Dodaj do ulubionych

trudny temat...

17.02.04, 15:25
wczoraj u Drzyzgi poruszali strasznie trudny temat i to sprowokowało mnie do
rozmyślań.
Eutanazja, bo o tym była mowa...
W sumie nie wiem, o co chcę się spytać...może napiszcie czy kiedyś o tym
myśleliście, jakie jest Wasze zdanie?? Czy wolicie o czymś takim w ogóle nie
myśleć?
Obserwuj wątek
    • aariel Re: trudny temat... 17.02.04, 15:38
      Ja ogladalam kiedys jakis film dokumentalny na HBO.
      Pamietam tez, ze byl reportaz Paradowskiej w Polityce na ten temat i pamietam
      okladke tego numeru Polityki (taka reka podlaczona do kroplowki) i pamietam, ze
      jakos odkladalam przeczytanie tego artykulu. Pozniej ona dostala nawet jakas
      nagrode za ten reportaz. Mimo to nie moglam sie przemoc i tego przeczytac...
      I mam nadzieje, ze nie bede musiala nigdy podejmowac takich decyzji.
      • wakarpl Re: trudny temat... 17.02.04, 16:22
        ja chyba tez wole o tym nie myslec...
        • kurczak1976 Re: trudny temat... 17.02.04, 17:11
          Jesli samemu podejmujemy taka decyzje aby ukrocic wlasne cierpienia to jeszcze
          jakos jestem to sobie w stanie wyobrazic ale podpisanie wyroku na kogos
          bliskiego dla mnie wogole nie wchodzi w gre. Tez nawet nie chce o tym myslec:o(
    • k.mmilka Re: trudny temat... 17.02.04, 17:49
      Jestem za tym, żeby odłączać aparaturę podtrzymującą życie osobom, które będąc
      w pełni władz umysłowych wyraźnie o to proszą. Są sytuacje, kiedy dla człowieka
      nie ma żadnych szans na wyzdrowienie, kiedy życie zamienia się w wegetację.
      Nikt nie ma prawa nikogo zmuszać do takiego życia.
      • kasia721 Re: trudny temat... 17.02.04, 21:22
        k.mmilka napisała:

        > Jestem za tym, żeby odłączać aparaturę podtrzymującą życie osobom, które
        będąc
        > w pełni władz umysłowych wyraźnie o to proszą. Są sytuacje, kiedy dla
        człowieka
        >
        > nie ma żadnych szans na wyzdrowienie, kiedy życie zamienia się w wegetację.
        > Nikt nie ma prawa nikogo zmuszać do takiego życia.

        Na razie czysto teoretycznie podpisałabym się pod tą wypowiedzią. Nie wiem
        jednak jak zachowałabym się gdyby sparawa dotyczyła bliskich mi osób! Przede
        wszystkim chciałabym uszanować wolę tej osoby, której sparawa dotyczyłaby
        bezpośrednio, dlatego uważam że ludzie powinni deklarować się w takich
        sprawach. Jest to jednak czysta teoria bo eutanazja jest u nas zabroniona.
        • kasienka80 wlasna tak, ale... 17.02.04, 23:22
          O eutanazji umiem myslec tylko i wylacznie jesliby dotyczyla mnie samej. Nie
          potrafie wyobrazic sobie, ze ZABIJAM wlasnych bliskich, nawet jesliby to mialo
          im pomoc.

          Co do eutanazji, to zawsze staje mi przed oczami taka slynna para, gdzie ona
          jest sparalizowana od szyi w dol i walczy o prawo do eutanazji. Wyobrazacie
          sobie siebie w takiej sytuacji?> Gdzie wiecie, ze wlasciwie zycie skonczone, a
          umrzec nie mozecie?
    • ann.k Re: trudny temat... 17.02.04, 23:40
      To tak jak z aborcją. Wszyscy krzyczą, ale Ci co w jakiś sposób zmagali się z
      tematem, siedzą cicho, bo i tak nikt ich nie zrozumie. Ja kiedyś miałam ten
      problem z kotem. Wiem, zaraz ktoś mi napisze, że kot to nie człowiek, że to
      nikt bliski. Ale ja jestem bardzo emocjonalną osobą i odbieram to zupełnie
      inaczej. Dla mnie to co czuję do moich kotów, jest porównywalne z tym co czuję
      do przyjaciół.
      I dziś wiem, że ta decyzja nie jest łatwa. Bo nie da się patrzeć jak ktoś
      bliski cierpi, ale nie da się też podjąć decyzji: usypiamy. To boli. I to chyba
      nawet bardziej niż sama świadomość choroby. To było 11 lat temu, ale do dzisiaj
      pamiętam jak wciąż, do ostatniej chwili, kiedy mi gasła na rękach, ja wciąż
      miałam nadzieję, że paraliż się cofnie, że jeszcze ją zobaczę jak radośnie
      skacze za konikami polnymi. Chociaż wiedziałam, że nic z tego. Chociaż miałam
      papier od lekarza, że to się nie cofnie, że to się pogłębi. I widziałam jak ona
      cierpi. Trzymałam ją na rękach i płakałam nad nią. I nie umiałam się pozbyć
      nadziei...

      Być może to egoizm z naszej strony, że cierpiącemu nie pozwalamy odejść. Ale
      kiedyś, wiele lat temu, kiedy mój dziadek umierał jako warzywko w szpitalnym
      łózku, znalazł się ktoś, kto powiedział najmądrzejsze słowa jakie kiedykolwiek
      usłyszałam. Mój tata zapytał pielęgniarkę, która się dziadkiem opiekowała czy
      nie lepiej byłoby ukrócić jego cierpienie. A ona spojrzała na tatę i
      powiedziała:
      -Pana ojciec ma teraz swój własny świat, do którego pan nie ma wstępu i dlatego
      ocenia go pan swoją miarą; ale być może w tym swoim świecie, pana ojciec nie
      cierpi; nie wolno panu oceniać go według swojego świata;

      Dzisiaj sobie myślę, że nie chciałabym aby ktoś ukrócił moje życie. Co będzie
      kiedy ból odbierze mi zdolność logicznego myślenia?...
      • k.mmilka Byłam w podobnej sytuacji 18.02.04, 07:25
        I zgodzę się, że decyzja o uśpieniu zwierzęcia nie jest łatwa. Tym bardziej, że
        nie potrafimy sobie wyobrazić, co zwierzę czuje. Mój kotek został sparaliżowany
        w wyniku wypadku. Cała rodzina go uwielbiała, a on był bardzo przywiązany do
        nas. Towarzyski, kochany, pełen energii... i nagle tragedia. W domu panowała
        grobowa atmosfera, nikt nie wiedział, co robić. To był paraliż wszystkich
        kończyn, kotek do końca życia mógłby tylko leżeć. Byłaby to dla niego
        męczarnia. W końcu podjęliśmy decyzję o uśpieniu. Ale miałam wtedy 10 lat i
        przepłakałam wiele nocy, zanim w końcu zrozumiałam, że trzymanie kotka przy
        życiu byłoby z naszej strony egoizmem.
        • beauty_baby eutanazja 18.02.04, 09:04
          Ja jestem zwoleniczką eutanazji ponieważ uważam, że mam prawo decydować o
          własnym życiu i o tym kiedy je zakończyć. Nie chcialabym, żeby kiedyś ktoś na
          siłę utrzymywał mnie w stanie wegetacji,jeśli ja bym sobie tego nie życzyła.
        • kurczak1976 kotki 18.02.04, 09:49
          Bardzo wam wspolczuje z powodu tych kotkow. Bylo to dawno ale moge sobie
          wyobrazic jakie to straszne do tej pory. Strasznie kocham moje koty i na sama
          mysl ze ktorys moglby umierac na moich rekach lzy leja mi sie strugami. Po
          przeczytaniu waszych postow tez sie poplakalam. Moze to glupie ale ja traktuje
          moje koty jak czlonkow rodziny, moi rodzice rowniez.
    • zalika Re: trudny temat... 18.02.04, 22:47
      Też oglądałam ten program. Akurat tak się składa, że mam w rodzinie osobę chorą
      nieuleczalnie, mój kuzyn ma stwardzienie rozsiane. Choroba postępuje, już
      prawie nie może chodzić, a będzie jeszcze gorzej.
      Ja jestem za eutanazją, osoby cierpiące powinny mieć szansę na swoją prośbę
      godnie odejść.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka