Dodaj do ulubionych

Jeśli nie Giertych, to co?

02.11.06, 12:31
Jestem w całej rozciągłości, szerokości i głębokości przeciwna wszelkim
chorym pomysłom tego oszołoma, ale jedncześnie zastanawiam się, jakie mogłyby
być wprowadzone środki zaradcze w szkołach w stosunku do agresji wśród
małolatów, która jaka jest, każdy widzi. Moim zdaniem winą za taki stan
rzeczy, znaczy za tę agresję, należy obarczać przede wszystkim rodziców, ale
ich zmienić już niestety się nie da. Jednakowoż nasze potomstwo większość
czasu spędza w szkole i byłoby naprawdę nieźle, gdyby jedank sytuację tamże
dało się jakoś nieco poprawić.
Dzieciaki są teraz niemal całkowicie bezkarne; relegować nie można, kiedy za
poważne wykroczenie wychowawczyni chce obniżyć stopień z zachowania, rodzice
zainteresowanego łobuza podnoszą rwetes, nauczyciele boją się o posady, co
zatem? Uważam, że szkoła musi mieć jakieś narzędzia do opanowania tudzież
prewencji wobec agresji, tylko jakie? Macie jakieś sensowne pomysły?
Jak to jest rozwiązywane w praktyce w innych krajach, może wiecie? Broch z
pewnością wie, polecam się.
Pozdrawiam żywotnie zaintersowana (jedno dziecko w, drugie tuż przed
gimnazjum:)
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 12:41
      nie ma rozwiazań.
      Prostych.
      Rozdzielenie chłopców od dziewczynek nic nie da, bo i tak będa w tych samych
      budynkach.
      Odsyłanie dzieciaków do szkół koncentracyjnych, stworzy nowe poprawczaki, tyle,
      że otwarte.
      Zatrudnienie psychologów, to smiech na sali, bo w wiekszość szkół już są i tak
      sie pytam, czy ktokolwiek słyszał o normalnym pedqgogu szkolnym/psychologu,
      takim, który ma jakieś osiagnięcia? bo na razie są to tylko synekury i nic
      więcej.

      Pomysły:
      Odmłodzic, odnowić, wykształcic kadre pedagogiczną. Pani Zosia, lat 67, co uczy
      tego Mickiewicza od 1876 roku, nie da rady z dzisiejszymi nastolatkami. Jest
      przegrana na starcie, chocby z braku wspólnego jezyka.
      Co za tym idzie - zachecic nauczycieli do pracy - 900 złotych to jest dowcip a
      nie zachęta, wprowadzic stawki takie jak w szkołach prywatnych
      Zdecydowanie reagować na łamanie regulaminu - 1 wykroczenie nagana, 2 nagana i
      obniżenie sprawowania, 3 - wypierdlaj. Wilczy bilet to nie był zły pomysł.
      Dać dzieciakom zajęcie - patrz punkt pierwszy i drugi. Za darmo nikt sie nimi
      po godzinach opiekował nie będzie, szczególnie jesli na korkach, zarabia 3 x
      tyle co w szkole.

      tyle, chyba:)

      P:)
    • 3promile Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 12:43
      Problem polega na tym, że wszystkie te chore pomysły giertychoidalne są
      skoncentrowane na likwidacji skutków, a o przyczynach żaden dupek nawet się nie
      zająknął. Takie akcje, jak niedawne ekscesy w Gdańsku czy wcześniejsze wkładanie
      nauczycielowi wiadra na łeb to po prostu demonstracja - małolacka demonstracja
      "oto jestem". Jeżeli dzieciak nie ma stworzonych możliwości zaistnienia w
      społeczności za pomocą metod akceptowalnych, to sięga po te nieakceptowalne. To
      jest kwestia stworzenia dzieciakom szans na rozwój ich indywidualnych zdolności,
      żeby "wypalały się" w czymś społecznie przydatnym, a nie w bezmyślnej agresji.
      Wobec powszechnej urawniłowki programowej, wobec rodziców albo goniących za
      szmalem, albo gnuśniejącym przed tiwi (exemplum F. Kiepski) sprawa wydaje się
      dość trudna. Myślę, że jest to temat do debaty, ale nie debaty, do której
      minister nie zaprasza przedstawicieli ZNP, "bo nie".
      • 8macek Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 13:20
        o widzisz maniuś!
        teraz dokładnie się z tobą zgadzam co do kwestii przyczyny i skutku...

        dodałbym jeszcze,że niestety spora liczba nauczycieli to zwyczajni
        nieudacznicy,którzy po studiach nie mieli żadnego innego pomysłu na życie,takim
        nieudacznikiem był właśnie pan z koszem na głowie.
        należałoby się więc także zająć psychologicznym portretem potencjalnych
        nauczycieli bo po prostu niektórzy nigdy takiego zawodu nie powinni wykonywać.
        • formaprzetrwalnikowa Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 14:08
          zgadzam sie z oboma cyferkowymi kolegami.
          promile ma racje mowiac, ze to zwyczajna manifestacja nastoletnich 'poszukiwan
          granic', rozrosnieta do karykaturalno-niebezpiecznych rozmairow z powodu braku
          odpwoeidnich reakcji ze strony rodzicow; z tym, ze do obrazu pana kiepskiego
          dorzucilabym jesczze rodzicow 'przyjazniacych sie' z wlasnymi dziecmi, co
          zaciera granice potrzebne zwlaszca nastolatkom; one musza sie buntowac, taka
          juz natura tego etapu, a zeby sie buntowac trzeba miec przeciw komu/czemu sie
          buntowac; a jaki sens buntowac przeciw rodzicom, ktorzy chodza w takich samych
          ciuchach, sluchaja podobnej muzyki itp (niedawno byl bodajze w wyborczej
          sensowny artykul na ten temat) i generalnie pozwalaja swoim dzieciom na wiele,
          bo 'my tego nie mielismy'.

          rodzina wiec niewiele wychowuje, a w szkole trudno nadrobic te zaleglosci, bo
          nawet jesli znajda sie chetni, to zagina w trudzie pracy u podstaw i w
          zniecheceniu plynacym ze strony kolegow nauczycieli (jak wiadomo: wiekszosc z
          nich to ludzie z tzw negatywnej selekcji)

          Zgodze sie rowniez, przynajmniej czesciowo, z brajnem: mlodziez musi mniec
          granice i musza byc zasady. i przynajmniej jedna ze stron musi sie tych zasad
          trzymac.
          • aaneta Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 14:36
            Chyba za dużo pani Milskiej-Wrzosińskiej, albo kogoś w tym guście, się
            naczytałaś, skarbie, i głupoty gadasz.
            Przyjacielskie układy pomiędzy rodzicami a dziećmi wcale nie muszą oznaczać, że
            rodzice "generalnie pozwalaja swoim dzieciom na wiele", a bunt nastolatków
            przeciwko starym też nie jest niezbędny w procesie wychowawczym. Granice to
            zupełnie inna historia.
            • mamarcela Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 14:40
              Oj tak, Aneto, oj dokładnie tak. Złote słowa.

              Pocieszyłaś mnie, bo ja nie tylko takie same ciuchy, ale często te same. I juz
              myslałam, ze będę sobie musiała pelisę zakupić, coby sie wydolną matką móc zwać.
            • formaprzetrwalnikowa Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 19:00
              aaneta, skarbie, napisalam 'przyjazniacych sie' - celowo w cudzyslowie- i
              pisalam o przestrzeganiu granic i zasad.
              a zatem mniej wiecej o tym samym co ty.
              czy 'skarbie, glupoty gadasz' mam rozumiec jako zniechecenie do dalszej
              dyskusji?

              ;>
          • beatanu Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 19:01
            formaprzetrwalnikowa napisała:
            > z tym, ze do obrazu pana kiepskiego
            > dorzucilabym jesczze rodzicow 'przyjazniacych sie' z wlasnymi dziecmi, co
            > zaciera granice potrzebne zwlaszca nastolatkom; one musza sie buntowac, taka
            > juz natura tego etapu, a zeby sie buntowac trzeba miec przeciw komu/czemu sie
            > buntowac; a jaki sens buntowac przeciw rodzicom, ktorzy chodza w takich
            samych
            > ciuchach, sluchaja podobnej muzyki itp (niedawno byl bodajze w wyborczej
            > sensowny artykul na ten temat) i generalnie pozwalaja swoim dzieciom na
            wiele,
            > bo 'my tego nie mielismy'.

            A ja bym rodziców "przyjaźniących się" z dziećmi (cokolwiek by to miało
            oznaczać) stanowczo odrzuciła... Jeżeli naprawdę twierdzisz, Formo, że wzrost
            agresywnych zachowań dzieci w szkole spowodowany jest "przyjaźnię" rodziców z
            dziećmi to... nie wiem, co. Po prostu mi i ręce i nogi opadają...

            Jak w takim razie wytłumaczysz agresywność i przemocu dzieci dziewięcioletnich
            na przykład, którym do okresu buntu dojrzewania ciut daleko? Czy to, co
            piszesz, oznacza, że dziecko, które w domu nie jest tresowane w ten sam sposób,
            w jaki byli tresowani jego przodkowie, pójdzie automatycznie przywalić koledze
            w zęby, a nauczycielowi podpali skarpety? Smiem twierdzieć, że bywa dokładnie
            odwrotnie, przemoc rodzi przemoc.

            Nie sądzę, żeby tak łatwo dało się przełożyć brak obiektu młodzieńczej
            kontestacji (tzn, tych rodziców-przyjaciół) na zwiększoną agresywność. No, nie
            potrafię sobie tak uprościć świata...

            A może mylisz "przyjaźń" ze zwykłym szacunkiem dla dziecka i traktowaniem go
            jak człowieka, który ma prawo wygłosić swoje zdanie i którego wola nie jest
            tłamszona przed 24 godziny na dobę?

            Widzisz, o wiele łatwiej wygłaszać mądre poglądy (nawet jeżeli tak naprawdę
            mądrymi nie są) niż na co dzień, przez wiele, wiele lat mieć do czynienia z
            rozwrzeszczanym dwu-, pięcio- siedmio- itd-latkiem, którego pragniemy
            ukształtować bez przemocy i bez upokarzania. Nie twierdzę, że jesteś
            zwolenniczką wychowania siłą, zaznaczam od razu. Twierdzę, że wykazujesz
            odrobinę złej woli uogólniając paskudnie - a to o nauczycielach, których
            większość tak naprawdę nie nadaje się do zawodu (skąd ta pewność?), a to o
            rodzicach, którzy niewiele wychowują...


            • 3promile Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 19:13
              Co do rodziców: żeby prowadzić samochód, trzeba ukończyć kurs i zdać egzamin;
              żeby wychowywać dziecko, wystarczy je spłodzić...
              • daria13 Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 19:55
                Tak się składa, że wszystkie tu jak jesteśmy matki, przynajmniej te, które
                znam, "przyjaźnimy się" z naszymi diećmi, a o ile mi wiadomo, żadne z nich do
                tej agresywnej części nie należy. Na szczęście więc to nie jest trafiona
                diagnoza.
                Najgorsza jest nie "przyjaźń", nie wychowanie nakazowo-represyjne, ale
                obojętność, brak czasu, wychodzenie z założenia, że dziecku trzeba zapewnić
                dobra materialne, bo my tego nie mieliśmy, a to szkoła jest od wychowywania,
                całkowity brak kontroli nad wolnym czasem dziecka (tv, komputer), no i
                wychowywanie w poczuciu, że nikt nam nie ma prawa podskoczyć, a już na pewno
                nie głupia, niedouczona nauczycielka. Ojciec jednego z napastników Ani,
                powiedział, żeby rozmawiać tylko z jego adwokatem.
                Jeszcze co do przyjaźnienia się z dziećmi. To w moim odczuciu dobra metoda, ale
                oczywiście mająca swoje ramy, granice i gdy dziecko potrzebuje w danej chwili
                akurat nie przyjaciółki, ale rozsądnej matki, taką też trzeba umieć być.
                Najważniejsze żeby chcieć, mieć tego wszystkiego świadomość. Wielu rodziców nie
                ma na to często ani czasu, ani siły. Co ich nie usprawiedliwia, bo właśnie
                przez to dzieciaki są znudzone, zepsute przez jakasy, zdemoralizowane i
                agresywne.
                Brain ma rację, co do umożliwiania dzieciakom rozwijania i demonstrowania
                swoich zdolności, czy jednak polską szkołę na to stać?
                Beato, jak to wygląda w Szecji? Czy takie rzeczy się nie zdarzają? Jakie
                represje ma prawo stosować szkoła wobec agresywnych dzieci?
                P:)
                • formaprzetrwalnikowa Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:08
                  daria: napisalas to, co tak naprawde ja chcialam napisac, ale jakos mnie na
                  skroty myslowe ponioslo.
                  zgadzam sie, ze najgorsza jest obojetnosc i brak czasu.
                  piszac 'przyjazn' mialam na mysli to, ze zacieraja sie granice miedzy tym, kto
                  jest rodziciem a kto dzieckiem; to 'dzielenie sie' z dzieckiem wszytskimi
                  radosciami i smutkami (czy 6-latek jest w stanie to udzwignac? czy 13-latka na
                  pewno powinna o tym wiedziec?), pozwalanie mu na naruszanie granic - granic
                  bezpieczenstwa takze! (np. a niech sobie wroci nad ranem z dyskoteki, mysmy w
                  jego wieku nie mogli).
                  troche tu z klimatu utraty autorytetow.
            • formaprzetrwalnikowa Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:01
              beatanu: nie, nie myle 'przyjazni' z szacunkiem, takze do dziecka.
              nie, nie uwazam,z e tresura i przemoc jest dobra droga do wychowania dobrego
              czlowieka.
              nie tlumacze agresywnosci dzieci w zadnym wieku 'przyjaznieniem sie' rodzicow z
              nimi.
              nie napisalam, ze wiekszosc nauczycieli nie nadaje sie do zawodu (napisalam, ze
              wiekszosc to tzw negatywna selekcja, czyli cos, o czym pisal ktorys z moich
              poprzednikow: brak pomyslu na siebie; zrodlo: badania prowadzone przez jegnego
              z moich przyjaciol do pracy magisterskiej dot. motywacji wyboru zawodu;
              zreszta, temat wielokrottnie walkowany przez media i samych nauczycieli).

              brak obiektu mlodzienczej kontestacji przeklada sie na trudnosci w odczuwaniu
              granic, a to ma przelozenie (nie proset i bezposrednie, ale ma) na zwiekszona
              agresje.
              ja uzylam skrotu myslowego, ale ty wycielas z mojej wypowiedzi to, co pisalam o
              granicach i zasadach; wyciecie tego fragmentu pozbawilo moja wypowiedz jej
              glownego sensu

              dziwne, ze to ze mna dyskutujecie, a nie z tym, co napisali wczesniej panowie.
              a przeciez ja sie tylko z nimi zgodzilam.
              o wiele latwiej jest skontestowac, co napisalam niz radzic sobie z
              rozwrzeszczanymi i agresywnymi 5, 6, 15, 19-to latkami, przyprowadzanymi przez
              bezradnych, agresywnych, pogubionych rodzicow na terapie.
              zreszta, duzo trudniej ejst radzic sobie z rodzicami niz z dziecmi, bez wzgledu
              na to, w jakim wieku one sa.
              rece mi do niektorych rodzicow opadaja. mam ochote im pwoiedziec: macie, coscie
              chcieli miec.

              niestety, zeby moc prowadzic samochd trzeba zdac egzamin na prawo jazdy. zeby
              moc prowadzic dziecko przez zycie, wystarczy je splodzic.
              • mamarcela Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:21
                Formo, nikt nie dyskutuje z poprzedzającymi Cię panami, bo żaden z nich nie użył
                tak niezręcznych sformułowań, jakich Ty sie dopusciłaś. Sorki, ale nic nie
                usprawiedliwia piętnowania zaprzyjaźniania sie z kimkolwiek (czy własnym
                dzieckiem, psem, mężem, czy sąsiadem), nawet cudzysłów.
                A może także dlatego, ze żaden z panów nie występuje jako profesjonalista i w
                związku z tym nikt nie wymaga od nich posługiwania się ścisłą i adekwatną
                terminologią.
                Oczywiscie rozumiem mniej więcej, jaka postawę rodziców piętnujesz w swoim
                poście (nazwałabym to także w cudzysłowie "ziomalstwem na siłę"), ale
                "przyjażnienie" się z własnymi dziećmi jest jedyną pozbawiona przemocy drogą do
                sukcesu wychowawczego, bo zakłada wzajemne zaufanie, oparcie, dzielenie sie
                problemami, a przede wszystkim poswięcony czas. I wtedy nieważne, czy nosimy
                takie same, czy nawet te same spodnie. I wierz mi zdrowy, "zaprzyjaźniony" z
                rodzicami gimnazjalista i tak sie przeciwko nim zbuntuje nawet jeśli oni będą
                słuchali Timberlejka. Przecież on może słuchać Bacha i nosić oldskulowe ciuchy z
                lumpeksu. Tylko jak jest z rodzicami, rodzicem zaprzyjaźniony to po pierwsze
                ten bunt trwa dość krótko, a po drugie nawet w okresie największego buntu nie
                traci kontaktu i nie zapomina o miłości. Wiem, co mówię, bo mam dwoje
                nastolatków w domu. Jedno już nawet całkiem wychowane i to chyba nawet z
                sukcesem. W każdym razie ja nie narzekam:)
                • 3promile Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:26
                  Cóś mi się zdaje, że zrozumieliście formalinę opacznie - to "zaprzyjaźnienie"
                  oznacza IMO utratę autorytetu poprzez zatarcie dystansu między rodzicami a
                  dzieckiem; dystansu, który niekoniecznie polega na "Ja wiem lepiej i w ogóle
                  słuchaj gówniarzu", tylko raczej na "Ja tu podejmuję decyzje, gdyż to ja jestem
                  za ciebie odpowiedzialny/na"
                  • mamarcela Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:36
                    Nie my opacznie zrozumielismy tylko Forma opacznie sformułowała, do czego się
                    zreszta przyznała poniżej. Doskonale zrozumiałam, o czym Forma chciała napisać,
                    ale niestety napisała cos zupełnie innego, co wzbudziło zywiolowy protest, bo,
                    wybaczcie, głupie było w tej formie okrutnie.
                    A o granicach i normach nikt nie dyskutował na razie, bo Forma o nich nic nowego
                    i odkrywczego, albo i w ogóle niewiele w swoim pierwszym (tym wzbudzającym
                    kontrowersje) poscie nie napisała.
                    P;-)
                • formaprzetrwalnikowa Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:27
                  ok.
                  uzylam niezrecznych sformulowan: 'przyjaznienia sie' i negatywnej selekcji
                  nauczycieli- jedo wlasnie 'odszczekalam' ;-)
                  szkoda, ze podjeliscie dyskusje akurat na te tematy a nie o granicach i
                  zasadach. bo tak naprawde o tym chcialam napisac, ale uzylam skrotu myslowego
                  pod postacia w/w niezrecznych sformulowan.
                  nie chce mi sie wiecej z tego tlumaczyc.
                  wycofuje sie z dyskusji.

                  ps. gratuluje sukcesu wychowawczego :)
              • stella25b Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:27
                Pytasz Dario jak to wyglada w innych krajach. Ano w Niemczech nienajlepiej.
                Problem przemocy w szkolach maglowany jest od paru dobrych lat. System
                szkolnictwa niemieckiego szkolnictwa rozni sie bardzo od polskiego. Podstawowka
                trwa tu tylko 4 lata i nastepnie dzieci na podstawie wynikow nauki rozdzielane
                sa do 3 kolejnych szkol: Gimnasium, Realschule i Hauptschule. Hauptschule to
                odpowiednik polskiej zawodowki i ta szkola to centrum glownych problemow
                wychowawczych. Co nie oznacza, ze i w Gimnasium nie znajdzie sie uczen, ktory
                wparzy do szkoly z pistoletem i bedzie probowal wystrzelac polowe klasy- takie
                przypadki juz mialy miejsce. Jednak szkoly probuja urozmaicic program nauczania
                oraz zagospodarowac czas ucznia w szkole. Istnieja tzw. szkoly calodniowe
                Ganztagsschule (moj syn uczeszcza do takiej). Zajecia pozalekcyjne: sportowe,
                wszlekiego rodzaju kolka zainteresowan sa zintegrowane z lekcjami. Wyglada to w
                ten sposob, ze zajecia zaczynaja sie lekcja a nastepne 2 godziny to kolko lub
                sport, a pozniej znow lekcja. Takie wlasnie prowadzenie zajec ma na celu
                udowodnienie uczniowi, ze szkola to nie tylko miejsce "katorgi" ale miejsce
                gdzie mozna milo spedzic czas. Oczywiscie nie rozwiazuje to problemu ale
                probuje sie urozmaicic dziecku czas w inny sposob niz telewizja czy komputer-
                dzieci siedzace same w domu najczesciej siegaja wlasnie po takie srodki aby
                zabic nude.
    • braineater Re: Jeśli nie Giertych, to co? 02.11.06, 20:12
      Czytam to sobie wszystko i nie wytrzymam:

      - co złego w rodzicach przyjaciołach? Zgadzam się zupełnie z Beatąnu - przeciez
      o to chodzi żeby byc przyjacielem własnego dziecka! Co ma noszenie tych samych
      ciuchów do agresji?

      - co oznacza stwierdzenie formyprzetrwalnikowej, że "większość nauczycieli
      to ludzie z tzw negatywnej selekcji"? Skąd to przekonanie? Nie to, że sama
      jestem nauczycielką i się czepiam, ale jakoś nie zauważam żeby w wyborze
      nauczyciela sugerowano się jak najgorszymi kwalifikacjami. Wręcz przeciwnie.
      Nie widzę też również żeby "starsze" grono pedagogiczne do czegoś mnie
      zniechęcało - wręcz przeciwnie - wszelkie innowacje są mile widziane. A jeżeli
      już o tym "starszym" gronie mowa to ja tych ludzi podziwiam wręcz - po 8
      godzinach wysiadam, mam dośc i zauważam wzrost własnej agresji - a oni luuuz -
      nie pierwsze dzieci, które uczymy - spokojnie, łagodnie, i damy radę. Może to
      kwestia punktu widzenia ? - ja to widze od środka? Ale wstrzymałabym się z
      takimi sądami na miejscu formyprzetrwalnikowej - zapewne istnieją osobnicy
      nienadający się do nauczania (też znam takich) ale nie można od razu wrzucac
      wszystkich do jednego worka! A co do negatywnej selekcji to prosze o
      wyjaśnienie - może taka przeszłam sama?

      Jeżeli chodzi o agresję i reformę szkolnictwa to:

      - wprowadzenie gimnazjów to była totalna bzdura - wyrywanie dzieci (w tym
      najgorszym jeżeli chodzi o agresję wieku) ze "starego", znajomego im środowiska
      i wrzucanie do nowego, zmusza je do znalezienia sobie miejsca wsród nowej grupy
      a co za tym idzie do rywalizacji. Jeżeli dziecko ma szczęscie i trafi do klasy
      z niskim poziomem ageresji a wysokim intelektualnym, to będzie rywalizowało na
      tym drugim, jezeli na odwrót to w 90% będzie próbowało róznych "siłowych"
      środków do zdobycia miejsca w grupie.
      - poziom agresji rośnie w strasznym tempie - wystarczy posłuchać opowieści
      przedszkolanek o "załatwianiu spraw" przez maluszki. Tak więc wydaje mi się, że
      trzeba by się zastanowić nad tym problemem, biorac pod uwagę pierwsze lata
      życia dziecka.
      - co za tym idzie - rodziców. Wspomniany już brak czasu? Nie wydaje mi się -
      moi rodzice też byli zapracowani ale zawsze mieli czas żeby mnie wysłuchać.
      Teraz obserwuję sytuacje następujące: "będziesz miała 6 to kupię ci komórkę z
      kolorowym wyświetlaczem i mp3, 5 to bez mp3, 4 to model z promocji, który mają
      już wszystkie twoje koleżanki" - gradacja ocen i nagród za nie opowiedziana
      została przez uczennicę (ryczącą w niebogłosy, że nie dostanie telefonu z mp3
      bo gupia pani dała jej jeno 5) Bardzo rzadko trafiają się rodzice, którzy chcą
      rozmawiać o problemach dzieci, o tym jak się czują w grupie, jak można by im
      pomóc....

      - nauczyciele - tak jak pisałam wyżej - ja obserwuję ludzi, którzy naprawdę
      lubią to co robią. Zmieniłabym tylko jedno (poza płacami, które to zawsze
      wzbudzają śmiech wpływając na moje konto) - skończyłabym raz na zawsze z
      obarczanie nauczycieli masą pierdołowatej i nikomu nie potrzebnej a
      zabierającej mnóstwo czasu paierkowej roboty typu sprawozdania, wyliczenia,
      tabelki srelki i tym podobne. Po trzech latach pracy staję się ekspertem w
      dziedzinie papiórów! Ale na szczęscie mogę jeszcze uczyć:)

      Pozdrawiam,
      Marysia

      Dorzutka Brejnitra płci męskiej - jak Cię Formo lubię, tak z ta negatywna
      selekcje pierdolnęłaś w typie recenzji filmowych z Naszego Dziennika, których
      przykładów tu juz było moc. nie chcę Ci zarzucac broń boże braku orientacji w
      rynku szkolnictwa, ale informuję, że nauczyciel bez samozaparcia, bez
      prawdziwej chęci do robienia czegoś z dzieciakami, odpada najdalej po
      dwóch/trzech latach. Bo na jego niechęć nakłada się także niechęc dzieciaków,
      które takiego nauczyciela wyczuwają i robią mu wbrew i w rzesę. Nioe ma szans
      być nauczycielem z jakimś stażem i dorobkiem, bo nikt nie jest w stanie tego
      wytrzymac psychicznie, jesli nie ma do tego jakiegoś drajwu. Więc trochę
      luźniej z takimi osądami, bo sie okażae, że czepiasz się jedenj z nielicznych
      grup społecznych, dla których praca to coś więcej niz zarabianie kasy przez 8
      godzin dziennie

      P:)
      • formaprzetrwalnikowa odszczekuje 02.11.06, 20:19
        negatywna selekcje.
        jak napisalam powyzej - wynik badan przeprowadzonych do pracy magisterskiej.
        sama mialam nauczycieli pol na pol.
        prosze sie juz nei czepac tej wypowiedzi na temat nauczyclicli, skoro i tak nie
        o szkole glownie tu chodzi (jesli nie giertych to co?)
    • dr.krisk Nie wiem, ale cos trzeba zrobić... 02.11.06, 20:36
      Mam średnią przyjemność uczyć ową asertywną dziatwę, co nauki wyższe chce
      pobierać. A jest to dziatwa wyselekcjonowana dość. I zawsze na pierwszym roku
      muszę jakimś młodocianym chamem podłogę (w przenośni oczywiście) wytrzeć, coby
      właściwą rzeczy kolej w naszych wzajemnych relacjach ustawić. A najciekawe jest
      że moja gwałtowna i zdecydowana reakcja budzi Zdziwienie i Przerażenie: jak to,
      to już nie mogę bezkarnie gadać na wykładzie przez telefon???? Ojej...
      Najwyraźniej nikt im wcześniej nie zwracał uwagi (o ile mój kapralski ryk można
      nazwać zwracaniem uwagi....) na niestosowność pewnych zachowań.
      • zdanka1 Re: Nie wiem, ale cos trzeba zrobić... 02.11.06, 21:09
        no widzisz ty już mozesz, a nauczyciel - ni chuja. Co wiecej - jak to zrobi to
        jeszcze naganę dostanie albo coś w tym stylu. Swoja drogą jednak sprawai mi
        sadystyczną radość to co napisałeś i to co obserwuję - to rozkoszne
        zdziwienie , kiedy koleś wychodzi z pała z egzaminu, a przeciez " wszystko
        wykuł , trzy dni rył" :)

        Tyle tylko, ze to już jest daleko po tej szkole, o której tutaj toczy sie
        rozmowa...
        • dr.krisk Mnie też... 02.11.06, 21:19
          zdanka1 napisała:

          > Swoja drogą jednak sprawai mi
          > sadystyczną radość to co napisałeś
          Ja z kolei odczuwam to jako zemstę za cierpienia tych nauczycieli, którzy z
          takim młodocianym bucem musieli się męczyć, znosić jego chamstwo w imię
          wartości wychowawczych, itp.
          Ja na szczęście nie muszę. I zauważyłem, że reszta moich studentów pozytywnie
          odbiera moje brutalne wejścia - może oni też są zmęczeni tymi asertywnymi i
          bezstresowo chowanymi kolesiami? Ordynarnym językiem, głośnym zachowaniem?
          Demonstrowaniem całej okolicy swojego istnienia?
          • zdanka1 Re: Mnie też... 02.11.06, 21:29
            Pewnie tak ...I w sumei nauczyciel powinien mieć prawo do czegoś identycznego ,
            na pewno od jakiegoś 15 roku zycia, bo inaczej to hoduje sie takiego gościa,
            jak za przeproszeniem , wrzód na dupie i wszyscy mu schodzą z drogi.
            • daria13 Re: Mnie też... 02.11.06, 22:18
              I to właśnie nie daje mi spokoju. Z jednej strony też jestem za wychowaniem bez
              nadmiernych restrykcji, za dogadywaniem się z dzieciakami i nie o bezstresowe
              wychowanie mi tu chodzi (kiedyś to tłumaczyłam) i to się sprawdza w domu, z
              drugiej strony wkurza mnie bezradność nauczycieli, którym nie daje się żadnych
              narzędzi, którzy muszą być poprawni politycznie, którzy muszą szanować każdego,
              najbardziej rozwydrzonego bachora. Gdzie jest ten złoty środek? Co z tego, że
              nauczyciel huknie na dzieciaka, że postawi go do pionu, gdy ten poskarży się w
              domu i wtedy tatuś przyjdzie na skargę do dyrekcji, że pan nauczyciel stosuje
              niewychowawcze metody, a jeszcze jak mógł obniżyć synkowi ocenę ze sprawowania,
              przecież to są tylko dzieci. Najgorsi są właśnie tacy tatusiowie i to w ich
              postawie upatruję największy problem. Podważanie na każdym kroku autorytetu
              słabo zarabiających (czyli ogólnie słabych) nauczycieli. Z drugiej strony tych
              słabych, często głupich nauczycieli faktycznie nie brakuje i wtedy co? wbrew
              swojej opinii tłumaczyć dziecku, że pani zawsze ma rację? Zamknięte koło. Mam
              już wodę z mózgu.
              P:)
              • dr.krisk Daj spokój... 02.11.06, 22:29
                daria13 napisała:

                > Mam
                > już wodę z mózgu.
                Eee tam... sądzę że wystarczy tzw. zdrowy rozsądek. Czasem trzeba uśmiechnąc
                się i zamienić sprawę w żart, a czasem ryknąć jak sierżant piechoty morskiej.
                Czasem chyba przekombinowujemy cała sytuację.
                • daria13 Re: Nie mogę 02.11.06, 23:13
                  Pewnie gdybym nie miala dzieci, mogłabym podejść do sprawy z takim stoicyzmem,
                  jaki proponujesz, ale niestety problem dotyczy mnie bardzo bezpośrednio i nie
                  chcę żyć w ciągłym strachu, że moje dziecko może spotkać krzywda.
                  Nie mogę się uwolnić od myśli o Ani i wielu jej podobnych. To mnie nieustannie
                  prześladuje.
                  P:)
                  • dr.krisk A gdzie tu stoicyzm? 02.11.06, 23:32
                    Po prostu uważam, że niepotrzebnie szukamy jakiś cudownych rozwiązan, pomysłów,
                    programów. I co z tego, że wprowadzi się w każdej szkole dodatkowych
                    psychologów? Albo opracuje jakieś szczegółowe regulaminy?
                    Gorączkowe poszukiwania nic nie dają.
              • sella_w Re: Mnie też... 02.11.06, 22:49
                Ja nie bardzo rozumiem, czemu tych nauczycieli się czepiacie i systemu. To nie
                system winny, że dzieciaki ludzi ani siebie na wzajem na szanują. Tego ich po
                prostu starzy nie nauczyli, nie dali do łapy książki mądrej do przeczytania,
                tylko kase na Bravo.
                Taka jest prawda.

                Prościej jest włączyć bachorowi MTV z Jackassem niż z nim pogadać.

                Takie jest moje zdanie.
                Szkoła, owszem, również robi swoje, ale wszędzie są tylko ludzie i jak dzieciaki
                kręgosłupa moralnego w domu ustawionego w spadku nie dostały, to im szkoła
                raczej za wiele nie pomoże.
                • daria13 Re: Mnie też... 02.11.06, 23:09
                  Od początku taką właśnie tezę stawiałam, ale biorąc pod uwagę to, że dzieci
                  spędzają w szkole większą część dnia, tam też dobrze byłoby móc jakieś normy i
                  zasady egzekwować. Rodziców już nie zmienimy, nie wyślemy wszystkich na terapie
                  i nauki, ale szkoła musi choćby w pewnym zakresie kanalizować niektóre zapędy
                  najbardziej agresywnych dzieciaków. Wciąż niestety nie wiem, w jakim zakresie i
                  jakimi sposobami.
                  P:)
                  • sella_w Re: Mnie też... 02.11.06, 23:53
                    No też racja.
                    Ale mnie po prostu strasznie irrytuje ta nagonka na szkoły.
                    Bo w tiwi to ani razu krytyki rodzicieli to nie usłyszałam. Nie wiem, nie
                    poprawne politycznie prawdę mówić jest, czy co?

                    Jasne, że szkoła idealna nie jest, no ale przecież to nie wina nauczycielki, że
                    dzikich na pół godziny samych zostawić nie można...
                    Zawsze łatwiej ponarzekać na system, niż się zabrać za własne podwórko... ehhh!
                    • zdanka1 Re: Mnie też... 03.11.06, 08:36
                      Ale szkoła też ma w tym swój udział przez niemozliwość egzekwowania pewnych
                      rzeczy. Kiedy w moim liceum , w pierwszej klasie, na wycieczce kilku panów się
                      opiło i zaczeli amcać panie, dyrektoraka od reki zrobiła jedno - wypierdzieliła
                      ich z tej szkoły a zbity pysk, z naganą wpisaną do papierów, takze kazda
                      szkoła wiedziała kobo przyjmują. Teraz takie dupki dostałyby psychologia, który
                      zapytałby ich czy moze coś ich na tej wycieczce nei zdenerwowało, ze się tak
                      ochlali. To się zmieniło zaledwie w ciągu 10 lat!
                      • ash3 Re: Mnie też... 03.11.06, 10:03
                        zdanka1 napisała:

                        > Ale szkoła też ma w tym swój udział przez niemozliwość egzekwowania pewnych
                        > rzeczy. Kiedy w moim liceum , w pierwszej klasie, na wycieczce kilku panów się
                        > opiło i zaczeli amcać panie, dyrektoraka od reki zrobiła jedno - wypierdzieliła
                        >
                        > ich z tej szkoły a zbity pysk, z naganą wpisaną do papierów, takze kazda
                        > szkoła wiedziała kobo przyjmują. Teraz takie dupki dostałyby psychologia, który
                        >
                        > zapytałby ich czy moze coś ich na tej wycieczce nei zdenerwowało, ze się tak
                        > ochlali. To się zmieniło zaledwie w ciągu 10 lat!

                        O rany, nie wiedzialam, że aż tak się zmieniło (chyba, że przesadziłaś dla
                        podkreslenia przykładu?).
                        Uważam, że groźba silniejsza jest od kary (nie trzeba od razu karac, by wytyczyć
                        granice postępowania), ale szkoła musi mieć mozliwość zastosowania pewnych kar
                        czy skutkow zachowań. Oczywiście pomysł szkół specjalnych dla trudnych jednostek
                        jest zły, bo (m.in.) krotkowzroczny: czy do konca ich zycia wladza będzie ich
                        izolować od reszty dobrych jednostek?
                        Druga rzecz: czy psycholog w pierwszej kolejności, zupełnie z automatu, nie
                        powinien się zająć poszkodowanymi dziewczynami?


                • quarantinea Re: Mnie też... 03.11.06, 10:43
                  sella_w napisała:

                  > Ja nie bardzo rozumiem, czemu tych nauczycieli się czepiacie i systemu.

                  ----------
                  Niestety system jest chory. Od początku do końca. Począwszy od przeładowanego
                  nie wiadomo po co programu, skończywszy na podziale na podstawówkę, gimnazjum,
                  itd.


                  To nie
                  > system winny, że dzieciaki ludzi ani siebie na wzajem na szanują. Tego ich po
                  > prostu starzy nie nauczyli, nie dali do łapy książki mądrej do przeczytania,
                  > tylko kase na Bravo.
                  > Taka jest prawda.
                  >
                  > Prościej jest włączyć bachorowi MTV z Jackassem niż z nim pogadać.
                  >
                  > Takie jest moje zdanie.
                  > Szkoła, owszem, również robi swoje, ale wszędzie są tylko ludzie i jak
                  dzieciak
                  > i
                  > kręgosłupa moralnego w domu ustawionego w spadku nie dostały, to im szkoła
                  > raczej za wiele nie pomoże.

                  ----------------
                  Każdy kij ma co najmniej dwa końce. Za dziecko odpowiedzialny jest rodzic, ale
                  także odpowiedzialny jest nauczyciel. Nauczyciel, który nie ma czasu na
                  realizację programu, ma w nosie rozwój emocjonalny dziecka. Jeśli na to nałoży
                  się emocjonalna drętwota w domu, możemy spodziewać się najgorszego. Oczywiście
                  są wyjątki.
                  Giertych, zdaje się, wbija (o ile sam nim nie jest) gwóźdź do trumny polskiej
                  oświaty.
                  Oczywiście nie należy zapominać o przewodniej roli mediów w całym tym
                  bałaganie. Casus Ani powoduje, że zatracam zdrowy rozsądek, który nakazuje mi
                  ochrzanić własne dziecko z powodu uwagi w dzienniczku. Drżę na myśl, że system
                  nerwowy mojego dziecka może nie wytrzymać moich oczekiwań względem niego, typu
                  posprzątanie w pokoju. Przejaskrawiam, oczywiście.
                  Postanowiliśmy z mężem, że w stosunku do naszych dzieci będziemy kładli nacisk
                  na matematykę i języki. To im powinno wystarczyć w podstawówce. Reszta wedle
                  uznania.
                  Nie da się traktować poważnie programu np. z przyrody, albo języka polskiego.
                  To jest kompletne nieporozumienie.
                  Czy znany jest wam może eksperyment Summerhill? Co o tym sądzicie?
                  • daria13 Re: Mnie też... 03.11.06, 11:36
                    Zdanka nie przerysowała ani trochę. A właściwie jest jeszcze gorzej. Na
                    wycieczce szkolnej kończącej pierwszą klasę gimnazjum (13 lat) chłopcy zaczęli
                    pić już w autokarze (najwyraźniej wcześniej zakupioną wódkę). Wieczorem
                    dokończyli i zaczepiali dziewczyny. W momencie kiedy się wydało, oskarżyli o
                    donos te, które nie chciały z nimi pić, zaprzyjaźnione z wychowawczynią
                    dziewczynki. Sończyło się wezwaniem rodziców do szkoły i obniżeniem stopni z
                    zachowania. Ale gdyby się właśnie skończyło, byłoby pół biedy. Od początku
                    następnego roku winni chłopcy szykanowali, obrażali na forum klasy w
                    najbardziej niewybredny sposób te nieszczęsne dziewczynki, które nota bene z
                    donoszeniem nie miały nic wspólnego. Atmosfera w klasie stała się nie do
                    wytrzymania. Ale kiedy pani poruszyła ten temat na wywiadówce, tatuś
                    najgorszego, najbardziej agresywnego chłopca oburzał się, jak długo jeszcze
                    będziemy piętnować tych niewinnych chłopców, wszak obniżenie stopni z
                    zachowania było już i tak bardzo, za bardzo nawet, dotkliwą karą. Ręce opadają.
                    I jak takie bachory mają nie czuć się bezkarnie. Jest coraz gorzej, nauczyciele
                    naprawdę mają coraz mniej do powiedzenia i zrobienia, żeby ukrócić naganne
                    zachowania uczniów. A powinni mieć, choćby to urażało delikatne uczucia tych
                    biednych, niewinnych dzieci.
                    • quarantinea Re: Mnie też... 03.11.06, 12:13
                      Dario,
                      chodzi o to, żeby nie licytować mrożących krew w żyłach przypadków. Każdy z nas
                      ma w pamięci takowe z własnego podwórka. Właśnie to jest żer dla mediów i
                      wykorzystujących to w syficzny sposób polityków.
                      Czy ktoś jest w stanie ocenić, z czym jest gorzej? Kilkadziesiąt lat temu,
                      nauczyciele tłukli uczniów i to rodzice niewiele mieli do powiedzenia. Jest
                      coraz gorzej od początku istnienia świata.
                      Po prostu teraz więcej i szybciej dowiadujesz się o tym.
                      Nie znaczy to, że chcę powiedzieć, że nic nie należy robić.
                      Czy rzeczywiście nie ma szkół, w których nauczyciele radzą sobie z ciężkimi
                      przypadkami? Nie ma jakichś wypracowanych procedur? Czy jesteśmy zdani na
                      kryminogenne pomysły Giertycha?
                      • braineater Kwarantynko (OT) 03.11.06, 12:18
                        Dopisac Cię w trzeciej odmianie, czy ta końcówka tylko chwilowo?

                        P:)
                        • quarantinea Re: Kwarantynko (OT) 03.11.06, 12:20
                          U mnie wszyjstko jest chwilowo:) Dopisać jednakowoż tu i tam...
                      • daria13 Re: Mnie też... 03.11.06, 13:31
                        Toteż ja apeluję i dopraszam się pomysłów na ten złoty środek; nie nauczyciele
                        tłukący dzieciaki z błogosławieństwem ministra oświaty, ale też nie całkowicie
                        bezradni pedagodzy. A przykład dałam, bo ktoś powątpiewał, czy przykład podany
                        przez Zdankę nie był przerysowany.
                        Jeśli znasz szkoły z wypracowanymi skutecznymi procedurami, proszę podaj nam
                        je. Może jeśli rodzice zaczną sprzdawać takie dobre przykłady, coś się zmieni,
                        choć trochę.
                        • quarantinea Re: Mnie też... 03.11.06, 13:53
                          Gdybym znała takie szkoły, nie zadawałabym pytań, które zadałam.
                          Dlatego dałam przykład Summerhill do przedyskutowania. Nie wiem, czy to jest
                          dobry przykład, czy sprawdziłby się w polskich warunkach.
                          Na pozór szaleńczy, wydaje mi się on jednak bardzo pozytywnie przemyślaną
                          próbą, zrobienia czegoś z dziećmi trudnymi.
                          • daria13 Re: ciekawy, mądry głos 03.11.06, 14:16
                            To wywiad, który nieźle podsumowuje większych naszych tutejszych głosów:
                            www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3716685.html
                            Tym ciekawszy, że z ust praktyka. I, co pewnie niektórych zdziwi, księdza;)
                            Popieram.
                          • daria13 Re: Mnie też... 03.11.06, 14:18
                            Poczytałam trochę o Summerhill i musze powiedzieć, że jakoś nie do końca mnie
                            jego idee przekonują. Zbyt to wszystko utopijne, oderwane od jakichkolwiek
                            realiów. No i nie do przyjęcia w moim rozumieniu z uwagi na fakt, że wymaga
                            internatu. Chyba jednak nie.
                            P:)
                            • mamarcela O zaprzyjaźnianiu się czy. antypedagogika 03.11.06, 14:33
                              dla zainteresowanych link
                              www.zb.eco.pl/zb/186/edukacja.htm
                              na przykładzie wlasnej córki twierdzę z całym przekonaniem, ze to działa, jak
                              cholera działa, chociaz ja zasady antypedagogiki stosowałam raczej intuicyjnie
                              niż ideologicznie. Byłam, trwałam, kochałam i nigdy nie wychowywałam w
                              tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ba nawet granic nie wyznaczałam, same sie
                              wyznaczały "w praniu" i powiem tak - moje granice byłyby chyba "rozleglejsze"
                              niz te, które Młoda sama sobie narzuciła.
                              W przypadku Młodego nie jest juz tak łatwo, ale tez nie z powodu "dyscypliny",
                              ale dlatego, że po prostu trudniej mu sie odpępowić, wybić na niepodległość,
                              wytrenować własna autonomię. Usiłuje zmusic mnie do pełnej symbiozy i muszę
                              stawać w pozycji złej mamusi, która odpycha biednego synka i na siłę zmusza do
                              samodzielnego myślenia.
                              Szkola, a raczej szkoły, do których uczęszczały moje dzieci to zupełnie inna
                              historia. IMO pierwszą rzeczą jest wygonienie rodziców i ich wpływów ze szkoły.
                              P;-)
                              • aaneta Re: O zaprzyjaźnianiu się czy. antypedagogika 03.11.06, 21:51
                                Ciekawe, dlaczego do tej pory (od popołudnia) nikt nie skomentował Twojej
                                wypowiedzi, Mamarcelo. Ja nie miałam czasu, ale inni? Czyżby nikt nie miał zdania?
                                Ja osobiście podpisuję się rękami i nogami pod antypedagogiką, choć do tej pory
                                nie wiedziałam, że tak się to nazywa ;) Ale nie raz na tym forum o tym mówiłam.
                                Niestety, obawiam się, Mamarcelo, że jesteśmy w swoich poglądach odosobnione.
                                • ash3 Re: O zaprzyjaźnianiu się czy. antypedagogika 04.11.06, 14:36
                                  Ciekawy link. Warto się wczytać i przemyśleć. A jesli nie dzieci, uważam, że
                                  warto tę metodę stosowac w ogóle wobec rodziny (w szczególności: tej jej części,
                                  za którą czujemy się jakoś odpowiedzialni). Przecież to wcale nie oczywiste, że
                                  rodzina się przyjaźni, czy usiluje chociaz. Jesli chodzi o metodę Summerhill, to
                                  chyba znalam kogos, kto chodzil do szkoły prowadzonej tą metoda.
                                  Może do tego czasu, aż T. osiagnie wiek szkolny, pojawi się alternatywa dla tego
                                  znanego systemu oświaty w Polsce? Komentowane tu wydarzenia po prostu znów
                                  wzbudziły mój ogromny (irracjonalny) lęk przed posyłaniem jej gdziekolwiek.
    • obly Re: Jeśli nie Giertych, to co? 03.11.06, 14:33
      co do selekcji negatywnej - tej przytoczonej przez formę, ma miejsce ale juznei
      w takim stopniu jak wczesniej. selekcja negatywna polega na tym ze ....
      a pójde popracowac do szkoły bo się nie nadaję do czego innego, bo mąż zarabia
      a ja sobie znajdęwesołe zajęcie. nic więcej.
      selekcja negatywna wynika bezpośrednio z zarobków i rzesze kobiet społeczników
      czy tez pasjonatów tego ine zmienią. co jednoczesnie nie świadczy o pełnym
      obrazie i przekroju przez nauczycieli. bo myslę że szczególnie dziś coraz
      wiecej decyzji co do swojego zawodu jest wybieranych świadomie (chcę być
      nauczycielką!) i post socjalistyczne zachowanie (wszystko jedno by się nie
      napracować jedynie) po prsotu przestaje mieć zachowanie bo mozliwość wyjazdu na
      zachód po prsotu niweluje masową zasadnosc tego typu zachowania.
      powiem szczerze wiekszy sens dla mnie osobiscie ma nauka dzieci i sam bym
      wybrał tego typu drogę niż praca w agencji reklamowej która polega na
      zaprzeczaniu tego co się ogólnie sobie mysli o sobie o świecie i o przyszłosci.
      to tyle. szkoły prywatne również dodały do tego zachętę ze strony finansowej.

      natomiast co do dzieci.
      po pierwsze jest to sprawa wg mnie wykorzystywana i nagrywana w dość konkretnym
      celu(OPUS DEI?). mianowicie zmian wprowadzonych do systemu szkolnictwa.
      tak samo wczesniej głosna była sprawa spadania awionetek, tuż przed uchwaleniem
      Prawa Lotniczego. teraz przestały spadać.
      Nie mamy pełnego obrazu i nie mieliśy do tej pory co do samobójstw dzieci. ja
      ze swojej oklicy tylko czasem ktoścośpowiedział gdzie co i kiedy. Przejrzyjcie
      może statystyki z lat poprzednich. będzie ich na pewno kilkadziesiąt co rok o
      ile nie więcej. i nie sądze aby ta liczba ani rosla ani spadała.
      do czego zmierzam:
      jesteśmy manipulowani wszyscy przez media. ale nie jest to manipulacja
      przypadkowa. ale nie jest tez ona "jednomózgowa" i jednorodna jest ona jakby
      kilkanaście żródełek i jedno wielkie grzmiące echo wypadkowe. niestety nad
      wszystkim mozna się zastanowić jedynie kto na tym zyskał:
      a wiec zyskał PIS. odrobił punkty procentowe po wpadce z beger, i nagle
      najwazniejsza w państwie stała sie sprawa EDUKACJI a raczej tego co sie dzieje
      w szkołach. do tego jakiś karkołomny program został zaproponowany, wg mnie
      kretyński który ma coś w sobie ze szkół klasztornych. zauważcie jak ostatni
      kazde szczypniecie w jakiejkolwiek szkole jest opisywane z jakim zapałem i
      przez jaką prasę. po co? i na jak długo?

      niemniej nie jest tak ze jest to zmyslone i ze sprawa Ani nie jest odrażająca
      bo jest. jest to potworne, dzieci w tym wieku są potworami. ale kazde dziecko w
      tym wieku bada swiat jedynie poprzez przekraczanie granicy. sam pamietam jako
      14-15-16 latek słuchalem sie jedynie instynktu a słowo rozsądek było czymś tak
      enigmatycznym i rozumianym na swoje własne potrzeby ze bałbym się do tego
      wracać nawet pamięcią. rzucało sie kałem, szczypało w piersi, ciągało za włosy
      tak ze bolało, podcinało, przewracało robiło zdjecia w szatni wf dziewcząt,
      podglądało. sam tez byłem bity, przywiązywany do drzewa i takie tam.

      poszukiwania systemowe z racji samej swej istotności są pozbawione sensu gdyż
      pomijają jednostkę. a te wszystkie rzeczy wydarzają sie gdy jednostka nie daje
      sobie właściwie rady własnie z systemem, lub grupą. lub częściej wydaje jej sie
      ze nie daje sobie rady. bo generalnie patrzac z boku problemu nie ma.
      najwiekszy wpływ na wyobcowanie ma własnie hipokryzja, udawane wartosci,
      panujacu ogólnie system życzeniowy widzenia pewnych faktów i udawanie ze się
      nie widzi tego czym to jest i zamiatanie pod dywan w imię moralności i
      humanizmu. czlowiek nie sra, nie poci się, nie pierdzi tylko pachnie i mówi
      wierszem. po prostu młody czlek nie ma sie do kogo zwrócić ze swoim problemem.
      wiedząc ze zostanie on po prostu niezrozumiany. i teraz aby było to jasne. on
      nie musi siędo nikogo zwracać. kluczem do wszystkiego jest umiejętne
      prowadzenie klas przez nauczycieli tak aby padły odpowiedzi mimo wszystko bez
      zadania pytania.
      ja tak miedzy nami chce powiedzieć ze zrozumienie faktu samobójstwa Ani
      wykracza poza moje mozliwosci mimo wszystko. głupota hłopaków była mega wielka
      ale samego samobójstwa jeszcze większa.
      najgorzej wg mnie wygląda tzw RESZTA KLASY.
      oprawcy znajda sie wszędzie, ofiary także, ale milczący ogół to jest najgorsze
      co sie mogło wydarzyć. i ten milczący ogól wynikł własnie z tego że nie
      powstała społeczność klasy. w klasach 1-8 za moich czasów rodzice nasi się
      znali, mieli do siebie telefony i czlowiek naprawde był dość mocno umocowany w
      kontekście i wiedział co można a co nie. po za tym trzymalismy się juz tak ze
      dziewczyny z klasy były nasze. jak w stadzie. jak któryś fikał do dziewczyn to
      dostał w łeb od reszty. nie to ze to takei rycerskie. po prsotu tak i juz.
      kazda okazja dobra aby ktos dostał w leb.

      i naprawdę dajcie sobie spokój z promowaniem psychologów w szkołach. psycholog
      owszem ale dla nauczycieli. jako pomoc. a nie dla ucznia.

      hormony tyrają, natura przekonana jeszcze że zyjemy w zimnych stepach
      poganiając bydło i szperając listki uformowała nas tak aby w wieku własnie
      nastoletnim zakładać rodziny co się wydarza w sumie w wiekszosci krajów
      trzeciego świata. wiec mowienie o 15 letniej lasce w ciaży jako o dziecku z
      dzieckiem jest naprawdę wymysłem ostatnich 150 może lat. pamietajmy o tym ciut.
      Do tego nasz swiat wynikający bezpośrednio z mysli katolickich (cała kultura
      zachodnia opiera się lub odnosi od sposobu myslenia i widzienia swiata
      wytworzonego w srednowieczu przez wsciekle walczacy KK) gdzie kazda czynność
      jest opatrzona zewnętrzna metką: zło i kara, dobro i nagroda. i w momencie gdy
      te metki z czasem zastępuja owe czynności i żyja swoim życiem zaczyna sie
      wielka pustynia niezrozumienia. bo jak się pytac co z czymś zrobić gdy ktoś
      mówi ze to nie istnieje? lub zesam fakt ze cos takeigo jest to jest zło i zanim
      pogadamy to musi byc kara?
      nie no sorki dzis mam kiepski nastrój.
      tak mam dziecko w przedszkolu, przeraza mnie pęd z jakim rodzice uczą
      wszystkiego swoje dzieci (pianino, narty, tenis, basen) zapominając zeby uczyć
      dziecko po prsotu zwykłego uczucia i zwykłego traktowania rzeczy takimi jakimi
      kurde normalnie są. nauczyc rozpoznawania co to jest złość gniew czy zazdrosc i
      jak sobei z tym radzić. wszystko i tak wynika z przekuwania faktów które
      powstajaw naszym życiu przez nasze emocje. gdzie problem nieobranego kartofla
      moze przybrać postać trzesienia ziemi.
      • stella25b Re: Jeśli nie Giertych, to co? 03.11.06, 15:02
        Obly Ty chyba masz naprawde zly dzien. W Twojej wypowiedzi brakuje mi tylko: ze
        kazda kobieta powinna zostac matka w koncu natura ja we wszystko obdarzyla a
        facet ojcem i wojem bo tez zostal obdarzony.
        • obly Re: Jeśli nie Giertych, to co? 03.11.06, 15:20
          hmm... a to byłby ciekawy wątek ;)))
          ja bym nie podkreslał wyższosci swojego wyedukowanego humanizmu nad swoją
          cielesnością. to musi po prostu współgrać bo jedno drugiego nie oszuka.
          cycki są, penisek dynda wszystko gra. ale uzywać - NIE WOLNO. ale pamietajmy ze
          to juz wszystko od jakiegoś12-13 roku zycia dynda sprawne! i działa niezle.
          nie mowie uzywać, nie mówie nie używać. ale nie traktować tego jako anomalię i
          jednostkowy przypadek tylko dla tego ze sami zesmy sobei z tym poradzili w
          JAKIS sposób ;))).
          z racji wieku wiem ze 15 lat to mało z drugiej strony bym nigdy na pewno nie
          załował ;))) nie tego że w ogóle tylko moze tego z kim o co z tego wynikło.
          ale to wtedy mówimy zypełnie o czymś innym
          eeeee
          ale w skrócie chodziło i o to:
          ze sprawa jest sztucznie dmuchana, a problem był jest i pewnie będzie.

          w Gimnazjum u mnie w miescie ponoc jest zabawa ze starsze chłopaki ganiają
          młodsze chlopaki i każą sobie lody zapodawać.
          to jest temat.
          Piastów dawna szkoła nr 5.
          hej
          • iluminacja256 Re: Jeśli nie Giertych, to co? 03.11.06, 16:12
            . to musi po prostu współgrać bo jedno drugiego nie oszuka.
            > cycki są, penisek dynda wszystko gra. ale uzywać - NIE WOLNO.


            sorry, ale skoro wszystko tak doskonale gra, to dlaczego ta dziewczyna sie
            zabiła? Przecież tu nie chodzi o coś dobrowolnego, ale o to, z ektoś zrobił jej
            krzywde , a ona tego nei chciała. Skoro tak wszystko maiłoby grać to spokojnie
            kazdy koleś mógłby gwałcić kazdą , bo ejst silneijszy i też by grało, jak po
            staremu;/
            • mamarcela Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 17:47
              bo chociaz to, co napisał Obły mocno, jak zwykle, emocjonalnie chaotyczne było,
              to ja, równiez jak zwykle, "prawie" go rozumiem, albo raczej wyczuwam, o co mu
              chodzi. :)
              Otóż tak siedze i myslę, jak ja osobiście czułabym się, gdyby któreś z moich
              dzieci spotkało to, co Anię. I powiem tak(od razu przepraszam za słowo
              brzydkie)- chujowo bym sie czuła - ja jako matka, bo to znaczyłoby, że cos
              cholernie zaniedbałam, czegos cholernie nie dopatrzyłam, że dziecko moje wobec
              takiej (w gruncie rzeczy banalnej) sprawy, targnęło sie na swoje życie. Że nie
              przyszło z tym do mnie.
              Przemoc w szkole jest czyms okropnym. Rodziny, które wychowują dzieci w ten
              sposób, nie są niczym dobrym. Przemoc seksualna wobec kobiet jest czymś
              potwornym. Nikt tego nie usprawiedliwia, ani brońcie bogi nie pochwala, ale
              takie rzeczy mogą się zdarzyć i my musimy nauczyć nasze dzieci, jak sobie z nimi
              radzić. Niestety, ale musimy. Bo administracyjnie, ani odgórnie, ani oddolnie
              nie zmienimy jednym ruchem szkoły i młodzieży. Też niestety. W związku z tym
              musimy się w pewien sposób chociaz z wielkim bólem przystosować, a nasze dzieci
              muszą jeszcze bardziej. A my rodzice musimy im w tym pomóc.
              Niczego nie osiągniemy zwalając winę na szkołę, na innych źle wychowujących
              dzieci rodziców, sami musimy się z tym uporać we własnym gnieździe - zdobyc
              zaufanie, zaprzyjaźnic sie własnie, znaleźć czas na rozmowę, na nauczenie sie
              radzenie sobie, tak jak pisał Obły, ze złymi emocjami.
              Bo chocbysmy jak najbardziej chcieli nie uchronimy naszych dzieci przed całym
              złem swiata tego, ale możemy pomóc im sobie z tym złym swiatem chociaz troszkę
              poradzić.

              I jeszcze w jednym miał Obły rację - takie zachowania, choc teraz pewnie
              nasilone, nie są niczym nowym. W zamierzchłych czasach, gdy chodziłam do szkoły
              podstawowej, niemal identyczna "sytuacja" spotkała moją koleżankę - tylko, ze
              odbyła sie w męskim kiblu, a i komórki oczywiście jeszcze pewnie nawet nie
              wynaleziono. Nie pamiętam, jak ukarano sprawców, ale pamietam dokładnie, że w
              kilka tygodni później jedenz kolegów z klasy obiecał mi, ze jak "będę
              podskakiwać" (musiałam mu zaleźć za skórę, ale również nie pamietam czym) to
              imnie podobny los spotka. Dalszą część historii pamietam dokładnie - wcale sie
              szczególnie nie przestraszyłam, ale szczególnie wq.... łam i natychmiast
              poleciałam do mojego taty. bo wiedziałam, że tata nie tylko mnie wesprze, ale
              sobie z tym po prostu poradzi. Miałam dokładnie tyle lat, co Ania.

              Kilka dni temu mój 12,5 letni syn był molestowany przez pedofila - w biały
              dzień, w środku miasta. Nie zachował tej informacji dla siebie - przybiegł z tym
              do mnie i opowiedział bez wstydu jako normalną, chociaz przeciez zupełnie
              nienormalną, rzecz. No i sobie na ten temat porozmawialismy, bo przeciez przez
              12,5 roku juz zdązylismy się zaprzyjaźnić.

              P;-)
              • zdanka1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 17:57
                >że dziecko moje wobec
                >takiej (w gruncie rzeczy banalnej) sprawy, targnęło sie na swoje życie

                No nie wiem, czy dla dziewczyny w tym wieku to jest banalna sprawa - przecież
                to jest najbardziej cielęcy i rozegzaltowany okres w zyciu nastolatki 14-16
                lat. I z drugiej strony - jestem swięcie przekonana o polskiej specjalizacji -
                jakby ta dziewczynka sie nie powiesiła ( i tu nei chcę rozważać co nie tak było
                w relacjach rodzinnych itp), szkoła wyciszyłaby cąłą sprawę od A do Z, a te
                kartofle nadal chodziłyby z nią do jednej klasy...
                • mamarcela Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:17
                  Zdanko dir, mam taki znaczek przypiety przy kurtce "Nic nie usprawiedliwia
                  przemocy wobec kobiet". A także wobec dzieci, mężczyzn, ani w ogole nikogo.
                  Zadna za słona zupa, ani przykróta spódniczka nie usprawiedliwia żadnej przemocy.
                  Ja chciałam napisać cos innego, że wrażliwa 14-16 latka może sie spotkac z
                  ordynarnymi seksualnymi zachowaniami swoich kolegów i ze dorośli - dom i szkoła
                  powinni ją nieco do tej mozliwosci przygotować w sensie, jak zareagować, gdzie z
                  tym pójść, gdzie szukac pomocy. I że to nie jest nic wstydkliwego dla niej, a
                  dla nich tak,
                  Piszesz, ze gdyby dziewczyna nie popełniła samobójstwa pewnie winni nie
                  zostaliby ukarani, a sprawa zostałaby wyciszona. Pewnie masz rację, ale ja
                  patrzę na to z perspektywy matki, a z tej perspektywy ukaranie tych, jak ich
                  nazywasz "kartofli" i nagłosnienie całej sprawy, jest wobec smierci własnego
                  dziecka małym pikusiem jeno.
                  P;-)
                  • zdanka1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:26
                    Oczywiscie , ze masz rację - bo ona nei zyje i w kontekscie tego, to
                    rzeczywiscie wszystko inne jest małym pikusiem i idiotyzmem, łacznei z głupota
                    tych "kartofli" ...ale z drugiej strony zastanawiam się na ile w ogóle mozna
                    kogoś przygotować do czegos takiego? Mozna oczywiscie mówić, co zrobic, gdzie
                    isc, ze wszystko mozna powiedzieć itp...ale tak naprawdę jesli coś się stanie
                    to zalezy tylko od psychiki danej osoby - co stanie sie potem. To tak jak z
                    dorosłymi ludzmi - jeden pozbiera się szybko, a za innym będzie sie cos wlec
                    latami, mimo pomocy krewnych , psychologów itp
                    • mamarcela Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:34
                      Krótko, bo pies woła :)
                      Przygotować czyli uprzedzic, że cos takiegoi może sie zdarzyc i utwierdzic w
                      przekonaniu, ze jesli sie zdarzy to nie nastąpi koniec swiata, a my - matka,
                      ojciec, babcia, dziadek, brat, siostra, czy kto, tam jeszcze będziemy przy niej
                      tkwić, wspierac, z podniesiona głową i zamiast sie wstydzić bedziemy z niej
                      (niego) dumni. I to powinno wystarczyć.
                      P;-)
                      • mamarcela PS 03.11.06, 18:35
                        chociaz wlec sie z pewnościa będzie, ale nie będzie sie czuła zostawiona przez
                        boga, ludzi i nade wszystko najblizszych, co się niestety często zdarza.
                    • agni_me Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:42
                      Zdanko, coś ci uciekło w wypowiedzi mamarceli, z którą zgadzam się
                      stuprocentowo tym razem. Tej tragedii dałoby się uniknąć, gdyby dziecko na
                      początku roku szkolnego poszło do matki albo ojca i powiedziało, że dręczą ją
                      koledzy. I rodzice zareagowaliby. I nauczyciele zareagowaliby. Gdyby na
                      zebraniu podszedł ojciec dziewczynki do ojców tych chłopców i powiedział, że
                      jak jeszcze raz dotkną jego córki, to... (tu w zależności od potrzeb).

                      Przygotowanie na takie rzeczy to rozmowa codzienna, nie tylko o ocenach i
                      wsparcie - jesteś kobietą, śliczną, faceci wariują na twój widok, ale to nie
                      uprawnia ich do żadnej przemocy, do robienia ci przykrości. Jeśli nie umiesz
                      sobie z nimi poradzić, powiedz mi, dziecko, coś poradzimy.

                      Przeraziła mnie i wstrząsnęła mną wypowiedź Ani matki, że syn wcześniej nie
                      wspominał o przemocy w szkole. Bogowie słodcy! Syn nic nie mówił, potem córka
                      nic nie mówiła...
                      • zdanka1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:54
                        Ale o takich rzeczach sie nie mówi i w sumie w ogóle niewielu ludzi
                        kiedykolwiek mówiło. Juz piszę dlaczego . Otóz dlatego, z e nauczyciel nei
                        zrobi NIC, zeby ochronić dzieciaka, bo nei ma na to praktycznie wpływu -
                        musiałby chodzić non stop za dzieciakiem, bo tacy zawsze wypatzrą moment ,
                        kiedy dzieciak wychodzi ze szkoły, albo rozbiera się na WF , zeby sie zabawić .
                        co wiecej - dziecko boi sie, ze kiedy powie, to ukręci petlę na własna szyje ,
                        bo towarzystwo dojdzie do wniosku, ze tzreba sie zemścić na kablowanie. I to
                        jest własnie błedne koło .

                        W takim wypadku najlepeij mieć starszego brata i kumpli w tej samej szkole ,
                        którzy delikarnie wytłumacza osobnikom, ze lepeij omijać tego dzieciaka -
                        niestety tylko metody w tym stylu działaly zawsze i bebłednie, bo napastnicy
                        zaczynali sie bać, ze wtłuką im silniejsi i beda problemy...
                        • agni_me Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 19:21
                          Wszystko to rozumiem. Rzecz właśnie w tym, żeby zacząć rozmawiać. I żeby
                          dziecko miało świadomość, że zawsze może się zwrócić po pomoc. Po to są
                          rodzice. To straszne, kiedy dziecko zostaje samo przeciw światu, nawet jeśli
                          ten świat to czterech nastolatków.
                          • zdanka1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 19:24
                            Ach, gdyby to jeszcze wszyscy rodzice to rozumieli! I czasami potrafili sami
                            przed soba przyznac, z e ich syn/córka to niezłe ziółko i nie bronili ich kłami
                            i pazurami przed nauczycielami, którzy im to mówią...Nie wiem, mam wrazenie, ze
                            obecnie rodzice znają swoje dzieciaki mniej niż jeszcze z 10 lat temu i w ogóle
                            wielu rzeczy nie dopuszczają do swiadomości.
                            • daria13 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 19:39
                              Też się zastanawiam,jakim trzeba być ignoranetem, żeby bronić syna, który robi
                              takie rzeczy. Wiem, że rodzic zawsze kocha swoje dziecko, choćby było mordercą,
                              ale oczerniać ofiarę i nie przyjmować do wiadomości, jak potwornego czynu
                              dopuścił się synalek, to właśnie typowa postawa większości współczesnych
                              rodziców. Też stawiam tezę, że taka postawa nasila się niezwykle ostatnimi
                              czasy.
                              • obly Re: Tez chyba mam zły dzień 04.11.06, 00:01
                                rodzice nie bronia syna który coś zbroił bo uwazaja ze jest niewinne
                                bronia syna by nie poniósł odpowiedzialności za swój czyn
                                byc rodzicem dziecka z poprawczaka to nie jest taka fajna sprawa
                                ile nowych obowiązków


                                • stella25b Re: Tez chyba mam zły dzień 04.11.06, 10:00
                                  Tak tylko problem jest w tym, ze rodzicom takiego dziecka trudno sie przyznac,
                                  ze to oni zawiedli na calej linii, ze ich system wychowawczy byl tak do dupy,
                                  ze konsekwencja jest wlasnie poprawczak dla dziecka. I to nie tylko odnosi sie
                                  do rodzicow tych 5 chlopakow ale tez rodziny Ani, bo gdyby dziewczyna miala
                                  zaufanie do swojej mamy, gdyby rodzice ja tego nauczyli, to napewno nie
                                  skonczyloby sie to jej samobojstwem.
                  • staua Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:37
                    Nic nie usprawiedliwia przemocy - a wiele ludzi mysli, ze cos moze. Skad sie to
                    bierze? Opowiedzialam o tej sprawie mezowi, a on na to: no tak, pewnie cos bylo
                    w tej dziewczynie, ze wybrali ja na ofiare. I czesto spotykam sie z takimi
                    stwierdzeniami. Jak to? Jak mozna tak myslec? Przeciez to odwraca sprawe
                    zupelnie do gory nogami.
                    • itek1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:40
                      Opowiedzialam o tej sprawie mezowi, a on na to: no tak, pewnie cos bylo
                      >
                      > w tej dziewczynie, ze wybrali ja na ofiare.
                      Sorki, ale wkurwia mnie takie podejscie.
                      W kazdym z nas jest cos co moze byc dla palanta prowokacja.
                      • staua Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:46
                        No wlasnie, mnie tez. To jest zrodlo (jedno ze zrodel) goracych dyskusji w
                        naszej rodzinie ;-) Moj maz (moze juz coraz slabiej, ale jednak) uwaza, ze jest
                        cos takiego, jak mentalnosc, cala psychika ofiary, wyczuwanej przez oprawce,
                        wykorzystujacego, gwalciciela... Ja uwazam (i naprawde nie wiem, dlaczego musze
                        mu to tlumaczyc) ze najlatwiej jest zauwazyc, ze ktos jest slabszy od nas i
                        wykorzystac to, jesli tylko sami mamy odpowiednie skrzywienie, czyli
                        podsumowujac, od dreczyciela zalezy, co sie stanie (w koncu to on jest strona
                        aktywna). CBDO.
                        • 3promile Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:48
                          Ok, jest "syndrom ofiary", "syndrom helsiński" i bógwico jeszcze. Ale oprócz tej
                          dziewczyny i tych pięciu małolatów w klasie było dwadzieścioro milczących gapiów.

                          "Wszyscy byli odwróceni" - chciałoby się zahłaszczyć.
                          • itek1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:53
                            Ale oprócz te
                            > j
                            > dziewczyny i tych pięciu małolatów w klasie było dwadzieścioro milczących gapió
                            > w.
                            Nie wiesz jakie w tej klasie byly stosunki. Moze oni byli zastraszeni. Nie
                            obwinialbym tak z gory. To nie jest wcale prosta sprawa sprzeciwic sie palantom,
                            nawet jesli sa to 14 letnie palanty.
                            • 3promile Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:55
                              Faktycznie nie wiem. Ale mnie nauczono, żeby "palantom" się sprzeciwiać, bronić
                              słabszych i takie tam duperele. Dlatego głownie upatruję winy u rodziców, a nie
                              w tym, że nauczyciel wyszedł z klasy, jak to próbuje przeforsować Romcio Naziol.
                            • obly Re: Tez chyba mam zły dzień 04.11.06, 00:05
                              to ze palant jest silny nie jest powodem podporządkowania mu się.
                              mozna mu schodzic z drogi ale są sytuacje w których zejscie z drogi jest po
                              prostu byciem palantem.
                          • beatanu Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 19:02
                            3promile napisał:
                            > Ale oprócz tej dziewczyny i tych pięciu małolatów w klasie było dwadzieścioro
                            > milczących gapiów.
                            > "Wszyscy byli odwróceni" - chciałoby się zahłaszczyć.

                            I tego nie jestem w stanie zrozumieć... Po prostu nie mogę sobie wyobrazić
                            sytuacji, w której dwadzieścia osób jest totalnie sparaliżowanych... A
                            wystarczyło chyba wystawić głowę na korytarz i zacząć krzyczeć... Nie znam
                            szczegółów historii.

                            Daria pytała mnie wcześniej czy coś takiego mogło by się zdarzyć w Szwecji. Mam
                            wrażenie, że nie w biały dzień, w szkole, w obecności dwudziestu innych osób. W
                            ciemności, w krzakach, w toalecie - tak. Ale nie przy milczącej zgodzie tylu
                            świadków. Nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. I mam takie głupie może i
                            naiwne przeświadzczenie, że ma to związek z wykpiwaną tu i ówdzie asertywnością
                            młodzieży... Bo asertywność, to dla mnie nie chamski brak szacunku dla drugich
                            osób, ale umiejętność stanowczego protestu, gdy przekraczane są granice czegoś,
                            w czym nie chcę brać udziału.




                            • itek1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 19:07
                              Po prostu nie mogę sobie wyobrazić
                              > sytuacji, w której dwadzieścia osób jest totalnie sparaliżowanych...
                              Po prostu wystarczy sobie wyobrazic, ze byla taka sytuacja (tzn.ktos sie
                              zbuntowal) i dostal od kolesi za swoje na oczach innych.
                              • aaneta Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 21:45
                                Można sobie wyobrazić, ale niekoniecznie to musiałoby się zdarzyć. Naprawdę w
                                wielu wypadkach można się postawić bez tragicznych konsekwencji, tylko trzeba
                                się nie bać*).


                                *) czyt. mieć jaja
                                • itek1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 23:21
                                  Istnieje duze prawdopodobienstwo, ze w tym konkretnym przypadku ta klasa byla
                                  zastraszona, bo banda 5 wyrostkow nie znaczy tak malo w klasie ok.30 osobowej, a
                                  przy tym czuja sie oni tak pewni, ze filmuja zdarzenie.
                                  Jaja to latwo miec w teorii, w praktyce jest z tym duzo gorzej.
                                  • 3promile Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 23:25
                                    Itek, ty jesteś cholernym Smerfem Marudą; to przez takich jak ty opcja "to się
                                    nie uda" króluje i przez takich jak ty krzywda dzieje się bezkarnie.
                                    Niniejszym zlewam waćpana...
                                    • beatanu Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 23:34
                                      :-)))
                                    • mamarcela Promisie :) 03.11.06, 23:38
                                      jakby Wam to powiedzieć. NO!
                                      P:))))
                                      smerfetka
                                    • itek1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 23:58
                                      > Itek, ty jesteś cholernym Smerfem Marudą; to przez takich jak ty opcja "to się
                                      > nie uda" króluje i przez takich jak ty krzywda dzieje się bezkarnie.
                                      Gdybys nie byl forumowym blaznem pomyslabym, ze masz zly dzien. Ale ja prczeciez
                                      tak wcale nie mysle:))
                                      Dobrych snow zycze i relaksu:)
                                      • 3promile Re: Tez chyba mam zły dzień 04.11.06, 00:00
                                        Bujaj się. Życzę ci pięciu przetesteronowanych bez wzorców i trzydziestu w
                                        audytorium wyznających twój ogląd rzeczywistości. Smaruj dupsko.
                            • stella25b Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 19:17
                              beatanu napisała:

                              > 3promile napisał:
                              > > Ale oprócz tej dziewczyny i tych pięciu małolatów w klasie było dwadzieśc
                              > ioro
                              > > milczących gapiów.
                              > > "Wszyscy byli odwróceni" - chciałoby się zahłaszczyć.
                              >
                              > I tego nie jestem w stanie zrozumieć... Po prostu nie mogę sobie wyobrazić
                              > sytuacji, w której dwadzieścia osób jest totalnie sparaliżowanych... A
                              > wystarczyło chyba wystawić głowę na korytarz i zacząć krzyczeć... Nie znam
                              > szczegółów historii.
                              >

                              Tutaj jest link z dokladnym opisem sceny w klasie. Te pozostale dzeciaki wcale
                              nie byly sparalizowane ze strachu- niestety. Tym bardziej jest to bolesne, ze
                              cala scena z molestowaniem Ani trwala 20 minut.
                              www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3708050.html
                • obly Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 23:31
                  tak ale to co zrobiła swoim rodzicom jest o wiele bardziej nieprzemyslane niz
                  sama otrzymała.
                  nie wiem czuje ze jest nie tak cos no.
                  nie mozna usprawiedliwać niczym samobójstwa dziecka
                  ani tchórzostwem ani niechęcią życia ani zawodem miłosnym
                  tak naprawde jakby kazda z was przejrzała swoją przeszłosć była jakis koleś co
                  próbował robić to w sposób nielicujący.

                  ja tez nie mówie ze sprawy nie było, była. trzeba było w morde dać chłopakom.
                  reszta klasy - począwszy.
                  nie wime jak mozna smiac sie z tego ze 4 kolesi bije i maltretuje jednego
                  słabszego.
                  kazdy chłopak winien przeczytać grzesiuka - boso ale w ostrogach.
                  pisałem chaotycznie bo wkurzały mnie 4 rzeczy naraz - nagonka mediów na
                  wszystko co sie dzieje w szkole, konkretne ruchy władzy i zapewniam ze za dwa
                  tygodnie przez rok nie bedzie wzmianki dopóki
                  przypominam ze w okresie swięta zmarłych(o przepraszam, zakazano używania tej
                  nazwy) zgineło 106 osób w wypadkach samochodowych. 106 osób
                  a jak znam polskaszkołę to rodzice majaw dupie co siedzieje w szkole a
                  nauczyciele majaw dupie co się dzieje w domu.
                  po prostu uczulam na wiek 13-16 lat wszystkich. mam teraz siostrzenca który
                  trzaska drzwiami i ucueka z domu albo cokolwiek. to nie jest egzaltacja. to
                  jest nie radzenie sobie z tym co wszystkich spotyka.
                  czy wszystkie kobiety zgwałcone w II wopjnie swiatowej miały sie powiesić?
                  niemki też?
                  nie mówie ze nic się nie stało.
                  stało sie.
                  a mi chodzi o to że RESZTA KLASY NIC NIE ROBIŁA
                  co wynika raczej własnie z reformy szkolnictwa.
                  reforma miała by sens gdyby ci co majaw dupie uczenie się nie chodzili do
                  gimnazjum tylko od razu do pracy. wtedy jak najbardziej jest okej. pisac umieją
                  i czytać.
                  gimnazjum jest to słabe miejsce rozwoju na dzień dzis.
                  i strach przed szkołą specjalna nie pomogą.
                  • obly Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 23:57
                    ona była gnębiona od od dłuższego czasu
                    poddała sie temu, nie mówiła nikomu, nie sądzę też aby nikt nie zauważył co sie
                    dzieje wczesniej. i od tego są dorośli. aby przeliczyć ilosc rąk nóg i oczu i
                    stanu głowy. jak coś zaczyna się niezgadzać działać jak chirurg. wystarczyło by
                    jednego chłopaka przenieść do innej klasy. rozbić grupkę. grupki majato do
                    siebie ze tworzy je jedna osoba zazwyczaj.
                    to wszystko narasta. konflikty są i bedą.
                    moja siostra na zebrainiu rodziców gdy apele nie pomogły do nauczyciela
                    powiedziała tym rodzicom tych dzieci co gnębili jej syna ze jesli cokolwiek sie
                    stanie biorą oni za to całkowitą odpowiedzialnosc prawną i ze ona tego
                    dopilnuje. niby oburzeni rodzice ale zaden z łobuzerki sie już nie zbliżył do
                    niego.
                    mój kumpel z pracy przeniósł córkę do klasy równoległej po tym jak trzech
                    chłopaków pobiło ją w korytarzu, gnębienia się po prsotu skończyły.
                    wszystko zaczeło sie od tego że rodzic czuwał ze cos nie tak.
                    to nie jest tak ze wszystko wydarza się nagle, dziecko mimo ze nie chce
                    powiedziec wysyla mnóstwo sygnałów. takich lub innych.
                    szkoda ze nie powiedziała o tym wczesniej rodzicom.
                    chciała dać radę.
                    trzeba powiedziec swojemu dziecku ze nie trzeba dawac sobie rady. ze to nie
                    jest konieczne. i ze jest nieskończona ilosc wyjscia z sytuacji w kazdym
                    momencie. i to poczucie pewnego zaufania o który wy jako rodzice musicie cięzko
                    zapracowac. niestety.

                    a co do reszty klasy wystarczyło zbić szybę w klasie.
                    wystarczyło wyjść na korytarz
                    wystarczyło pieprznać doniczka o tablicę
                    wystarczyło rozjebać krzesło o scianę
                    wystarczyło cokolwiek aby tych 5 poczuło się mniej pewnie.
                    wystarczyłoby mnóstwo drobnych nawet niebohaterskich rzeczy.
                    wystarczyło by wstać i zacząć wrzeszczeć
                    wystarczyłoby zwymiotować
                    wystarczylo by....

                    a na takie sytuacje trzeba dzieci przygotować ze tak moze byc.
                    i tak jak pisał brajn - kilka przypadków sie zeszło ze cienka struna pękłą.
                    choć nie musiała.
              • braineater Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:25
                1) więcej w tym mediów niz prawdziwej tragedii, tu Obły ma racje absolutną.
                Mediów kurewnie wybiórczych, bo jak jeszce w pierwszych newsach po całym
                zdarzeniu padało okreslenie dziewczynka ma problemy w domu, parokrotnie
                podejmowąła próby samobójcze, tak nagle zniknęły. Zupełnie. Luz, o zmarłych
                dobrze, albo wcale, ale to smierdzi na mile odgórnym cięciem, wiecie,
                rozumiecie, lepiej będzie, jak cała historia będzie wygladała tak...
                2) Co oczywiście nie zmienia faktu, że dziewczynki juz nie ma. Ba, dziewczynka
                jest teraz nawet bardziej, bo stara się nam ją wkręcić jako symbol, jako
                męczeńska ofiarę błędów i wypaczeń zgniłego systemu edukacji. O.K. wiemy, że
                nie jest różowo, ale nigdy nie było, nie? Chłopaki pewnie wiedza bardziej niż
                Nasze Miłe Panie. Spory procent z nas miało pewnie do czynienia z róznymi
                hardkorami podczas procesu edukacji w szkole, od prostych napierdalanek po
                wyrafinowane formy przesladowań i jakoś to przetrwaliśmy. Mamy moze gorzej w
                głowach niz mielismy przed pójściem do szkoły, ale nie wpadliśmy na pomysł, by
                skutecznie się powiesić lub pociąć - choć nie watpię, że parę osób z tego forum
                ma za sobą mniej lub bardziej widowiskowe próby, bo to zawsze dodaje prestizu
                jak się jest nierozumianym nastolatkiem i mozna się od tak, dla show,
                pochlastać.
                Nie chcę sugerować, że z dziewczynką (nie używam imienia świadomie, staram się
                by była równie anonimowa co wypadki ofiarów samochodowych, nie chcę dac sobie
                wkręcić w głowę, że jej śmierc była czyms wyjatkowym, bo nie była) było
                podobnie, bo nie mam ku temu zbyt wielu przesłanek. Z drugiej strony nie sposób
                jednak nie zauważyć, że tego typu zjawiska sa na porzadku dziennym w większości
                szkół i jakoś dzieciaki je kończą i ida dalej. Zresztą co tu duzo patrzec -
                młodszych z nas na tym forum uczyły dokładnie te same chujowe szkoły, które
                ucza dzieciaki teraz. Próćz wydzielenia gimnazjów nie odbyła się zadna rewolta
                od 'naszych czasów'.
                Pliz więc - może jednak spora część odpowiedzialności spada na sama panienkę,
                na jej rodziców?
                3) Co do gnojków będacych źródłem cąłego zajścia. Tu tez Obły ma rację -
                chłopcy takie sa. chłopcy w stadzie śmierdzą testosteronem i niepranymi
                majtkami i to jest nie do ominięcia. Chłopcy w stadzie tworzą zwierze
                odbdarzone ogromna brawura i brakiem refleksji. Tu jest rola dorosłych, by nad
                tym stadem zapanować, żeby trzoda nie narobiła bydła. I tu jest jedyny błąd
                systemu jaki ja widzę. I wcale nie chodzi o to by ich napierdalać po łapach
                linijką, choć jak pamiętam ze swojej pedałówy, miało to zbawienny skutek i
                ustrzegło przed realizacja co głupszych pomysłów by me. Po prostu trzeba im to
                stado jakoś zorganizować, znaleźć paśnik i rykowisko. A organizator pasnika,
                niech dostaje za to odpowiednią kasę, tak by mu sie chiało organizowac a nie
                ino nadzorować.
                Tyle.
                Trzy przydługie akapity tylko po to by powiedzieć Obły ma rację.

                P:)
                • itek1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:33
                  > Pliz więc - może jednak spora część odpowiedzialności spada na sama panienkę[...]
                  Brainy, w tym miejscu sie rozpedziles.
                  Ona miala prawo czuc sie bezpiecznie w tej szkole.
                  Zwlaszcza w czasie lekcji.
                • zdanka1 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:38
                  >Pliz więc - może jednak spora część odpowiedzialności spada na sama panienkę

                  Odpowiedzialności za co? Zastanów się, czy gdyby Twoją zonę kilku kolesi
                  znanych jej z widzenia złapało w barze, wywaliło na stół, sciągneło jej
                  majtki, zaczeło obmacywać i jeszcze nagrywało to , to potem równiez uwazałbyś,
                  ze spora część odpowiedzialnosci za złe samopoczucie twojej zony spada na nią ?
                  Akurat nie przeczę, ze media rozdmuchuja sprawę , bo w ogóle rola mediów w
                  Polsce polaga głownie na tym, ze rozmuchują , a neiinformują , natomiast
                  sprawie od samego poczatku utrąca si charakter mający cośkolwiek wspólnego z
                  gwałtem - ot , takie szczeniackie zachowanie...a ja pytam - dlaczego? Czy
                  dlatego, z e mają 14 lat?
                • daria13 Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 18:53
                  Chyba jednak naprawdę trochę się rozpędziliście. Tak się składa, że o
                  wcześniejszych próbach samobójczych dziewczynki wypowiadał się jedynie któryś z
                  rodziców tych młodych bandytów. Że niby taka niezrównoważona, że wcale nie jest
                  powiedziane, że gwałt na oczach klasy był bezpośrednią przyczyną. Ratunku!
                  Obawiam się, że nie wszyscy z Was potrafią sobie wyobrazić, co czuło to
                  dziecko, skoro tak piszecie. Banalna w sumie sprawa? Jedni są obrzydliwymi,
                  zdemoralizowanymi bandytami, inni w tym wieku są niewyobrażalnie wstydliwi.
                  Podejrzewam, że gdyby Anię spotkało to co spotkało gdzieś w krzakach, z dala od
                  innych osób, może mogłaby się jakoś z tym uporać, ale na oczach wszystkich? To
                  potworne pohańbienie dla takiej dziewczynki. Pamiętam swoje różne tego typu
                  odczucia z tego okresu i nie jestem wcale taka pewna, czy ktokolwiek, łącznie z
                  ukochaną i wspaniałą Mamą mógłby mi pomóc wobec takiej ohydy.
                  Wybacz Brain, ale pisanie, że część winy spada na dziewczynkę (na rodziców może
                  trochę tak) jest w tym momencie okrutną niesprawiedliwością. Jaka niby część?
                  Że nie była silna? że nie spłynęło po niej jak po kaczce? Może niektórzy z Was
                  byli w tym wieku silni, ale wypada okazać nieco więcej zrozumienia wobec tych
                  słabszych, pliiiz.
                  • braineater Re: Tez chyba mam zły dzień 03.11.06, 20:23
                    ok więc przegiałem.
                    tyle, że nie wydaje mi się że aż tak. pewnie źle mi sie wydaje. nie wejdę w
                    skóre tego dziecka, bo nikt tego nie zrobi, ale nie wydaje mi się słusznym
                    sprowadzenie jej jedynie do roli zrozpaczonej ofiary nagłej napaści, bo jest to
                    dla mnie manipulacja na tym samym poziomie co zwalanie cąłej winy na rodziców
                    czy nauczycieli. Tu strony konfliktu sa co najmniej cztery - dzieczy nak - w
                    konflikcie z rodzicami, z 'kolegami' z klasy, nieporadni nauczyciele. Po prostu
                    w nieodpowiedniej chwili trafiło się parę wybitnie negatynych elementó i
                    wywołało taka a nie inna reakcję.
        • aaneta Re: Jeśli nie Giertych, to co? 03.11.06, 15:26
          Stella, Ty może przeczytaj jeszcze raz to, co Obly napisał, najlepiej ze
          zrozumieniem, dobrze? I dopiero potem zabierz głos. Bo może i Obly ma zły dzień,
          ale nie napisał nic, co by zasługiwało na taki komentarz, jak Twój.
          • stella25b Re: Jeśli nie Giertych, to co? 03.11.06, 17:05
            Obly juz odpowiedzial na moj komentarz. Bez adwokata.
            • daria13 Re: Radzenie sobie 03.11.06, 19:33
              I jeszcze o tzw. koniecznością radzenia sobie przez dzieci w złym świecie. Na
              przykładzie z życia.
              Moja koleżanka przeprowadziła się niedano do nowego mieszkania i pomyślała, że
              lepiej będzie jeśli jej syn, który szedł właśnie do I klasy gimnazjum pójdzie
              do szkoły bliżej nowego miejsca zamieszkania. Dziecko po pierwszym dniu wróciło
              ciężko zapłakane, bo jako nowego większość zaczęła go szykanować i gnębić. Mąż
              koleżanki (na szczęście były, więc bez decydującego głosu) twierdził, że mały
              nie może być miękki, że musi sobie jakoś poradzić, że to go nauczy radzenia
              sobie z przeciwnościami.Koleżanka zapytła mnie o radę i kiedy usłyszałam, że do
              starego (rejonowego) gimnazjum nie jest w sumie tak daleko, że chodzą tam
              najbliźsi koledzy chłopca, bez wahania doradziłam jej,żeby czym prędzej
              przeniosła go do szkoły, gdzie ma przyjaciół. Tak też zrobiła i dziś dzieciak
              jest bardzo zadowolony, spokojny, lubi swoją szkołę.
              Też nie jestem za nieustannym rozkładaniem ochornnego parasola nad dzieckiem,
              moja córka poszła do całkiem nowego gimnazjum i to z gminnej, podwarszawskiej
              podstawówki do niby dobrego gimnazjum. Sama tak chciała. Sama chciała zmienić
              środowisko, podniecały ją nowe znajomości i nowe wyzwania. Poradziła sobie w
              zasadzie bez trudu. Bo taki ma charatker, może część mojej zasługi też w tym
              jest. Ale nie wszystkie dzieci są silne i przebojowe i rzucanie ich na siłę,
              wbrew ich naturze na głęboką wodę uważam za mocno niedobre, a czasami wręcz
              groźne.
    • dr.krisk Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 10:41
      Podobnie jak obłego, zniesmacza mnie reakcja medialno-społeczna. Nagle narobiło
      się mnóstwo krzyżowców, gimnazja chcą atakowac z lądu, morza i powietrza.
      A ciśnie się na usteczka pytanie: a kto wyprodukował tych bezmózgów?
      Kto wmawia głupim dzieciakom, że koniecznie trzeba mieć takie akurat porteczki,
      kolczyki i pazurki, bo jak nie to wstyd? Kto bezlitośnie drenuje najgłupszy o
      najbardziej podatny target handlowy, wpychając tandetnie odszyte badziewie za
      górę pieniędzy, zakłada specjalne sklepy, wydaje gazety, wmawia że są trendy i
      kul?
      Stare pryki takie jak my.
      Nikt nie zwraca uwagi młodym szczawikom, że nie wolno iśc po ulicy i
      wywrzaskiwać przekleństwa. Nawet nie za strachu przed ich reakcją (czasem to po
      prostu małe dzieci są), ale ze zwykłego lenistwa.
      75% ankietowanych rodziców jest za wprowadzeniem mundurków w szkołąch - to co,
      nie są w stanie przekonać własnych dzieci aby ubierały się odpowiednio
      (cokolwiek ma to znaczyć)?
      Jak zwykle skończy się na niczym. Giertych porobi groźne miny, Bulgotek z
      Mamrotkiem pobulgoczą i pomamroczą, a pokolenie frugo będzie tak czy tak
      zachowywac się tak jak mu na to pozwolimy.
      • itek1 Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 11:06
        > Podobnie jak obłego, zniesmacza mnie reakcja medialno-społeczna. Nagle narobiło
        >
        > się mnóstwo krzyżowców, gimnazja chcą atakowac z lądu, morza i powietrza.
        > A ciśnie się na usteczka pytanie: a kto wyprodukował tych bezmózgów?
        > Kto wmawia głupim dzieciakom, że koniecznie trzeba mieć takie akurat porteczki,
        >
        > kolczyki i pazurki, bo jak nie to wstyd? Kto bezlitośnie drenuje najgłupszy o
        > najbardziej podatny target handlowy, wpychając tandetnie odszyte badziewie za
        > górę pieniędzy, zakłada specjalne sklepy, wydaje gazety, wmawia że są trendy i
        > kul?
        Nie podoba mi sie forma Twojej wypowiedzi. Odczuwam w tym, moze nieslusznie
        pogarde wzgledem innych- konkretnych rodzicow, dzieci, wlasciwie znakomitej
        wiekszosci naszego zagubionego spoleczenstwa. Krytyka jest OK, ale pogarda juz
        nie. Mysle, ze nieszczescie tkwi w tym, ze oni tez odczuwaja pogarde w stosunku
        do Ciebie i normalnych, spokojnych ludzi i dlatego zachowuja sie tak jak sie
        zachowuja . Ten kraj to kraj pogardy wzgledem innych. Trzeba to zmienic, ale
        zaczac trzeba od siebie. Nie znam innego, lepszego sposobu.
        Pozdrawiam
        • skajstop Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 11:27
          itek1 napisał:

          > Ten kraj to kraj pogardy wzgledem innych. Trzeba to zmienic, ale
          > zaczac trzeba od siebie. Nie znam innego, lepszego sposobu.

          Medice cura te ipsum, Itku.
          Po pierwsze, co to znaczt ten kraj. Znasz wszystkich? I dwa - zacząłeś od siebie?

          Jasny szlag, takimi uogólnieniami tu niektórzy jadą, że nie wytrzymałem!
        • mamarcela Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 11:45
          Chyba jednak niesłusznie wyczuwasz te pogardę, Itku, i to z tej prostej
          przyczyny, ze KrisK nic nie pisze o rodzicach, a raczej o społeczeństwie, nawet
          cywilizacji (MTV???) jako takiej.
          Więcej "pogardy" - chociaz to niedobre słowo - może raczej zdziwienia i
          niezrozumienia wyczuwam w postach Darii i Stelli , piszących o tym, że dziwią
          się rodzicom występujących w obronie jednego z dręczycieli Ani i o niemozności
          przyznania sie do klęski ich systemu wychowawczego.
          Takie rozumowannie mnie osobiscie trochę zaburza, bo nie ma "licencji na
          wychowanie". Na posiadanie i wychowywanie dzieci nie wydaja prawa jazdy
          (plagiat!) i nasze - nas wszystkich - z nimi postępowanie jest mocowaniem sie z
          nieznanym zywiołem. Siłą rzeczy stosujemy metodę prób i błędów i zawsze w naszym
          odczuciu czynimy the best dla naszych dzieci. W swoim mniemaniu. Rodzice tych
          konkretnych chłopców najprawdopodobniej też.
          Ja sama w tym wątku napisałam (i to dwa razy), że moja antypedagogiczna i
          antywychowawcza metoda zaprzyjaźniania się z własnym potomstwem sprawdziła się w
          stosunku do mojej 18letniej w tej chwili córki. Tak dzisiaj uważam i jestem z
          niej (z siebie?????) dumna. ALE nie wiem i zdaje sobie z tego sprawę, ile
          jeszcze razy będę sobie pluć w brodę i płakać, że czegos jej nie nauczyłam, ze
          źle ja przygotowałam do życia, że cos zaniedbałam, że przeze mnie jest
          nieszczęśliwa, albo nie do końca szczęśliwa?
          A jeśli chodzi o niespełna 13letniego syna to wszystko dopiero przede mną.
          Staram się, ale nie wiem, czy moje starania przyniosą skutek. Pozostaje mi tylko
          miec nadzieję, ze nigdy koledzy nie staną się dla niego ważniejsi od moich
          starań i nigdy nie da się postawic na czatach podczas, gdy oni....
          Ufam, ze tak się nie zdarzy, ale pewności nie mam. I nikt jej miec nie może.
          Nawet ci najbardziej metody wychowawcze innych potępiający.

          P;-)
          • daria13 Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 12:45
            Nie do końca zrozumialaś moje intencje, lub je nieco nadinterpretujesz
            Mamarcelo. Nie chodziło mi o to, że nie rozumiem rodziców broniących swoich
            rozwydrzonych dzieci, a już na pewno nimi nie gardzę, ale uważam, że jeśli
            rodzice dają dziecku, które ewidentnie zachowało się źle, zawsze ochronę, jeśli
            wykłócają się z wychowawcą, o to, że nie wolno gnojkowi nawet obniżyć oceny ze
            sprawowania, że ich dziecko jest w każdej sytuacji bezkarne, to nie dziwota, że
            to dziecko będzie wykorzystywało tę bezkarność. Chodzi mi o konsekwencję w
            wychowaniu.
            Ja sama też nie mam pewności, jak moje dzieci będą się zachowywały w
            przyszłości, jak bardzo środowisko na nie wpłynie i wcale nie daję sobie prawa
            do nieomylności, ale większość rodziców obecnie chyba jednak całkowicie
            bezrefleksyjnie podchodzi do kwestii wychowania, są po prostu zbyt zajęci. A
            potem w chwilach zagrożenia najłatwiej jest szukać winnych u innych, u
            nauczycieli, w mediach, czy jeszcze gdzieś.
            Cały czas zastanawiam się nad Twoim postulatem o odsunięciu rodziców od decyzji
            szkolnych. To w wielu przypadkach z pewnością uzdrowiłoby sytuację, ale czy
            zawsze. A co z głupimi nauczycielkami, które przecież też się zdarzają. Nie
            wierzę, że takich nie spotkałaś.
            P:)
            • daria13 Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 12:47
              I żeby nie było nieporozumień; jeszcze nigdy nie interweniowałam w szkole w
              żadnej sprawie, chodże wyłącznie na obowiązkowe wywiadówki i jeszcze nigdy nie
              miałam indywidualnej rozmowy z wychowawcą. Inna sprawa, że nie było takiej
              potrzeby, choć znam matki, które przy byle głupocie latają z pretensjami do
              pani.
          • stella25b Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 12:46
            Ani to zdziwienie, ani pogarda tylko stwierdzenie faktu. Pewnie "zlotego
            srodka" na wychowanie nie ma i nie bedzie. Nadal bedziemy bladzic przez
            nastepne 50 000 lat. Tylko "glupie" bo inaczej sie tego nazwac nie da bronienie
            syna slowami: on nic nie zrobil to bylo tylko podszczypywanie, takie zarty,
            uswiadamia chlopaka, ze on naprawde nic nie zrobil. Pewnie mozna mowic, o
            milosci do dziecka o jego obronie niezaleznie od tego co zrobilo, tylko jakie
            beda tego konsekwencje.
            • mamarcela Re: Mamy cośmy chcieli.... 04.11.06, 12:54
              Dziewczyny, po pierwsze ja Was nie potępiam. Wasze wypowiedzi po prostu wydały
              mi się charakterystyczne. Wszyscy mamy tendencje do twierdzeń "piekło to inni".
              I to jest całkiem normalne. Tylko czasami stajemy wobec faktu - piekło to my i
              wtedy pierwszą i naturalna reakcją (tak jak u rodziców tych chłopaków) jest
              szukanie tych Onych, tego piekła, które jest za to wydarzenie odpowiedzialne.
              P;-)
              • dr.krisk Serce Matki Bolejące.... 04.11.06, 13:35
                Tak to chyba jest: w naszej kulturze niedopuszczalne jest stwierdzenie -
                "niestety, mój syn (córka) jest chamem i kretynem, najpewniej coś żeśmy
                zaniedbali w sprawie wychowania, albo coś po prostu umknęło, a może to geny
                niedobre wuja Staśka się odezwały???".
                Serce Matki Polki Bolejące wybaczy, obroni, dowody rzeczowe ukryje, adwokatów
                opłaci, świadków zastraszy.....
                Syndrom matki rafałka.
        • dr.krisk Uprzejmie informuję... 04.11.06, 11:46
          itek1 napisał:

          > Nie podoba mi sie forma Twojej wypowiedzi. Odczuwam w tym, moze nieslusznie
          > pogarde wzgledem innych- konkretnych rodzicow, dzieci, wlasciwie znakomitej
          > wiekszosci naszego zagubionego spoleczenstwa. Krytyka jest OK, ale pogarda juz
          > nie.
          .. że nie mam zadatków na siłaczkojudyma, nie żałuję "zagubionego
          społeczeństwa", gardzę głupotą i brakiem konsekwencji. Każdy jest kretynem i
          chamem na własne ryzyko i odpowiedzialność. Rozpaczliwe jęki niektórych
          rodziców, że im szkoła dzieci nie wychowała, mało mnie wzruszają.
          I tyle.
          Wiem, niedobry jestem, ale ktoś musi.
          • sutekh1 Re: Uprzejmie informuję... 06.11.06, 16:07
            ktos kiedyś piowiedziaqł i wszyscy madzry po nim powtarzają jak papugi, że
            szkoła jest przedłuzeniem podwórka i trzeba mase wysiłku werbalnego włożyć żeby
            dziatwę od-dziwić i oświecić, że szkoła to pole konstruowania społeczno-
            kulturowej aparatury kazdego człowieka potrzebnej do funkcjonowania tak jak to
            ma być w państwie prawa ładu i porządku, w sieci norm blablabla
            tylko że jak ludzie chcą coś zrobić to zazwyczaj nie ma tego pola/boiska na
            którym mogliby się twórczo wyszaleć.
            nie wyobrażam sobie lekcji w szkole sredniej ani w gimnazjum bez smichów
            chichów i jajec przy każdej ale to każdej okazji. dzieciaki czasami mają w domu
            taki "dupnik", że śmiech w szkole jest dla nich formą terapii.
            poza tym, brak reakcji adekwtnych do popełnionych czynów a naweet ostrzejszych
            powoduje, że każdy chłopak może zrobić to, co mu wejdzie do głowy wiedząc że
            prawo karne nie jest w stanie zrobić mu krzywdy, bo albo rodzice i wujkowie
            staną między nim a sądem (z pewnymi atrybutami w kieszeniach), albo nawet to
            fajnie będzie w zakładzie zamkniętym , pozna się kumpli , pójdzie się z nimi
            uczyć nowego zawodu: kop w kałdun i przetrzep ciucha.

            byłem na praktykach swiadkiem wielu reakcji nauczycieli, to wyglądało jak
            spóźniony zapłon z jakims śmiesznym pytaniem; No co ty robisz? no jak ty tak?
            jak mi gość z dwiwem asprawami w sądzie i kuratorem zajadał kanapkę na lekcji
            to wywaliłem z klasy, żeby se jadł poza terenem moich dydaktyczno-metodycznych
            działań.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka