Dodaj do ulubionych

Norwegian Wood dla odmiany

16.03.06, 17:21
bo ja od tego zaczęłam. 'Never let me go' czeka w kolejce.
jestem w połowie NW, zachwycona (kunka, banalnie będzie) prostotą,
oszczednoscią , delikatnością budowania opowieści(zaryzykowałabym określenie:
japonską, choc moje pojecie o kulturze japonskiej jest mgliste - ale styl
pisania Murakiego przypomina mi tradycyjne japonskie domy). Opisy zredukowane
nawet nie do minimum - one ledwie nad poziomem zera, co sprawia, ze chłonę
każde słowo, bo każde może wnieśc cos szalenie istotnego dla całej opowieści.
postacie sprawiają wrazenie tak samo delikatnych i 'vulnerable' (nigdy nie
wiem, jak to się mówi po polsku) - można je zdmuchnąć jednym zdaniem, spalić
jednym papierosem.
o samej historii się nie wypowiem, bom w jej srodku, ale jestem pod
wrazeniem 'otwarcia' - pierwszego rozdziału i tego jak kawałek po kawałku
autor odsłania tło swojej historii.

jestem ciekawa, czy zachowanie bohaterów, zwłaszcza ich dystans emocjonalny i
fizyczny (z zaskakującą mnie w tym konkekscie łatwością przechodzenia do
seksu - czyzby wpływ gorących lat 60-tych, maj 68?) - jest odbiciem kultury
japonskiej (podejrzewam, ze tak)?

ciekawa jestem opinii innych czytelników.
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Norwegian Wood dla odmiany 16.03.06, 17:32
      za 4 dni się dowiesz:)
      Wtedy własnie jest deadline lektur obowiązkowych, i tym razem właśnie
      towarzystwo TWAcze, będzie się nad NW pastwić:)
      Czuj się zaproszona:)

      P:)
      • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 16.03.06, 18:03
        a, dziękuję.
      • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 16.03.06, 18:03
        zapomniałam dodac: postaram sie skonczyc
        :]
    • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 16:14
      to jak z tym deadlinem?
      kto przeczytal?
      • monikate Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 16:20
        :((( ja nie, z powodu "niemania" w księgarniach w moim mieście. Z Empików z
        kolei "wyszły", nowa dostawa zamówiona i za jakis czas będzie.
      • blue.berry Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 16:21
        ja:))))
        i nawet wiem co chce powiedziec
        ale jakos nie mam sily przelac tegfo na ekran
        ale przeleje
        z tym ze bedzie krotko
        i subiektywnie
        oraz ugodowo

        a teraz mam katar i ide do domu zakopac sie w poduszki
        i poczytac sobie dla odmiany intelektualnej Nocny Patrol Łukanjenki
        • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 16:35
          moje tez bedzie krotkie.
          i ugodowe ;-)
          juz wiem, o czym jest dla mnie ta ksiazka. ale dla zasady wstrzymam sie z
          wygloszeniem tego zdania dopoki nie doczytam do konca. zostalo mi 57 stron.
          :)
      • ash3 Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 16:34
        Ja kończę!
      • beatanu Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 17:23
        formaprzetrwalnikowa napisała:

        > to jak z tym deadlinem?
        > kto przeczytal?

        Jedna z tych, która przyczytała ale... książką się nie zachwyciła.

        Norwegian Wood kazało się po szwedzku trzy lata temu, zauważyłam książkę w
        bibliotece na półce z nowościami nie mając zielonego pojęcia o Murakamim.
        Zelektryzował mnie tytuł, bo starą beatelmanką jestem, a z odklejonym tekstem
        akurat "Norwegian Wood" wiążą się fajne wspomnienia. Po książkę sięgnęłam
        dopiero w ubiegłym roku, zchęcona bardzo pozytywnymi recenzjami na FK. I...
        rozczarowanie. Sorry wszyscy wielbiciele Murakiego... Nie jest to zła proza,
        wręcz przeciwnie. Spokojna, nie epatująca wielkimi słowami, choć niepozbawiona
        emocji. Lubię taką cichą narrację. Ale tym razem mnie nie porwało. I nie jestem
        w stanie powiedzieć dlaczego. Może spodziewałam się czegoś bardziej
        niepokojącego? Może na zasadzie "zapomniał wół jak cielęciem był" męczyły mnie
        ciut młodzieńcze rozterki bohaterów? Może nie potrafiłam utożsamić się z
        kimkolwiek?

        Niestety nie pamiętam już szczegółów, tylko uczucie zawodu. I jakiejś
        rozwlekłości, która mnie ciut irytowała (jednak?)

        Podobały mi się wtręty muzyczne :) Literackie też, ale nie za wszystkimi
        nadążałam.

        To na razie tyle.

        Aha, jeszcze jedna uwaga: czytałam gdzieś, że książki Murakiego tłumaczone są z
        angielskiego. Szkoda :( Na szwedzki przełożyły go z japońskiego matka i córka,
        piszące Japonki mieszkające w Szwecji. Nazwiska tych pań gwarantują świetny
        przekład.
        • itek1 Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 18:40
          > Jedna z tych, która przyczytała ale... książką się nie zachwyciła.

          Ja tego nawet nie doczytalem do konca i tylko utwierdzilem sie w przekonaniu, ze
          Murakami jest bardzo srednim pisarzem (dla mnie to literacka wersja U2), IMO
          najlepszym dla nastolatkow lub ludzi melancholinjnie wspominajacych tamte czasy,
          czyli nie dla mnie. Sorry wielbiciele Murakami, ale jak zachwyca skoro nie
          zachwyca. Facet ma jakas technike, ale brak mu chyba tematu, co konczy sie
          nudnym pierdzieleniem (sorry!). Przypomina mi mocno Libere z jego Madame, ktora
          tez mi sie nie podoba, ale chyba jest juz napisana z wiekszym talentem i ma
          odniesienia, ktore lapie.
          • kawa_malinowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 19:05
            > Murakami jest bardzo srednim pisarzem (dla mnie to literacka wersja U2), IMO
            > najlepszym dla nastolatkow lub ludzi melancholinjnie wspominajacych tamte
            czasy
            czyliże dla melancholijnych nastolatek jak znalazł. I z książek pana M. ta
            podobała mi się zdecydowanie najbardziej. nie wiem, może to te wszystkie
            komplikacje uczuciowo-psychologiczne, pewnie też the Beatles, przy których
            upijałam się kilkakrotnie (przy jednym kawałku (sic!), swojądrogą to
            fenomenalne, ze iles lat temu popieprzone nastolatki tez sie do tego upijały i
            zapewne ze kilkadziesiąt lat tez będą), scena pogrzebu niesamowita. W ogole
            duzo magii w tej ksiazce.
            Czytalam w empiku, wyszlam, a na wroclawskim rynku pan z gitarą śpiewał...
            akurat the Beatles. I to była magia, a nie jakas ksiazka do analizowania. tyle.
        • ash3 Re: Norwegian Wood dla odmiany 28.03.06, 09:22
          beatanu napisała:

          >
          > Aha, jeszcze jedna uwaga: czytałam gdzieś, że książki Murakiego tłumaczone są z
          >
          > angielskiego. Szkoda :( Na szwedzki przełożyły go z japońskiego matka i córka,
          >
          > piszące Japonki mieszkające w Szwecji. Nazwiska tych pań gwarantują świetny
          > przekład.

          Akurat NW i Kronika zostały przełożone z japońskiego przez Annę
          Zielińską-Elliott (Kronika, NW) oraz Dorote Marczewską.
    • staua Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 18:57
      No coz, ja, jak wynika z mojego poprzedniego watku o NW, zachwycilam sie ta
      powiescia, moze to ze wzgledu na sentymentalne podejscie do problemow, ktore
      mialam na studiach? Nie wiem. Wydaje mi sie, ze Murakami swietnie uchwycil
      wahania tego wieku, koniecznosc (byc moze pierwszy raz w zyciu) powaznych
      wyborow, bezradnosc...I (dzieki wprowadzeniu postaci Reiko) wyrazne
      podkreslenie, ze to sie nie konczy wraz z wyjsciem z wieku mlodzienczego, ze
      dojrzewanie i poszukiwanie siebie trwa cale zycie.
      Japonskie to jest na pewno, stezenie samobojcow mozliwe tylko tam.
      Postacie sa rzeczywiscie subtelne, ale jednoczesnie (moze dzieki temu wlasnie)
      maja wielka sile wyrazu.
      Nie moge sie wypowiadac nt. innych ksiazek Murakamiego, bo jeszcze ich nie
      czytalam, byc moze, Itku, masz racje (choaciaz ja lubie U2, wiec moze po prostu
      mam takie drugorzedne ciagoty), ale czeka "Kafka on the Shore", wiec beda miala
      niedlugo wiecej podstaw do ogolniejszych sadow.
      Aha, czytam wszystko w angielskim przekladzie.


      I told you that we could fly
      'Cause we all have wings but some of us don't know why
      • kawa_malinowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 19:06
        moze to ze wzgledu na sentymentalne podejscie do problemow, ktore
        > mialam na studiach? Nie wiem. Wydaje mi sie, ze Murakami swietnie uchwycil
        > wahania tego wieku, koniecznosc (byc moze pierwszy raz w zyciu) powaznych
        > wyborow, bezradnosc...I (dzieki wprowadzeniu postaci Reiko) wyrazne
        > podkreslenie, ze to sie nie konczy wraz z wyjsciem z wieku mlodzienczego, ze
        > dojrzewanie i poszukiwanie siebie trwa cale zycie.


        otóż to.
      • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 20.03.06, 19:08
        ha. ja nadal jakies 50 stron do konca.
        nadal podoba mi się oszczednośc formy - nie lubię kwiecistych metafor i
        porównań na pół strony, o dywagacjach natury tzw filozoficznej (lub
        fizjologicznej) nie wspomnę. tu tego nie ma. prosto i jasno wyłożona technika
        komplikowania sobie zycia. bo własnie o tym jest dla mnie ta ksiązka: jak w
        nieskomplikowany sposób skomplikować sobie i jeszcze kilku innym osobom życie.
        I jak ja się ciueszę, ze już nie jestem młodziez - oni to mają skomplikowane
        zycie, c'nie? ;)

        (reszta po skonczeniu)
    • braineater uwaga - pean 20.03.06, 19:06
      Jest tak, że Braineater czytając dużo, nawet ponoć zbyt dużo, nie przykłada
      zbyt duzej wagi, do tego, co mu po ksiązkach we łbie zostanie. Tu przeczyta,
      tam zapomni, przeczyta raz jeszcze lata później i mu sie przypomina, że
      zapomniał, a potem znów zapomni. Ale pare książek na czytelniczych ściezkach
      postapiło wrednie z Braineaterem, bo raz przeczytane wlazły mu w zwoje i
      zaczęły sie mościć, jak u siebie, jakby były własnymi braineaterowymi
      pomysłami, i tylko przypadkiem, ktoś wczesniej przelał je do poręczniejszej
      papierowej formy. Tak było z Don Kichotem odkrytym w wieku lat 15, tak było z
      Wielkim Gatsbym odkrytym niedługo później, tak było z Rzeczami Pereca i tak
      jest właśnie z Norwegian Wood, ukradzionym, a właściwie znalezionym w pokoju
      hotelowym na greckim zadupiu w trakcie samodzielnej, bezżonnej wycieczki.

      Braineater nie wierzy w zasadę projekcji i identyfikacji, zupełnie nieprzejmuje
      sie losami bohaterów zamieszkujących papierowe światy, ale juz po kilku
      pierwszych stronach NW odkrył, że Toru Watanabe, to Braineater we własnej
      osobie, z etapu zycia, który udąło się zamknąc ledwie kilka lat wcześniej, ale
      po którym emocjonalna czkawka i nawroty torsji egzystencjalnych wracąły długo i
      obficie. Była to trzecia najważniejsza postać, po Rycerzu Smętnego Oblicza i
      Gatsbym, która zapełniała dośc puste i próżniacze braineaterze wnętrze. Toru,
      osobnik mocno niepochytany i przyciągający ku sobie równie mocno oderwane od
      rzeczywistości panienki, zdał mu sie wtedy lustrzanym odbiciem własnych ścieżek
      życiowych i jego przygód z dziewczętami. Obaj panowie mieli szczęście natrafiac
      w swych erotycznych i zyciowych podbojach na niewinne dziewice o porypanej
      psyche i jeszce bardziej skomplikowanej sytuacji domowo-rodzinnej, że az
      Braineater rozmyśliwać zaczął, czy to nie jakies fatum aby. Ksiązka ta pomogła
      mu w olbrzymim stopniu zerwać z fetyszem czarnowłosych, wielkookich i
      anorektycznych rówieśnic i pokazała, choć w sposób nader przewrotny, że inne
      przedstawicelki płci całkiem przeciwnej, również mają pewne walory. I to jest
      pierwszy filar ołtarza budowanego Norwegian Wood własnymi braineterzymi ręcami.

      Filarem drugim stał się język tej opowieści i to w jaki sposób pan Murakami
      twórczo wykorzystał inna ważna powieść z braineaterzego panteonu, wspomnianą
      zresztą w NW kilkakrotnie, czyli Wielkiego Gatsby'ego, wielkiego Francisa
      Scotta Fitzgeralda. Otóż, jesli czegos Braineater nienawidzi szczerze i z serca
      całego, to jest to nadmierna emocjonalność - w czymkolwiek, a w opowieściach o
      miłości szczególnie. I tego własnie pan Murakami swoim czytelnikom oszczędza,
      albo nawet inaczej - bo to pisarz paskudnie perfidny - zwala kreowanie emocji
      na barki odbiorcy. W samym tekście pasaży emocjonalnych praktycznie nie ma w
      ogóle, a jesli pojawiają się jakies uczuciowe dyrdymałki, to podane sa w sposób
      wolny od cukru, goryczy, czy jakichkolwiek innych zbędnych przypraw - wszystko
      spowite jest przecudnej urody mgłą melancholii i nostalgii, ale bez fanatycznej
      tęsknoty, bez odjazdu we łzach i wstrząsania pseudokatartycznym szlochem. Znowu
      wrócę do skojarzenia, którego kiedyś użyłem pisząc o muzyce Movietone i Matta
      Eliotta - to wszystko dzieje się w świecie zatopionym w kawałeczku bursztynu, w
      łagodnym świetle, w świecie, który już zniknął, ale możemy go jeszcze chociaż
      fragmentarycznie podejrzeć. Ta sztuka udała się w Gatsbym FSFowi, i udała się
      także Murakamiemu w NW. Oczywiście można ten pewien dystans przypisac kulturze
      japońskiej, ale wtedy zdawało mi się ( a teraz mam tego pewność), że jest to
      zdrowa przypałość tej lepszej części ludzkości. I właśnie z NW nauczyłem się
      spokojnego podejścia do własnych emocji, ekscesów i uniesień i traktowania ich
      raczej chłodno, mimo nawet największego zaangażowania.

      Filar trzeci, ostatni, to nieprawdopodobnie wręcz wciagająca konstrukcja tej
      opowieści, opowieści, i tu nie ma czego ukrywać, o rzeczach w sumie banalnych,
      prowadzącej do kiku prostych wniosków, które dałoby się zapisac na małej żółtej
      vlepce z post-ita. Murakami caly swój talent zaprzęga do kreowania wydarzeń,
      tak by mimo swojej mocnej ziemskiej rzeczywistości, sprawiały wrażenie lekko
      odchylonych w stronę snu i surrealności - tu moja najukochańsza scena, czyli
      wizyta pierwsza w Kobayashi Bookstore i obserwowanie pożaru z dachu księgarni.
      I szlag po prostu trafia mi całe racjonalne podejście, jakąkolwiek próbę
      zanalizowania tej sceny przy pomocy krytycznych narzędzi lznawczych, ona się po
      prostu nijak nie poddaje takiemu ogladowi i stoi posrodku kartki jak głaz
      narzutowy, szydercvzo się chichrając, no masz podziwiaj mnie, jaka jestem
      doskonała. I nie pozostaje nic innego, poza podziwem i cichymi przekleństwami,
      jak ten ch... to zrobił.

      Przeczytałem ten znaleziono/skradziony egzemplarz trzy razy w ciągu
      dwutygodniowego pobytu, zasymilowałem go w stuprocentach i zrobiłem częściom
      Braineatera ( a także wszystkich pozostałych moich osobowości), której w żaden
      sposób nie da sie usunąć. I zrobiłem to tak, że czytając te powieść na
      potrzeby TWA aktualnie, z pewnym zdziwieniem odkryłem, że wcale nie musiałem
      jej raz jeszcze czytac. Ona nadal sobie we mnie mieszka, ma się dobrze i sle
      Wam pozdrowienia.
      P:)
      • formaprzetrwalnikowa Re: uwaga - pean 20.03.06, 19:19
        ha, jeszcze jeden dziwak zakochany w Wielkim Gatsby'm?
        ;)

        Ja, oczywiscie, widzę ewidentną aluzję do mojej ukochanej CZarodziejskiej góry
        (z której zeszłam i to bynajmniej nie ułozona na saneczkach) kilka lat temu. I
        znów złoszczę się na ludzi, którzy z własnej inicjatywy (Reiko) - która
        najchetniej nazwałabym lenistwem lub tchórzostwem (lękiem przed stanięciem
        twarzą w twarz z własnym zyciem?) decydują się na pozostanie w sanatorium.
        sanatorium, z którego jesli przegapi się własciwy moment, mozna wyjsc juz tylko
        plecami na saneczkach.
        Zgodzę sie z przedmówczyniami - NW jest powiescią o dojrzewaniu i o tym, ze
        niektórzy nigdy nie dojrzewają, pozostają ufiksowani na któryms z etapów, albo
        wybierają 'wyjscie awaryjne', na zawsze już mając 17 lat albo 'emigrując
        wewnętrznie' w tzw chorobę psychiczną (malenka niescisłośc autora: na poczatku
        lat 70-tych leki przeciwpsychotyczne i przeciwdepresyjne już były w uzyciu -
        zmniejszyło sie zapotrzebowanie na 'leczenie sanatoryjne' ruchem na swiezym
        powietrzu, muzyką i pracą na rzecz społecznosci).
        ech, odwieczna tesknota społeczenstw ery technicznej - uciec od zgiełku swiata,
        zyc w zgodzie z sobą (cokolwiek to znaczy), przyrodą i innymi w jedenj wielkiej
        komunie.
        peace.
        ;)
    • kwiecienka1 Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 11:25
      hmmm,
      jeszcze nie skończyłam (wyproszono mnie w sobotę z krakowskiego empiku w
      połowie chyba, że niby zamykają czy cuś) i nie wiem czy dokończę (jakoś mnie
      nie ciągnie...)
      najbardziej utkwiła mi w głowie postać Midori i jej ciągotki kulinarne (też tak
      mam: potrafię oszczędzać na patelnię czy mikser bo to dla mnie ważne, w mojej
      rodzinie niestety tyklko dla mnie) oraz to co powiedziała o swoim ojcu: nie
      kocham go, ale mu ufam - chyba właśnie tego mi brakowało, to znaczy nie umiałam
      sama do tego dojść, ale teraz wiem, że właśnie takie mam uczucia
      chyba jutro wrócę do empiku i doczytam do końca (choć przyznam, że mi się
      dłużyło)
      pozdrawiam
      Kwiecienka do Pracy Już Prawie Spóżniona a Ciągle w Internecie
      (ech, przyjemności...)

    • blue.berry jagodowo o Murakamim 21.03.06, 11:58
      Murakami jest mistrzem pisania o niczym. budowania nastroju bez wielkich słów
      ani czynów. mistrzem składania puzzli – krótkich zdań – myśli bezwładnie
      przelatujących przez głowę w momencie absorbowania otaczającego nas świata.
      wspaniała pogoda…chmary ważek…puste ulice… dziewczyna stukająca drewnianymi
      chodakami…trochę żonkili… trzy staruszki… dziesięć doniczek z krzaczkami
      pomidorów… ogromny czarny kot wygrzewający się na słońcu… mydlane bańki… zapach
      ryżu z sosem curry… to w skrócie 110 strona książki. ona jest o niczym, ona
      jest o wszystkim.

      jak już parę razy pisałam, czytanie Murakamiego jest dla mnie jak zanurzanie
      się w wannie pełnej letniej wody. i siedzenie tam aż do momentu kiedy woda
      stanie się zupełnie zimna. i to zimno kompletnie nie przeszkadza bo zdążyliśmy
      się do niego przyzwyczaić i je polubić.

      ładunek emocjonalny książek HM jest w pełni zależy od stanu emocjonalnego osoby
      czytającej. są trochę jak lustro które przyjmuje nasze odbicie. dlatego też
      Norwegian Wood na zawsze zostanie w głowie Brainego, dlatego ja zanosiłam się
      niepowstrzymanym płaczem przy Sputniku, mój przyjaciel przez miesiąc siedział w
      studni, nie mogąc czytać dalej, mój znajomy został wręcz zniszczony prze Na
      południe... chwile i emocje budują czytanie tych książek. książek, którym
      bardzo łatwo jest zarzucić banał, grafomaństwo, wyświechtane zwroty, pisaninę o
      niczym. książki które nie przetrzymują próby streszczenia w paru zdaniach bo
      robią się z nich romanse, płytkie opowiastki dla dorastającej młodzieży,
      dziwadła o niewiadomo czym. i ja w pełni to akceptuję, że Murakami się nie
      podoba, że nudzi, że nie wciąga. z jednej strony toczę małą propagandę
      podtykając go pod nos odpowiednim osobom. z drugiej strony nie staję w jego
      obronie.

      Norwegian Wood.
      nie napiszę nic odkrywczego. nic o utraconej harmonii dzieciństwa, historii
      miłosnej, emocjach dojrzewania, samotności czy problemach psychicznych. bo
      jakoś kompletnie nie mam potrzeby ubierania tej historii w słowa, nie mam też
      potrzeby ujarzmiania tego o czym ona była.
      było w niej to, co nieodmiennie odnajduję w książkach Murakamiego. powolność
      rytmu życia, poddanie się jego rytmowi, ten specyficzny bezruch dnia
      codziennego, gdzie posiłek urasta do rangi wielkiego wydarzenia. gdzie tym
      samym rytmem dzieją się rzeczy ważne i nieważne. gdzie życie składa się ze
      szczegółów, które jakimś niepojętym sposobem zostały wydźwignięte do rangi
      głównych bohaterów.
      i dlatego, niezależnie o czym pisze Murakami, zawsze jestem mu zobowiązana za
      jedno, że potrafi mi przypomnieć że dookoła dzieje się setki malutkich
      sytuacji, które warto dostrzegać, widzieć… bo może tak naprawdę one są istotą
      naszego życia. a wielkie sprawy sami sobie wymyślamy i stawiamy je na
      piedestale naszej uwagi.

      miało być o książce, wyszło o pisarzu. nic na to nie poradzę. akurat po tej
      książce myśli mam bardzo ogólne. choć im więcej mija dni od przeczytania NW,
      tym bardziej mnie ono oczarowuję. wyjątkowo.

      a w ogóle to jeśli popisałam bzdury to proszę o wybaczenie bo katar mam i
      gorączkę. ale dzieki temu mam tez wolny czas:)))))
      • formaprzetrwalnikowa Re: jagodowo o Murakamim 21.03.06, 12:31
        zgadzam sie z pania, pani jagodko: jest cos wciagajacego w sposobie, w jaki pan
        M opowiada o codziennosci. bardzo mnie wciagnela opowiesc o zyciu japonskiego
        studenta w tokio pod koniec lat 60-tych. i to, ze 'show must go on' - umiera
        przyjaciel - ale zyc trzeba, znika wspollokator - trudno, ale machina
        sprzatania uruchomiona przez niego zostaje; ukochana popelnia samobojstwo -
        zamyka sie ten rozdzial i przechodzi (nie bez bolu) do nastepnego. zycie toczy
        sie dalej. nadal trzeba jesc, spac, uprawiac seks... to jest zycie. a tzw
        dramaty ludzie sami sobie sprowadzaja na kark, z roznych powodow. jak pisalam
        juz wczesniej NW jest dla mnie ksiazka o tym, jak w nieskomplikwoany sposob
        skomplikowac sobie zycie.
        i mysle, ze masz racje, mowiac, ze albo ktos 'zaskoczy na ksiazke' - bo dana
        historia w jakis sposob zarezonuje w nim; albo nie. NW sprawia wrazenie ksiazki
        dla nastolatkow (cos jakby Wilk stepowy albo Siddharta), chociaz uwazam,z e i
        dorosli znajda w niej cos dla siebie (chocby motyw Reiko, dojrzewajacej w
        bolach i etapami, ale w koncu 'schodzacej z berghofu'.
        • itek1 Re: jagodowo o Murakamim 21.03.06, 13:13
          > NW sprawia wrazenie ksiazki
          >
          > dla nastolatkow (cos jakby Wilk stepowy albo Siddharta) [...]

          Nie przesadzaj z tym, ze te ksiazki Hessego sa dla nastolatkow (w takim razie,
          co nie jest?-zdaje sie, ze tworzysz jakas obledna klasyfikacje).
          Chyba, ze sie je traktuje jak ksiazki przygodowe, a chyba nie o to chodzi.
          • formaprzetrwalnikowa Re: jagodowo o Murakamim 21.03.06, 14:31
            nie, nie: ja napisaam, ze sprawia wrazenie ksiazki dla nastolaktow. nie tworze
            zadnych klasyfikacji.
            czy Ty sie aby troszeczke nie czepiasz?
            ;-)
    • ydorius Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 13:18

      No to tak.
      Jak skończyłem czytać o trzeciej w nocy, to wstałem, poszedłem do komputera,
      ściągnąłem Norwegian wood Beatlesów, przesłuchałem kilkanaście razy, poryczałem
      się, nauczyłem się go na pamięć i zacząłem tłumaczyć, aż zrobiła się piąta
      trzydzieści i poszedłem spać.

      To jak na razie jedyny Murakami, którego przeczytałem i całkowicie mnie
      rozłożył. Jeśli gówny bohater jest niedojrzały i dopiero dojrzewa, to ja tak
      chcę do końca życia. Ostatni raz tak się czułem przy okazji poznawania książki
      "Naiwny. super" Erlenda Loe, w której główny bohater robi wszystko,
      najważniejsze rzeczy i najbardziej błahe z równym namaszczeniem i uwagą. Obie te
      książki przenika ta właśnie powolność, o której pisała blueberry - i jest to coś
      absolutnie zachwycającego.

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
      • staua Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 16:25
        No wlasnie, czy NW jest naprawde o dojrzewaniu? Czy aby nie jest o zyciu w ogole? Przeciez ciagle, na
        kazdym etapie, niezaleznie od wieku, napotykamy nowe sytuacje, problemy, ktore nas przerastaja, a z
        ktorymi musimy sobie poradzic, a jak juz sobie poradzimy, to albo pojawiaja sie nowe, albo okazuje
        sie, ze ze starymi wcale sie nie uporalismy, tylko przykrylismy jak slonia kolderka (Reiko!) i
        niespodziewanie ukazal sie naszym oczom zupelnie nowy, niewidoczny do tej pory ich aspekt.
        • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 16:50
          alez najpiekniejsze jest to, ze dla kazdego kazda ksiazka, w tym NW moze byc o
          czyms innym! jak juz powiedzialam wczesniej- dla mnie jest opwoiescia o tym,
          jak w nieskomplikwoany sposob skomplikowac sobie zycie. dla innych o
          dojrzewaniu.
          a o czym dla Ciebie, staua?
          • staua Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 17:00
            Myslalam, ze o dojrzewaniu, ale po mojej ostatniej refleksji juz nie wiem.
            W kazdym razie, co do komplikowania zycia (to tez ogolna mysl, nie tylko o NW), wydaje mi sie, ze maja
            do niego tendencje ludzie, dla ktorych zycie po prostu byloby "za latwe" - ktorym wszystko, co
            naturalne i co dla innych jest wysilkiem, przychodzi latwo. Takie osoby (a chyba tacy sa wlasnie
            bohaterowie NW) podswiadomie (albo i swiadomie) tworza sobie komplikacje dla urozmaicenia zycia
            (urozmaicenia chocby przez poczucie sie nieszczesliwym). Inna sprawa, ze takie zaaranzowane
            komplikacje potrafia sie wymknac spod kontroli.
            • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 17:26
              hmm.. co do ludzi komplikujacych sobie zycie - zgodze sie, ze jedna z grup
              stanowia ci, ktorym to co naturalne przychodzi bez wysilku. inna grupa - to ci,
              ktorych zwykle zycie nudzi - potrzebuja odrobiny dramatu. jeszcze inna to tacy,
              ktorzy uwiklani sa w rozniaste dziwne uklady i zwiazki.. itp, itd.
              nie zgodze sie, ze wiekszosc bohaterow NW podswiadomie lub swiadomie szukala
              komplikacji - mysle, ze Naoko (1-sze miejsce w konkurencji komplikowania sobie
              zycia wsrod bohaterow NW) - od poczatku byla mniej lub bardziej uwiklana w
              mniej lub bardziej chore relacje (a czemuz to jej siostra popelnila
              samobojstwo? czemu jest przyjaciel??) - byla zbyt pogubiona, zeby szuka dramatu.
              Wanatabe - czasem mysle, ze dupek z niego, a czasem, ze wprost przeciwnie - w
              koncu dosc szybko zorientowal sei, ze wpakowuje sie w niezdrowe relacje i jesli
              faktycznie zdecydowal sie na zwiazek z (troche rozhisteryzowana i poszukujaca
              dramatu) Midori - znaczy sie ze 'zeszedl na dol' (castorp tez sie w koncu
              wyrwal z Berhofu). Reiko? hmmm... nie wiem - powiedzialabym, ze poszukuje u
              siebie oznak zdrowienia i argumenow na to, ze jeszcze nie, jeszcze troche...
              (do chwili, kiedy decyduje sie na wyjscie z sanatorium)

              inna sprawa,z e takie zaaranzowane komp-likacje potrafia sie wymknac spod
              kontroli - jak np choroba psychiczna czy przypadkowa smierc samobojcza podczas
              proby samobojczej, ktora nie miala sie zakonczyc smeircia, tylko...

              • staua Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 17:45
                Moze Naoko jest ofiara poszukiwania komplikacji przez innych...
                Wydaje mi sie, ze Naoko ze swoja slaboscia i biernoscia w sumie jest w NW przeciwstawiona Midori,
                ktora jest przeciez wulkanem energii, mimo, ze czesto narzeka na zmeczenie, no i jest strasznie
                pragmatyczna, wie, czego chce, a Naoko byla kompletnie zagubiona. Moze dlatego Toru poczul, ze cos
                go do niej przyciaga, moze szukal kogos zupelnie innego (a jednoczesnie nie prostszej osobowosci)?
                Moze nasz forumowy Toru-Braineater wytlumaczy nam troche?
                • braineater Re: Norwegian Wood dla odmiany 21.03.06, 17:58
                  Wywołany odpowiadam, krótko, bo zasypiam po obżarstwie waląc twarzem w klawisze.
                  Dziewczęta typu Naoko, dla mnie przynajmniej zawsze, jak pisałem wyżej, były
                  swojego rodzaju fetyszem. Bo to takie malutkie, czarnowłose, smutne - znak to,
                  ze trza im chopa, co je rozweseli (pierwszy powazny błąd)i że kto jak kto, ale
                  ja rozwesele taka pannice napewno (drugi poważny błąd). Po jakims czasie
                  okazywało sie jednak, ze one tym smutkiem i melancholiją (jesli nie była
                  oczywiście pozą, ale tu sobie pochlebiam, ze jako zdeklarowany pozer, pozy u
                  innych wyczuwam w mig:)po prostu zarażały. Związki z tego typu panienkami
                  polegały głównie na wymazywaniu kolorów ze świata, aż zostawała tylko ta
                  cholerna czerń i odrobiny szarości. A ja generalnie wesoły chłopak jestem, może
                  trochę snobistyczny, pyskaty i małomówny, jak mi sie nie chce z dana osoba
                  gadać, ale generalnie podchodze do świata (niekoniecznie do ludzi) z sympatia i
                  z usmiechem (nic to że najczęsciej szyderczym) na ustach. Podejrzewam, że w
                  pewnym wieku traktowałem ten model kobiety jako wyzwanie, jako cos co nalezy
                  zdobyć i zmienić. Parę prób mnie jednak dośc skutecznie wyleczyło - choć i tak
                  nadal szybciej zwróce uwagę na czarnodoziane dziewcze o duzych oczach, co
                  siedzi sobie samotnie w kącie knajpy, niz na rozświergotane wesołe panienki .
                  Czyli cos jednak zostało.

                  P:)
                • nienietoperz Norwegian Wood - bez odmiany 22.03.06, 19:30
                  Uwagi ogolne:
                  - tak jak dyskusje rozpoczela Forma - urokiem Norwegian Wood jest prostota,
                  technika opisu historii sprawiajaca, ze niezaleznie od jej fabularnej
                  dziwacznosci wydaje sie naturalna. Tu wszystko sie dzieje, tu niewiele sie zdarza.
                  - bohater jest w duzej czesci moim (nieosiagalnym) wzorem faceta: cierpliwy,
                  wrazliwy, a jednoczesnie absolutnie nie sentymentalny; gotowy w kazdej chwili na
                  kompletne przestawienie swojego zycia i z drugiej strony potrafiacy tak pieknie
                  nic nie robic. Idealniejszy byl chyba tylko Toru Okada, siedzacy w studni w
                  poszukiwaniu zony. Nota bene Nienietoperzowa twierdzila, ze od Okady ucieklaby
                  znacznie szybciej i skuteczniej niz Kumiko, takze moze dobrze, ze daleko mi od
                  wzorow literackich.

                  Uwagi szczegolne:
                  - Midori jest oczywiscie zupelnie inna niz Naoko - ale tez Midori Toru w zadnym
                  momencie nie wybiera, w pewnym sensie nie jest nia nawet zainteresowany. To ona,
                  uosabiajac zycie - zycie zakrecone, pokomplikowane i nielatwe, ale jednak zycie,
                  wybiera Toru. On tylko w pewnym momencie zgadza sie ten wybor przyjac.
                  - dobrze rozumiem Braineatera w tesknotach do dziewczat Naokopodobnych, kobiet,
                  ktore widza glownie strone mroczna, ktorych doswiadczenia rodzinnohistoryczne
                  nie byly proste, ktore sa nam jako osobnikom z natury dosc banalnym i pociesznym
                  do poznawania istoty zycia niezbednie potrzebne. Nie rozumiem tylko, jak sie B.
                  potrafil przestawic :-)

                  Wiecej ew. pozniej,
                  uklony,
                  Nienietoperz
                  • staua Re: Norwegian Wood - bez odmiany 22.03.06, 20:02
                    No coz, ja niezbyt lubie Midori, bo sama jestem taka osoba jak ona (tzn. uwazam ja za dobra postac w
                    kontekscie ksiazki, prawdziwa, ale po prostu nie budzi mojej szczegolnej sympatii) - i zawsze wlasnie
                    na imprezach zazdroscilam takim osobom jak Naoko, jak widac, slusznie :-)
                    Moze dlatego chcialam wierzyc, ze Toru WYBRAL Midori. Oczywiscie, ze Nienietoperz ma racje, wcale jej
                    nie wybral, po prostu przyczepila sie do niego i w koncu pozostal bez wyboru.
                    • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood - bez odmiany 22.03.06, 20:14
                      Jedna czy druga Midori przedzej czy pozniej 'przyczepiłaby' się do Toru bo w
                      zasadzie swiat jest pełen zwykłych, zdroworozsądkowych ludzi. i 'przyczepiłaby'
                      się skutecznie (w sensie 'przeciagania' go na własciwą stronę)- bo Toru w
                      zasadzie zdrowy był zawsze, tylko się trochę pogubił w swoich 'duties' , na
                      szczęscie dla niego.
                      Uderzyło mnie to, ze Wanatabe 'dawał się wrobić' w obowiazek 'opiekowania się' -
                      najpierw Naoko (po smierci przyjaciela; potem trochę na 'zlecenie' Reiko),
                      Midori tez próbowała tego chwytu (scena w szpitalu - kiedy usiłowała wmówić
                      Wanatabe i sobie samej, ze ojciec prosił chłopaka, zeby sie nia opiekował);
                      potem były jeszcze zakusy Nagasawy, żeby Toru zaopiekował się Hatsumi. trochę
                      jest to opowiesc o tym, jak (niektózy) męzczyzni łatwo wchodzą/ daja się wrobić
                      w rolę 'opiekunów'
                      • braineater Re: Norwegian Wood - bez odmiany 22.03.06, 20:31
                        Opiekun.
                        Przerabiałem to w nieco innych okolicznościach, z osobą dla mnie osbiście ważną
                        i robiłem to przez 4 lata. Karmienie, odwiedzanie, mycie i generalnie full
                        servis. I robisz to bedąc facetem, ze względu na to, ze nie wyobrażasz sobie,
                        ze można tego nie robić, że miałbys to zlecic komus innemu, kto wszystko
                        niewątpliwie spieprzy. Nie wiem, może to jest odwołanie sie do jakiegoś
                        samczego atawizmu, jakiś wprasowanych nam w mózg kontekstów kulturowych, ale sa
                        osoby i sytuacje w których nie odmawia się pomocy, nawet jesli wiesz, ze nie
                        usłyszysz słowa podziekowania. I nawet cżłowiek nie czuje sie 'wrobiony'

                        P:)
                        • formaprzetrwalnikowa Re: Norwegian Wood - bez odmiany 22.03.06, 20:48
                          nie, nie. mam na mysli własnie te 'męskie atawizmy' - to własnie dlatego (ze
                          tak pozwolę sobie na pseudo-psychoanalizę) pewien typ facetów 'łapie' się na
                          biedne, smutne, blade, wielkookie - zeby sie nimi zaopiekować i uszczęsliwic.
                          taka odwieczna 'gra' w opiekuna i bezradną dziewczynkę
                          ;)
    • ash3 Re: Norwegian Wood dla odmiany 22.03.06, 08:53
      Ciągle jeszcze czytam, więc właściwie nie wiem czy powinnam się już wypowiadać,
      ale boję się, że cała dyskusja mnie ominie.
      Podoba mi się oszczędny styl opisu, z obrazowymi, zaskakującymi metaforami,
      obrazami, które błyszczą w tej narracji. Np. na stronie 113 światło w pokoju
      (odwiedziny w domu Midori) opisane jest jako "słabe światło jak w starych
      polskich filmach". Oczywiście, ktoś kto nigdy nie widział np. Popiołu i diamentu
      (po namysle wybrałam ten akurat film) nie wyobrazi sobie moze tej sceny.
      Murakami rzeczywiście (co było widać w Kronice ptaka nakręcacza) ma talent do
      budowania scen zapadajacyh w pamięc, klisz, które powoli rozwiajają się w mojej
      (czytelnika) wyobraźni. Do tej pory kilka takich ulubionych "scen": kwietniowy
      deszcz podczas urodzin Naoko, popołudnie na tarasie w domu Midori, obserwacja
      dymu z sąsiedniego dachu i rozmowa i to uczucie odłaczenia od reszty świata. Tak
      sie składa, że przypomniałam sobie siebie w takiej właśnie sytuacji (nie było
      dymu, za to było dziwne znalezisko w ogrodzie poniżej tarasu), letnią porą w
      czasie wakacji, kilka lat temu... do czego nie ma już powrotu.
      Dla mnie to jest najciekawsze: talent pisarza do budowania takich obrazów, scen.
      Dlaczego pamiętamy świetlika wypuszczonego ze słoika i pamiętamy tę banalną w
      sumie scenę? Może ten prosty zabieg - opisanie po prostu tego ruchu i nic więcej
      - robi takie wyraziste, wzruszajace wrażenie? Mniej, o wiele mniej, przejmuje
      sie z emocjonalną sferą opowieści, dramatami postaci (moze to wpływ narracji
      pierwszoosobowej i tego, jak bohater opowiada nam tę historię). Chociaż postaci
      sa sympatyczne, ciekawe, przy cyzm najciekawsza wydaje mi się Midori. Ale tu
      czuję, że najpierw powinnam dojść do końca powiesci, potem się nad tą warstwą
      powieści zastanowic.
      • sutekh1 Re: Norwegian Wood dla odmiany 28.03.06, 11:13
        ..jakby to było z naszego własnego życia ale nie jest.
        talent do wbudowywania w pamięć informacji pozorujących własne
        przeżycia/wspomnienia?\
        • staua Re: Norwegian Wood dla odmiany 28.03.06, 22:59
          Albo pisanie w szczegolny sposob, wykorzystujac fakt, ze tak naprawde, mimo naszych dazen do
          oryginalnosci, wszyscy jestesmy bardzo podobni i tak samo przezywany zycie.
          • ash3 Re: Norwegian Wood dla odmiany 29.03.06, 12:43
            Chyba w tych dwóch waszych odpowiedziach jest coś prawdziwego. Dodam, że
            pamiętam, jak czytałam pierwszą recenzję (wzmiankę?) o powieści Murakamiego,
            recenzja zaczynała się od opisu snu... recenzentki, który to sen został
            "odtworzony" opisany właśnie w tej powieści przez pisarza. Ciekawi mnie bardzo
            jeszcze jeden trop, na ktory gdzieś się Murakami powołuje (w wywiadzie): jego
            zainteresowanie, a nawet pasja studiowania prac J. Campbella. Chciałabym kiedyś
            przestudiowac, co z tej fascynacji symbolami wynikło dla jego twórczości.
            Skończyłam NW i mam ochotę przeczytać tę powieść raz jeszcze, powoli i, że tak
            powiem, pod kątem struktury i róznych "obrazków". Mam wrażenie, że świat jaki
            buduje pisarz w swoich powieściach, to jeden świat, jedno miasto (Tokio) z
            krzyżującymi się dorgami bohaterów (czy coś z tego wynika? na pewno jest to
            charakterystyczny sposób kształtowania postaci i świata przedstawionego i
            traktowania ich przez pisarza).
            Dodam jeszcze, że scena w księgarni Kobayashi utkwiła w mojej głowie i teraz mam
            takie osobliwe wrażenie, że wystarczyloby sięgnąć po piórko z tuszem i narysować
            ją niczym ilustrację. Cała ta pionowa, piętrowa struktura, z planami, które
            piętrzą się nad soba, a nad tym wszystkim wznosi się biały nikły kłaczek gęstego
            dymu. Niby w jakimś minaiturkowym świecie. (A dym z tej sceny od razu
            czytelnikowi kojarzy się z uwagą o paleniu podpasek w żeńskiej szkole).
            Druga scena, o której chcę też teraz wspomnieć to scena z dnia powrotu Toru z
            sanatorium - pada deszcz i wszystkie kolory (kolory peleryn i zieleni) stają się
            intensywniejsze. To piękny opis, uderzajacy i jakoś bardzo wartościowy (by tak
            powiedziec) pod względem dotykania rzeczywistości fizycznej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka