/zeby tylko nie przeniesli Andreasa do ' matrymonialnych

...../
Dave....-pan okolo 50-tki....KOlega mojego szefa Nr.2..Zawsze w czapce / na
glowie - dodaje - bo zawsze smieszy mnie ten zwrot - bo niby gdzie?//....,z
napisem "Szalony"...
Fajny byl ten pierwszy raz,kiedy zobaczylam Dave i jego
czapke...Pomyslalam,ze to zapowiedz poznania 'szalonego' czlowieka...
I nie mylilam sie...Zycie Dave jest szalenstwem....Udany zwiazek z
zona,ktora w posagu wniosla 13 znanych stacji benzynowych ,kilka
domow ,samolot i dwoch - zatrudnionych na stale - pilotow...Nie bez powodu
wspominam tych pilotow...Okazuje sie,ze zatrudnienie tylko jednego pilota -
na stale - jest wiekszym potwierdzeniem zamoznosci - niz sam samolot....
Niejednego to cieszy - takze i pewnie cieszy Dave...Tak zakladam....
Ale poza tym....Dave boi sie,co bedzie - jak Jego nie bedzie...I - na
wszelki wypadek - juz zaczal umierac...Czuje sie dobrze....,ale chodzi - z
niewiadomych powodow - do lekarzy,ktorzy mowia jednoglosnie - az nad podziw
jednoglosnie - ze ma poczatki....i tu nastepuje plejada chorob - w zaleznosci
od specjalizacji lekarza....Zaraz za tym -" ida" medykamenty,ktore
powoduja,ze zycie Dave jest takie - a nie inne

....Jedna "mala"/pigula

/
na relaks,druga na spanie i trzecia...w postaci malutkiej buteleczki
Merlot /pewnie od szamana/ - na dobry humor...Ta od szamana nie dziala.....
Od 8:00 do 11:00 - Dave nadzoruje - cokolwiek to znaczy....Okolo 11:00
bierze 'mala' i rusza do domu...Siada przed telewizorem i 'leci' ta
szamanska...poganiajaca ta od snu...O 12:00 - odlot...I znow....Od
8:00.....................
IRMA....
Okolo 50 - tki...
Przybyla do Stanow 26 lat temu, na tratwie - ....MOze to zbyt wielkie
slowo...Taka platanina pali i galezi...Wysiadla na brzegu z lodzi coast guard
i - wedlug Jej relacji - usmiechnela sie...Nie,zeby Jej zle bylo na
Kubie...Byla ukochanym / piatym/ dzieckiem - zawsze wysylanym po chleb...Jak
kolejka byla za dluga - to mdlala - i dostawala poza kolejka.../Z czego tylko
pierwszy raz zemdlala naprawde.../...
Po przyjezdzie do raju

... - obiecala sobie

,ze bedzie lepiej...I
jest..Nawet wtedy - kiedy wieczorem - po dziewieciogodzinnej pracy - siada
przy stole,znalezionym na smietniku - i zdrapuje farbe po to,zeby polozyc
nowa -i sprzedac na 'garage sale' w niedziele....Nawet wtedy - kiedy
podejmuje sie pracy,ktora polega na uczeniu bogatej ,mlodej zony -
gotowania...A jest powszechnie wiadome - od niej samej - ze Irma nie umie
gotowac...

Pieniadze dzieli..Polowa dla niej - polowa dla rodziny w kraju...."BO inaczej
zgina z glodu" - jak mowi...Nie wierze - znam takie tematy - ale Ona wierzy i
wie swoje.......
Irma niezbyt czesto mowi o zlych rzeczach...,ale i tak wszystko ma swoje
szczesliwe zakonczenie....
W Jej obecnosci - sa tylko dwie mozliwosci - usmiechac sie,lub smiac sie
glosno....Co tez -i wiekszosc z nas - przebywajacych z Nia -
robi....Nazywamy ja ' strzalka".....
Chociaz tez i wszyscy potrafimy sobie wyobrazic....- jak boli to - "co Irme
gryzie"....
........................
"I kiedy - po kilku dniach na wodzie ,w otoczeniu trzech nieznajomych i
rozwrzeszczanego czterolatka - zblizyla sie lodz...i jeden z tych na lodzi
zaczal cos krzyczec w nasza strone w niezrozumialym dla nas jezyku...,a
pozniej - kiedy nie reagowalismy...- podplyneli blizej - i zaczeli nas
sciagac na lodz - zaczynajac od tego dzieciaka....NIeznajomy z lodzi wyciagal
reke - wspoltowarzysze wyciagali reke...i hooop.Rozplakalam sie....Ze
strachu...CO teraz...Odesla nas na Kube...,zamkna gdzies..,w nalepszym
wypadku - bede musiala jakos zaplacic....
I wtedy - ponad ta reka,ktora 'przyszla i po mnie" - zobaczylam oczy....".