norm.alka
11.05.05, 18:49
Mam niewiele marzeń. Największe z nich to poznanie miłego i wesołego
oraz opiekuńczego właściciela domku pod Warszawą, który zaprzyjaźniłby
się ze mną i z moim nastoletnim synem. Powiecie, że mam zbyt duże wyma-
gania? Ja po prostu mam dość tej ciasnoty w swoim miejscu zamieszkania,
mam dość samotności. Szkoda życia. Nie szukam męża, szukam przyjaciela.
Takiego, którego mogłabym odwiedzać 2-3 razy w tygodniu, porozmawiać,
razem z nim ugotować obiad, pójść z nim do kina, podlać mu ogródek, pog-
rzać się przy ognisku i napisać dla niego wiersz. Tak normalnie, po przy-
jacielsku - chciałabym być dla kogoś choć trochę ważna, kochana, szanowana.
Ostatecznie zamienię dom z ogródkiem pod Warszawie na większe mieszkanie
w Warszawie. Ale wtedy oczekuję partnera do spacerów! Wykluczam oczywiście
żonatych, nadużywających alkoholu i nerwowych. Sama jestem spokojna i bar-
dzo uczciwa. Mam 48 lat. Czy jestem na straconej pozycji? Dodaj jeszcze, że
straciłam pracę i marzy mi się pomoc komuś w prowadzeniu firmy. Do papierko-
wej roboty jestem pierwszorzędna. Do pracy fizycznej nie nadaję się.