Dodaj do ulubionych

Vidi bodajże III

15.10.05, 19:08
Założyłam nowy wątek filmowy, bo pomyślałam, że część nowych członków naszej
Trupy nie miała jeszcze okazji wypowiedzieć się na temat swoich fascynacji
filmowych (oprócz Diffie, który najbardziej ceni, jak rozumiem, Casablankę;).
Przy okazji chciałam prosić o radę; z racji rzadkich wypraw do kina staram
się dokonywać ostrej selekcji filmów. Z tego powodu raczej nieczęsto chodzę
na filmy błahe i rozrywkowe, a na taki film mam właśnie wielką ochotę. Chodzi
mi o Nocznyj dozor, czyli po naszemu Straż Nocną, najnowsze fantasy made in
Russia. Widziałam zajawki i strasznie mnie one nakręciły. Czasami mam wielkie
ciągoty w kierunku tego typu kina, pod warunkiem, że jest to dzieło naprawdę
dobre w swoim gatunku, a tutaj dochodzi jeszcze egzotyka rosyjska. Recenzje
są różne, ale mnie mocno ciągnie. Z drugiej strony w przyszłym tygodniu
będzie premiera Dziecka, filmu belgijsko-francuskiego, zdobywcy ostatniej
Złotej Palmy, o którym Pietrasik w ostatiej Polityce napisał:"Chwalić można
naprawdę wszystko: dialogi, zdjęcia, montaż, dźwięk (...) historia
opowiedziana jest za pomocą obrazu klarownie i czysto, bez jednej fałszywej
nuty". No i dał sześć punktów, czego jeszcze nigdy wcześniej nie zrobił.
Sama więc teraz nie wiem co wybrać, a wybrać muszę; i to korci i to kusi.
Doradźcie, zwłaszcza Ci, którzy może mieli okazję te filmy wcześniej widzieć.
I krótkie pytanko do Braineatera: widziałeś Pająka Cronenberga, bo jest do
kupienia z jakąś gazetą i nie wiem czy warto.
Pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam nowych do podzielenia się fascynacjami
filmowymi:)
Obserwuj wątek
    • kawa_malinowa Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 19:43
      Fascynacja niepowtarzalna zdaje się, bo nie wiem, czy film ten można będzie
      gdziekolwiek zobaczyć.
      Zajęcia w środę były baaardzo nudne, wykłady koszmarne, więc poszłam na
      Festiwal Filmów Optymistycznych. Dzień pierwszy. Film także pierwszy.
      ZAPACH Grzegorza Korczaka - czysta metafizyka. Jedynie kilka minut, żadne słowo
      nie zostaje wypowiedziane z ekranu. Jedynie ujęcia prezentujące jakąś postać i
      wyświetlające się napisy: dla mnie Wrocław pachnie.... .
      To było tak niezwykłe doznanie- trzeba obejrzeć, bo opowiedzieć się nie da. I
      inaczej się z kina wychodziło, inaczej patrzyło na miasto...
    • blind_librarian Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 20:24
      Nocna Straż - powieść Łukanijenki mnie sie podobała, filmu nie widziałem, bo
      przy całej miłości do SF w papierzakach, jakos średnio asymiluję 99% kina SF:)
      Pająk - koniecznie, tyle, że postaw sobie pytanie czy lubisz Cronnenbergowy
      spsosób na kino, utopiony w depresji i szaleństwie, robiony oszczędnymi a
      drastycznymi srodkami? Bo jesli tak, to masz z głowy cały wieczór poswięcony
      ogląniu Pająka, oraz pare kolejnych na wygrzebywanie się z poważnego doła po
      tym filmie. Polecam równiez powieść i to najlepiej przed filmem, bo potem ma
      sie popsuta niespodziankę, a cała konstrukcja ksiązki akurat w tym wypadku jest
      oparta o jeden chwyt, którego w film ie nie było mozliwości zastosować - jesli
      ochota, mogę Ci ją wpakowac na skrzynkę.
      Pozdrowienia:)
      • mamarcela Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 20:35
        a czy ja mogłabym również poprosić? film nabyłam - z zamiarem obejrzenia
        kiedyś, a o książeczkę (sic) uprzejmie sie podlizuję.
        mamarcela pozdrawiająca
      • daria13 Re: Vidi bodajże III 16.10.05, 21:12
        Dzięki za info i za ofertę, ale nie czytuję w sieci, bo bardzo męcżą mi się
        oczy ostatnio, a i czasu nie staje. Mam już taką kolejkę książek do
        przeczytania, że nie dam rady, a na film, po Twojej rekomendacji mam tak wielką
        ochotę, bo takie właśnie klimaty bardzo lubię, że raczej nie dam rady czakać aż
        przeczytam, sorry.
        Chyba jednak do kina wybiorę się na Straż nocną, bo to film zdecydowanie
        efekciarski i przez to do oglądania na dużym ekranie; Dziecko jako bardziej
        kameralne obejrzę najwyżej przy okazji w domu, tylko troche przyjdzie poczekać
        niestety.
        Pozdrawiam wieczornie:)
    • kwiecienka1 Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 22:04
      :-)
      nie wiem czy to już fascynacja, ale właśnie po raz któryśtam oglądam "Warszawę"
      (na TVPolonia)
      pozdrawiam
      Kwiecienka z Zieloną Herbatką & w Dobrym Nastroju
      • aaneta Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 22:24
        Ojej, a mnie "Warszawa" kompletnie nie podeszła, jakaś taka bez sensu. Chociaż
        Agnieszkę Grochowską też bardzo lubię, i młody Garlicki też niczego sobie.
        A u mnie właśnie leci "The Wall" (na Ale kino), tyle że w sąsiednim pokoju, więc
        tylko słyszę, nie widzę, ale dzięki temu mogę posiedzieć spokojnie przy kompie :)
        • kwiecienka1 Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 22:50
          w "Warszawie" najbardziej podobają mi się:
          * zima
          * żyrafa
          * fotoplastykon
          * piosenka na końcu filmu (ta o niebieskich różach M. Fogga)
          Kwiecienka
          (chce do Warszawy)
          • aaneta Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 22:58
            A to w takim razie wpisujemy fotoplastykon do programu wycieczki. Mam nadzieję,
            że jeszcze działa, wybieram się do niego, odkąd jestem w Warszawie i wybrać nie
            mogę.
            • kwiecienka1 Re: Vidi bodajże III 15.10.05, 23:15
              a ja już byłam!!!!!!!!
              więc mogę Cię zaprowadzić :-)))
              polecam wszystkim
              Kwiecienka - Wielka Warszawy Fanka
    • noida Re: Vidi bodajże III 16.10.05, 11:41
      Hm, jedyne, co Ci mogę poradzić jako zapalony kinomaniak- idź na oba...
      • daria13 Re: Vidi bodajże III 30.10.05, 23:23
        Pająk obejrzany,spodobany i kompletnie niezrozumiany. Atmosfera i kreacja
        aktorska na najwyższym poziomie. Jeszcze chyba nigdy Fines nie podobał mi się
        tak bardzo, nawet w Angielskim pacjencie, a właściwie zwłaszcza w Angielskim
        pacjencie:)Ale za cholerę nie rozumiem przyczyn, dla których ten mały zadziałał
        tak jak zadziałał. Czy on dżast chory był, czy ja nie podłapałam momentu
        traumy, która go takim zrobiła? Czy książka to wyjaśnia? Jeśli tak, to proszę o
        informację, jeśli nie, to proszę o wskazówkę.
        Pozdrawiam:)
    • nienietoperz Broken Flowers, 03.11.05, 17:44
      widziane wczoraj, wymagajace wciaz przemyslenia i przerozmawiania. Na razie
      jestem w stanie niewatpliwie zarekomendowac (jako nieuleczalny wielbiciel JJ
      moglem to zreszta zrobic w ciemno), refleksje bogatsze za dni pare.
      Czy ktos z Was mial juz przyjemnosc moze?
      • aaneta Re: Broken Flowers, 03.11.05, 18:06
        A i owszem, i jest o czym pogadać, ale właśnie wybieram się na "Dziecko" braci
        Dardenne, więc napiszę po powrocie. :)
      • aaneta Re: Broken Flowers, 03.11.05, 22:33
        Obiecałam, więc słowa dotrzymuję, ale że ciut późno się zrobiło, a jutro trzeba
        do roboty wcześnie wstać :( pozwolę sobie wykorzystać to, co kiedyś już
        napisałam na temat "Broken Flowers" w pewnej prywatnej korespondencji (z
        nadzieją, że pierwotna adresatka nie będzie mi miała tego za złe, choć właściwie
        - dlaczego miałaby mieć?).

        Prawdę mówiąc, nie jestem pewna, czy mi się ten film podobał. Bo jest dziwny:
        niby nie porusza, bo jest taki trochę jakby beznamiętny, ale właśnie dlatego
        daje do myślenia. A najważniejsze jest w nim to, czego w nim nie ma. Właściwie
        to chyba jest film dla facetów, chociaż... nie do końca, bo bardzo ważny jest w
        nim każdy szczegół i wiele w nim jest "pod spodem" akcji i "między słowami".
        Trochę mi to przypomina styl mojego ukochanego Rohmera, chociaż oczywiście w
        amerykańskiej wersji, tyle że Rohmer jest optymistyczny, bo choć każdy jego film
        kończy się znakiem zapytania o ciąg dalszy, sugeruje, że tak naprawdę to jest
        dopiero początek historii, o tyle tutaj wydaje się, że to już definitywny
        koniec, co było, minęło, odkręcić się nie da, i raczej nie ma szans, żeby zacząć
        od nowa. Tak więc jest to film o tym, czego się nie zrobiło, czyli o pustce,
        braku, ukrytymi pod złudnym wrażeniem, że ma się wszystko. Albo ma się ochotę na
        wszystko i nie wie się o tym, że trzeba wybierać, tzn. ponosić ryzyko i brać na
        siebie odpowiedzialność. Ogólnie: film - przestroga. Kolejny smutny film o
        nie-miłości. To znaczy mnie osobiście on specjalnie nie smuci, ale znam parę
        takich osób, jak te, o których opowiada Jarmusch...
        • nienietoperz Re: Broken Flowers, 04.11.05, 17:26
          Dzieki za trafne uwagi. Jarmuscha podziwiam 'od zawsze' za umiejetnosc
          pokazywania zwyklych ludzi w zwyklych chwilach w sposob bardzo cieply i
          prawdziwy. Tu - troche niespodzianka, to znaczy z jednej strony nadal sympatia i
          zrozumienie, z drugiej strony smutek i zal, o ktorym pisalas - nienietoperzowa
          uwaza, ze BF sa filmem przeszywajaco depresyjnym, i im wiecej o tym mysle, tym
          bardziej sie z tym zgadzam. Czy jest to film o nie-milosci? Przewrotnie chyba
          jest to film o milosci i zwiazkach, w ktorych nie ma miejsca/potrzeby na
          zrozumienie, nie ma konkretnego czlowieka, jest tylko idea osoby, z ktora sie
          jest. Don kochal(?) Kobiete, byl (tu troche puszczam wodze imaginacji) dla
          Kobiety czuly, inteligentny, atrakcyjny; nie rozumial i nie chcial rozumiec
          dobrze konkretnych osob, ktore w danym momencie byly Kobieta. Zreszta jest to
          zdecydowanie historia pokazana z pozycji meskiej - kluczowe bylo przeciez
          poszukiwanie syna, istnienie corek dawnych kochanek jest zbywane latwo jako
          nieistotne.



          I jeszcze pytanie (poniekad spoiler, takze nieogladaczom sugeruje ominiecie)
          - czy myslisz, ze Don wierzy w swoje koncowe zdanie: 'The past is gone. The
          future is not here yet. The only thing we have is what there is now - the present.'?
          Mozna o nim myslec przynajmniej na dwa sposoby - doslownie, the past is gone,
          nie ma sensu do niej wracac, wszystko stracone... (to zona:-), albo jako probe
          przekonania sie, ze tak jest, kiedy tak naprawde przeszlosc jest z nami w kazdej
          chwili, z jej dotkliwymi straconymi szansami, rozpacza i tesknota, nie sposob
          jej uniknac (to ja:-)

          Pozdrowienia,
          nntpz
          • staua Re: Broken Flowers, 04.11.05, 17:33
            Chce isc dzisiaj - jest w naszym kinie campusowym. Jesli sie dostane (nie mam abonamentu p planuje
            kupic bilet tuz przed seansem) to jutro napisze. Wasze wrazenia bardzo mocno mnie poruszyly.
          • aaneta Re: Broken Flowers, 05.11.05, 18:58
            Mówiąc o nie-miłości, miałam na myśli zjawisko polegające na tym, że osoby
            pozostające w związku nie kochają się naprawdę, choć są przekonane, że to
            właśnie miłość. W rzeczywistości może to być w najlepszym wypadku
            zakochanie/zauroczenie/fascynacja/pożądanie, jeśli nie gra, w której obydwie
            strony mogą uczestniczyć z bardzo różnych względów i dla bardzo różnych
            korzyści. Takie historie ostatnio coraz częściej trafiają się w kinie, że
            wspomnę "Closer" czy "Zakochanego bez pamięci".

            Nie zauważyłam, żeby w "Broken Flowers" była mowa o idei Kobiety, w ogóle
            niewiele wiadomo o tym, jaki Don jest dla kobiet. Wiadomo tylko, że miał ich
            wiele i chyba z żadną nie był zbyt długo. Niby normalka, ale jak wobec tego
            mówić o miłości czy idei. Don po prostu egoistycznie zaspokaja własne potrzeby,
            kompletnie nie licząc się z potrzebami swoich kobiet - patrz odejście Julie Delpy.

            Nie zgadzam się też, że "istnienie corek dawnych kochanek jest zbywane latwo
            jako nieistotne". Pewnie, że nieistotne, bo nie są to JEGO córki. A syna szuka,
            bo dowiedział się, że ma syna, dokładnie tak samo szukałby córki.

            Co do zdania o przeszłości, która przeminęła, przyszłości, która jeszcze nie
            nadeszła i teraźniejszości, to nie bardzo jest tu co interpretować, to jest po
            prostu najprawdziwsza prawda i banał ;) A tak na poważnie: właściwie nie ma
            sprzeczności pomiędzy interpretacją Twoją i Twojej szanownej małżonki. Nie da
            się odkręcić tego, co zrobiliśmy - bądź czego nie zrobiliśmy - w przeszłości,
            ale ma to wpływ na nasze obecne życie, od tego zależy, czy odczuwamy satysfakcję
            z naszego życia, czy nie. Właściwie to też banał. A najbardziej banalne jest to,
            że nie możemy własnego życia przeżyć od nowa i jeśli coś skopaliśmy czy
            przeoczyliśmy, to już tak zostanie. Chociaż taki Don akurat jeszcze ma szansę,
            choćby z tego względu, że jeszcze nie jest taki stary ;) Tylko że chyba tego nie
            wie...
            • nienietoperz Re: Broken Flowers, 07.11.05, 11:19
              A juz myslalem, ze sie nam AAneto poglady filmowe zbiegna - to by bylo
              zaskoczenie :-))

              Mowy o idei Kobiety nie ma w sensie bezposrednim (to znaczy nie ma glosu z tylu
              ekranu wyjasniajacego, o co chodzi),ale juz np. sceny marzen sennych wyraznie
              sugeruja, ze Don mniej lub bardziej swiadomie nie odroznia kolejnych kochanek,
              Julie czy dziewczyny sprzedajacej kwiaty; wszystkie odbiera podobnie, jako
              obiekty zakochania/zauroczenia/fascynacji/pożądania (ktore skadinad stanowia
              przynajmniej istotna czesc relacji damsko-meskich, czyz nie?)
              Nadal sadze tez, ze opozycja syn/corka mogla byc dla naszego bohatera
              istotna, choc w praktyce jest dosc przypadkowa - pamietasz film rysunkowy, ktory
              D. oglada?

              > Co do zdania o przeszłości, która przeminęła, przyszłości, która jeszcze nie
              > nadeszła i teraźniejszości, to nie bardzo jest tu co interpretować, to jest po
              > prostu najprawdziwsza prawda i banał ;)

              Z jednej strony oczywiscie, ze to najprawdziwsza prawda i banał, z drugiej
              niemniej kompletnie w to nie wierze :-))
              Pozdrowienia,
              nntpz
              • aaneta Re: Broken Flowers, 07.11.05, 12:19
                Chyba się powinnam obrazić ;) Za ten głos z tyłu ekranu, oczywiście.
                No, dobra, wybaczam, ale żeby mnie to było po raz przedostatni! ;)

                Nie pamiętam, jaki film rysunkowy Don ogląda. Czy potwierdza on Twój pogląd na
                temat istotnego znaczenia faktu, że Don dowiaduje się o synu, nie o córce?

                Zakochanie/zauroczenie/fascynacja/pożądanie to istotnie istotna część relacji
                damsko-męskich, a przynajmniej najbardziej przyjemna. Od tego każda miłosna
                historia się zaczyna, ale jeśli na tym się kończy, to może się okazać, że to
                trochę za mało, żeby osiągnąć zadowolenie i satysfakcję z życia, nie tylko
                miłosnego.

                Jeśli "idea Kobiety" oznacza, że wszystkie kobiety są dla Dona jedną kobietą, to
                w dalszym ciągu się nie zgadzam. Przepraszam za nieeleganckie wyrażenie, ale
                jest to po prostu klasyczny babiarz, który żadnej nie przepuści. Jest to objaw
                kompletnej niedojrzałości i żadna filozofia tu nie pomoże.

                A w co kompletnie nie wierzysz, bo kompletnie nie rozumiem? W to, że przeszłość
                była, przyszłość będzie, a teraźniejszość jest?
                :)
                • nienietoperz Re: Broken Flowers, 07.11.05, 12:31
                  Nie obrazaj sie :-)
                  > Chyba się powinnam obrazić ;) Za ten głos z tyłu ekranu, oczywiście.
                  > No, dobra, wybaczam, ale żeby mnie to było po raz przedostatni! ;)


                  > Nie pamiętam, jaki film rysunkowy Don ogląda. Czy potwierdza on Twój pogląd na
                  > temat istotnego znaczenia faktu, że Don dowiaduje się o synu, nie o córce?

                  D. po powrocie do domu wlacza TV, akurat leci kreskowka, bocian dostaje paczke,
                  uruchamia ruletke/kolo fortuny, wypada 'BOY!', bocian wpisuje 'boy', D.
                  zniechecony wylacza telewizor. To podkresla przypadkowosc, ale absolutnie nie
                  nieistotnosc. Ciagle mysle, ze ma to dla niego znaczenie - przeciez jego
                  kontakty z kobietami sa zupelnie inne niz z facetami.

                  > Jeśli "idea Kobiety" oznacza, że wszystkie kobiety są dla Dona jedną kobietą, to
                  > w dalszym ciągu się nie zgadzam. Przepraszam za nieeleganckie wyrażenie, ale
                  > jest to po prostu klasyczny babiarz, który żadnej nie przepuści. Jest to objaw
                  > kompletnej niedojrzałości i żadna filozofia tu nie pomoże.

                  Hii, chyba wkraczamy w sfere 'gender studies'. Z mojego punktu widzenia nie
                  chodzi o 'nieprzepuszczanie'; chodzi raczej o podejscie - ' kobieta odeszla,
                  kobieta wroci' - chocby byl to juz inny kobiety egzemplarz.


                  > A w co kompletnie nie wierzysz, bo kompletnie nie rozumiem? W to, że przeszłość
                  > była, przyszłość będzie, a teraźniejszość jest?
                  > :)

                  Stosunkowo najmniej w to, ze przeszlosc byla :-). A dokladniej w to, ze odeszla.
                  • aaneta Re: Broken Flowers, 07.11.05, 13:53
                    Z tą kreskówką to mam kompletną lukę w pamięci, zresztą w którejś recenzji było
                    napisane, że Don ogląda "Casanovę", i tego też za żadne skarby nie pamiętam,
                    niedobrze ze mną. Tym bardziej potrzebuję Twojego wytłumaczenia, jakie znaczenie
                    ma dla Dona fakt, że w tym kole fortuny wygrał syna, bo w dalszym ciągu tego nie
                    widzę. Twierdzisz, że ma to znaczenie, ale jakie? Co wynika z tego, że jego
                    relacje z kobietami są inne niż z mężczyznami w kontekście płci posiadanego
                    przez niego, ale nieznanego dziecka?

                    Genders studies to dziedzina socjologii, a tu chodzi o psychologię :) W
                    szczególności o to, że Don zupełnie nie zna, a w każdym razie nie liczy się z
                    potrzebami kobiet. Jego podejście "jeśli nie ta, to inna" przynosi mu wiele
                    doraźnych korzyści, niestety, punkt widzenia kobiet jest odmienny. A Don jest
                    klasycznym kobieciarzem, ogląda się za każdą atrakcyjną kobietą, która znajdzie
                    się w zasięgu jego wzroku - widać to bardzo wyraźnie w różnych sytuacjach w
                    trakcie jego podróży. Tacy mężczyźni łatwo uwodzą kobiety, ale też i szybko je
                    tracą, muszą więc uwodzić od nowa. Koło się zamyka.

                    A o tym, że przeszłość nie do końca odchodzi, chociaż przemija, już pisałam,
                    więc tu akurat się zgadzamy :)
    • atramentowa_ja "Closer" 05.11.05, 19:27
      moją olbrzymią fascynacją jest "Closer" Film zupełnie teatralny, opary na
      wybitnej grze czwórki aktorów. O czym opowiada?O samotności w wielkim mieście, o
      dzisiejszym zagubieniu się ludzi, o braku przystosowania do życia w związkach.
      Gdy go oglądałam czułam fizyczny ból, ból empatii, ból zrozumienia, bo obraz
      ten mówi o uczuciach w sposób niezwykle rzeczywisty, ale poetycki. Dodatkowym
      atutem jest niekonwencjonalna kamera, ciekawy montaż i niehollwoodzkość...
      Szczególnie wybija się świetna rola Jude Law i Natalie Portman. Widać ich
      emocjonalne poświęcenie i walkę, widać że potrafią sprostać coraz trudniejszym
      wyzwaniom i nie spoczywają na laurach. polecam i czekam na opinie. pozdrawiam
      • braineater Re: "Closer" 05.11.05, 19:31
        No peanik na cześć 'Closera' jak najbardziej słuszny, tyle, że ja na piedestale
        stawiam jednak Owena, który ukradł ten film całej reszcie, i ze wszystkich
        postaci miał chyba najzdrowsze podejście do całej tej, cokolwiek skomplikowanej
        sytuacji. Scena ostatniego dialogu z Robertsową, kiedy pokazuje jej wszystkie
        mechanizmy gry, jest po prostu cudowna.
        P:)
        • atramentowa_ja Re: "Closer" 05.11.05, 19:50
          hmmm ja co do niego jeszcze się trochę waham...Ten dialog był rzeczywiście
          świetny, wbiło mnie w fotel:)) żałuję, że został wprowadzony do filmu troszkę
          później niż wszyscy i nie mógł do końca rozwinąć skrzydeł...Za to w Sin City
          pokazał co potrafi
    • griszah Re: Vidi bodajże III 07.11.05, 09:45
      Obejrzałem w piątek "Eda Wooda" z niejakim zaciekawieniem życiem reżysera,
      który nakręcił "Plan 9 z kosmosu", "Noc upiorów", "Narzeczoną potwora" -
      filmów, które oglądam zawsze kwicząc ze śmiechu i z opadniętą koparą, że można
      było taki kicz stworzyć. A potem jednym ciągiem wyczaiłem na "alekino" "Glen i
      Glenda" tegoż reżysera i muszę stwierdzić, że tamte filmy to, w porównaniu
      z "Glenem..", popis mistrzowskiej reżyserii, scenariusza. W skrócie "Glen.." to
      perypetie faceta ze skłonnością do transwestytyzmu wahającego się czy zdradzić
      swe skłonności narzeczonej a także przy okazji wykład czymże owa skłonność jest
      a czym nie jest - a wszystko w tonacji jak najbardziej poważnej co stwarza
      niezamierzony przez reżysera efekt komedii. Dla mnie 5 gwiazdek (z przymrużonym
      okiem).
      Pozdrawiam.
      • daria13 Re: Dziecko?????? 07.11.05, 10:29
        Droga Aneto, czy doczekamy się jakiegoś komentarza na temat Dziecka, bo jak do
        tej pory chyba tylko Ty miałaś okację obejrzeć ten film?
        Pozdrawiam serdecznie:)
        • aaneta Dziecko 07.11.05, 12:58
          Okazję to pewnie nie tylko ja miałam, ale tylko ja się przyznałam ;)
          W każdym razie rzeczywiście obejrzałam, tylko że najpierw pomyślałam, że muszę
          przetrawić, a potem zapomniałam.
          Problem w tym, że to kolejny film, w związku z którym znowu mam ambiwalentne
          odczucia. Nie wiem, może ja już za stara jestem na takie filmy. Bo "Dziecko"
          jest niezłe, tyle że nie ma w nim nic nowego. Ja to wszystko już wiem, mam dawno
          przemyślane, a nawet przeżyte, na pytania, które tam się pojawiają, ja już dawno
          sobie odpowiedziałam, i to zarówno te dotyczące działań bohaterów, jak i pewnych
          zjawisk, jak również ich przyczyn. W związku z tym wiele tematów już mnie po
          prostu nie rusza, nad czym ubolewam. Chociaż przecież nie tak dawno na WFF
          obejrzałam parę bardzo dobrych i bardzo poruszających filmów, więc może nie jest
          ze mną aż tak źle, tylko po prostu niektórzy twórcy są wychwalani bardziej niż
          na to zasługują?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka