itek1
13.10.06, 09:31
Watek na marginesie przymiarki do lektury pana Pamuka.
Zastanawiam sie mianowicie, w jaki sposob odbieramy dziela pochodzace z
innych, obcych nam kultur. Mysle ze sprowadzamy w jakims stopniu ich tworczosc
do tworczosci artystow nam blizszych kulturowo zubozajac je nieuchronnie. Np.
czytajac nt. Pamuka skojarzylem go natychmiast z Mannem, Snieg to nowa
Czarodziejska gora (tak mi sie kojarzy, nic na to nie poradze, musze
przeczytac by zweryfikowac) i jest mi jakos latwiej, gdyz nie jawi mi sie on
juz jako ktos zupelnie obcy, a to przeciez jest niesympatyczne uczucie i
trzeba z nim walczyc:)
Zastanawiam sie, czy to jest typowe zachowanie i czy nie robie tu miejsca na:
1. ograniczenie odbioru (poprzez trzymanie sie wzorcow z wlasnej kultury w
odbiorze obcej, ale czy mozna inaczej)- czyzby nieuchronne?
2. uprzedzenia, np. wynikajace z tego, ze jakby mi sie skojarzyl z kims kogo
nie lubie to nie mialbym go checi poznawac (gdyz bylby nie dosc ze obcy to
feee :)).
Zastanawiam sie rowniez nad indywidualna cecha umozliwiajaca przyswajalnosc
innych kultur, niektorzy szybko sie przystosowuja do nowych szat, jest im w
nich dobrze, innym natomiast nigdy nie bedzie w nich wygodnie (to jest chyba
analogiczne do nauki jezyka, jedni szybko sie ucza, a inni nie naucza sie
nigdy). Z czego to wynika?
Dla mnie testem na ocene stopnia przyswajalnosci obcej kultury przez dana
osobe jest jej stosunek do Japonczykow (ale nie zamerykanizowanych jak
Murakami), gdyz Europa+obie Ameryki sa kultorowo bliskie. Test niedoskonaly,
ale chyba nie taki znowu zupelnie do niczego.