Dodaj do ulubionych

serce w rozterce:)))

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.04, 13:07
Po 12 latach małżeństwa okazało się że mój mąż ma inne zdanie na temat
wierności niż ja . Nie zdradził mnie fizycznie , przynajmniej tak twierdzi.
Ale to jej mówił czułe słówka , to do niej jeździł 200km , ona była
ważniejsza niż ja. Gdy wszystko wyszło na jaw czułam się oszukana
i...zdradzona. On dalej chyba uważa że nie zrobił nic naprawdę strasznego...a
ja...straciłam zaufanie i nie mam już nikogo komu mogę wierzyć. Inaczej na
niego teraz patrzę , on chyba nawet nie zdaje sobie sprawy ile przez to
stracił.
Może ktoś z boku potrafi na to spojrzeć obiektywnie ...pozdrawiam
Chciałam się zemścić , chciałam by i on poczuł ten ból , zresztą sama nie
wiem co chciałam. Skoro on uważał że jeżeli nie dojdzie do zbliżenia nie
można mówić o zdradzie więc ...nie robiłam mu krzywdy. Może chodziło mi o to
żebym ja znowu była dla kogoś ważna. Poznałam kogoś za pośrednictwem randek
i sprawiało mi przyjemność że to robię , wszak nic złego. Niestety
zapomniałam że ten ktoś to człowiek który ma cholera uczucia. No i stało
się ...jemu na mnie zależy a i ja nie jestem obojętna. Nie zakochałam się ,
nigdy już pewnie nie będę kochać...tylko... a może to jednak miłość. Dopiero
teraz do mnie dotarło co robię i nie wiem czy się wycofać. Nie mogę wierzyć
mężowi że był mi wierny całe małżeństwo , po tym co się stało ...wydaje mi
się że dla niego mały skok w bok gdy druga połowa się o tym nie dowie jest
o.k. Czy ja mam dalej wierzyć w swoje ideały...czy po prostu brać jeszcze z
życia to co mogę. Boję się że jeżeli teraz dam sobie spokój i znowu poświęcę
się całkowicie rodzinie mogę tego w przyszłości żałować. Za 10 lat okaże się
że byłam głupia rezygnując z tego a on dalej korzystał z tego co daje życie.
To naprawdę straszne przestać komuś wierzyć. Myślałam że czas leczy rany ale
zaufania nic już chyba nie odbuduje...
Dodam tylko że spotkałam się z tym mężczyzną tylko raz i..obydwoje byliśmy
sobą zafascynowani. Nie chodzi tylko o wygląd ...mamy podobne
zainteresowania , śmiejemy się z tego samego i dobrze się czułam w jego
towarzystwie. Nie dotknęliśmy się ani razu ale bardzo tego pragnęłam , on też
jak mi później wyznał. Czy ja mam prawo być szczęśliwa , czy byłabym
szczęśliwa gdybym to kontynuowała . Czy krzywdzę mojego męża, wszak nie wiem
czy znajomość z tą kobietą nic dla niego rzeczywiście nie znaczyła , może to
był tylko ten raz. Niczego nie mogę być pewna
Obserwuj wątek
    • Gość: obserwator Re: serce w rozterce:))) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.04, 15:22
      Wybaczyć to ludzka rzezcz, ale pamiętać to też ludzka rzecz.
      Człowiek może drugiemu wybaczyc coś raz, wybaczać to samo po raz drugi to już
      głupota i masochizm.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka