś taki mieszaniec mi się jawi. Pewnie
      przed stu laty, albo gdybym na to pozwoliła byłby stuprocentowym facetem
      zwalającym wszystkie tzw. babskie obowiązki na barki kobiet, ale teraz nie ma
      jak... :-)
      Ogólnie jest kochany, nie ideał, ale i ja też nie, więc razem jest nam dobrze,
      dogadujemy się, mimo,ze czasem się o drobiazgi pokłócimy...
      W każdym bądź razie, ja podloga jest brudna, to mąż nieczeka, aż ja umyję, tylo
      sam lapie za ścierę. Ale koszuli sam sobie nie uprasuje. Jak mnie nie ma, nosi
      do swojej mamy...
    • czekolada_orzechowa Re: Nasi faceci 23.01.07, 15:54
      O, mój to feminista całą gębą, nic nie moge mu zarzucić, bo pochodzi z takiej
      rodziny, gdzie było idealne partnerstwo, ja przy nim jestem czasem poglądowo
      zapyziała, patrz wątek o poczuciu winy, hehe.
      Gotuje jak cholerny Pascal, pierze, wiesza, sprząta, wyprowadza psa, ładuje i
      rozładowuje zmywarkę, no odlot zupełny...ma jedną jedyną wade- jest cholernie
      leniwy, tak jak ja, więc w rezultacie mamy w domu burdel, robotą dzielimy się,
      jak kto ma czas i chyba by umarł biedaczek, jakbym zaczęła się koło niego
      uwijać z kapciami...jeden wyjątek: ciężka choroba, np katar:)- rzadko, ale z
      pompą: daj, przynieś, zrób. Jego feminizm funkcjonuje tylko przy normalnej
      temperaturze ciała, ale raz na rok da się to znieść.
    • andziulindzia Re: Nasi faceci 23.01.07, 22:37
      Mój mąż feministą nie jest bo twierdzi, że feminista to osoba, która uważa
      kobiety za lepsze od mężczyzn a on tak nie uważa. Ale jest zdecydowanie
      zwolennikiem równouprawnienia.

      Pracami domowymi dzielimy się w miarę sprawiedliwie. Mąż chętnie zajmuje się
      dziećmi, raczej nie gotuje (ale ja bardzo lubię gotować), sprząta, prasuje,
      zmywa. Jeszcze nigdy nie myłam w domu okien. Ja przyszywam guziki i łatam
      dziury ale nie dlatego ze to kobiece zajęcie, a dlatego że mąż ma wielkie
      łapska i igła w nich ginie :)

    • falafala Re: Nasi faceci 25.01.07, 19:48
      Moj maz ma w nosie feminizm jak i wszystkie teorie o ktorych "dyskutowanie do
      niczego nie prowadzi". Wychowany przez mame ktora robila w domu dokladnie
      wszystko, nie potrafil sprzatac, gotowac, ani nic zalatwiac, uwolniony nauczyl
      sie tych rzeczy. Potrafi gotowac, prasuje swoje ubrania na codzien i moje jak
      trzeba (ja nie prasuje prawie wcale), sprzata kuchnie bo ja gotuje, jest lepszym
      ojcem niz ja matka - ma wiecej cierpliwosci, chetnie sie bawi, jest
      dokladniejszy w sprzataniu (ja robie to po lepkach). Tak jak u verdeny nie chce
      jedynie przyszyc guzika czy zaszyc dziury (ale ja to zrobie), poza tym do
      wszystkiego da sie namowic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka