Dodaj do ulubionych

jest mi źle...

21.08.03, 10:45
Witam wszystkich bardzo serdecznie, zagladam do Was od dluzszego czasu i
widze, ze zagladaja tu same przemile osoby ;) postanowilam troche sie Wam
pozalic, bo jest mi dzisiaj baaardzo ciezko. Oczywscie wszystko przez
faceta... ostatnio zachowywal sie bardzo niesympatycznie wobec mnie, czulam
irytacje w glosie jak ze man rozmawial, nic mu sie nie chce, nie ma ochoty
wyjsc ani nic zrobic, denerwuje sie, krzyczy, rzuca sluchawka... nigdy tak
sie nie zachwoywal. W koncu oczywscie sie wkurzylam na niego i postanowilam z
nim pogadac, to bylo we wtorek wieczorem. Powiedzial, ze nie moze sobie
poradzic sam ze soba, ze bardzo mu na mnie zalezy, ale chcialby wiecej
swobody, ze boi sie ze nie spelnia moich oczekiwan... zapytalam sie, czy chce
troche czasu aby sobie wszystko przemyslec, nie dal mi odpowiedzi, zrzucil
pytanie na mnie... teraz sie nie odzywa, a ja cierpie katusze, bo nie wiem...
nie wiem czy to koniec, czy tylko chwilowy kryzys... wiem, ze powinnam byc
twarda, ale siedze w pracy i nie moge sie na niczym skupic, ile czasu mam
czekac, zeby sie odezwac? I czy w ogole sie odyzwac? Jak przetrzymac ten
czas? nic nie wiem, jestem starsznie zagubiona...
Obserwuj wątek
    • egon.olsen Re: jest mi źle... 21.08.03, 10:53
      Wiem, że się męczysz, ale moim zdaniem najlepszy rezultat osiągniesz udając,
      że Ci na nim przestało zależeć... cześć co słychać? pogadać? ale ja zajęta
      jestem, więc się streszczaj z łaski swojej...

      Wiem, że to trudno wytrzymać, ale utrzymując dystans zyskasz nieporównanie
      więcej niż błagając o spotkania i rozmowy...

      Wytrwałości życzę.
      • iberka Re: jest mi źle... 21.08.03, 10:57
        egon....gdyby mnie to spotkalo to nie potrafilabym tak po prostu sie nie
        odzywac,bo jak juz kocham to cala soba.no chyba,ze mezczyzn udaje sie do
        jaskini:-)to poczekam az do mnie wroci:-).....tylko najpierw znajde
        mezczyzne,hihihihi
        iza
        • egon.olsen Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:00
          Wiesz Iza...

          Doradzać jest w miarę łatwo...
          Ja mam dokładnie tak samo jak Ty :)
      • peenezka Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:19
        mnie kiedys zdarzyla sie podobna sytuacja
        kiedy dzwonilam i polykajac lzy probowalam sie dowiedziec czegos wiecej
        napotkalam na skale
        bolalo strasznie ale postanowolam poczekac
        po jakims czasie sam sie odezwal a ja udawalam twarda i obojetna wiec staral
        sie coraz bardziej i bardziej
        to chyba tak dziala, ze zawsze pociaga nas to co trudnej zdobyc

        wierze,ze wszystko bedzie dobrze, badz silna

        a to tak na pocieszenie

        Zeby cos sie zdarzylo Zeby moglo sie zdarzyc I zjawila sie milosc
        Trzeba marzyc
        Zamiast dmuchac na zimne Na goracym sie sparzyc Z deszczu pobiec pod rynne
        Trzeba marzyc
        Gdy spadaja jak liscie Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliscie
        Trzeba marzyc
        W chlodnej, pustej godzinie Na swój los sie odwazyc Nim twe szczescie cie
        minie
        Trzeba marzyc
        W rytmie wietrznej tesknoty Wraca fala do plazy Ty pamietaj wciaz o tym
        Trzeba marzyc
        Zeby cos sie zdarzylo Zeby moglo sie zdarzyc I zjawila sie milosc
        Trzeba marzyc
        • egon.olsen Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:20
          widzę, że Jonasz Kofta jest na topie :)))
      • karina252 Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:42
        egon.olsen napisał:

        > Wiem, że się męczysz, ale moim zdaniem najlepszy rezultat osiągniesz udając,
        > że Ci na nim przestało zależeć... cześć co słychać? pogadać? ale ja zajęta
        > jestem, więc się streszczaj z łaski swojej...
        >
        > Wiem, że to trudno wytrzymać, ale utrzymując dystans zyskasz nieporównanie
        > więcej niż błagając o spotkania i rozmowy...
        >
        > Wytrwałości życzę.
        Mam takie samo zdanie. Zacznij mieć dla Niego "troszeczkę" mniej czasu-niech on
        też się postara. ;)))))
    • oliwkowa Re: jest mi źle... 21.08.03, 10:56
      przeczytałam gdzieś, że "faceci są jak sprężynki" - po okresie bliskości mają
      potrzebę oddalenia się, rozluźnienia związku, bo będąc z kimś bardzo blisko
      czują, że traca kontrolę i swobodę - zaczynają się "rozciągać" jak sprężyna
      właśnie, aż osiągają moment, w którym dalej już nie mogą się oddalić i
      błyskawicznie "wracają" do partnerki, bo znowu pragną poczucia bliskości i
      intymności
      a my, kobiety, musimy podejść ze zrozumieniem do tego "sprężynowania", bo facet
      musi osiągnąć dno, żeby móc się od niego odbić i wrócić do nas

      takie to mądre (?) porady wyczytałam w jakiejś ksiażce - a na ile mają sens,
      niech wypowiedzą się panowie

      nie piszesz, z czego może wynikać to jego poczucie, ze nie spełnia Twoich
      oczekiwań? zastanów się nad przyczynami jego rozterek, często kobiety mają jak
      najlepsze intencje, a męzczyźni rozumieją je zupełnie opacznie i konflikt
      gotowy; cała sztuka w tym, żeby zrozumieć różnice pomięczy płciami
      na Twoim miejscu nie dzwoniłabym jeszcze, moze ograniczyłabym się do maila, w
      którym opisałabym swoje uczucia (facetom trzeba kawę na ławę, bo czasami sa
      bardzo mało domyślni:)
      nie martw się, to mi jeszcze nie wygląda na koniec znajomości
      trzymam kciuki!:)
      • iberka Re: jest mi źle... 21.08.03, 10:58
        "mężczyzni sa z Marsa a kobiety z Wenus"John Gray
        • oliwkowa Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:03
          o, właśnie, to była ta książka:))
          ogólnie trochę masło maślane, ale gdyby tak wyciągnąć z niej esencję i zawrzeć
          w jednej trzeciej objętości tego "dzieła", to powstałby całkiem niezły
          poradnik:)
          • iberka Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:05
            masz racje,mnie ona bardzo do gustu przypadla,zreszta przeczytalam ja po tym
            jak moj ostatani zwiazek zakonczyl sie zdrada.Ciagle przymierzam sie do
            kolejnych czesci :-)
            iza
        • ulaula Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:04
          nie chcialabym aby to byl koniec znajomosci, bo na prawde mi zalezy na tym
          facecie.. a jestem starsznie narwana i bym chciala juz i natychmiast. Staram
          sie zrozumiec, ze potrzebuje czasu na przemyslenie wszystkiego.. powiedzil mi,
          ze nie wie co chce robic w zyciu, ze tak na prawde nic nie robi i czas mu przez
          palce przecieka.. powinnam byc twarda, tylko jak dlugo - dzien tydien miesiac?
          • iberka Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:06
            tez uslyszlam cos takiego.....a pozniej okazalo sie,ze w tym czasie poszukal
            sobie pocieszycielki i wpadl tylko,by mi o tym powiedziec:-((((((((((((((
          • oliwkowa Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:11
            a Ty mu przeszkadzasz w tym, zeby to 'coś' w życiu robić?
            chyba to nie Twoja wina, że czas przecieka mu przez palce
            jakiś kryzys tożsamości facet chyba przechodzi...
            na Twoim miejscu poczekałabym góra tydzień - dłużej bym pewnie nie wytrzymała
            • ulaula Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:17
              nie wiem czy mu przeszkadzam, moze.. nie okreslil tego
              wlasciwie nic nie powiedzial, tylko tyle ze bedzie dobrze i zniknal jak
              kamfora... tak sobie teraz mysle, jak wytrzymam weekend? chyba gdziej pojad i
              co wieczor sie bede upijac co by nie myslec tylko spaaac.. dluzej niz do
              poniedzialku nie wytrzymam, po prostu taka jestem..
            • egon.olsen Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:19
              oliwkowa ma rację... tydzień max. a zresztą... co to za przemyślenia... z
              pozycji faceta sądzę, że:

              a) przestraszył się odpowiedzialności
              b) znalazł inną

              I to są zasadnicze dwa motywy (moim zdaniem) dlaczego faceci tak robią
              • ulaula Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:30
                wydaje mi sie, ze raczej przestraszyl sie dpowiedzialnosci.. tylko co ja moge
                na to poradzic? nic... sam musi sie z tym uporac.. dlaczeo faceci tak stasznie
                sie boja zwiazkow? zaraz sobie wyobrazaja ze nic kobieta nie robi tylko ciagnie
                ich do oltarza.. powaroiwali?
                • egon.olsen Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:34
                  No wiesz... każdemu czasem żal wolności... ;)))))))))))))))))))))))

                  A tak poważnie - faceci tak mają i już. Po prstu w pewnym momencie jest to
                  defaultowy odruch organizmu :) ja Ci nie powiem dlaczego ja tak miałem, bo
                  działo się to trochę poza mną... Trzeba to przeżyć i już.

                  A jak to Twój facet przeżyje... kto to wie... to już chyba cecha osobnicza...
                  W każdym razie szczęścia życzę. Dobrze będzie.
                  • ulaula Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:38
                    dzieki za slowa otuchy, postaram sie przeczekac te kilka dni i zobaczymy co
                    bedzie dalej.. musze sie czyms zajac glownie zajac mysli zeby nie analizowac,
                    analizowac analizowac w kolko
                    jeszcze raz dziekuje
                    • egon.olsen Re: jest mi źle... 21.08.03, 11:39
                      Wybierz się do kina na 'ciało' - jutro premiera. polecam :)
          • justka7 Re: jest mi źle... 26.08.03, 16:35
            pośpiech jest złym doradcą i to nie jest wyświechtany frazes...
            nie myśl tylko o jego uczuciach
            skup się na swoich i bądź silna

            trzymaj sie ciepło
    • iberka Re: jest mi źle... 21.08.03, 12:16
      boja sie odpowiedzialnosci juz ja sie o tym przekonalam:jestem samotna mama a
      do tego kolejny zwiazek skonczyl sie po 18 mcach trwania,bo on nagle poczul,ze
      boi sie mojego synka i nie chce miec dzieeci:-(
      iza
    • koliberek1976 Re: jest mi źle... 21.08.03, 12:18
      cześć ulaula....
      to ja - ze mną wczoraj piłaś piwko i debatowałaś na powyższy temat...:-))))
      BŁAGAM USMIECHNIJ SIĘ!!!!
      Wiesz dobrze, że ja przeżywałam dokładnie to samo,
      co prawda mój Rycerz tak się przestraszył, ze zwiał kompletnie,
      ale
      Twój bohater jest przecież nieco inny.......
      ale napewno, co musisz zrobić to zająć się sobą....
      wyszukac w sobie jakąs przyjemność i pragnienie, które nie jest z nim
      związane...
      poolewaj go trochę !!!!!!!!!!!!!!!!!!
      niech poczuje, do cholery, ze może CIe stracić......!!!!!!!!!!!!!!!
      Pojedź gdzies na weekend, albo wpdanij do mnie na imprezkę w sobotę...
      będzie na pewno zabawnie...
      UŚMIECHNIJ SIĘ !!!!!
      Bo naślę na Ciebie Harrego, żeby oblizał Ci policzki :-)))))
      i

      • ulaula Re: jest mi źle... 21.08.03, 12:26
        Dziekuje Koliberku, staram sie zajac roznymi rzeczami. Jak wpade w wir np.
        pracy to jest dobrze, ale najgorsze jak juz zlapie taki stan smutku, napiecia
        to sam sie nakreca i wtedy jest zle... chyba jednak najlepiej bedzie jak
        wyjade, na wyjezdzie jest duzo absorbujacych rzeczy wiec moze jakos
        przetrzymam... zobaczymy jak wyjdzie.. mam tylko nadzieje, ze bedzie dobrze..
    • kalina28 Re: jest mi źle... 21.08.03, 12:25
      ulaula napisała:

      > wiem, ze powinnam byc
      > twarda, ale siedze w pracy i nie moge sie na niczym skupic, ile czasu mam
      > czekac, zeby sie odezwac? I czy w ogole sie odyzwac? Jak przetrzymac ten
      > czas? nic nie wiem, jestem starsznie zagubiona...


      Poczekaj, przyniesienie to większe efekty niż ci sie zdaje. Jeżeli będzie
      chciał odezwie sie. Daj mu czas do namysłu. Nie umiem ci powiedzieć ile to
      będzie trawło. Ja też czekam i też nie wiem ile jeszcze. Czekam co życie
      przyniesie.
      A narazie pisz na forum. Nie ma jak świadomośc, że ktoś czyta to co tutaj
      skrobiesz. Mi pisanie bardzo pomogło i dalej pomaga.

      Trzymaj się cieplutko. Życzę ci wszystkiego dobrego.
      • koliberek1976 Re: jest mi źle... 21.08.03, 12:35
        Dokładnie - powinnas czekać...
        Wiesz zresztą, że stan W ZWIĄZKACH tego typu jest typowy dla naszego
        wieku........
        To plaga....
        Ja przez to przeszłam, moja sąsiadka....i wiele innych ....
        I zawsze kończyło się to super...
        Ja co prawda rozstałam sie z myślacym, ale poznałam kogoś, kto kompetnie
        wymazała te złe emocje i jest cudownie..
        a moja sąsiadeczkatak wytresowała własnie czekaniem swojego myśliciela, ze
        teraz jest między nmimi cudownie....
        Rozmawiałam kiedys, jak miałam podobne problemu z naszym wspólnym kumplem Z.
        i powiedziala tak jak egon, że to jest nieuniknione...
        rodza się rpzeciwciała, to jest ocs w rodzaju niekotrolaowanego duszenia się...
        chec ucieczki...
        Ty na pewno nie jesteś niczemu winna
        a on musi sie zastanowić...
        czego chce....
        co czuje
        na co jest gotowy, na co nie
        poczekaj ULAULA !!!!!!
    • labeg Re: jest mi źle... 21.08.03, 12:44
      Ja tez podpisuje zbiorowa liste pod tytulem: POCZEKAJ.
      Wyobraz sobie odwrotna sytuacje.. ze to ty zaczynasz sie zastanawic, czy tobie
      jest dobrze w tym zwiazku, czy druga osoba jest z Toba na pewno szczesliwa. I
      wyobraz sobie ze polowka ciagle do ciebie dzwoni i pogania: no juz?
      zastanowilas sie juz???? Ja bym w takiej sytuacji wyszla z siebie, trzasnela
      drzwiami i nie wrocila.
      Z drugiej strony wiem jak to boli jak sie czuje ze kochany czlowiek sie oddala.
      Na pytania :co ci jest? odpowiada: nic mi nie jest. Zlosci sie o byle co. Po 3
      tygodniowej nieobecnosci wita bez entuzjazmu, zamiast wieczoru we dwoje chce
      isc do kolegi a potem do mamy na obiad. W moim przypadku bilans wyszedl temu
      panu na moja niekorzysc i bec. Ryczalam na potege ale uznalam ze nic na sile.
      Chocbys nie wiem jak sie starala nigdy nie dotrzesz do samego rdzenia duszy
      drugiego czlowieka, taka jest prawda.
      Trzymam kciuki za pomyslne zakonczenie, Ola
      • ulaula Re: jest mi źle... 21.08.03, 13:03
        wiec czekam...
        dzieki wszystkim za slowa otuchy
        • kalina28 Re: jest mi źle... 21.08.03, 13:48
          Wiecie co mnie najbardziej wkurza! To że jest lato a my musimy takie rozterki
          przeżywać. Grom z nimi wszystkim (z facetami) Pozbierajmy się babeczki do kupy
          i cieszmy sie ze swieci słońce, ze jest najpiekniejsza pora roku u nas.

          Ach zapału mi na troche starczyło. bo ile można czekać i myśleć; Czy on jeszcze
          o mnie myśli, czy wróci. Czasami mam ochotę wziąść telefon do ręki zadzwonić i
          wykrzyczeć mu cały żal ( i to wszystko co się z tym wiąże), ale z drugiej
          strony po co??? Co to da?
          Nie została mi nawet nadzieja. To wiem. Nie wiem czy chce mi się czekać.):
    • minnie Re: jest mi źle... 21.08.03, 14:27
      Ja tez przezywam cos podobnego...na poczatku super i to on wszystko
      sprowokowal, potem drastyczne slowo "koniec", za 5 dni prosba o druga szanse bo
      postapil pochopnie, potem nieodzywanie sie przez 2 tygodnie i strzepy smsow,
      potem spotkanie po wielkim zdziwieniu ze przeciez nie zna dziewczyny ktora by
      wytrwala w tak dlugim zawieszeniu...
      spotkanie cudowne, ale jakby nic sie nie stalo i obietnica spotkania tylko nie
      wiem kiedy...to nie wiem kiedy trwa juz ponad tydzien i od 2 dni nie daje znaku
      zycia smsem...a ja juz sama znow nie wiem czy jednak wszystko ok czy nie i czy
      jestem tylko w odwodzie jak bedzie chec znow mnie zobaczyc czy znow poszlam w
      odstawke...:(Wiem ze jest cholernie zajety, ale na glupiego slodkiego sms
      potrzeba paru sekund z zycia i odrobiny uczucia, prawda?
      Buuu:(((
    • pluzz Re: jest mi źle... 22.08.03, 10:01
      Nic mądrzejszego niż moi przedmówcy Ci nie powiem. "Poczekać" to słowo klucz w
      tym wszystkim.

      Ja tylko się podziele jedną rzeczą. Mnie zostawiła dziewczyna i będąc u kresu
      wytrzymałości psychicznej wylałem wszystko przed Nią, jak ją kocham, jak
      tęsknię, że myślę, że postąpiła pochopnie, bla bla bla. Otworzyłem się
      maksymalnie. Nie została ani jedna kropla w środku. Wszystko wylałem.
      I wiesz co?

      Teraz żałuję. Pokazałem Jej wtedy, że cokolwiek Ona nie postanowi i cokolwiek
      nie zrobi ja nadal długo będę czekał i prawdopodobnie nie będę na tyle silny,
      żeby Ją "przetrzymać" w razie gdyby chciała wrócić. Teraz naprawdę żałuję tego
      co zrobiłem. Dlatego moja rada: poczekaj. Jeśli facet zmądrzeje to sam zacznie
      walczyć o Ciebie.

      Życzę wytrwałości, a póki co udzielaj się na forum. To pomaga. Wiem coś o
      tym :)
      • koliberek1976 Re: jest mi źle... 22.08.03, 11:34
        Rany! jaka to plaga....
        jest sliczne lato...a własciwie niedługo zacznie się jego końcówka...
        Powinnismy sie cieszyć z życia...łykać wielkimi garściami radość młosości...
        i co...????
        Co prawda mi się poszczęściwło w to lato...
        ale wiosna...Juz wczoraj pisałam, ze mój były (5 lat razem w tym 1 rok
        wspólnego mieszkania) tez stiwerdził, ze potrzebuje czasu....
        Przez tydzień byłam twarda... Po tygodniu nie wytrzymałam i zadzwoniła...
        I on stweirdził, zę jednak mnie nie kocha, tak jak trzeba. Kocha mnie jak
        przejaciółkę :-))))))
        Natępnego dnia powiedział, ze kocha mnie i to bardzo, ale musimy sie rozstać,
        bo SIEBIE SAMEGO KOCHA BARDZIEJ.......
        NO COMENTS..........
        A teraz jestem zakochana w kims zupełnie innym. Pieć lat wyleciało gdzieś z
        serca jak za ddotknięceim czarodziejskiej różdżki....

        Ale dla tych, którzy zazroszcza mi stanu zakochania potwornego, podkreslę, że
        i ta sytuacja nie pozostaje bez wad....
        Mam niestety żonę. Coprawda rozwodzi sie ww wrześniu - czyli juz za chwile,
        ale fakt jest faktem....

        o rany!!!! ale sie wygadałam...

        pozdrawiam
        i
        • koliberek1976 Re: jest mi źle... 22.08.03, 11:35
          Znaczy: on ma żone....
          Napisałam "mam żone" :-)))
          Ulaula sie usmieje !!!!!!!!!1

          i
          • koliberek1976 Re: jest mi źle... 22.08.03, 11:40
            A jak sądzicie, czy to jest normalne...
            Co prawda uwilbiam tego faceta i ma w sobie te sechy, ktorych szukałam u wielu
            innych,
            ale....
            czy nie wydaje WAm sie nieco dziwne, że rozwodzi sie po roku małżeństwa???

            Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie zdecydowac sie na ślub i przestać walczyć
            po roku czasu...???

            Czy to nie może świadczyc o pewnej, nie koniecznie pozytywnej, cesze
            charakteru...???????

            i
            • ulaula Re: jest mi źle... 22.08.03, 11:50
              czesc dziewczyny!
              dzisiaj jest juz ze mna nieco lepiej. Po pierwsze dlatego ze ledwo na oczy
              patrze i nie do konca mam sile myslec, a po drugie pan P wczoraj przeslala mi
              SMSa na dobranoc na którego zreszta dzielnie nie odpisalam.. czytalam tez
              artykul na temat strachu przed odpowiedzialnoscia u mezczyzn w Twoim Stylu.
              Duzo prawdy jest w nim, na prawde, warto zajrzec
              Ciekawa jestm jak t bedzie w ten weekend, zobaczymy, mam nadzieje ze
              potrzymacie jeszcze troche za mnie kciuki..
              Buziaki
            • ulaula Re: jest mi źle... 22.08.03, 11:52
              Koliberku, a moze tak zawrocilas w glowie swojemu facetowi ze dlatego
              niewalczy, moze jakbys nie pojawila sie na jego drodze zycia, to tak by nie
              bylo? ktoz to wie...
            • ulaj1 Re: jest mi źle... 26.08.03, 11:49
              noooo, dziewczę nie pakuj się w faceta, który zmienia żonę po roku! Straszne.
              Jest ogromna szansa, że będziesz następną roczną.... no może trzyletnią, jeśli
              ślubu nie weźmiecie i będzie miał wrażenie że jest wolny. Ten typ tak ma. Znam
              osobiście. To się nazywa chyba niedojrzałość społeczna?
          • labeg Re: jest mi źle... 22.08.03, 12:23
            a ja mysle ze w tych slowach "mam zone" cos jest. poszukaj w archiwum forum,
            wydaje mi sie ze ten temat byl "przerabiany". Moim zdaniem nie tak latwo
            wykreslic zone (w koncu to byl malzonek!) z zyciorysu, jakakolwiek by ona nie
            byla. Ale faktem jest tez ze niektorym tak dokopie to niueudane malzenstwo ze
            kompeltnie traca kontakt i nie ma co sie przejmowac byla swojego faceta
            Pozdrawiam , Ola
            • koliberek1976 Re: jest mi źle... 22.08.03, 12:50
              No może i tak
              "mam żonę"...... i pewnei będę przeżywał rozwód razem z nimi...
              w sumie jest to oczywiste,
              ale boje sie tego momentu...
              zupełnie nie wiem, jak sie zachować...
              właściwie teraz udaję, zę temat nie istnieje..
              Jest tak cudownie i dostaję takie zapenienia, że nie jestem kompletnie
              zazrosna...
              Ale..temat sie pojawi i to za chwilkę...
              jest to dla mnie kompltnie nowa sytuacja...
              nie wiem, jak powinnam reagować...
              Chyba jedyny sposób, to byc przy nim, jka będe mu potrzebna i tyle...
              Nie ma sensu sie w to wciskać.....???????
              i
    • ulaula Re: jest mi źle... 22.08.03, 15:20
      zaczynam sie denerwowac, zbliza sie koniec pracy i koniec dstepu do internetu i
      wyplakania sie przed Wami - jak ja to wytrzymam?
      juz zaczyna mi serduszko drgac... wyjezdzm z przyjaciolmi na weekend na
      dzialke - chyba bede awalona od rana do nocy... dlaczego tak wszystko sie
      poplatalo? mam byc twarda, ale we mnie wszystko jest napiete, jeste
      niespokojna, taka niezdrowo pobudzona.. trzymajcie kciuki - bardzo sa
      potrzebne!! milego weekendu
      • ulaula Re: jest mi źle... 25.08.03, 09:16
        był weekend i jest po weekendzie... oczka mam dzisiaj spuchniete od placzu,
        ledwo przytomna jestem, nastroj w pracy jakis taki grobowy.. nadal nic nie wiem
        i nic nie rzumiem. Wczoraj dowiedzialam sie, ze jestem cudowna i bardo kochana,
        ale on nie wie czy chce byc ze mna.. bo powinnam byc z kims lepszym, kims kto
        mi da wszystko czego oczekuje, a on mi nie dawal... mamy dac na luz cokolwiek
        to znaczy... cos czuje ze czeka mnie kolejny trudny tydzien.. nadal nic a nic
        nie rozumiem z takiego zachowania, wydaje mi sie zupelnie irracjonalne.. nie
        wiem czy potrafie juz byc twarda, chyba nie..
        • kalina28 Re: jest mi źle... 25.08.03, 12:45
          Bądz twarda i trzymaj sie tego. Mnie facet rzucił 3 tygodnie temu. Na początku
          chciałam mu pokazać jak bardzo cierpię, chciałam aby zobaczył moje łzy. Ale
          później stwierdziłam ze nie, że nie może zobaczyć mnie rozdygotanej. Na
          wspólnej imprezie na której byliśmy usmiechałam się cały czas, byłam wesoła.
          Moja kumpela stwierdziła, że nie spodziewała się tego po mnie. Fakt zauważył,
          że więcej palę, że schudłam. Ale coś za coś, stres gdzieś musi wyjść. W ostatni
          weekend wyjechałam do znajomej, której on nie zna. Wiem ze się dopytywał kto to
          jest, że nic mu nie waidomo o takiej osobie. Wczoraj przysłał Sms-a mówiacym o
          spotkaniu. Fakt zaznaczył,że na zasadzie kumpelstwa. Mam zamiar pokazać mu jaka
          jestem silna, będe sie usmiechac. Nie wiem czy wrócimy do siebie. Może tak,
          może nie. W tej chwili nieokazywanie własnej słabości dodaje mi siły. Popłakać
          mogę w domu, ale nigdy przy nim.
          A ty sie zastanów czy chcesz być z facetem, który nie wie czego chce od życia.
          Który mówi, że kocha, ale nie wie jak to dalej będzie. Przecież mając ponad 20
          lat trzeba być na coś zdecydowanym.
          Także głowa do góry, przypudruj nos i usmiechaj sie. (wiem że to ciężkie)Życzę
          ci powodzenia i wytrwałosci. mam Nadzieję ze będzie dobrze. I pisz tutaj duzo.
          Mi ludzie z tego forum dużo pomogli. Wytrwałości.
          • ulaula Re: jest mi źle... 25.08.03, 15:19
            DzieKi Kalinko za odpowidz, jest mi starsznie ciezko wlasnie, czuje na sercu
            taka zaciskajaca sie obrecz. Mam nadzieje, ze z czasem bedzie coraz mniej
            uciskac.. ale nie jest to mile. Nie wiem tez czy potrafie byc taka twarda...
            tak naprawde mamy sporo ponad 20, bo 27 lat i tez mi sie wydaje, ze chyba
            powinno sie wiedziec mniejwiecej juz co sie w zyciu chce robic.. ale moze nie
            wszystcy tak maja. Mam takie poczucie - pewnie to glupie, ale ze ikogo juz nie
            poznam, ze zostane juz sama na zawsze, ze nukogo nie spotkam, ze bede sama jak
            palec na tym swiecie i z tym sobie nie moge poradzic najbardziej. Do twardzieli
            chyba sie nie zaliczam co ? ;)
    • andrzejsobczyk1 Re: jest mi źle... 25.08.03, 12:19
      Nie przejmuj się, będzie dobrze, zobaczysz jednak pod jednym
      warunkiem: MUSISZ BYĆ TWARDA TAKA JAK CI DORADZAJĄ INNI. Miałem
      podobną sytuacjęz kobietą była twarda jak skała, powiedziała
      nieubłaganie że to koniec i odeszła, nie pozwoliła sie dotknąc, to
      było straszne im więcej prosiłem tym było gorzej. Po dwóch tygodniach
      zacząłem mniej sentymentalnie podchodzić do niej, jak zwróciła się
      troszeczkę przychylnie do mnie ja byłem jeszcze twardszy jeszcze i
      jeszcze aż wróciła z przeprosinami. To trwało 3 tygodnie. Jesteśmy
      teraz 3 m-ce razem i wydaje mi się że dopiero teraz wszystko wraxca
      do normy ale wraca ale nie jestem dla niej całkiem dobry, tak trzeba
      wiem że trudno ale TRZEBA. Trzymaj się jestem z Tobą i trzymam
      kciuki. Powodzenia pozdrawiam, możesz napisać na gg: 2457551
      • ulaula Re: jest mi źle... 25.08.03, 15:21
        staram sie byc twarda, ale to baaaardzo trudne. Nie lubie byc zawieszona w
        powietrzu, nigdy wczesniej ni ebylam w takie sytuacji.. dzieki za slowa otuchy,
        bardzo mi sa potzrebne
        • kalina28 Re: jest mi źle... 25.08.03, 18:11
          :):):):):) to dla ciebie i trzymaj sie. Dla mnie moja sytuacja też nastąpiła
          pierwszy raz w życiu. Uczę sie tego wszystkiego.
        • agas71 Re: jest mi źle... 26.08.03, 11:27
          Ula, to nie jest tylko kwestia "przekory", Rady typu "bądź twarda" nie rozwiążą
          problemu, jest on głębszy, wiem to na bazie swojego 10-letniego doświadczenia.
          Po pierwsze: znam ten stan, kiedy faceta denerwuje sposób w jaki jesz kanapkę,
          jeśli zapomnisz włączyć wentylatora w kuchni to robi Ci awanturę nieziemską,
          potkniesz się na chodniku bedziesz "niezdarną gapą" i bedzie Ci wytykał tysiące
          innych spraw. Myślisz, rany, ale on nerwowy, no tak ma niepewna sytuację w
          pracy... Potem myślisz: no dobra, ale właściwie czy tak traktuje się kochaną
          osobę? Potem przychodzą inne wątpliwości... i w szczerej rozmowie (o ile do
          tego dojdzie, bo może np. powiedzieć: znowu zaczynasz gadać o tym samym, same
          bzdury, nie mam ochoty na twoje gadanie itd.) w przypływie pokory pokiwa głową,
          sytuacja poprawi się na trzy dni wraca do punktu wyjścia. Albo znajdzie
          usprawiedliwienie typu : nie wiem czego chcę... daj mi czas... udusze się,
          potrzebuję trochę swobody... itp. Wiesz jaki jest koniec? Przeważnie
          dowiadujesz się jako ostatnia, że on ma romansik na boku. Albo przygodny seksik
          z osiemnastką. Nie, nie ma zamiaru odchodzić, tak jest przecież wygodnie...
          sorki, może ta sytuacja niedokładnie odpowiada Twojej, ale bądź pewna, jeśli z
          nim zostaniesz, za parę lat bedzie dokładnie tak. Żaden facet nie ma prawa
          traktowac Ciebie źle. Nie cierp, przemyśl, i najlepiej odejdź, pókiś młoda i
          piękna i nie macie dzieci. Teraz będzie mniej bolało. na pewno znajdziesz
          bardziej wartościowego, kochającego faceta.
          • nick21 Re: jest mi źle... 26.08.03, 12:02
            agas71 napisała:

            > Ula, to nie jest tylko kwestia "przekory", Rady typu "bądź twarda" nie
            rozwiążą problemu, jest on głębszy..

            Zgadzam sie z tym, jak najbardziej!!!

            To sie powtorzy - niekoniecznie zaraz, i nie koniecznie wtedy, kiedy znajdzie
            sobie kogos innego.
            Zastanow sie dobrze - facet mowi, ze Cie kocha, bardzo, ale chyba nie
            wystarczajaco zeby z Toba rozwiazywac w koncu Wasze wspolne problemy... zeby
            nie pozwolic Ci cierpiec...
            Kazdy - i faceci i kobiety przechodza chwile niepewności - kazdy ma do tego
            prawo, ale nie kosztem innych. A teksty w stylu nie wiem co chce robic w zyciu
            i nie moge Cie zadowolic sa tylko wymowka i znacza mniej wiecej tyle, ze czas
            zastanowic sie, czy facet jest z Toba szczery, kiedy mowi o swoich uczuciach...

            Mozesz byc twarda... ale raczej pomysl o sobie i o tym, ze taka sytuacja moze
            sie powtorzyc i czy jestes gotowa temu sprostac...
            Wiem, ze wszystko co napisalam jest pesymistyczne... Ale czekanie nie pomoze -
            trzeba brać "byka za rogi". Jesli on nie moze podjac decyzji, to mu pomoz i Ty
            ja podejmij. Jednym slowem rozstań sie z nim!
            A z doswiadczenia wiem, ze rozstanie moze miec fantastyczny efekt
            terapeutyczny - dla Ciebie, jego i... Waszego zwiazku. To byl optymistyczny
            akcent :))) (jesli ktos sie nie domyslil).

            W kazdym razie, trzymam kciuki mocno za Ciebie :))) i za tego Twojego faceta
            tez....zeby wreszcze sie przestal zachowywac jak egoistyczny dzieciak!!


          • justka7 Re: jest mi źle... 26.08.03, 17:03
            agas71 napisała:

            > Ula, to nie jest tylko kwestia "przekory", Rady typu "bądź twarda" nie
            rozwiążą
            >
            > problemu, jest on głębszy, wiem to na bazie swojego 10-letniego
            doświadczenia.
            > Po pierwsze: znam ten stan, kiedy faceta denerwuje sposób w jaki jesz
            kanapkę,
            > jeśli zapomnisz włączyć wentylatora w kuchni to robi Ci awanturę nieziemską,
            > potkniesz się na chodniku bedziesz "niezdarną gapą" i bedzie Ci wytykał
            tysiące
            >
            > innych spraw. Myślisz, rany, ale on nerwowy, no tak ma niepewna sytuację w
            > pracy... Potem myślisz: no dobra, ale właściwie czy tak traktuje się kochaną
            > osobę? Potem przychodzą inne wątpliwości... i w szczerej rozmowie (o ile do
            > tego dojdzie, bo może np. powiedzieć: znowu zaczynasz gadać o tym samym, same
            > bzdury, nie mam ochoty na twoje gadanie itd.) w przypływie pokory pokiwa
            głową,
            >
            > sytuacja poprawi się na trzy dni wraca do punktu wyjścia. Albo znajdzie
            > usprawiedliwienie typu : nie wiem czego chcę... daj mi czas... udusze się,
            > potrzebuję trochę swobody... itp. Wiesz jaki jest koniec? Przeważnie
            > dowiadujesz się jako ostatnia, że on ma romansik na boku. Albo przygodny
            seksik
            >
            > z osiemnastką. Nie, nie ma zamiaru odchodzić, tak jest przecież wygodnie...
            > sorki, może ta sytuacja niedokładnie odpowiada Twojej, ale bądź pewna, jeśli
            z
            > nim zostaniesz, za parę lat bedzie dokładnie tak. Żaden facet nie ma prawa
            > traktowac Ciebie źle. Nie cierp, przemyśl, i najlepiej odejdź, pókiś młoda i
            > piękna i nie macie dzieci. Teraz będzie mniej bolało. na pewno znajdziesz
            > bardziej wartościowego, kochającego faceta.

            zgadzam się
            jesl to ten własciwy facet, to takie posunięcie powinno dac mu dużo do myślenia
            i jeśli jes inteligentny i Cie kocha, to zrozumie pewne sprawy i wróci
    • zago601 Re: jest mi źle... 26.08.03, 11:40
      Po przeczytaniu Twojego listu zastanawiam się co Ty jeszcze robisz z tym
      kolesiem. Wiadomo przecież, że każdy związek to jednak kompromisy i trzeba się
      do siebie dostosowywać. Sądzę jednak,że to co robi Twój facet, czyli zbytnie
      analizowanie waszego związku też na dobre mu nie wyjdzie. Mam na myśli Wasz
      związek. Zyczę odwagi w podejmowaniu decyzji.
      • koliberek1976 Re: jest mi źle... 26.08.03, 12:09
        Heja!!!
        Znam Ulaula....

        Ona tak cierpi. Mam ochote temu księciu łeb ukręcić...
        Ula !!!!!

        Trzymaj się...
        i weź do serca, co oni Ci radzą....
        i

    • justka7 Re: jest mi źle... 26.08.03, 16:31
      hejo
      jak czytam, to co piszesz, to jakbym jeszcze raz przeżywała swój prywatny
      koszmar sprzed 1,5 roku
      rozstaliśmy się, bo nie mogłam tego znieść
      ale jestesmy razem.. wystarczyło 3 miesiące (aż), żeby się odnalazł i doszedł
      do wniosku, że chce być ze mną.. w tym czase poznałam kogoś, kto był Jego mała
      namiastką
      jestesmy znowu razem :):)
      jest mi dobrze
      powodzenia-bądź silna i pamiętaj, że Ty jesteś najważniejsza-Ty i Twoje uczucia-
      przynajmniej teraz
      bo zwariujesz
      • ulaula Re: jest mi źle... 28.08.03, 09:46
        Hej wszystkich, pisze co sie dzieje u mnie... wczoraj odbylismy bardzo powazna
        rozmowe z ktorej po raz kolejny wyniklo, ze musimy sie rozstac, choc on nie
        chce do konca, tak definitywnie.. powiedzial mi, ze nie wie czy chce byc w
        zwiazku w ogole jako takim, jesli juz to ze mna i musi to wszystko sobie ulozyc
        w glowie. Nie udalo mi sie go zmusiac do powiedenia koniec definitywnie, po
        porstu sie poplakal, a ja nie zamierzam mu ulatwiac.. powiedzial, ze chcialby
        tylko rozluznic nasze stosunki, ale juz na czym to ochlodzenie mialoby polegac
        to nie wiem i nie potrafil tego okreslic. Na wlasna wygode psychiczna zakladam,
        ze to koniec. Za 3 tygodnie dokladnie wyjezdzam z kolezanka na wakacje do
        Hiszpani - akurat w dniu jego urodzin... a po powrocie wszystko moze juz
        wygladac zupelnie inaczej prawda?
        nie mowie, ze jest mi lekko, wrecz przeciwnie, siedze w pracy i pochlipuje (az
        mi wstyd), dzisiaj w nocy obudzilam sie o 5 i plakalam... ale podobno czas
        leczy rany mam nadzieje, ze sie uda. No co ja mowie - musi sie udac. Tryzmajcie
        kciuki za mnie Buziaki
        • m.egi Re: jest mi źle... 28.08.03, 10:10
          ulaula napisała:

          > .. powiedzial, ze chcialby
          > tylko rozluznic nasze stosunki

          Wiesz co - przeszłam już przez to co Ciebie akurat teraz spotkało. Szczerze
          współczuję - też nienawidzę czekania, ale musiałam się tego nauczyć i życzę
          Tobie tego samego - wytrwałości! Mogę Ci tylko zasugerować co może mieć na
          myśli facet mówiąc, że chce "rozluźnić stosunki": w moim przypadku było to ...
          więcej czasu poświęcać sobie... Dużo czasu spędza się razem, później razem
          zamieszka, wkrada się nuda i monotonia - i wtedy "on" zaczyna się "dusić". Już
          po pierwszej kłótni zrozumiałam, że chodzi o to żeby mieć trochę więcej
          własnego życia. Nie dopuścić, żeby tak wiele codzienności kręciło się wokół
          niego. Myślę, że najlepiej stworzyć swój "własny światek" i kręcić się wokół
          niego. Nie musi być tak żeby mieć tylko wspólne zainteresowania, wspólnych
          znajomych. Oczywiście takie rzeczy łączą dwoje ludzi ale przychodzi moment
          kiedy zaczynają przeszkadzać. Mając trochę więcej własnego życia jesteś
          bardziej tajemnicza i pociągająca.
          Zbliżają się twoje wakacje - i niech to właśnie będą tylko "Twoje", to dobry
          moment żeby zacząć tworzyć ten swój "własny światek". Może trochę się plączę
          (ciężki dzień) ale mam nadzieję że główna myśl jest dla ciebie czytelna.
          Życzę powodzenia i kreatywności
          Pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka