alexkieszek
23.08.07, 19:45
Franio wczoraj na spacerze dostał wstrząsu alergicznego. W efekcie tego
trafiliśmy w Wawie na Niekłańską do szpitala. Jako, że byliśmy na spacerze to
mieliśmy chustę i mogę powiedzieć, że ona nas uratował.
Jak to bywa na spacerze człowiek nie ma ze sobą nic, bo nie przewiduje, że
dziecko może wymagać szybkiej interwencji medycznej.
Frania podłączyli pod kroplówkę, z którą pięknie sobie radził i ściskał. Więc
został zapakowany w chustę a w efekcie czego zasnął. Spał na mnie przez dobre
kilka godzin. Jak pojawił się mąż z rzeczami dla nas Franio poszedł spać do
szpitalnego łóżeczka a ja na podłogę okutana w mojego Didimosa, który pachniał
mi Franiem i podtrzymywał mnie na duchu.
O poranku didimos posłużył jako ochorna przed metalowymi szczebelkami, bo
Franio doszedł do siebie i zaczął brykać a to równa się wepchnięte w szczeble
nogi, guzy na głowie etc.
Nie ma jak chusta. Zaraziłam tym kilka mam i personel na alergologii :)
Wszystko dobrze się skończyło, ale jestem święcie przekonana, że bez chusty
byłoby bardzo trudno.