braineater
08.06.05, 19:50
recka for Daria especially, a czemu tutaj, to sie byc może wyjaśni.
Nie chcę pisac o tej ksiązce, bo to nie jest ksiązka dla mnie. Równie źle
czułbym sie pisząc o Grocholi czy Francoise Sagan. Odnosząc się do tego
znienawidzonego przez wielu(e)szownistycznego podziału na lit. kobiecą i lit.
męską, to "Amatorki" są tak kobiece jak histeria, jak tampony i jak ciąża.
Zacznijmy klasycznie, czyli od pytania 'o czym to'. I odpowiedź klasyczna
przybywa równie szybko jak pytanie - o życiu. Z tym zastrzeżeniem, że tym
razem nie jest to wybieg leniwego recenzenta, tylko prawda i to brutalnie
szczera i bolesna. Otóż mamy opowieść, prowadzoną na zasadzie montażu
równoległego o dwóch prostych panienkach, +/- 15 letnich i ciut starszych,
żyjących na poboczu swiata - w Austrii, gdzie ludzie są piękni, stoły czyste
a fabryki wszystkim przynoszą dobrobyt. I wszystko byłoby przeuroczą
sielanką, kolejną wersją Heidi, czy kolejnym cukrzycę smiertelną powodującym
walcem Straussa, gdyby nie to, że ów temat wpadł w ręce Jelinek. Co potrafi
ta Pani, pokazała doskonale Pianistka. I tu wcale nie jest lżej - czasami,
acz może to być tylko subiektywna impresja - bywa o wiele ostrzej niż tamtej
historii. Bo co z sielanką dzieje się pod ręką Jelinek?
Dygresja - nie wiem czy oglądacie reportażowe programy w TV, typu Express
Reporterów (dlatego Express bo jest bardzo chłodny, bardzo reporterski
właśnie i nie posługuje sie histeryczna narracją z offu, by rzecz cała
bardziej udramatyzować), bo jesli tak, to bedzie mi troszke łatwiej parę
rzeczy wytłumaczyc. Apriorycznie więc zakładam, że tak.
Bardzo często zdarza się w tego typu programach, że trafiamy na reportaże o
kryjących się w cieniu ludzkich tragediach, o kolejnej kobiecie, która mąż
obsługuje młotkiem, czy dzieciakch kompletnie olewanych przez rodziców. Będąc
szczerym, po kilku tego typu obrazkach straciłem empatię i zacząłem je
przyjmować jako normalny element świata, który mnie otacza. I tu pojawia się
Jelinek, która kilkoma zdaniami, potrafi tę empatię w odbiorcy wzbudzić i
zmusić go do przejęcia się losem opisywanych dziewczyn - mimo, że od samego
poczatku robi wszystko, bysmy traktowali je jako dwie głupie smarkule,
klasyczne wiejskie małomiasteczkowe idiotki, które w końcu nikogo tak
naprawde nie powinny obchodzić. Próbka:
"zaufanie pauli zostaje wynagrodzone, jak zawsze, straszliwymi cięgami i
nazbyt głosnym krzykiem nienawiści.
a gdy na arenę, która zwie się rzeczywistość, wkroczy jeszcze jej silny
ojciec!
właśnie wkracza, dowiaduje się nowinek w telegraficznym skrócie [paula jest w
ciązy z wiejskim drwalem -b.], żadnego marnowania cennego czasu bicia (...)
wciąz tylko okłada i tłucze.
(...)
paula czuje się jak niewygodny przedmiot, nie jak człowiek, ktorym jest
przecież. gdyby rodzice spuścili lanie twardemu i nieustepliwemu
przedmiotowi, to przynajmniej połamaliby sobie nadgarstki."
I tak toczy się światek - od przemocy w domu rodzinnym, poprzez otępiającą
pracę, do przemocy w wykonaniu jeszce nawet nie męża. A one - obie, bo i
brigitte, nie widzą niczego nadzwyczajnego w tej sytuacji - przeciez z mama
było tak samo, i dziadek babci również nie wahał się przyłożyć, jak była
tylko pod ręką.
Świat Jelinkowej jest w tym texcie swiatem maxymalnie uproszczonym, rzec by
mozna czarnobiałym, gdyby nie to, że jest on po prostu kompletnie czarny, jak
sińce na ciele wszystkich bohaterek. Wrażenie potęguje jeszce ten
chirurgicznie precyzyjny i emocjonalnie obojetny język. Wróc.. ten język nie
jest emocjonalnie neutralny - Jelinkowa robi bowiem coś, za co można ją
potępiać, ale skoro odnosi to taki skutek, jaki sobie zamierzyła, to ja jej
bynajmniej potepiał nie będę. Otóż bowiem Autorka całość zapodaje językiem
prostych ludzi, rozmawiających o codziennych sprawach, językiem klientów
szynku - chodzi o składnie i prostotę, nie o wulgaryzmy, których brak,
językiem prostych gospodyń domowych, czyli językiem ludzi o których pisze. I
to jest jak kopnięcie okutym glanem prosto w czoło.
Nie ma sposobu by czytac "Amatorki" nie odkładając ich co kilka stron na
oddech (ksiązka ma 180 stron, przeczytanie jej zajęło mi praktycznie cały
dzień i kawałek nastepnego - i nie ma to nic wspólnego z awangardowościa czy
jakimis zabiegami w strukturze formalnej tekstu - to akurat ogranicza się
jedynie do konsekwentnego nie stosowania dużych liter i częstego uzywania
formy biernej, co scisle jest zresztą powiązane z sytuacja bohaterek - one
nie są, one się poddają byciu)
I na zakończenie - czemu napisałem, że obowiązkowo powinna przeczytac to
każda 15 latka. A dlatego, że dzieci zyja w świecie chronionym, przynajmniej
dzieci Darii na pewno (to nie przytyk ni złośliwośc), świecie opartym na
maskowaniu i kamuflazu prostych faktów z zycia codziennego, takich jak że
książęta z bajki już sie skończyli, że idol z ekranu na pewno nie zstapi i
nie wyzna aj law ju, że wszytskie dzieci nasze są i wszyscy ludzie to wielka
rodzina. Jelinkowa odsłania brutalnośc świata w który te dzieciaki wkraczają,
pokazuje im czego się strzec i gdzie nigdy pod żadnym pozorem nie zaglądać, i
robi to, moim zdaniem w taki sposób, by owej hipotetycznej 15 latki nie
straszyć, tylko ustawia się w pozycji kobiety-przewodniczki, takiej, która
potrafi wskazac róznorakie mielizny - ale bynajmniej nie mówi nie nie ró,
zakazuje - pokazuje tylko morał takich historii jak wczesny sex z
ukierunkowaniem na złapanie kasy ewentualnego małżónka, czy zbytnie
uzależnienie w związku (brigitte bez pamięci kochająca heinza, który ma ją
gdzies, to jest naprawdę tragiczna postać - a ja z rzadka przejmuje sie
literacka tragedią)
I dlaczego nie chciałem o "Amatorkach" pisać. Bo mam wrażenie, że 90% tego
tekstu to są rzeczy, których nigdybym nie chciał wiedzieć o kobietach, które,
mimo, że znane sa mi z innych źródeł, wolę sobie spychac w otchłań niepamięci
i o których wolę na codzień nie mysleć. A Jelinkowa trzymając czytelnika za
mordę, wciska mu twarz tą opiweiścz zaleceniem - patrz skurwielu, też jesteś
taki.
Ot i trauma gotowa.
Pozdrowienia i sorki za literówki itp ale nie mam czasu zrobic korekty.