Dodaj do ulubionych

Policjant, przyjaciel zatrzymanego:)

16.12.05, 10:46
Co Wy na to?

serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3070679.html

Od siebie dodam, że policję iracką szkolą w krajach osiennych specjaliści z
Niemiec...
Niedawno minister spraw wewnętrznych Iraku uskarżał się, że jest rozczarowany
pracą niemieckich specjalistów... "To są kpiny, a nie szkolenie" – miał
podobno powiedzieć.
Wiadomość tą tylko RAZ podało rano Deutschland Radio. Potem, prawdopodobnie z
głębokiego oburzenia niewdzięcznością Irakijczyków, media w Niemczech
"znamiennie" milczały...

Hmmm...,

Mnie się wydaje, że niemieccy spece od policji nauczyli już swoich irackich
uczniów, iż w momencie zatrzymania podejrzanego, należy go przede wszystkim
zapytać, czy zgadza się na aresztowanie:)

Potem przeczytać mu litanię jego niezbywalnych praw obywatelskich, następnie
sprawdzić tożsamość i zapytać go grzecznie, czy jest tym, za kogo się go
uważa. No i jeśli zatrzymany zaprzeczy, należy go przeprosić i NIEZWŁOCZNIE
wypuścić na wolność:)))

Ech, szkoda słów!

lotak
Obserwuj wątek
    • stephen_s Chyba kiedyś tak samo wypuszczono Karadzicia... 16.12.05, 11:57
      ... tak przynajmniej pamiętam? Gdzieś na terenie b. Jugosławii (czy Serbii)
      żołnierze z misji ONZ (czy amerykańscy? grrrrr, ta pamięć...) wpadli kiedyś na
      Karadzicia, ale wypuścili go, bo nie wiedzieli, kto zacz...
      • lotak Re: Chyba kiedyś tak samo wypuszczono Karadzicia. 16.12.05, 12:29
        stephen_s napisał:

        > ... tak przynajmniej pamiętam? Gdzieś na terenie b. Jugosławii (czy Serbii)
        > żołnierze z misji ONZ (czy amerykańscy? grrrrr, ta pamięć...) wpadli kiedyś
        na
        > Karadzicia, ale wypuścili go, bo nie wiedzieli, kto zacz...
        >


        Ja sobie oczywiście trochę kpię z tych niemieckich instruktorów, ale ludzie
        ścigający różnch Karaciców i Zarkawich trochę uważniejsi powinni jednak być:)

        Po kilku takich pomyłkach i kilku brawurowych ucieczkach z obławy, bandyta
        staje się potem "nieuchwytnym" bohaterem...

        A ta w ogóle fajnie, że się odezwałeś:)))

        Pozdrowienia

        lotak
      • gumpel Re: Chyba kiedyś tak samo wypuszczono Karadzicia. 17.12.05, 23:00
        stephen_s napisał:
        > ... tak przynajmniej pamiętam? Gdzieś na terenie b. Jugosławii (czy Serbii)
        > żołnierze z misji ONZ (czy amerykańscy? grrrrr, ta pamięć...) wpadli kiedyś
        > na Karadzicia, ale wypuścili go, bo nie wiedzieli, kto zacz...

        Co do Karadzicia to nie wiem, ale swego czasu czytałem, jak to namiestnik
        chorągwi pancernej Xięcia Pana Jaremy Wiśniowieckiego pułkownik Jan Skrzetuski
        nie tylko nie rozpoznał, ale wręcz dopomógł w ucieczce na Sicz niejakiemu
        Bohdanowi Zenobiemu Chmielnickiemu. A zrobił to mimo listów hetmańskich
        rozesłanych za tym ostatnim ! Jak widać, historia lubi się powtarzać ...
        • stephen_s "Jam jest Bohdan Zenobi Chmielnicki!!!" 17.12.05, 23:36
          Po tych słowach uderza grom! TA-DAM!!!

          Początek "Ogniem i mieczem" w adaptacji Hoffmana absolutnie mnie rozwala swoim
          patosem :))))))))
          • a000000 Re: "Jam jest Bohdan Zenobi Chmielnicki!!!" 18.12.05, 00:11
            A oto początek w oryginale, czyż nie cudne? Szarańcza, zaćmienie, kometa, krzyż
            ognisty na niebie .... groza narasta:

            Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi
            zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
            Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej
            ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było
            przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a
            wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad
            miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano
            jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj
            ludzki. Nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali
            podobnej. W południowych województwach lody nie popętały wcale wód, które
            podsycane topniejącym każdego ranka śniegiem wystąpiły z łożysk i pozalewały
            brzegi. Padały częste deszcze. Step rozmókł i zmienił się w wielką kałużę,
            słońce zaś w południe dogrzewało tak mocno, że - dziw nad dziwy! - w
            województwie bracławskim i na Dzikich Polach zielona ruń okryła stepy i rozłogi
            już w połowie grudnia. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło
            ryczało po zagrodach. Gdy więc tak porządek przyrodzenia zdawał się być wcale
            odwróconym, wszyscy na Rusi oczekując niezwykłych zdarzeń zwracali niespokojny
            umysł i oczy szczególniej ku Dzikim Polom, od których łatwiej niźli skądinąd
            mogło się ukazać niebezpieczeństwo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka