gosiasv
11.01.07, 09:55
hej dziewuchy!relacja na gorąco z dachowania:godzina 6.30 zapierdzielamy z
meżem roverem do pracy ,bo oczywiście znowu zaspaliśmy.Jest ciemno ,przed
nami nieoświetlony" bzykolot",mąż zaczyna hamowanie .....(ale zdążył
korzyknąć:Mała trzymaj się) taniec na mokrej drodze...a potem ...jestem do
góry nogami... stop klatka " nic ci się nie stało? żyjesz ? wszystko ok?
otwieramy szybę i wychodzimy z auta ,nogi mam jak z waty ,ale jest ok . a
mówiaz e roverem nie da się ddachować oj da mówię wam hihi .Teraz jestem w
pracy ,samochód u mechanika ,a maż liczy straty.Najważniejsze ,że żyjemy i
mamy się dobrze.Dostałam kropelki na uspokojenie i może szefowa doceni
takiego pracownika co prosto z wypadku jedzie do pracy :))))
Jednak wole motocykle !!!! pozdrawiam