Dodaj do ulubionych

Pokolenie 1000 euro

28.11.05, 13:21
Czesc. Wczoraj czytalem sobie w pociagu "Forum" i byl tam przedruk z El Pais o
pokoleniu 1000 euro. Generalnie bylo o Hiszpanach, ale ja tak sie troche czuje
jakby to bylo o mnie. W zarysie o co chodzi: czlowiek konczy studia, ma dosc
wysokie kwalifikacje, zna jezyki. Rozpoczyna prace. Za 1000 euro. Mieszka w
wielkim miescie (tu odpadam, bo mieszkam w dziurze), wynajmuje mieszkanie (bo
na kupno go nie stac), zazwyczaj z kims na spolke (j.w.), nie jest w stanie
nic oszczedzic, mijaja lata i nic sie nie zmienia, wciaz jest tak samo.
Zaleta: nie jest sie do niczego przywiazanym, mozna zmieniac prace (na kolejna
za 1000 euro), mozna zmieniac mieszkania, na kolejne wynajmowane. W najlepszym
wypadku osiaga sie zdolnosc kredytowa kiedystam i splaca sie wlasna chalupe do
emerytury. Dochodzi sie do 30-tki i zaczyna sie frustracja, bo to co kiedys
bylo fajne (ta wolnosc wlasnie, przedluzenie jakby studenckiego zycia) zaczyna
byc meczace i staje sie zrodlem poczucia przegranej. Ja wiem, ze realia
polskie sa troche inne, ze 1000 euro to duzo, no ale jakby to tak przekuc na
nasze, to czy nie jest tak samo? Naszly mnie refleksje, albowiem za rok
skoncze 30 lat i nie mam NIC. Perspektywe bezrobocia od nowego roku hiehie. Co
o tym wszystkim myslicie?
Obserwuj wątek
    • conejito13 Re: Pokolenie 1000 euro 28.11.05, 13:35
      byl taki artykul takze chyba w wyborczej 'pokolenie 1200' (zreszta na
      najlepszych byla o tym dyskusja kiedys tam). mysle, ze to wlasnie tak mniej
      wiecej sie ma do hiszpanskiego 1000 euro. a i tak zawyzyli 1000 euro, bo wiem,
      ze niektorzy zarabiaja po 650-700 a na poczatek 900 euro to super pensja!:(:(
      zarabiajac wlasnie takie kwoty mozesz co najwyzej (majac stala osobe
      towarzyszaca) wziac kredyt na 35 lat, ktorego splacanie bedzie jak sznur na
      gardle, bo bedziesz wydawal cala jedna pensje na splate kredytu i oplaty a
      druga na ew. przyjemnosci (zakladajac naturalnie optymistycznie, ze cale zycie
      oboje beda ta prace mieli). dzieki bogu tutaj mieszkania w kazdym roku ida ok
      30% w gore, wiec jak sie poklocisz z narzeczona/ym, mezem/zona to nie ma
      problemu - sprzedajecie i tyle. prawda jest tez to, ze mlodzi emancypuja sie
      duzo pozniej niz w polsce (i np. w niemczech). nie dziwi wiec nikogo 30-latek
      mieszkajacy z rodzicami. dopoki nie ma 'drugiej polowki' zwyczajnie nie pcha
      sie w mieszkanie. po prostu go na nie NIE STAC. smutne, bo ogranicza bardzo.
      dlaczego samotny z wyboru nie moze sobie kupic mieszkania bez posiadania
      bogatych rodzicow? o samochod prosciej - mniej kosztuje.
      gregor, jak to nie masz nic? masz - skonczone studia, robisz doktorat, gdzies
      tam jezdzisz, o cos sie starasz. przeciez wszystko robisz po cos, nie? a wogole
      kto powidzial, ze jedyna sluszna droga to taka, jaka prezentuja w tej gazecie?
      • gregor_1976 Re: Pokolenie 1000 euro 28.11.05, 14:26
        Conejito to jest wszystko prawda. Co to mojego posiadania - chodzi mi o to, ze
        koncze pewien etap w zyciu, a ja czuje sie jakbym zaraz wszystko musial zaczynac
        jeszcze raz od poczatku i to mnie nieco przybija. Dziewczyny wypowiadajace sie w
        tym artykule, Hiszpanki, nasze rowiesniczki, w pewnym sensie byly do mnie
        podobne w tym, ze nie wiadomo co dalej. Co dalej? Co dalej do cholery? W zeszlym
        tygodniu bylem na rozmowie kwalifikacyjnej i mialem wrazenie, ze babka, ktora ze
        mna rozmawiala bala sie mnie - "NAPRAWDE chce pan u nas pracowac?", "mieszka pan
        za granica i NAPRAWDE chce pan wracac?", "majac TAKIE kwalifikacje..." itp itd.
        Boja sie tego ze sie doktoryzuje, boja sie tego, ze znam dobrze jeden jezyk i
        bardzo dobrze drugi. Jaki jest sens podnoszenia swoich kwalifikacji, skoro
        generalnie lepiej byc mlodziakiem po studiach, bo takiemu 1) mniej sie zaplaci,
        2) urobi sie go odpowiednio, a on sie jeszcze posika ze szczescia, ze ma prace.
        No i zaczynam belkotac troche nie na temat :)
        • conejito13 Re: Pokolenie 1000 euro 28.11.05, 16:29
          gregor, jesli cie to pocieszy. masz podobny problem do setek ambitnych ludzi po
          studiach, ze znajomoscia jezykow, skonczonymi dobrymi kursami lub
          pomagisterskimi lub mastersami. nikt im nie chce dac tej pierwszej szansy,
          nawet jesli mialoby to byc tylko na rok lub dwa w celu zawieszenia sie w
          jakiejs firmie, rozpoczecia. jak masz zbyt wysokie kwalifikacje - boja sie, ze
          zaraz odejdziesz (tak, jakby ci z niskimi mieli sie trzymac cale zycie jednej
          firmy - bzdura!). caly widz polega na tym, zeby sprzedac sie tak, aby cie
          kupili. chca taniego - niech maja, chca drogiego - jestes ty! rozumiesz? cv
          dostosowane do pracodawcy. niestety to jest straszne ale prawdziwe. znam
          osobiscie dziewczyny, ktore na rozmowie kwalifikacyjnej ani slowkiem nie
          wspominaly o rodzinie (nawet o mezu, ze o dzieciach nie wspomne!), znam takie,
          ktore celowo nie wpisywaly kolejnych fakultetow, znajomosci tego czy owego, bo
          po co??? na stanowisko managera za malo, na asystentke za duzo. wiem, ze to nie
          wyjscie, ale moze tedy jakas tam droga do celu?
          sluchajcie, tutaj jest tak samo jak w polsce - o prace trudno, trzeba sie
          swoje 'wystac w kolejce'. dochodzi fakt, ze emigracja nie jest latwa
          (psychicznie, spolecznie, ekonomicznie), wiec rozumiem cie doskonale, ze chcesz
          wrocic do kraju! zreszta o co chodzi pracodawcom??? czy wszyscy maja wyjezdzac?
          czy w kraju nie ma miejsca na pozytecznych inteligentnych ludzi? czemu sie tak
          dziwia, ze chcesz rozpoczac swoje zycie wlasnie w krakowie, gdansku, katowicach
          czy poznaniu (nie mowie o wawie celowo, bo przeciez nie tylko tam powinno sie
          chciec ludziom zyc)?
        • andorinha Re: Pokolenie 1000 euro 28.11.05, 23:28
          ja tez znam dziewczyne ktora dosc dlugo pracowala w instytucie bilogii PAN (po
          doktoracie)...w koncu rzucila nauke w cholere i znalazla prace. Pacy szukala
          bardzo dlugo. Pierwsze oferty pojawily sie gdy wykreslila z cv doktorat :(

          Gregor to co moge Ci poradzic to sprobowac poszukac post-doca w firmie ktora
          wspolpracuje z uniwersytetem. W mojej dzialce jest niby latwiej taka firme
          znalezc, ale w neurobiologii (nie pomylilam?) tez nie powinno byc problemu.
          Laczysz staz naukowy z normalnym doswiadczeniem zawodowym. Minus calego planu
          jest taki ze na bank nie znajdziesz tego w Polsce :)

          Ale moze Irlandia? Szkocja? Szwecja? Norwegia?
          Ja wiem ze ty chciales wracac...

          Druga opcja to znalezc firme polsko-zagraniczna :)
          ja wiem ze to jak bajka
          ale mozesz poszukac firmy ktora mysli o inwestowaniu w Polsce. A ty sie swietnie
          nadajesz bo juz znasz polski, do tego niemiecki i angielski

          ja wiem ze moze zbyt pozytywnie mysle...ale ja mam taki plan :)
          i caly czas trzymam za niego kciuki

          co do pokolenia 1200pln i 1000euro nie zgodze sie ze mozna to porownac.
          1200pln to przy braku mieszkania wlasciwie granica skrajnego ubostwa
          majac 1000euro mozna nawet cos zaoszczedzic. Oczywiscie zakladajac ze wie sie
          jak z roznych rzeczy korzystac.
          • conejito13 andorinha 29.11.05, 09:12
            andorinha, zgodze sie czesciowo, ze to nie to samo, ale...
            w hiszp, jesli jestes osoba samodzielna (znaczy bez pary) i zarabiasz 1000 euro
            to nie ma takiej fizycznej mozliwosci, zeby taki ktos mogl kupic sobie
            mieszkanie. obecnie, przy cenie mieszkania normalnego ok 250 tys euro, musisz
            wplacic na poczatek (przez 2 lata) ok 60 tys i na reszte udziela ci kredytu pod
            warunkiem, ze masz zdolnosc kredytowa, co przy wynagrodzeniu 1000 euro odpada
            calkowicie. no i kolko sie zamyka. jesli masz kogos, sytuacja wyglada nieco
            inaczej: 1000 euro (i troche) przeznaczasz na kredyt i oplaty stale a z drugiej
            pensji zyjesz.
            • andorinha odp do conejito 29.11.05, 14:12
              nie no zgodze sie ze 1000 euro to rzeczywiscie niewiele

              ale nawet w kwestii wynajmowania...
              nie wiem jaka sytuacja jest w Hiszpanii pod tym wzgledem, ale ja tu place mniej
              niz placilam w Warszawie (a tu mam dwa razy wieksze mieszkanie). A zarobki sa
              jednak nieporownywalne...

              Poza tym, w Polsce wiele osob po studiach (!) zarabia 1200pln do reki...tu ten
              1000euro zarabiaja ludzie bez zadnego wyksztalcenia. Po studiach raczej nikt
              takiej pracy nie wezmie. Chociaz tak jak mowie nie wiem jak dokladnie jest w
              Hiszpanii, troche wiem jak jest w Portugalii, ale tylko w srodowisku
              informatykow, a to jest toche inna para kaloszy.
          • gregor_1976 Re: Pokolenie 1000 euro 29.11.05, 11:14
            Andorinha dzieki za rady. Ja to wszystko jakos podswiadomie wiem, ze tak
            naprawde to powinienem szukac pracy za granica, bo w Polsce bryndza. Ale jednak
            chwilowo chec powrotu jest silniejsza - no i tak sie kurwa miotam, nie wiem co
            robic, w te czy we wte. Czuje ze skonczy sie tak, ze popracuje sobie w Polsce
            (jesli znajde COS), dostane po dupie po raz kolejny i znowu sie zawine i
            pojade... najgorsza jest ta cholerna samotnosc, mam tu przyjaciol i owszem (ale
            nie Niemcow - to jakies symptomatyczne), ale jednak nie ma to jak pogadac po
            polsku z kims kogo sie zna juz od kilkunastu lat :)
            • conejito13 skad ja to znam... 29.11.05, 11:31
              gregor, skad ja to znam, no powiedz mi, skad?:(:(
              niestety, taki lajf jak to sie mowi. zawsze powtarzam, ze emigracja to ciezki
              kawal chleba. szczegolnie psychologicznie. bo reszte sobie mozna zawsze
              poukladac. praca jak praca, wszystko inne jak wszystko inne gdzie indziej. ale
              rodzina, przyjaciele, wlasny jezyk i kultura, po prostu wszystko. to cos
              takiego, jakby korzenie od drzewa uciac, moze wypusci jakies nowe, ale i tak
              nie beda takie silne, nie beda trzymaly w ziemii tak mocno jak stare. to taka
              moja wewnetrzna poezja:):)
            • andorinha odp do gregora 29.11.05, 14:04
              no ja wiem ze to moje rady to takie troche mzonki i bardziej nadaja sie na
              zyczenia urodzinowe ;-)

              Co do znajomych Austriakow, to moja bardzo dobra kolezanka Austriaczka mowi ze
              tez tak ma...latwiej miec znajomych obcokrajowcow niz Austriakow.
              Widzisz ja akurat tu mam sporo dobrych znajomych Niemcow :-) moze oni sa
              symptatyczniejsi za granica?
              Moze to wynika z tego ze obcokrajowcy sa w podobnej sytuacji? Tesknia, nie maja
              tu rodzin?

              Jak czesto jezdzisz do Polski?
              Ja jezdze co jakies 3 miesiace. I mniej wiecej co miesiac przyjezdza tu ktores
              ze znajomych...no i nie bardzo kiedy jest zaczac tesknic :-)
              Poza tym mamy taka specyficzna sytuacje ze musimy jezdzic do rodzin w dwa rozne
              konce Europy...to powoduje ze w sumie teraz jestesmy przynajmniej sprawiedliwie
              posrodku :-)
              • gregor_1976 Re: odp do gregora 29.11.05, 14:54
                Ja tez jezdze srednio co 3 miesiace i tez bywam odwiedzany co jakis czas. Wiesz,
                ta moja tesknota to nie taka ze o, wlasnie teraz tesknie, tylko bardziej
                zmeczenie tymi 3 latami zycia za granica. Cos takiego "na wyzszym poziomie"
                hehehe. Co do Niemcow za granica - moze masz racje. Kiedys zapytalem mojej babki
                od niemieckiego - dlaczego tutaj ludzie sa tak zamknieci na innych? Na co ona:
                bo wiekszosc ma juz przyjaciol od wielu lat i nie potrzebuje nowych. Absurd do
                potegi, ale czesc z nich naprawde tak tutaj mysli. Sa mili, uprzejmi, usmiechaja
                sie, ale czasem az ma sie ochote im ten sztuczny usmiech tarka z twarzy zetrzec.
                • andorinha Re: odp do gregora 29.11.05, 15:16
                  wiem troche o czym mowisz bo mieszkam za granica 2 lata.
                  I tez jestem czasem zmeczona :-(
                  Ale fakt ze np jem kolacje z rodzina! Oni ustawiaja sobie laptop z wlaczonym
                  skypem w kuchni, ja ide do mojej kuchni z laptopem pod pacha. Wiem ze to nie
                  dokladnie to samo co byc tam na okraglo...
                  Z drugiej strony taki wyjazd troche filtruje cale zycie. Zostaja najlepsi
                  znajomi i przyjaciele. Mysle ze nie mialabym tylu wzruszen mieszkajac w
                  Polsce...A tu :-)
                  Dzis juz trzeci email z pytaniami: kiedy w koncu bede, czy przyjade na
                  przedstwienie, na wernisaz, na film :-) ze jedna przyjaciolka czeka ciagle z
                  prezentem urodzinowym i teskni, ze przyjaciel mowi ze nie moze sie juz doczekac
                  kiedy bede. To jednak jest bardzo mile ze oni na mnie czekaja. Mysle ze gdybsmy
                  byli na codzien ze soba to byloby nieco inaczej..tak zwyczajnie. Chociaz fakt ze
                  za ta zwyczajnoscia tez tesknie...
                  Ale oczywiscie z wieloma osobami kontakt oslabl albo w ogole sie zerwal.
                  Przyjazn z osoba za granica wymaga pewnego trudu, ktory niekoniecznie chce sie
                  podjac.
                  Wiesz ja mam wokol siebie sporo Austriakow i Niemcow ktorzy tez nie sa stad, tez
                  nie maja tu bardzo duzo znajomych...takim ludziom na pewno latwiej sie zaprzyjaznic.

                  • gregor_1976 Re: odp do gregora 29.11.05, 15:28
                    Ha! O bardzo waznej rzeczy napisalas - wiele, oj wiele znajomosci sie
                    zweryfikowalo. Rzeczywiscie, teraz wiadomo na kogo mozna liczyc, a ktore
                    "przyjaznie" nalezy zredukowac...
                    • andorinha Re: odp do gregora 29.11.05, 16:06
                      wiesz punkt tez w tym ze wielu z twoich znajomych pewnie tez juz wyjechalo,
                      czesc pozakladala rodziny, ze nawet jak wrocisz..to nie bedzie juz tak jak bylo.
                      Niestety bedac na "emigracji" troche zyje sie w oderwaniu od tego co "tam" sie
                      dzieje. A tam zycie sie toczy...
                      W sumie jakbym przeniosla sie np do Brukseli to z miejsca mialabym 3 dobrych
                      znajomych, bo wlasnie tam wyjechali...
                      W ogoel jakos tak sie porobilo ze wiecej ludzi za granica niz w Warszawie :-)
                      jakkolwiek by to dzwinie nie brzmialo
                      • conejito13 andorinha 29.11.05, 16:53
                        praktycznie moge sie w 100% podpisac pod twoimi powyzszymi postami. na
                        prawde 'sprytnie' to ujelas, czyli wszystko:) chyba kazdego z nas nachodza
                        podobne mysli i odczucia. co do przyjazni, nowych znajomosci, zgodze sie
                        zarowno z toba jak i kolega gregora, ktory powiedzial, ze po prostu na nowe
                        znajomosci nie ma czasu, bo ma wystarczajaco duzo starych. tutaj tez to
                        slyszalam niestety:( nawet z ust mego wlasnego slubnego...
                • conejito13 gregor 29.11.05, 16:34
                  identycznie jest tutaj. moj maz mowi mi podobnie: ja nowych znajomych juz nie
                  chce. po prostu nie mam czasu. nie mam czasu nawet na starych. smutne... ja
                  pamietam jak kiedys pracujac na lotnisku sporo podrozowalam i generalnie krag
                  znajomych mi sie zmienil (specyfika pracy) i moj maz absolutnie nie mial ochoty
                  wspoluczestniczyc w moich nowych znajomosciach. wiec niestety taki ciezki
                  chleb... na szczescie tamto sie skonczylo:):)
    • ramadayes Re: Pokolenie 1000 euro 29.11.05, 16:52
      dla mnie nie ma nic fajnego w wynajmowaniu mieszkań. po pierwsze, ciągły
      brak "zakorzenienia" gdziekolwiek, a co za tym idzie- brak poczucia
      bezpieczeństwa. po drugie, nie robisz na siebie, tylko na innych. po trzecie,
      nie możesz tak naprawdę założyć rodziny, bo nie masz poczucia stabilności w
      życiu. tak ja to widzę i nie chcę tak żyć.
      • conejito13 ramadayes 29.11.05, 17:19
        to oczywiste. mysle, ze nikt z wynajmujacych nie chce wynajmowac. jesli jednak
        nie ma innego wyjscia, to moim zdaniem lepsze to niz mieszkanie z rodzicami
        (innego wyjscia nie widze).
        • ramadayes Re: ramadayes 29.11.05, 17:25
          znam kobietę, która pracowała 2 lata we Włoszech, zarobiła tam kasę, wróciła do
          Polski i buduje sobie dom.
          • gregor_1976 Re: ramadayes 29.11.05, 17:28
            Widac takie miala priorytety. My tu troche nie o tym.
          • andorinha Re: ramadayes 29.11.05, 17:28
            a tam gdzie mieszkala?
            pewnie....wynajmowala :-) ?
          • conejito13 Re: ramadayes 29.11.05, 18:19
            nie wszyscy chca pojechac, zarobic i wrocic. niektorzy chcieliby: zostac w
            polsce, w niej pracowac i kupic mieszkanie/zbudowac dom badz: wyjechac i tam
            zrobic to samo.
      • gregor_1976 Re: Pokolenie 1000 euro 29.11.05, 17:27
        Tu sie troche nie zgodze. Gdyby wynajem wygladal tak jak w Niemczech to nie mam
        nic przeciwko. Tzn. tu sie wynajmuje oficjalnie, nikt cie nie wywali na bruk, bo
        masz bezterminowa umowe (no, pewnie w przypadku jakichs ekstermizmow daloby sie
        delikwenta wyexmitowac), mieszkasz sobie jak w swoim... Czegoz jeszcze wiecej
        chciec? Tylko zarabiac trzeba. Mnie mieszkanie kosztuje miesiecznie 300 euro,
        gdybym zarabial 2x tyle ile teraz, to byloby rewelacyjnie, zwlaszcza ze mieszkam
        w centrum. No, ale zarabiam tyle ile zarabiam. Poczucie stabilnosci wynika chyba
        wlasnie z zarobkow i stalej pracy, a nie z wlasnego mieszkania. Powiem tak -
        gdybym mial wlasne mieszkanie i kredyt na nastepne cwierc wieku to bym dopiero
        nie mial poczucia stabilnosci. Mieszkanie niby twoje, a tak naprawde banku,
        stracisz prace - bank zaraz dobiera sie do dupy, odsetki rosna... brrrr. To juz
        wole OFICJALNIE (nie od jakies babci na czarno) wynajmowac i spac spokojnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka