d23
26.03.06, 22:16
witam
moj problem to taki, ze w sumie na pewnym kursie na jaki chodze poznalem dziewczyne. choc dziewczyn jest tam wiele to tylko z ta tam gadam w przerwach. nie jest ona co do wygladu moim ucielesnieniem marzen. czuje, ze sie jej spodobalem. i narazie nie robie zadnego kroku.
druga sprawa to taka ze ja studiuje a ona po maturze nie poszla na studia tylko do studium pewnego (dodam, ze sa to zawody typu: fryzjer, kosmetyczka, kucharz, kelner) a wiec takie "fiyzczyne" i malo interesujace (?) albo malo pociagajace kogos. tez mi to troche nie pasuje. ja nie chce sie chwalic ale naprawde dostalem sie na studia tam, gdzie sie trudno dostac, przez lata robilem wyrzeczenia zeby sie dostac. nigdy nawet nie mialem dziewczyny - po czesci z tego powodu moze nawet.
po trzecie to ja mieszkam w duzym miescie a ona w podmiescinie i dojezdza do tego miasta kilka dni w tyg. na te swoje kursy / studium.
wiem, pomyslicie ze jestem CHAM, ze tak sobie panienke "szufladkuje". ale czy naprawde warto sie z kims takim wiazac ? jestem w polowie studiow, robie duzo rzeczy nie zwiazanych z nauka, ktore daja mi radosc. smutek i samotnosc przychodzi na zime jak nie ma co robic. a teraz juz wiosna jest i lato sie zbliza wiec bedzie coraz lepiej; w sensie coraz wiecej wychodzic do roznych miejsc, gdzie sa ludzie.
powiedzcie czy to ma sens ? czy grzecznie sie z nia raz umowic na kawe/piwo i jednak jakos to wytlumaczyc, ze niestety ja sie w niej nie zakochalem.
nie wiem zawsze to tak bylo, ze ja chcialem "zagadac" do jakiejs dziewczyny ktora mnie zainteresuje i nie ukrywajmy - spodoba pod wzgledem wygladu. a jak dotychczas w moim zyciu podrywaly mnie dziewczyny, ktore nie byly w moim typie :-/.
ciagle sobie powtarzam, ze to jak ja nie zrobie pierwszego kroku to jestem jak "facet bez jaj".