27.10.06, 08:08
czy mogę tu zamieścić opowiadanie do oceny?
Obserwuj wątek
    • quasthoff Re: Pytanie: 27.10.06, 16:42
      Pewnie, zamieść, a my się zajmiemy recenzją.
      • rozyczka37 Re: Pytanie: 29.10.06, 10:16
        Umieściłam je już na kilku forach. To może fragment:
        -------------------------------------
        I
        Choć była już połowa kwietnia, tego dnia pogoda nie była najładniejsza.
        Padało od rana i gdy o wpół do dziewiątej Alicja wychodziła z domu to szron
        pokrywał jeszcze trawniki i dachy domów. Alicja wsiadła do tramwaju, usiadła
        za motorniczym i już po chwili zapadła w odrętwienie. Wpatrując się w
        zmatowiałą szybę, dostrzegła i rozpacz i strach i jakąś nie określoną
        tęsknotę.
        - Jak zwykle - powiedziała na głos. A tramwaj huczał, dzwonił i kołysał ją aż
        do chwili gdy zeń wysiadła i weszła w pustą jeszcze uliczkę.

        II
        Biuro mieściło się w zniszczonym, poniemieckim domu z oknami zupełnie
        zarośniętymi przez bluszcz. Furtka skrzypiała przeraźliwie i Alicja mocowała
        się z nią przez dłuższą chwilę.
        Kobieta, która jej otworzyła drzwi, miała około pięćdziesięciu lat, rude,
        spięte w kok włosy i bardzo zwartą budowę.
        - Witaj, moje dziecko!- przywitała ją - Wejdź, proszę.
        Ostrożnie, jakby z ociąganiem, Alicja weszła do wyłożonego zielonymi płytkami
        przedpokoju. Zdjęła płaszcz, odwiesiła go na stojący nieopodal wieszak i
        przywitała z właścicielką. Po chwili znalazła się w dużym pokoju,
        zawalonym po brzegi książkami, starymi rocznikami czasopism i najrozmaitszymi
        fotografiami.
        - Jak w teatrze - pomyślała rozglądając się. I odczuła coś, co można było
        nazwać rozczarowaniem, gdyż zupełnie inaczej wyobrażała sobie owo miejsce.
        - Usiądź tutaj, gołąbeczko - usłyszała.
        Alicja odstawiła torbę i usiadła na brzegu obitego zielonym pluszem fotela.
        - Ja w tym czasie zaparzę kawy - powiedziała pani Zofia i podreptała do
        kuchni, skąd dobiegał ż głos awanturującego się już czajnika.
        Alicja rozejrzała się po pokoju. Był ciemny z niewielkim oknem wychodzącym na
        ogród. Pełen kwiatów, starych płyt i obrazów, trochę ją przytłaczał. By
        skrócić oczekiwanie, zapaliła papierosa. Usiadła wygodniej, oparła głowę o
        oparcie fotela i przymknęła oczy. Nie wiadomo dlaczego w tym – z pozoru -
        przyjaznym domu czuła się dziwnie i obco. Zupełnie nie na miejscu.
        Ocierający się o jej nogi kot wyczuł jej niepokój. Wskoczył na kolana i kręcąs
        się w kółko próbował się na nich ułozyć. Alicja znisła to wszytsko bez słowa
        protestu.
        - O, widzę, że Syriusz już się z tobą zaprzyjaźnił - powiedziała pani Zofia,
        wnosząc na tacy dwie filiżanki kawy oraz upieczone przez siebie ciasteczka.
        Alicja zgasiła papirosa i pogłaskała kota.
        - To dobry znak - dodała pani Zofia uśmiechając się i do kota i do Alicji.
        Robiąc dużo hałasu odstawiła naczynia na przykryty kolorowym
        batikiem stolik i wzięła do ręki karty. Alicja zdziwiła się jeszcze bardziej.
        - Zazwyczaj tego nie robię – rzekła wyjaśniającym tonem pani Zofia - ale dla
        ciebie zrobię wyjątek.
        Alicja nawet nie zaprotestowała i z wielką uwagą i nie mniejszym
        niedowierzaniem przysłuchiwała się temu, co mówiły karty.
        Po jakichś dziesięciu minutach pani Zofia przestała mówić. Odłożyła karty i
        podniosła filiżankę z kawą. Była z cieniutkiej porcelany, pełna wyblakłych róż.
        Prześliczna.
        - Widzisz, moje dziecko, tylko tyle zostało mi z dawnego życia – powiedziała -
        Kilka filiżanek, książek. Tamten gramofon, co stoi na szafce, no i wiele
        wspomnień. Gorzkich jak migdały.
        Ze smutnym uśmiechem odłożyła filiżankę, przysunęła w stronę gościa talerzyk
        z ciasteczkami i zapytała.
        - Ale pomówmy o tobie. Co cię, do mnie, moje dziecko, sprowadza?
        Alicja poprawiła się w fotelu. Kot zeskoczył z kolan i odszedł w kierunku
        kuchni.
        Starając się ukryć zmieszanie, dziewczyna pochyliła się nad stolikiem i wzięła
        do ręki filiżankę. Przybliżyła ją do twarzy.
        Szary dym unosił się i rozprzestrzeniał. Omywał jej twarz i ręce. Łagodził rysy
        i stres. Alicja ostrożnie podniosła filiżankę do ust i spróbowała napoju. Był
        wyśmienity.
        - To specjalna mieszanka – usłyszała - bardzo stara recepta - wyjaśniająco
        dodała pani Zofia - ot, wspomnienie dawnych lat.
        Alicja wypiła jeszcze jeden łyk. Spojrzała na panią Zofię, która uśmiechała
        się najsympatyczniejszym uśmiechem starej, znającej życie ciotki. Szybko
        odstawiła filiżankę i nerwowo skubać frędzle szala, odpowiedziała.
        - To proste. Prowadzi pani biuro. A ja czuję się samotna. Zresztą,
        odkąd tylko pamiętam.
        Tu wzięła głęboki oddech, jak ktoś kto za chwilę na długo ma wejść w wodę i
        dodała:
        - Owszem, mam znajomych, ale to nie jest nic szczególnego. Ja, wie pani,
        szybko się nudzę. Do tej pory nie miałam wiele szczęścia.
        Jeszcze raz spojrzała na gospodynię, odsunęła filiżankę i nie patrząc już na
        nic, zakończyła:
        - A interesują mnie zarówno mężczyźni jak i kobiety.
        Pani Zofia, ciągle uśmiechnięta, dopiła kawę, odstawiła filiżankę na brzeg
        stolika i wolno powiedziała:
        - Tak! Mam duże doświadczenie. Biuro prowadzę od piętnastu lat. Chodź,
        dziecko. Pokażę ci katalogi i wyjaśnię jak działam.
        I z saloniku przeszły do przylegającego doń pokoju, z kartoteką niczym w
        bibliotece.


        • huann Re: Pytanie: 01.11.06, 11:56
          rozyczka37 napisała:

          > Choć była już połowa kwietnia, tego dnia pogoda nie była najładniejsza.
          > Padało od rana i gdy o wpół do dziewiątej Alicja wychodziła z domu to szron
          > pokrywał jeszcze trawniki i dachy domów.

          jeśli padało - to zapewne deszcz (w końcu to połowa kwietnia!). przyjmijmy
          jednak na potrzebę chwili (trwaj!) tezę, że to był śnieg. wówczas szron byłby
          (podobnie jak niedźwiedź polarny) niemalże całkowicie niewykrywalny.
          więc pewnie jednak deszcz.
          otóż przy opadach deszczu szron nie występuje; co więcej - szron jest zazwyczaj
          oznaką mroźnej, wyżowej pogody. a deszcz wręcz przeciwnie. w razie (w dalszym
          ciągu opowiadania, które, mam nadzieję nastąpi!) jakichś wahań związanych np. z
          ciśnieniem polecam konsultacje. w końcu
          starsza pani z opowieści może być meteopatką, a biomet zdaje się być
          niekorzystny - czyż nie?...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka