diabollo
15.06.08, 00:03
... felieton pana Urbana. Oczywiście wszyscy zapomnieliśmy już o niejakim
Josefie F., cóż publikacje internetowe zawsze są opóźnone, a i sam
"przespałem" ten tekst.
Niemniej życzę dobrej lektury.
Kłaniam się nisko.
*****************************
Brud białej sukienki
Cóż to za wielka szkoda, że pan Josef Fritzl, będąc tymczasowo aresztowanym,
nie mógł w maju odwiedzić Polski. Doznałby ojcowskiej podniety. Ulice bieliły
się od seksolatek w ósmym roku życia chodzących w strojach ślubnych. Można
było dostać białaczki rozglądając się na ulicy. Kroczyły majestatycznie
spowolnione niczem panie Alzheimer z domu Pamiętnej Starości. Długie suknie w
ulubionym kolorze papieża, a także bałwana majtały im się między pęcinami. Do
tego biżuteria w postaci srebrnego „pierścienia cnoty”, z nieznanych przyczyn
wkładana panienkom na palec, nie zaś tam, którędy wkrada się zagrożenie dla
dziewictwa. Główki wypchane katechizmem oraz ondulowane nosiły dumnie
ściśnięte wiankami z plastikowych kwiatów. Przebranie owo symbolizuje czystość
sprzeczną z codziennością szkoły śmierdzącej niemytymi nogami. Wytycza też
8-letnim panienkom ich życiowe powołanie. Poprzez katechezę, rozrost cycków i
maturę mają te ideałki zmierzać wprost przed ołtarz, aby po sakramencie
małżeństwa sycić się tosterem od cioci, garnkiem parowym do jarzyn oraz
pralko-suszarką od teściów, która się narobi po poczęciach i nie opuści aż do
naturalnej śmierci.
Josef Fritzl, jako najsłynniejszy Austriak po Hitlerze, po cesarzu Franciszku
Józefie i po doktorze Freudzie, a idący pod względem sławy łeb w łeb z
Mozartem, jest człowiekiem najwyższej zasługi. Papa-kochanek Josef Fritzl
doprowadził do skrajności ideał rodziny patriarchalnej, konserwatywnej,
monogamicznej z wyglądu, czyli moralnej, autonomicznej, stale trzymającej się
razem i wychowawczo autorytarnej. W dzisiejszym świecie, który mieszka na
ekranie, na rozgłos liczyć może zaś tylko to, co radykalne, ale w swej
odmienności niewyłamujące się z tradycji, z konserwatywnego modelu. Taką
właśnie była rodzina Fritzlów – stanowiła skrajność konserwatyzmu. Czym
Czerwoni Khmerzy dla socjalizmu, tym Fritzlowie dla drobnomieszczaństwa.
Josef F. jako nowator w modelowaniu życia rodzinnego jest tym, czym Freud
młodszy w sztuce: konserwatystą, który przesadza. Ten najdroższy z malarzy
hołduje staromodnemu, bo figuratywnemu przedstawieniu człowieczeństwa, ale
ludzkie piękno nieco przerysowuje. Tłustej swej modelce domalował np. 20 kg
ponad rzeczywistość, by potem wziąć po 1,5 mln euro za każdy ponadnaturalny
kilogram jej nadwagi. I to w czasach gdy rolnik za żywiec bierze w UE milion
razy niższą cenę. Podobnie i Josef Fritzl odrobinę przeszarżował w swej roli
patriarchy wzorowej rodziny mieszczańskiej, przez co zrobił światowy PR jej
tradycyjnemu modelowi. Model ów obejmuje posłuszne dzieci trzymające się domu,
regularne posiłki i idealną żoną. Pani Fritzl po zdjęciu długiej białej sukni
wzorowo udawała przez dziesiątki lat, że nie widzi, nie słyszy, nie rozumie,
nigdy więc nie odzywa się niepotrzebnie. A i teraz twierdzi, że myślała, iż
jej mąż chadza do piwnicy z kartonami coca-coli, żeby truć szczury. Płodzenie
dziecio-wnuków przekraczało jej wyobraźnię seksualną o zakresie podobnym do
wiedzy o rozmnażaniu się, jaką ma pestka drzewa owocowego.
Członkowie paramilitarnego harcerstwa noszą mundury po to, aby gdy dorosną
czuć się swojsko w stroju mięsa armatniego. 8-letnie zjadaczki pierwszych
komunikantów przebierane są w szaty ślubne, żeby oswoiły się ze swym
nadrzędnym przeznaczeniem do monogamicznego rozpłodu pod kościelnym nadzorem.
Dziwaczna, podobna do sukni papieża szata panny młodej, włożona przez dorosłą
oblubienicę wyraża dwa rytualne kłamstwa: że dziewczyna staje do ślubu
dziewicą i że drogocenną błonę straci akurat w trakcie długiej, męczącej,
pijackiej nocy poślubnej. Komunijna imitacja ślubnego stroju wdraża już
kilkuletnie samiczki do przyszłego małżeńskiego zakłamania. Małe dziewczynki
kroczące po ulicach w miniaturach ślubnych sukni stanowią więc korpus
przysposobienia do obłudy i podrzędności.
Kiedy Josef Fritzl się wyspowiada, a uczyni to na pewno, wyjaśni
spowiednikowi, że majowy strój małych katoliczek manifestujący niewinność jest
seksualną podnietą dla starszych panów. Że istotę moralności stanowi
zachowywanie pozorów. Że prawdziwy mężczyzna dlatego zakłada rodzinny obóz
koncentracyjny, iż minął się ze swoim czasem, kiedy w ich zakładaniu wyręczało
go państwo. I że być może nie pociągałaby go rola domowego władcy, boga dla
swojej rodziny, gdyby zrobił inną karierę, np. dowodził dywizją albo będąc
żołnierzem mógł rozwalać afgańskich chłopów lub też kierować gangiem, mafią,
korporacją, telewizją czy też w liturgicznym stroju biskupa dominować nad
tłumami. Tylko ten prawdziwy mężczyzna, który miał w życiu pecha, zmuszony
jest rżnąć własną córkę, przerabiać żonę w połamany sprzęt domowy, słowem –
spełniać się jako ojciec rodziny.
Sądzę, że każdy spowiednik będący wikarym-fajtłapą w wytartej sutannie
wysłucha Josefa Fritzla ze zrozumieniem i podziwem. Któremuż z nich nie marzy
się bowiem choćby niewielki loch pełen małych ministrantów wykopany przy
drodze do świętości?
Autor : Urban
www.nie.com.pl/art10685.htm