kochanica-francuza
05.03.05, 22:57
znowu dzieciocentryzm:
Ta wystawa to laboratorium, w którym wszystkiego można spróbować i dotknąć.
Dorosły może nie tylko spojrzeć na świat oczami dziecka, ale przekonuje się na
własnej skórze, ile wysiłku dziecko musi włożyć w najprostszą czynność
Pani Profesor, wydaje się, że wiemy już wszystko o rozwoju dziecka. Tysiące
podręczników, poradników. Tymczasem z wystawy "Świat dziecka", której Pani
patronuje, ludzie wychodzą zaskoczeni. Nawet doświadczone matki i położne
przyznają, że z wielu rzeczy nie zdawały sobie sprawy. Na czym polega ten pomysł?
Nie jest to klasyczna wystawa z eksponatami w gablotach i na ścianach. To
laboratorium, w którym wszystkiego można spróbować i dotknąć. Dorosły ma
wreszcie szansę nie tylko spojrzeć na świat oczami dziecka, ale przekonać się
na własnej skórze, jak to jest być w brzuchu mamy albo ile wysiłku trzeba
włożyć w najprostszą czynność, jak choćby utrzymanie się na krześle.
Czyli dzieciństwo to jednak nie rajski czas beztroski?
To przede wszystkim ogromny wysiłek. Kiedy nam się wydaje, że dziecko się
bawi, ono intensywnie pracuje i się uczy. Wszystko jest dla niego nowe i inne.
Jego zmysły są bez przerwy bombardowane. I na to chcemy zwrócić uwagę w tej
wystawie.
Jak to Wam się udało?
Wystawa to seria pokoi, w których dorośli doświadczają na sobie tego, co czują
dzieci od ostatnich miesięcy ciąży do trzeciego roku życia.
Wybudowaliście wielkie łono?
Nie. W pierwszym pokoju leżysz na łóżku wodnym i słyszysz bicie serca matki
oraz dźwięki, które ona słyszy. Światło jest przyciemnione, jest ci ciepło i
nagle zostajesz oślepiona jasnym światłem, uderza cię kakofonia dźwięków i...
przychodzisz na świat.
Straszny stres!
Bo tak jest. Później widzisz twarz "mamy", która jest wyraźna, kiedy nachyla
się nad tobą, a kiedy się oddala, jej obraz się rozmazuje. Tak widzi nowo
narodzone dziecko. W następnym pokoju są trzy różne stołki. Zostały tak
przymocowane do podłogi, że na każdym z nich musisz wykonywać przeróżne
akrobacje, żeby się utrzymać. Tak dziecko szuka swojego środka ciężkości.
Przekonujesz się, jakie to trudne.
Dalej będzie łatwiej?
Jeszcze nie (śmiech). W następnym pomieszczeniu jest strasznie wysokie
krzesło, na które dorosły musi się wspiąć i często mu się to nie udaje.
Dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, jakie wszystko jest wokół ciebie ogromne.
Potem idziesz do pomieszczenia, w którym chodzisz po miękkiej, "pływającej"
powierzchni, trzymając się gigantycznej szafki, i czujesz, jak ziemia ucieka
ci spod nóg. A następnie przechodzisz do parku...
I wreszcie można odetchnąć...
Niespecjalnie. Z sufitu zwisają dwie wielkie dłonie "tatusia", łapiesz je i
idziesz po ziemi, która się przesuwa, a żeby nie było zbyt łatwo, stawiamy
potem takiego dorosłego na bieżni, by poczuł, jak się czuje dziecko, które
chce utrzymać tempo dorosłego.
To robi wrażenie toru przeszkód!
Bo małe dziecko tak to właśnie czuje. Wszystko jest dla niego nowe i trudne.
Za duże, za szybkie, zbyt chwiejne. W następnym pokoju teoretycznie można
odpocząć. To sypialnia, w której opowiadamy rodzicom leżącym w dużym kojcu, co
się dzieje z mózgiem dziecka podczas snu. Jak dziecko uczy się odróżniać dzień
od nocy i przetwarza to, czego nauczyło się w ciągu dnia, i jak sen jest ważny
dla pracy mózgu. Potem przechodzisz do bawialni, gdzie zostaje ci wręczony
wielki ołówek. Spróbuj czymś takim napisać swoje imię na tablicy.
Biedni dorośli... Przez co jeszcze muszą przejść?
Np. dostają puzzle, które są nie do ułożenia. A potem przeglądają się w
lustrze, które pokazuje im odbicie sprzed paru sekund, po to żeby oddać to, że
dzieci, kiedy widzą się po raz pierwszy w lustrze, nie rozpoznają swojego
odbicia. Ostatni pokój to łazienka z ogromną umywalką, gdzie bardzo trudno
sięgnąć po mydło, i toaletą, w której można się utopić.
Jakaś nagroda na koniec?
Z wystawy wyjeżdża się na zjeżdżalni. Bardzo szybko.
W związku z powyższym,co? mamy wybudować osobny świat dla dzieci?
Bo inaczej nie przeżyją?