Dodaj do ulubionych

"Who is afraid of a big bad wolf?"

01.12.05, 08:45
czyli czy i czego lubimy się bać?
w sensie artystycznym rzecz jasna
bo chyba lubimy
przynajmniej niektórzy z nas

mamarcela natchniona tym, że w koncu po latach obejrzy jeden ze swoich
ulubionych horrorów
a poza tym kulturalno-oświatowa jak zwykle:)
Obserwuj wątek
    • braineater Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 08:59
      Strach to raczej nie, ale obrzydzenie do wszelakiego robactwa - muchów,
      motylów, dżdżowniców i reszty tałatajstwa. Zupełnie zresztą irracjonalny i
      niczym w naszym klimacie nieuzasadniony, bo insekty mamy takie towarzyskie
      bardziej, niż mordercze. Kiedyś nawet wysnułem teoryję wielka i jak zawsze
      niepodważalną, że spowodowane jest to sowiecką indoktrynacją dobranockową,
      bowiem w czasie kiedy byłem wiernym widzem wieczorynek, w poniedziałki, dość
      często leciała obrzydliwa kreskówka o dzecięciu w moim typie, co raczej
      gardziło jedzeniem, jeśli nie było to coś słodkiego, i do tego dziecięcia, na
      wezwanie bodaj matki-psychopatki, co wieczór przylatywała mega-mucha,
      (normalnie, wielkości domku całego była) i straszyła biedne dziecię, że je
      pożre, jeśli ten nie raczy zjeść obiadku. Noż, jasna cholera - i ja miałem po
      tym mieć normalny stosunek do owadztwa?!
      A tak filmowo i książkowo wytrzymuję wszelakie dawki obrzydliwstwa, bez
      wiekszych wzruszeń i bać mnie się raczej nie zdaża. I zawsze ze zdziwieniem w
      sumie reaguje na ludzi, którzy piszą, że coś ich w książce wystraszyło, albo
      zbrzydziło.

      Pozdrowienia:)
      • mamarcela Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 09:23
        Rozczarowałeś mnie, kolego B., i to bardzo. Ja tu sobie wymarzyłam dyskusję o
        horrorach i thrillerach wszelakich książkowo-filmowych od powiedzmy Murnau'a i
        Stokera (albo i nawet Mary Shelley) do powiedzmy juz nie wiem kogo, a Ty mi
        wyjeżdżasz, że muchów nie lubisz. Wstyd. Na kogo, jak na kogo, ale na Ciebie
        liczyłam jak na Zawiszę. A tu masz - dżdżownic nie lubi... Siurpryza, drogi B.,
        i to z tych nieprzyjemnych. :)Normalny suspens.
        mamarcela zbulwersowana z płytą "Army of me - various artists", która jej sie
        coraz bardziej podoba
        • braineater Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 09:32
          Miało byc, 'czego się boimy' to napisałem:)
          A o horrorach mogę długo i kwieciście, tyle, że się ich po prostu nie boję, bo
          jakos tak wyszło, że fikcja mi niestraszna.
          P:)
          • mamarcela Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 09:47
            To ja bardzo poproszę to długo i kwieciście. :)
            Bo ja, proszę szanownego pana, uwielbiam się bać. Przepadam za mrocznymi
            klimatami, dreszczykiem emocji, a nawet całkiem dużym dreszczem.
            Tylko, że 90% współczesnych produkcji "w tym temacie" mnie nie straszy tylko
            śmieszy. Niestety. I chciałabym się dowiedzieć, czy to jest spowodowane znakiem
            czasu (bo to takie horrory z MTV), czy moją demencją. W związku z tym
            większości nie oglądam i może mi jakieś arcydzieła umykają?
            Pozdrawiam.
            mamarcela, którą rozbawiają do łez zmutowane pszczoły, klątwy kaset video i
            faceci z hakami
            i z okrzykiem na uściech "ach, gdzie jest niegdysiejszy Hitchcock"
            • braineater Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 10:26
              Gdzie niegdysiejsze hiczkoki?
              A chociażby we Włoszech, gdzie w mrocznych zakamarkach pałęta sie pan Dario
              Argento, od czasu do czasu robiąc jakies filmy, w tym, jeden z
              najgenialniejszych jak dla mnie horrorów wszechwag, czyli Suspirię. Bardzo
              klasyczna opowiastka na starym schemacie nawiedzonego domu i tajemnych sekt,
              ale za to opowiedziana z takim klimatem, że mniej więcej w połowie filmu kończą
              mi sie paznokcie do obgryzania.
              A z książkowych niezmiennie od lat polecam 'Dom na granicy swiatów' Williama
              Hope Hodghsona, przedziwna historię o chatce pomiędzy rzecywistościami, przez
              którą rózne złe na świat wypełza. Fajna, histeryczna, mocno modernistyczna.
              Natomiast z tymi współczesnymi horroropisarzami to tak srednio, bo w sumie mało
              fajnych rzeczy oprócz Straczyńskiego sie ukazuje.

              P:)
      • noida Brain! Ja też! 01.12.05, 21:50
        Pamiętam tą koszmarną dobranockę o musze (leciała conajmniej kilka razy) i nią
        sobie tłumaczę moją żywiołową niechęć do zostawiania czegokolwiek na talerzu!
        To była traumatyczna dobranocka!
        Powinniśmy dostać odszkodowanie!
    • brunosch Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 09:29
      Nie lubię filmowych horrorów, rzeczywistość mi wystarcza :)
      a jeśli już, to większe wrażenie zrobi na mnie coś niedopowiedzianego,
      tajemniczego a jednocześnie znanego na codzień, niż wampir z wadliwym zgryzem.
      Czyli bardziej "Mgła" niż "Noc żywych trupów"
      • jottka rebruno 01.12.05, 10:33
        patrz słynna wypowiedź spielberga - 'najbardziej żałuję, że pokazałem rekina':)
    • brunosch a co będą wyświetlać? 01.12.05, 11:05
      czyżby jakis stary, dobry horrorek?
      Gdzie, kiedy i o której?

      Bruno z niechęcią do świata rzeczywistego.
      • mamarcela Re: a co będą wyświetlać? 01.12.05, 11:26
        Rozumiem, że to do mnie pytanie. Nie będą wyświetlać tylko jest w końcu w
        walizce, ale to szczegół. Film zresztą był wielokrotnie w TV, ale mój stosunek
        do filmów w telewizorni jest znany.
        Dziełko to stare jak świat, angielsko-włoskie, w reżyserii Nicolasa Roega, z
        Julie Christie i Donaldem Sutherlandem. Aha, jeszcze według opowiadania pewnej
        Daphne, co to ją chyba wszyscy znają. Klimaty weneckie, właściwie brak krwawych
        scen, porządny suspens na zakończenie i dreszczyk jak cholera. Nazywa
        się "Don't look now". Oglądałam go niegdyś ze trzy razy w Iluzjonie (filmoteki
        polskiej, bo tak to się nazywało).
        Bo ja jak myślę o horrorach to właśnie o czymś takim, chociaż teraz hororem się
        nazywa żywe trupy w każdej szafie. Fuj.
        No dobrze, nie lubię hororów, uwielbiam klasyczne opowieści gotyckie i ich
        współczesne odpowiedniki, o ile takie istnieją.
        Zresztą Brain - dziecię MTV w końcu - też poleca jakieś prehistoryczne dzieła.
        Pozdrawiam i polecam
        mamarcela w nastroju podobnym do brunowego, ale za to z herbatą arbuzową
        • braineater Re: a co będą wyświetlać? 01.12.05, 11:38
          Sutherlanda to polecam w klasycznej 'Invasion of the body snatchers' - zresztą
          w ciemno polecić moge wszystkie 3 wersje tego filmu - z 56' z mocnym przekazem
          MacCarthowskim, z lat 80 (to ta z Sutherlandem) z odchyłem ekologicznym i z lat
          90' mojego ulubionego Abla Ferrary, z totalnym odjazdem antyHiv - zresztą
          zobaczcie po prostu jak mozna ekranizowac klasyka, i jakie cuda z tego
          wychodzą, po prostu (powieść Inwazja porywaczy ciał, autor Finney, wydana po
          polsku raz, w latch 90, a napisana w latach 50')
          A z innych filmów Roega, nawet lepszych niz Don't Look, to koniecznie 'In the
          company of Wolves' - ekranizacja Angeli Carter, oparta na jej własnym
          scenariuszu, czyli Czerwony Kapturek czytany jako opowieść o pedofilii i
          dominacji - przecudny wizualnie (jak większośc Roegów) i bardzo, ale to bardzo
          sugestywny w klimacie.

          A From Hell Mamarcela zna (po polskiemu chyba poetycko polecieli na 'Z piekła
          rodem'). Z Johnym Deepem ekranizacja opowieści o Kubie Rozpruwaczu, wedle
          genialnego 1000 stronicowego komiksu Alana Moore? Bo jak nie, to koniecznie:)
          P:)
          • mamarcela Re: a co będą wyświetlać? 01.12.05, 12:06
            Pożeracze owszem, ale bez zachwytu.
            From hell - jasne - klimaty jak najbardziej mamarcelowe.
            Towarzystwo wilków - to jest właśnie to dżast -, ale to chyba nie Roeg, ale
            Neil Jordan ten od Wywiadu z wampirem.
            pozdrawiam i prosze o jeszcze
            mamarcela z harym angelem w rączkach
            • braineater Re: a co będą wyświetlać? 01.12.05, 12:15
              Poleciałem - fakt Jordan, nie Roeg:)
              Tak jeszcze myslę - bo jak gotyk, i dziwności, to może Mamarcela sięgnie
              po 'Dom z Obserwatorium'? Tu recenzyjka niezobowiązująca:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=26149909&a=26149909
              a może odjazd zupełny, czyli seria o Anicie Blake, pogromczyni wampirów?
              Głupawa, splaterowa, dośc miałka, ale sprawiająca mnóstwo radochy czytelniczej.
              Albo G.Martin i jego dziwna powieśc o nowoorleańskich wampirach 'Ostatni Rejs
              Fevre Dream'? Bardzo Harry Angelowski w mrocznościach, ale duzo, duzo lepiej
              napisany niz powieściowy aniołek, ktory jest koszmarnym gniotem:)
              Tegoż samego 'Piaseczników' legendarnych chyba rekomendowac nie musze?

              P:)
              • mamarcela mamarcela i "Angel's heart" 01.12.05, 14:41
                Dzięki, Brain.

                mamarcela nie wie, czy książkowy Harry Angel jest koszmarnym gniotem, ponieważ
                mamarcela się owego Harry'ego (nie Pottera) boi jak niczego na świecie. Stoi
                sobie ta książczyna niegruba już z osiem lat na półce i straszy mamarcelę.
                Chociaż nabyta została drogą kupna, coby mamarcelę odstraszyć właśnie. Podobnie
                zresztą film Parkera na podstawie tejże książczyny już od dłuższego czasu
                zalega w mamarcelinej srebrnej walizeczce i ciągle sobie mamarcela obiecuje, że
                pewnego poranka (słonecznego!) film ten obejrzy i w końcu przestanie się go
                bać. Ale jak na razie to tylko sobie obiecuje!
                Z tym filmem łączy się bowiem pewna hoistoria, która niezbyt dobrze świadczy o
                mamarcelinej intelkigencji, ale co tam, jak ekshibicjonizm to ekshibicjonizm.
                Otóż późną jesienią 1988 roku mamarcela była w zaawansowanej ciąży. Ciążą ta
                zresztą zaawansowana była jedynie teoretycznie, bo praktycznie niemal niczym
                się nie objawiała, co zresztą nieszczególnie się mamarceli podobało, bo nikt
                jakoś tej ciąży nie zauważał i nie przepuszczał, nie ustępował i generalnie nie
                traktował mamarceli z należnym kobiecie w stanie błogosławionym szacunkiem. Na
                domiar najgorszego nie miewała żadnych zachciewajek, kaprysów, czy wręćz
                apetytów na śledzia z miodem. Miewała tylko głupie pomysły, jak zwykle zresztą.
                Jednym z najgłupszych było obejrzenie owego "Harry'ego Angela".
                Zbrodnia owa na mamarcelinym (podwójnym wówczas) jestestwie miała miejsce w
                historycznym kinie Moskwa na placu Unii Lubelskiej. Ci, co to kino pamiętają,
                westchną teraz wraz ze mną.
                W kinie nie było dużo luda i można było sobie wybierać miejsca. Toteż ciężarna
                w końcu mamarcela usiadła w raz z OSD (ojcem swojego dziecka) w ostatnim
                rzędzie parteru niedaleko wentylatora. Byli jedynymi osobami siedzącymi w tym
                rzędzie. Wszyscy, którzy widzieli ten film wiedzą, że niebagatelną rolę w
                straszeniu widzów odgrywają tam właśnie wentylatory. No i wtedy mamarcela
                (która tak w ogóle na życie to niemal niczego się nie boi) zaczęła się bać.
                Bała się tak koszmarnie, że było jej zimno ze strachu i od tego piekielnego
                wentylatora tuż obok niej. Ale ponieważ była i jest głupia to zamiast uciec z
                kina siedziała jak przymurowana i bała się coraz bardziej. W powrotnej drodze
                trzymała się kurczowo OSD za rękę, ale bała sie przyznać, że trzęsie się ze
                strachu. Był wczesny zimowy wieczór, a na mamarcelę z każdej bramy na ulicy
                Puławskiej czyhało jakieś niewiadomo co. Po powrocie trzeba było wyjść z piesem
                i mamarcela absolutnie odmówiła zostania sama w domu. W parku zresztą też się
                bała chociaż była dopiero 17.
                I tak boi sie do tej pory i mimo wielu podejść nie odważyła się z tym swoim
                strachem skonfrontować. Czy był on rzeczywisty, czy wynikał tylko ze
                szczególnych okoliczności.
                Nigdy już potem się żadnego dzieła nie bała nawet w 1% tak mocno.
                A dziecko do tej pory wypomina: "Nic dziwnego, że dostałam laskę, skoro kiedyś
                mamusi się chciało na horory chadzać."
                I to by było na tyle o Harrym i jego sercu.

                mamarcela znowu długo i nudno, ale w końcu ktoś tu musi przynudzać

                --

                "szczęśliwe i radosne chwile z motylem"
                • braineater Re: mamarcela i "Angel's heart" 01.12.05, 15:11
                  he - dobrze, że Ci fobia do jajek przy tym filmie nie wyskoczyła, bo dla mnie
                  to jest najlepsza scena, gdy Mr Louis C. obiera jajeczko gwarząc z Harrym.
                  Masterpis i tyle. A co do książki, to jest to jeden z nielicznych wyjątków,
                  gdzie film jest po tysiackroć lepszy. Książka jest fatalnie napisana, jeszcze
                  gorzej przetłumaczona, beznadziejnie skonstruowana i ogólnie przoebłędnie nudna
                  i bez jakiegokolwiek klimatu. Można raz machnąć a potem spokojnie oddać
                  komukolwiek i nawet przez chwilę człowiek za nią nie zatęskni.
                  Back to topik - polecanek znaczy ciag dalszy, żebyś nie szczezła z nudow po raz
                  kolejny Ringu oglądając. Więc może spróbuj gotyk po japońsku - Dark Water, tego
                  samego rezysera, co Ringu. Co śmieszniejsze, to gotyk na blokowisku, straszący
                  w sumie tylko wodą, ale robiący to nader pięknie i wyraziście - Maryś jak
                  zwykle przy tych okazjach schowała, się na pół filmu za moimi barczystymi
                  plecoma i musiałem jej robić za narrację z offu:) Inna polecanka, mniej
                  gotycka, strasznie zjechana przez krytyków i oglądaczy, a przy tym film, który
                  niesmowicie wciąga - oczywiście The Village. Ja nie rozumiem, jak można się
                  tego filmu czepiać, skoro mało co ostatnimi czasy było tak miło fabularnie
                  zakręcone. Albo już zupełnie nie gotyk, a jeden z filmów, które mnie w tym roku
                  bardzo ucieszyły, również japoński Suicide Club - z genialną sceną otwarcia,
                  gdzie grupa plus minus 50 japońskich licelistek, śpiewając wesołą piosneczkę i
                  trzymając się za rączki, robi jednoczesny wskok pod rozpędzony pociąg metra.
                  Cudo, po prostu (potem trochę się sypie, ale i tak do końca jest nieźle[w
                  pewnym momencie zmienia się w musicall po prostu:)])
                  Z rzeczy mniej ciekawych, bo sztampowych, ale potrafiących czasami tym
                  schematem i sztampą poważnie przeorać - Oszukać Przeznaczenie 1 & 2. Z
                  założenia typowe nastolatkowe gore, stargetowane na kina z popcornem, ale
                  warto, choćby dla wymyślności motywów służących do eliminowania poszczególnych
                  bohaterów. Parę razy naprawdę dałem się zaskoczyć.
                  A książkowo, to może Mamarcela sięgnęłaby po made in polandy jakieś? Po Domofon
                  na przykład i Grzedowicza Księgę Demonow Jesiennych, ostro onegdaj lansowane
                  również przeze mnie na FK? Obie rzeczy niezłe, bez rewelacji ale w swoim typie
                  mocno wciągające i dobrze w sumie napisane. A jak Mamarcela buszuje po
                  antykwariatach, to się Mamarcela rozejrzy okiem czujnem za pismem niestety
                  ś.p 'Fenix' i za śmieszne pieniądze w te pędy nabędzie numery, w których są
                  opowiadania Jerzego Nowosada - niestety to jedyna droga by je poznać, bo pan
                  zmarł nie wydawszy nigdy żadnej książki, a żona nie zgadza się na publikacje w
                  jednym tomie wszystkich tekstów. A pan Nowosad pisał jak mało kto, doskonałe
                  opowieści grozy, lokowane we współczesnej Polsce, straszące bardzo dyskretnie,
                  ale bardzo dobrze. W tych samych Feniksach - najlepiej tych z poczatku lat 90 -
                  tak gdzieś do 95 roku, Mamarcela może także poszukać nigdzie indziej nie
                  wydanych opowiadań Romualda Pawlaka, który teraz poszedł w jakies badziewne
                  fantasy i dośc fajne histroie alternatywne, ale zaczynał od doskonałych
                  horrorków dziejących sie na Śląsku i w sosnowcu, bardzo mrocznych, dość
                  splatterowych i generalnie bardzo fajnych.
                  Jak mi się jescze co przypomni to napisam:)

                  P:)
                  • brunosch może to i nie horror, 01.12.05, 15:33
                    ale polecam "Karę mniejszą" Huberatha. Bo dziwne i zaskakujące.
                  • nienietoperz Re: mamarcela i "Angel's heart" 01.12.05, 15:33
                    Wtracajac sie:
                    do Village'a mozna sie czepiac jak najbardziej. Akurat mam tu odwrotnie od
                    braineatra, bo kiedy po obejrzeniu Wiochy powtorzylem sobie historie w glowie,
                    to wyszlo mi, ze pomysl byl calkiem, calkiem. Ale co z tego, kiedy realizacja
                    tegoz nie wciagnela mnie w zadnym stopniu (warunki mialem pierwszorzedne,
                    samotnie w kinie, ani odwaznego kolegi, zeby sie za nim chowac, ani plochej
                    niewiasty, zeby w role odwaznego kolegi wchodzic). Zero przestrachu, zero
                    zainteresowania, przyzwoita rola Adriena Brody beznamietnie zauwazona, i ... tyle.
                    Ogolnie horrorystycznie nic nie przebije juz chyba u mnie widoku rowerku
                    jezdzacego po pewnym zagubionym w osniezonych gorach hotelu...
                    A a la japonszczyzna strzalka do wlasnego postu z czasow przedMamarcelich:
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=22694490&a=28118515
                    Wasz
                    nienietoperz
                    • braineater Re: mamarcela i "Angel's heart" 01.12.05, 15:43
                      a bo to chyba jest tak ze Wiocha nie ma straszyć, albo przynajmniej ma robic to
                      bez odwoływania się do klasycznego repertuaru chwytów. Bo też, z czym się pewno
                      zgodzisz, drogi Toperzu, Wiocha to przede wszystkim film o prawie do
                      odmienności, o prawie do wyboru własnych dróg i problemach związanych z
                      nonkonformizmem. a przy tym pokazuje, że bez zastosowania wobec samych siebie
                      mechanizmów represji, nie da sie utrzymac wymarzonego stylu zycia.
                      No i Wiocha zdecydowanie była odrodzeniem rezysera, po potwornie debilnych
                      Znakach:)
                      A w ogóle to jeszce polecam Panic Room, czyli Azyl, bo zapomniałem:P

                      P:)
                      • nienietoperz Re: mamarcela i "Angel's heart" 01.12.05, 15:49
                        Alez tak, tyle, ze to wszystko przemowiloby do mnie rownie celnie (a raczej
                        celniej), gdybys usiadl i opowiedzial mi: wiesz, jest taka spolecznosc, i w
                        niej... Gdybys mi opowiedzial, ze po pustym hotelu jedzie sobie chlopczyk na
                        rowerku, to usnalbym przed koncem zdania. Wiem, wiem - zarzut, ze nie potrzeba
                        medium A, zeby osiagnac efekt B, jest zarzutem tylko i wylacznie akademickim. W
                        koncu to moj zawod :-)

                        'Znakow' nie widzialem, ale juz na przyklad Szosty zmysl byl od Village'a duzo
                        lepszy.
                      • mamarcela Re: mamarcela i "Angel's heart" 01.12.05, 16:19
                        Oderwałam się na chwilę od Czasu surferów - ciekawe, czy ktoś widział, i
                        spieszę odpowiedzieć.
                        Wiocha i tak, i nie ,a juz na pewno bez dreszczyku.
                        Panic room i owszem.
                        Japońskie horrory są dla mnie straszne o tyle, o ile niemal wszystkie filmy
                        japońskie są dla mnie przerażające. Na czele z japońskimi kreskówkami. Niektóre
                        sa przerażające in plus jak np. Spirited away i Hauru, ale niestety większość
                        in minus.
                        Natomiast seria Final destination - niestety zdecydowanie uwielbiana w serii
                        filmów najgorszych (najGOREszych) obok wszystkich krzyków i piątków. Chociaż
                        faktycznie niektóre pomysły na uśmiercanie zaskakujące. No, ale ja wolę rekiny
                        bez rekinów.
                        Czy widział ktoś Stir of echoes i Talking to heaven?
                        pozdrawiam
                        mamarcela po obiedzie
                      • schabomil Re: mamarcela i "Angel's heart" 05.12.05, 15:42
                        > No i Wiocha zdecydowanie była odrodzeniem rezysera, po potwornie debilnych
                        > Znakach:)

                        Pastisze ze swej natury są debile (bo co za odkrycie że coś jest śmieszne/ da
                        się wyśmiać ?), tyle że "znaki"- moim zdaniem- są debilne w sposób całkiem
                        ciekawy- bo poza wsadzeniem typowych hollywoodyzmów, umieszczono również kilka
                        nietypowych- jak np. obsada głównej roli (+ ekspresja aktora), dzięki której
                        film bywa zwany "Patriotą w Kosmosie" (i tworzy trylogię wraz z "Patriotą
                        secesyjnym" i "Patriotą w Wietnamie").
                        Również na pochwałę zasługują przebijające się momentami gorzko- cyniczne
                        obserwacje (Ufok zdemaskowany poprzez TV, bejzbol- rekwizyt do etnicznych
                        rozrywek Amerykanów, też oznaka bezfinezyjnej brutalności- jako niezawodny
                        sposób rozwiązywania problemów z odmienną cywilizacją).

                        No i tyle.
                        Schabomił
    • ben-oni Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 11:08
      Nie lubimy się bać, oj nie lubimy!
      Przedwczoraj jakaś baba wjechała Omegą w przystanek tramwajowy z którego do
      szkoły dojeżdża moja córka. Na całe szczęście córka chora (paranoja!
      szczęście!) siedzi w domu.
      Po co mi inne emocje?
      Poza tym nie pojmuję jak można się bać tekstu pisanego? Co ma mnie
      przestraszyć? Nagłe: "nagle zza krzaka wyskoczył przerazający Ogr?". Wybacz,
      ale to wcale nie jest nagłe! Pismo z natury rzeczy nie jest nagłe.
      Filmy? Raczej nie oglądam horrorów bo wolę się bawić niż się bać.
      Tricki typu: mało światła, kot spadający z szafy, gramofony same się
      uruchamiające... Sorry, ale to tandetne sposobiki za 15 dolców od scenki.

      No chyba, że mówimy o von Trierze lub Lynchu, ale tu lubię klimat a
      nie "STRASZENIE".
      • itek1 Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 18:01
        Moge podpisac sie pod tym co napisales do ustepu o von Trierze czy Lynchu, bo
        mnie kopenhaski szpital zamiast straszyc jedynie smieszy, a klimat to tam tandetny:)
    • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 16:21
      Bardzo, bardzo boje sie horrorow. Tak bardzo, ze nie powinnam ich ogladac, ale nie potrafie sie
      zdyscyplinowac. Po odpowiednio strasznym horrorze nie moge spac przez wiele nocy, budze sie
      krzyczac, moj maz doklada do tego straszac mnie- teraz mniej, bo widzi, ze to powazna sprawa,
      zwlaszcza po tym, jak ostatnio nastraszyl mnie po Ringu 2. Tam jest scena, jak jelenie otaczaja
      samochod, ktorym jedzie Naomi Watts z synkiem i niszcza go, a jej sytenk krzyczy "Don't stop, don't
      stop". Otoz jechalam po tym filmie z mezem ciemna, opuszczona droga, w nocy, w lesie i on zaczal tak
      samo krzyczec, co mnie tak przestraszylo, ze puscilam kierownice i skulilam sie zaslanialac twarz. Na
      szczescie na drodze bylismy sami... Ale to go chyba przekonalo, ze nie powinien tak zartowac.
      To chyba jakas patologia, co?
      • monikate Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 16:46
        O, ja bardzo, bardzo lubię się bać... ale gdzie te niegdzisiejsze horrory,
        gdzie... Najlepiej się wybałam na omawianym przez mamamarcelę "Nie oglądaj się
        teraz" Nicolasa Roega.
        I przy lekturze powieści "Smętarz dla zwierzaków" Stephena Kinga. Mróz strachu
        mi ścinał krew w żyłach.
        A teraz? Mam jak braineater: boję się robactwa.
        • stella25b Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:00
          Nie, zdecydowanie nie lubie horrorow. Nie moge pozniej zapanowac nad moja
          fantazja. Ale Mamarcela pytala czy ktos ogladal Talking to heaven.? To ja
          odpowiem, ze widzialam. I jest to jedyny rodzaj horroru, na ktory jeszcze mozna
          mnie namowic. Media i spotkania z duchami toleruje.
          • stella25b Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:06
            Przypomnial mi sie The Others z Nicole Kidmann, film ktory zaskoczyl mnie jako
            widza. Inaczej sobie te historie wyobrazalam.
            • braineater Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:09
              o
              Inni jeden z lepszych filmów ostatnimi czasy - Otwórz Oczy tego samego pana
              również zresztą (ale już to samo jako Vanilia Sky, to padaka)

              P:)
              • stella25b Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:17
                Qurcze, ja za kazdym razem musze niestety leciec do googla i sprawdzac tytul,
                jesli jest po polsku, bo tak to filmu nie kojarze:(

                Vanilia Sky, rzeczywiscie cienki. Jednak manipulacja marzen jako temat
                interesujacy.
              • nienietoperz Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:19
                Grrr, znow przyjdzie mi wyrazic niepokornosc wobec Ojca.

                'The Others' - rewelacyjne, swietny scenariusz, konsekwentnie budowana
                atmosfera, klasyczne chwyty sprawiajace te sama przyjemnosc jak wtedy, kiedy
                widzialo sie je po raz pierwszy.

                Potem oczekiwanie na okazje zobaczenia w kinach 'Abre los ojos'. I...
                oprocz pierwszych paru scen klapa totalna, historia lalusia bedacego
                mieczakowatym lalusiem tak konsekwentnie, ze az bola uszy, lapki i skrzydelka,
                zupelny brak szansy na identyfikacje z rzeczonego lalusia problemami, mydlana
                opera uwznioslona achronologia, zagadka pociagnieta ni to w strone paktu
                demonicznego (vide 'Adwokat diabla') ni to w strone realistycznej technologii
                przyszlosci (vide 'Eternal Sunshine of the Spotless Mind').
                Pozostala na pocieszenie swiadomosc, ze Vanilla Sky musi byc jeszcze bardziej
                padaczne, potwierdzone przy uzyciu obejrzanych kiedys w TV dziesieciominutowego
                fragmentu.

                Moze to efekt urodzenia sie i zycia w stanie bycia nieprzystojnym i kompletnego
                braku zrozumienia dla problemu przystojnosci utraty.
                • mamarcela Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:23
                  Ja mam podobnie jak toperz, chociaż nie tak bardzo tzn. Others rewelacja -
                  specjalnie nie wspominałam wcześniej, żeby nie "zawyżać poziomu". A Oczy leko
                  pół średnie.
                  a Szósty zmysł, proszę twarzystwa?
                  • nienietoperz Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:31
                    Zmysl szosty, jak pisano nienietoperza lapa wczesniej, zupelnie w porzadku.
                    Nie w klasie 'Innych', ale nieporownywalnie wyzej niz 'Oczy' i znacznie wyzej
                    niz TheVillage.
                    • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 18:13
                      "Szosty zmysl" byl chyba pierwszy z serii tych filmow z zaskakujacym zakonczeniem... ale "Inni" sa
                      lepsi.
                      "The Village" zdecydowanie najgorszy, choc ma swoj klimat, ale latwo domyslic sie, co sie kryje za
                      potworami.
                      "Oczu" nie znam.
    • marquis Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:03
      Obrzydzeniem napawają mnie wszelkie żywe stworzenia z wyjątkiem ssaków. W
      szzególności strasznie boję się ćmów: jak juz taka franca wpadnie mi do pokoju w
      letni wieczór wybiegam z krzykiem i łomotem serca i czekam, aż ucieknie sama.
      Straszne!
      Co do horrorów, to gdzieś w drugiej połowie szkoły podstawowej zostałem przez
      starszą i w świecie obytą kuzynkę wprowadzony w świat Mastertonów itp. (już nie
      pamiętam innych autorów). Czytałem te koszmarne książczydła z zapartym tchem,
      spać w nocy nie mogłem, bo mi się te wszystkie upiory, manitou, plazmy i inne
      wytwory wciąż śniły :( Ale mimo to nadal czytałem z wrodzonym sobie masochizmem.
      Potem zacząłem również przygodę z horrorami filmowymi. Przez parę lat nie
      przepuściłem żadnej okazji w TV czy wypożyczalni kaset: rżnąłem wszystko, od
      nocy żywych trupów, masakr piłą motorową, przez wampiry, wilkołaki, demony, aż
      po dzieła z górnej półki jak Dziecko Rosemary (do dziś uważam, że to jeden z
      najlepszych horrorów). W ostatnich latach najbardziej mnie przestraszyły "Co
      kryje prawda" (Harrison Ford i Michelle Pfeifer)i Ring (japoński). Ogólnie
      biorąc horrory lubię, niemniej mam wrażenie, że produkcje są coraz bardziej
      kiepskie, często mnie nużą zamiast straszyć a przede wszystkim są pozbawione
      tego, co w horrorach cenię najwyżej: MROCZNEGO KLIMATU. Bo nie wystarczy noc,
      burza z piorunami i wyskakujące znienacka potwory, by stworzyc klimat. U
      Polańskiego w ogóle nie widać tego dziecka, a jednak jest to jeden z
      najstraszniejszych filmów grozy.
      • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:09
        Tez kocham "Dziecko Rosemary", takze jako ksiazke. A mam znajomego, ktory (jak se.la.vie prawie)
        powiedzial o nim: przewidywalny, nudny filmik, w ktorym nic sie nie dzieje. Tez tego nie rozumiem.
        • monikate Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:16
          Tak, "Dziecko Rosemary" jak najbardziej. A co powiecie na "Lokatora" tegoż
          Polańskiego? Dawno oglądałam, ale jakież tam panowało napięcie! I żadnych tam
          duchów, zwidów i sugestii diabłów; cały strach siedział w psychice i z psychiki
          wypełzał na wszystko i wszystkich...
          • mamarcela Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 17:41
            Rosemary baby to w ogóle rulez. Muzyka wymiata.
            I jeszcze obok Lokatora Wstręt z Deneuve.
            A jak to jest z nazewnictwem, bo włsśnie przed chwilą się dowiedziałam, że Inni
            to nie horror, a Piła tak. Oldskulowo to horror = nadprzyrodzone, thriller =
            napięcie + strach przed złymi ludźmi, a teraz horror = sikająca krew, thriller
            = napięcie + duchy, zjawy, ludzie, cokolwiek, ale bez latających członków. Czy
            to już taka nowa terminologia, czy po prostu niektórym się tak wydaje.
            :)
            • nienietoperz Nazewnictwo 01.12.05, 17:57
              Na pozegnanie w dniu dzisiejszym wspomnienie dotyczace nazewnictwa uzywanego, z
              blizej nieznanych przyczyn, w czasach studenckich.
              Po jakiejs imprezie(?), wyjezdzie(?), lekturze(?), nienietoperze ustalily
              podzial wszystkich filmow na
              a) komedie romantyczne
              b) filmy katastroficzne
              c) filmy katastrofalne
              Jaka przyjemnosc przydzielanie kategorii wtedy potrafilo sprawic...

              Tak powazniej, to dla mnie Rosamaria to ani horror, ani thriller. Po prostu
              swietny film aklasyfikowalny.

              Nienietoperz z goscmi w drodze
            • daria13 Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 18:39
              Horrory to moja specjalność, bo ja mam chyba coś z dziecka i uwielbiam
              kontrolowany strach:) Książkowe, jeśli dobre czytam z zaintersowaniem, ale
              nigdy z lękiem, nie pamiętam już kto tu pisał o opóźnionym lęku podczas
              czytania o czymś, co nastąpiło nagle, ale chyba właśnie o to chodzi;).
              Najbardziej lubię horrory atmosferyczne, czyli operujące nastrojem grozy i
              właśnie te niepokazujące sedna. Do najlepszych tego rodzaju horrorów zaliczam
              Blair Witch Project, przez nikogo jeszcze nie wymieniony, przez wielu w ogóle
              odrzucony, a przeze mnie wielbiony. Bałam się podczas oglądania i po seansie
              jeszcze długo bardzo. To w moim odczuciu naprawdę straszący film.
              Zauważyłam, że często na odbiór horroru ma wpływ mój nastrój. I z braku tego
              nastroju w ogóle nie przestraszyli mnie Inni, może dlatego że widziałam ich
              wkrótce po obejrzeniu Szóstego zmysłu i domyślałam się od początku zakończenia.
              W moim rankingu wspólczesnych przestraszaczy obok Blair prym wiedzie Ring i
              Dark Water (ten drugi widziany tylko w wersji oryginalnej). Aha, jestem mile
              zaskoczona, że kogoś wystraszył film Co kryje prawda, bo recenzje miał bardzo
              słabe, a mnie wystraszył do tego stopnia, że odmówiłam wywieszenia prania w
              kotłowni, która łączy się u mnie z piwnicą (wiem, że to skąplikowane). Byłam
              niemal sparaliżowana ze strachu. I mój mąż też się bał.
              Mogłabym tak jeszcze długo, ale są przecież jakieś ograniczenia. Zresztą
              gadaliśmy już o tym w pierwszym wątku Vidi, więc tam odsyłam zainteresowanych.
              Mam jeszcze pytanie do starszych członków: kto z Was pamięta angielską serię
              godzinnych thrilerów nadawanych w sobotnie noce, a rozpoczynające się zawsze
              czołówką z fragmentem wykrzywionego w soczewce krajobrazu, bądz budnynku.
              Krótkie acz przerazające filmiki, niepowiązane ze sobą. Najlepiej pamiętam
              jeden o psychopacie grasującym w wielkim biurowcu, w którym utkwiła samotna
              kobitka i musiała przed nim uciekać. Dla przybliżenia powiem, że psychol biegał
              w białych trampeczkach. Jak nazywała się ta seria i dlaczego do cholery
              telewizja jej nie powtarza, ja to tak lubiłam.
              Na koniec powiem tylko o starszych, klasycznych filmach, które mnie najbardziej
              wystraszyły. Egzorcystę oglądałam u kogoś późnym wieczorem i miałam jeszcze
              przed sobą samotny powrót do domu. Pierwszy raz w życiu w połowie filmu
              zdezerterowałam i uciekłam. W domu byłam sama i bałam się tak bardzo, że
              zadzwoniłam po koleżankę, która zgodziła się do mnie przyjechać i przenocować.
              Nigdy już potem tak się nie bałam, a film obejrzany ponownie w całości już tak
              bardzo mnie nie przestraszył.
              Bardzo straszny w moim odczuciu był też stary, oryginalny, klasyczny film Noc
              żywych trupów George'a Romero. Czarno-biały, kalustrofobiczny, ssssstraszy i
              żle się kończący. Wszystkie późniejsze dokrętki i przeróbki to g oczywiście,
              ale ten film to dla mnie mistrzostwo świata w straszeniu.
              Pozdrawiam z mocnym postanowieniem szybkiego obejrzenia Ringu 2.
              • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 19:27
                Jak dawno byly te godzinne horrory? Moze to Twilight zone? Pamietam motyw z wiezowcem... ale nie
                dam glowy, ze to o to chodzi.
                • daria13 Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 19:40
                  Zapomniałam dodać w poście, że nie chodzi o Twilight zone, bo to były bardziej
                  filmiki o sprawach dotyczących duchów, nadprzyrodzonych zjawisk itp, a filny o
                  których myślę były klasycznymi thrilerami, czyli bardziej o psychopatach i
                  seryjnych mordercach, ale z mocnym dreszczem. Ponadto były znacznie wcześniej
                  niż Twilight zone. Obawiam się, że mogłaś być za mała i miałaś rozsądnych
                  rodziców, którzy nie pozwoliliby Ci oglądać takich filmów.
                  Pozdrawiam:)
                  • noida Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 22:19
                    Ja tam horrorów nie oglądam, bo potem mam tak jak Staua- nie mogę spać itp.
                    Najstraszniejszym filmem, jaki widziałam był dla mnie "Blade 2" (a może "Blade
                    3"? w każdym razie wampiry były zmutowane). Poszłam na to z własnej i
                    nieprzymuszonej woli (bo myślałam, że się ubawię jak na "Władcach ognia") i że
                    nie wyszłam po pierwszych 20 minutach, do dziś żałuję. Żeby była jakaś skala
                    porównawcza powiem, że bałam się nawet po "Piratach z Karaibów". No- porażka
                    totalna.
                    Jedynym typem "horroru" jaki toleruję jest X-Files.
                    Po wszystkich innych ciężko choruję.
                    W związku z tym mam małe wymagania i żeby czuć lęk i napięcie wystarczy mi
                    lepszy thriller.
                    A z książek wystarczająco straszny wydawał mi się "Jonathan Strange & Mr.
                    Norrel" :-)
                    • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 23:20
                      Jonatnana S. kupilam i do tej pory czeka na polce...moze lepiej nie przeczytam...
                      W zasadzie udaje mi sie unikac horrorow, tylko te najlepsze ogladam (peer pressure).
                      Z dziecinstwa pamietam okropny horror o GILALI - potworze zywiacym sie energia z drutow wysokiego
                      napiecia. Tego, o czym pisze Daria, nie pamietam w takim razie. Pewnie rzeczywiscie bylam za mala...
                      bo Twilight Zone to jedyne, co mi sie kojarzy.
                      X-files tez boje sie smiertelnie. Najgorszy byl odcinek o chowie wsobnym, jacys bracia trzymali kaleka
                      matke w skrytce pod podloga, probujac splodzic z nia zywego potomka dla utrzymania linii.
                      • daria13 Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 23:41
                        Tak, dla mnie ten odcinek Achiwum też był zdecydowanie najstraszniejszy,
                        brrr.Oglądałam go dwa razy i za każdym razem przerażał mnie okropnie, choć
                        generalnie do X-files miałam raczej stosunek bardziej ciekawski, niż straszący.
                        Ja z dzieciństwa pamiętam za to ekranizację Poe'go o Ligei, to dopiero był
                        horror. Jeśli chodzi o przedwczesne pozwalanie na oglądaie strasznych filmów
                        dzieciom, to jestem bardzo konserwatywna, bo miałam traumę we własnym
                        dziciństwie, kiedy mama nieopatrznie pozwoliła mi obejrzeć Ptaki Hitchocka.
                        Długo miałam potem lęki i na całe życie nauczkę, że do pewnych filmów trzeba
                        dorosnąć, toteż Julce, mimo że często opowiadałam, pozwoliłam obejrzeć Obcego
                        dopiero jak skończyła 14 lat. Dzieci uwielbiają się bać, ale my dorośli musimy
                        wiedzieć kiedy - co, bo bardzo ciężko się żyje z pewnymi lękami wyniesionymi z
                        dzieciństwa. Musimy być mądrzejsi.
                        Życzę wszystkim dobrej,spokojnej nocy:)
                      • nienietoperz Jonathan S. + Mr Norrell 02.12.05, 10:34
                        'Jonathan S. + Mr Norrell' towarzyszyli mi na poczatku listopada. Dlugo z
                        mieszanymi uczuciami - bez leku co prawda (uklony w strone Noidy, musze
                        przyznac, ze panowie S i N moga byc ciut straszniejsi niz Piraci z Karaibow :-),
                        za to z nieodpartym wrazeniem, ze gdyby nie sympatia do opisywanych okolic i
                        specyficzna quaintness (swoistosc?lokalnosc?) opisow, pani Clarke znudzilaby
                        mnie bardzo szybko. Sprawa wyraznie poprawila sie ku koncowi, sam final byl juz
                        w pelni satysfakcjonujacy - moze dlatego, ze srodek nie wzbudzil zbyt
                        rozbuchanych oczekiwan.

                        Podsumowujac - Stauie jako osobie z brytyjska plama na zyciorysie polecam
                        przeczytanie, ciekaw jestem bardzo opinii niesplamionej zdaje sie Noidy.

                        Pozdrowienia,
                        Nienietoperz
                        • staua Re: Jonathan S. + Mr Norrell 02.12.05, 14:31
                          Teraz czytam (uzaleznilam sie) kryminaly Marthy Grimes (z Richardem Jury),
                          wszystkie BARDZO brytyjskie, akcja obecnego toczy sie w Devonie/Kornwalii.
                          Polecam na dlugie wieczory.
                          • noida Re: Jonathan S. + Mr Norrell 04.12.05, 22:30
                            Niestety, ja jestem "nieczysta" czyli mam wielki sentyment do WB poparty
                            wyprawami tamże, nie tylko wyobrażeniami.
                            Nie mogę się więc wypowiadać o Johnathanie i Norrelu jako niezależny ekspert :-(
              • marquis Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 22:18
                Blair Witch jak najbardziej, szczególnie, że tam pojawiło się coś, co uwielbiam:
                studium grupy w sytuacji "skrajnej".

                "Co kryje prawda" wystraszyło mnie tak bardzo, że TRZY razy wydarłem sie w kinie
                (co nigdy mi się wcześniej nie zdarzało). Zresztą, nie tylko ja tak reagowałem.
                Najbardziej podobało mi się tam to, że te straszne momenty pojawiały się w
                zupełnie niespodziewanie, nawet dla takiego wyjadaza horrorów jak ja. Otóż
                klasycznie jest tak, że mamy narastające napięcie, potem chwilka (dosłownie
                rozprężenia) i BUCH! A tutaj było tak: narastające napięcie, rozprężenie,
                opadające napięcie, pełen luz i nagle BUCH!!! Dlatego się darłem ;)
              • stella25b Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 22:22
                Egzorcysta toz to prawdziwa klasyka. Straaaaszny naprawde straszny-
                przynajmniej dla mnie.
            • marquis Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 22:19
              Ja dokonuje podziału oldskulowo :)
              • noida Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 01.12.05, 22:21
                A ja miałam nawet zajęcia z koncepcji fantastyki (pojmowanej szeroko, nie tylko
                fantasy) i mogę wam powiedzieć, że jest dużo różnych podziałów ;-)
                Chociaż zasadniczo chodziło o literaturę, nie filmy.
                • braineater a ktoś widział 01.12.05, 23:02
                  film cokolwiek zjechany przez Khytykóf, a w rzeczy samej bardzo dobry w temacie
                  straszenie bardzo nagłymi zwrotami akcji, czyli 'W paszczy szaleństwa'? Bo dla
                  mnie to tez jeden z evergreenów horrorowych, choć swoje lata ma - gdzies tak
                  chyba z poczatku lat 90' ale moge się mylić. Cudnie poprowadzona opowieśc o
                  zaginionym pisarzu, troche przypominająca Krainę chichów (nobel dla Kozakowej
                  za tytuł swoją drogą:), pełna naprawde mocnych scen, w tym rewelacyjne
                  wykorzystanie motywu 'świra z siekierą'

                  P:)
                  • daria13 Re: a ktoś widział 01.12.05, 23:19


                    > film cokolwiek zjechany przez Khytykóf, a w rzeczy samej bardzo dobry w
                    temacie
                    >
                    > straszenie bardzo nagłymi zwrotami akcji, czyli 'W paszczy szaleństwa'?
                    Więcej szczegółów proszę, krótkie streszczenie na przykład, bo ja oglądam dużo
                    horrorów, nawet tych zjechanych, więc może dane mi było, ale nie pomnę.
                    Btw. w ostaniej Pani domu bodajże są dwie kolejne (mam nadzieję) części Klątwy
                    Ju-on. Swoją drogą to bardzo zabawne, że w takiej gazetce pojawiają się takie
                    filmy. Czy ktoś widział klasyczną panią domu, która lubi klasyczne japońskie
                    horrory, hi, hi:)))
                    Pozdr.
                  • mamarcela Re: a ktoś widział 02.12.05, 08:40
                    Czy chodzi o film Johna Carpentera z Neilem? Pamiętam. Chociaż tego reżysera
                    wolę wspominana juz Mgłę i Coś.
                    A Carrie Briana de Palmy z moją ukochaną Sissy Spacek pamięta ktoś? Dla mnie to
                    do dziś pełny hardkor.
                    pozdrawiam porannie
                    mamarcela z kawą czekoladowo-pomarańczową, taki wypas a co!
                    • braineater Re: a ktoś widział 02.12.05, 09:09
                      no nie
                      tym razem ja sie szyderczo rozrechotam :))))
                      Jak mozna Carrie? Jak mozna de Palmę w ogóle (poza oczyma węża i
                      niedotykalskimi?)
                      Carrie jest po prostu straszna w swojej płytkości i koszmarnych błędach, przy
                      czem zawira w sobie jedną z najpiękniej skopanych scen w dziejach kina (z tych,
                      które widziałem), czyli fascynujacą scenę sexu oralnego, w trakcie której
                      dziewcze zajęte panem, wygłasza pieciominutowy monolog... zdolna bestia
                      niesłychanie:)
                      Carrie i generalnie ekranizacjom Kingowym, z koszmarnym Chłopcem na rowerze na
                      czele, zdecydowane nie.
                      A w paszczy szaleństwa, to dokładnie to i jest właśnie 3 z wielkiej
                      Carpenterowej trójki - numer 4 to Oni Żyją:)

                      Pozdrowienia:)
                      • mamarcela Re: a ktoś widział 02.12.05, 09:36
                        Zanim się ustosunkuję do zarzutów Twych - szybkie pytanie - kim jest koszmarny
                        chłopiec na rowerze, bo Toperz o jakimś chłopcu na rowerze pisał, ale to daję
                        głowę nie ten sam?
                        mimo wszystko pozdrawiam
                        mamarcela, której kot rozłożył sie na stole i strąca klawiaturę
                        • braineater Re: a ktoś widział 02.12.05, 09:44
                          dokładnie ten sam Chłopiec na rowerze, co u Toperza. Tyle, że jesli mogę
                          wnioskowac na podstawie paru zdań Toperzowi on się podoba, a ja mam go z jedną
                          z najbardziej nieudolnych horrorowych realizacji. Na trzeźwo odbieram go tak,
                          jak inkognito.blue, odbierała Omena po zastosowaniu substancji zakazanych
                          prawnie, a jesli oglądam go na nietrzeźwo, to góruje dla mnie nad Monty
                          Pythonem:)
                          Jedyne, co w tym filmie dobre, to mordka Nicholsona i fakt, że nie trwa 5
                          godzin, jak np Miasteczko Salem.

                          P:)
                          • nienietoperz Re: a ktoś widział 02.12.05, 10:27
                            Chlopiec ze Lsnienia jak najbardziej.
                            Zafascynowaly mnie w tym filmie wszystkie sceny opierajace sie na powtarzajacych
                            sie wzorach geometrycznych, porazajacej symetrii i wiazacym sie z nia
                            rozedrganym oczekiwaniu 'na siekiere'. Kiedy juz sie siekiera pojawia, sporo
                            tajemnicy znika, chociaz oczywiscie mordka Nicholsonowa jest w stanie wiele
                            zrekompensowac.
                            Uklony,
                            nntpz
                        • brunosch Chłopiec na rowerze 02.12.05, 09:55
                          to sądzę że z Lśnienia, wg Kinga.
                          To jest bardzo długa, wielominutowa scena - chłopiec na dziecięcym rowerku
                          jedzie labiryntem korytarzy wjeżdżając raz na dywany, raz na gołą podłogę. W tej
                          scenie ważny jest dżwięk: turkot - szelest - turkot.

                          A co do Archiwum X, to moim zdaniem - zdecydowanie najpaskudniejszy był odcinek
                          o stworze atakującym przez kratki wentylacyjne, bo miał umiejętność rozciągania
                          się i zwężania tak, by móc przeciskąć się przez każdą szparę. Odcinek kończył
                          się obrazkiem, jak strażnik w więzieniu nie zasunął klapki w drzwiach celi... :)
                          • mamarcela Re: Chłopiec na rowerze 02.12.05, 10:19
                            Domyslałam się, ale miałam wątpliwości, bo jest jeszcze ekranizacja It tegoż
                            Kinga, w której to chłopiec na rowerze też odgrywa niebagatelną rolę.
                            P:)
                            mamarcela z klawiaturą na kolanach, bo kot na biurku się rozpycha
                      • mamarcela Re: a ktoś widział 02.12.05, 10:12
                        To sobie rechocz, na zdrowie. A czy ja napisałam, że lubię de Palmę? (jednym z
                        najkoszmarniejszych wspomnień filmowych jest Świadek mimo woli i troglodyta z
                        wiertarką) Napisałam, że lubię Spacek i pod tym sie podpisuję wszystkimi
                        czterema rękami. Poza tym napisałam, że Carrie wzbudziła we mnie emocję zwaną
                        strachem. A wzbudziła i nadal wzbudza. Weż pod uwagę, że ja nie oglądałam tego
                        filmu po raz pierwszy jako ekranizacji Kinga, ale jako straszny film o swoich
                        rówiesnicach, które, mimo otoczki jakoś tam nadprzyrodzonej (choć nie do końca)
                        przeżywaja podobne emocje, jak wówczas ja. Do tego stopnia ten film mnie
                        wciągnął, że zupełnie nie pamiętałam tej sceny z seksem oralnym. Bo różnica w
                        odbiorze Carrie wynika chyba przede wszystkim z różnicy płci. Masz rację jest
                        to pewnie kiepski film, bo Palma bywa do bólu obciachowy, ale Carrie dla mnie
                        osobiście była pierwszym zetknięciem z czymś, co ja nazwałabym swoistym
                        fenomenem Kinga (czego zresztą nie ma w większości jego ekranizacji, niestety).
                        Zresztą moja nastoletnia córka, która na większości współczesnych tzw. horrorów
                        chichoce jak inkognito na Omenie (na Omenie nie chichotała) Carrie odebrała
                        podobnie, jak kiedyś ja, bo to jest film o dziewczyńskich strachach, ot co, a
                        nie chłopięcych.
                        A poza wszystkim ja się Carrie boję, bo mam w najbliższej rodzinie osobę, która
                        też tak zgina i przesuwa. :)
                        mamarcela nieskładnie pisząca, bo właśnie do klatki, gdzie mieszka słynna
                        parapeciara weszło trzech czarnych policjantów
                        • brunosch zagryzam palce z napięcia 02.12.05, 11:52
                          > mamarcela nieskładnie pisząca, bo właśnie do klatki, gdzie mieszka słynna
                          > parapeciara weszło trzech czarnych policjantów

                          O, ło matko! I co dalej?
                          Krzyki? Szamotanina?
                          I to właśnie jest porządny suspens.
                          PS a Carrie też lubię - za ostatnią scenę :D
                          • mamarcela Re: zagryzam palce z napięcia 02.12.05, 12:47
                            meldunek agentki specjalnej mamarceli:
                            - krzyków i szamotaniny nie stwierdzono, albowiem pomiędzy punktem
                            obserwacyjnym a obserwowanym lokalem znajduje się
                            a. okno plastikowe podobno wielce szczelne i w warunkach zimowych zamknięte
                            b. kawałek podwórka z drzewem bliżej niezidentyfikowanym, krzakiem bzu oraz
                            trzepakiem
                            c. okno parapeciary - zdecydowanie mniej ekskluzywne niz moje, ale zawsze okno
                            - objęcie posterunku alternatywnego na balkonie nie wchodziło w rachubę z
                            powodu panującej nam miłościwie pory roku oraz temperatury niesprzyjającej
                            kwiatków podlewaniu
                            - spędziłam na obserwacji rzeczonego lokalu ze trzy kwadrance cierpiąc okrutnie
                            z powodu pewnej potrzeby, która zwykle następuję po wypiciu kawy (oraz piwa)
                            - cierpienia te rekompensowała mi myśl, że kto jak kto, ale Bruno z całą
                            pewnością pała żądzą wiedzy
                            - po w/w czasie z obserwowanej klatki (schodowej) wyszli w/w policjanci w
                            towarzystwie dwóch sąsiadów w/w parapeciary
                            - nie zaobserwowano żadnych przejawów zniewolenia w/w sąsiadów
                            - w/w sąsiedzi w/w parapeciary wedlug mojej wiedzy nie posiadają żadnych
                            związków ze światem przestępczym, natomiast w przeszłości byli mocno
                            skonfliktowani z towarzyszem życia w/w parapeciary, który to znany jest pod
                            pseudonimem - tu szyfrem, żeby się nie narażać - imię jego Jan-Paweł, ale po
                            francusku i nie jest to towarzysz życia żadnej Simone, ale taki, co żył z
                            wykrzywiania i tak dość krzywej, chociaz podobno przystojnej, twarzyczki.
                            Bardzo proszę o odpowiedzi
                            - konflikty owe były błahe, ale rzeczony przestępca używał broni
                            - w/w sąsiedzi w/w parapeciary, skonfliktowani w przeszłości z w/w przestępcą
                            do tej pory nie powrócili

                            agent specjalnej troski mamarcela z davidem byrne
    • crazy.berserker Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 02.12.05, 10:07
      marquis napisał:

      > Blair Witch jak najbardziej

      O, super że ktos ten film wspomniał - w kategorii straszących jest jednym z
      najlepszych - bo zbudowany na prostej zasadzie - grunt to nie pokazać zbyt
      dużo - niech sobie widz sam dopowiada, niech wyobraźnia trochę popracuje - a
      jak wiadomo wyobrażnia straszliwe twory potrafi czasami do życia powołać.

      Blair witch zrobił na mnie takie wrażenie, że bałam się (w 10 osobowej grupie!)
      wieczorem przez las do domu wracać - a ponieważ i tak w końcu lasem wracaliśmy
      to o mało zawału z 10 razy nie dostałam kiedy przypadkowo pod nogami jakaś
      gałązka trzasnęła, albo ktoś się głośniej odezwał.

      Jesli chodzi o ksiązki wzbudzające dreszczyk grozy to niestety jest ich chyba
      niewiele - jako wielbicielka historii o duchach, upiorach i wampirach,
      posiadajaca w kolekcji domowej kupę ksiązek grozy od klasyków typu Stoker - na
      Stefciu Kingu skończywszy, to z czystym sumieniem (jako lekturę która czytana
      wieczorem faktycznie wywołuje odczucia niepokoju) - mogę polecic krótki zbiorek
      opowiadań Montague Rhodes Jamesa - Opowieści starego antykwariusza (No i moze
      ewentualnie Lovecrafta - jakikolwiek z jego cykli o Chtulu)
      Przyjemnie czyta się tez naszego Polskiego Poe - Stefana Grabińskiego, czy
      Shirley Jackson - szczególnie opowiadanie "Loteria" - choć myślę, że ci akurat
      autorzy ustępują znacznie wczesniej wymienionym pod względem umiejętności
      straszenia czytelnika

      • mamarcela Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 02.12.05, 10:17
        Witaj Crazy, to my mamy w domu te same stare horrory. ja odziedziczyłam je po
        tatusiu. A miałas w ręku dwutomowe wydanie Opowieści z dreszczykiem? Cudo.
        Pozdrawiam
        • crazy.berserker Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 02.12.05, 10:32
          > A miałas w ręku dwutomowe wydanie Opowieści z dreszczykiem? Cudo.

          Udało mi się przeczytać oba tomy, choć dumną posiadaczką nie jestem. Za to
          namietnie kolekcjonuję wydawnictwa typu Niesamowite opowiesci w prozie:
          rosyjskiej, niemieckiej, niderlandzkiej, japonskiej. dawnymi czasy wydawane
          były również ksiązeczki w serii "z wampirem" - głównie pisarze niemieccy: np.
          Karl Hans Strobl - "Kościana ręka", ale pojawiały się też Egzorcysta Blattyego
          czy wspomniane wyżej "Dziecko Rosemary"
      • noida Cthulhu Zew. 02.12.05, 12:43
        Właśnie w to będziemy grać w sobotę.
        Co ja się namęczyłam, żeby wymyślić przygodę, w której nie ma żadnych ludzi ze
        skrzelami, wielkich ślimaków i krwiożerczych grzybów...
        Oczywiście, jak czytałam te opowiadania to się bałam, ale ich głupota i tak
        mnie porażała.
        Wielkim Przedwiecznym mówię zdecydowane NIE!
        Noida Mistrz Gry :-)
      • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 02.12.05, 14:35
        O rany, Loovecraft... to jest NAPRAWDE straszne! (kupilam kiedys w Londynie
        trzy tomy dziel i przeczytalam jednym tchem, nie spiac w nocy ze strachu i
        ekscytacji czytaniem)
    • griszah Odstaję 02.12.05, 11:46
      Będę chyba tu odstawał (w towarzystwie Ben-oniego i Stelli) ale nie lubię się
      bać w kinie ani przed telewizorem. A już najbardziej nie lubię filmów o
      psychopatach atakujących Bogu ducha winnych ludzi – od razu wyobrażam sobie, że
      to mogłoby spotkać kogoś z mojej rodziny – zwłaszcza jeśli film jest zrobiony
      bardzo sugestywnie. Właściwie duchy (Szósty zmysł), wampiry, zjawiska
      nadprzyrodzone to jeszcze jestem w stanie tolerować, bo rozum mi wciąż
      podpowiada, że to bujda na resorach.
      A propos już zupełnych dewiacji filmowych to podobno są filmy rejestrujące
      rzeczywiste morderstwa, tortury (to się nawet jakoś nazywa ale nie chce mi się
      szukać). O tym był kiedyś film „ 8 mm” z Nikolasem Cagem w roli głównej.
      Wybrałem się na to w ramach rendez vouse z jedną panną, która sobie zażyczyła
      obejrzeć ze względu na zamiłowanie do Cage’a. Sam z siebie nigdy bym się na to
      nie wybrał.
      Lubię horrory z przymrużeniem oka – „Nieustraszeni łowcy wampirów”
      Polańskiego, „Plan 9 z kosmosu” Wooda.
      Teraz sobie przypomniałem, że kiedyś oglądałem horror o samochodzie
      wampirze „Wampir z Feratu” – też pewnie teraz by mi się podobał :).

      www.kns.us.edu.pl/slawia/filmy/wampirzferatu.htmlPozdrawiam.
      • griszah Link 02.12.05, 11:47
        www.kns.us.edu.pl/slawia/filmy/wampirzferatu.html
        • ben-oni Re: Link 02.12.05, 15:40
          To, że nie lubię się bać nie znaczy, ze nie oglądam horrorów. Z tym, ze oglądam
          te zupełnie nie straszne.
          N.p.:
          "Nosferatu wampir" Herzoga - piękne światło
          "Frankenstein" z p.H B-Carter (śliczna jak zwykle), De Niro i Branaghem (chyba)
          "Wstręt" i "Lokator" - pełna schizo
          "Blue velvet" - ciarki po plecorach

          Ale czy to są horrory?
    • kwiecienka1 Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 02.12.05, 21:53
      dla tych, którzy lubią się bać:
      * "Dziecko Rosemary" dziś o 23:50 na Polsacie
      * " Ring" - wersja amerykańska jutro o 21:40 na TVNie

      Kwiecienka dodaje:
      strach w sensie artystycznym:
      nic, niestety, w tv/kinie nie może mnie przestraszyć, chyba jestem zbyt
      hmmmm... racjonalnie myśląca (?) oglądając tak zwany horror potrafię się nawet
      skupiać na błędach czy wpadkach filmowców... żaden ze mnie widz do horrorów...
      przyznam, że kilka filmów (i odcinków "Z archiwum X") zrobiło na mnie wrażenie,
      ale przestraszyło mnie :-)

      idąc dalej:
      dzielna baba jestem, nie boję się niczego co mogę zadeptać (insekty,
      dżdżownice, pająki itp.), nie boję się węży (od dziecięctwa nawet mnie do nich
      ciągnie), no może nie chciałabym spotkać na swej drodze niedźwiedzia czy
      krokodyla, ale raczej mi to nie grozi...

      w życiu to najbardziej bałam się dwa razy, obydwa razy w bardzo realnych, ale
      na szczęście krótkotrwałych sytuacjach:
      * kilka lat temu rodzice, siostra & ja jechaliśmy do babci na święta i
      wpadliśmy w poślizg (melduję, że wszyscy żyją)
      * ostatniego lata w Dalmacji, pewnej wrześniowej nocy nadeszło średnie
      trzęsiątko ziemi o skali 5,2, które to wybiło mi wszystkie szkło będące
      chwilowo luzem i nieźle przeraziło...
      od tego czasu 1. nie lubię jeździć zimą 2. boję się jak się trzęsie
      a w Katowicach tzręsie często, niestety, tak więc nie potrzebuję horrorów żeby
      się bać - wystarczy mi tąpniecie czy jakiś mały wybuch w kopalni poniżej...

      pozdrawiam
      Wasza Dzielna Kwiecienka
      ps "Dziecko..." obejrzę dziś obowiązkowo :-)
    • mamarcela Fallen 03.12.05, 17:15
      Otóż ogłaszam, że Brain może sobie rechotać, ale dla wszystkich, którzy lubią
      się bać polecanka obowiążkowa film "Fallen" czyli w Sieci zła z Denzelem W. -
      dla mnie dygot. Ma etykietkę thriller, ale jaki to thriller skoro w roli złego
      sam Azazel.
      pozdrawiam sobotnio
      mamarcela trochę zmarznięta po spacerze
    • ash3 Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 04.12.05, 12:44
      Nie, nie lubię się bać. Po obejrzeniu (dłuugi czas po tym, jak obejrzeli go już
      wszyscy) "Milczenia owiec", najgorsze było to, że w kółko "odtwarzałam" w głowie
      te same sceny przemocy (m.in. w studni). Nie wiem, co ludzie widza w tym
      filmie... Podobnie było już z Greenawayem, na ktorego dawalam się wyciagnać do
      kina... No, ja sie nie nadaję.
      Pamiętam, jak kolezanka stwierdziła, że to "świetny film" i jakos uśpiła moją
      czujność - obejrzałam w tv "Seven" i... nie żałuje, ale to zły film, z tym całym
      pseudoprzesłaniem. Ale uważam, że warto odkryć zły film (pewne zło ukryte
      zręcznie w filmie), ktory innym wydaje się jakos wstrzasający.

      Wczoraj zaczął się w tv "Krąg" i po kilku minutach wyłączyłam. A potem trafiłam
      na dobry film-niespodzianke na Alekino: "Nowojorskie opowieści". To własnie
      kino, jakie lubie:-) Polecam, gdyby ktoś miał chęć obejrzec kawałek
      bezpretensjonalnego, kolorowego, wciągającego kina (to takie trzy nowelki).
      • staua Re: "Who is afraid of a big bad wolf?" 05.12.05, 02:48
        Seven- balam sie strasznie, nigdy nie obejrzalam tego drugi raz.
        Generalnie chyba bede cwiczyc silna wole i nie ogladac horrorow.
        Nowojorskie opowiesci... wydaje mi sie, ze to widzialam, ale pewnie sie myle - to nie jest "13
        conversations about one thing", prawda? Powiedz, o czym to jest? (teraz mnie to meczy)
        • ash3 Nowojorskie opowiesci 05.12.05, 09:28
          Podaje link do opisu filmu (-ów) - opis, jak to opis, trochę spłaszczajacy.
          Film gorąco polecam!
          www.alekino.pl/cgi-bin/alekino/film/000003&nowojorskie%20opowie%B6ci
          A tego tytułu, o który pytasz, w ogóle nie kojarzę, szkoda...
          • griszah Re: Nowojorskie opowiesci 05.12.05, 10:03
            Widziałem tylko trzecią część (Woody'ego Allena) - pychota :).
            Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka