Gość: Crimen
IP: *.smlw.pl
23.07.02, 11:17
Rzecz to powszechna dosyć,
W heterogennych sferach,
Że jemu coś się wznosi,
A jej się coś otwiera.
Czy temu winien księżyc?
Czy tym się żywią dzieje?
Że jemy coś się pręży,
A jej coś wilgotnieje.
Choć może dość niesmacznie,
Zagłębiać się w te treści.
Kiedy już on z nią zacznie,
Ona go w sobie zmieści.
I krzycząc wniebogłosy,
W ud go pochwyci kleszcze.
On wkrótce ma już dosyć,
A ona wciąż chce jeszcze.
We wstydzie potem brodzi,
I on i ona troszkę.
Bo przecież nie uchodzi,
Znać na tym świecie rozkosz.
Bo kiedy raz jej już się,
Poddało i zanało,
To potem znów się musi,
I ciągle im za mało.
A świat ten, wszyscy wiedzą,
Nie dla rozkoszy stworzon,
Bo jest wieczności miedzą,
Uprzężą i obrożą.
Kieratem i wędzidłem,
Nieodkupioną męką.
Wiedz o tym gdy w malignie,
Po rozkosz sięgniesz ręką.
Poznałem ten dylemat,
I nie raz w nocy krzyczę,
Gdy sił na rozkosz nie mam,
Na wieczność już nie liczę.
Lecz żyć z nadzieją znośnie,
I na nią chwile trwonię,
Że na mnie coś urośnie,
I znów mnie COŚ pochłonie.
:))))))))))))))))))))))))