Dodaj do ulubionych

Gdybyśmy mieli euro...

17.02.09, 10:23
Choć obecne kierownictwo NBP jest sceptyczne wobec euro, a poprzedni szef
zespołu, który przez dwa lata pracował nad raportem, zarzucił swoim
przełożonym ingerowanie w jego treść, pobieżna lektura pokazuje przewagę
korzyści nad zagrożeniami i kosztami. Po wprowadzeniu euro wyraźnie spadną
stopy procentowe, a tym samym koszty obsługi długu publicznego i długów, które
spłacają gospodarstwa domowe. Wzrośnie eksport, inwestycje krajowe i
inwestycje napływające z zagranicy, a w efekcie cała gospodarka. Koszty też
będą, ale mniejsze niż korzyści.

Raport jest poważną analizą naukową. Nie ma w niej miejsca na pytanie: "co by
było gdyby?". Ale publicysta pytanie to może zadać. Co by było, gdyby rządy
Marcinkiewicza i Kaczyńskiego uznały wprowadzenie euro za priorytet?
Najpóźniej w połowie roku 2006 mogliśmy wejść do "przedsionka" unii walutowej
i bez większych problemów trwać w nim dwa lata wymagane przez Unię Europejską
i Europejski Bank Centralny. Spełnialiśmy wszystkie kryteria narzucane krajom
aspirującym do euro, z wyjątkiem nadmiernego deficytu budżetowego. Ale można
było go obniżyć bez większych kosztów dla państwa i społeczeństwa. W połowie
roku 2008, a najpóźniej 1 stycznia 2009 mielibyśmy walutę europejską i
czulibyśmy się dziś znacznie bezpieczniej. Nie byłoby miliardowych strat
poniesionych przez firmy na opcjach walutowych i nieprzespanych nocy osób,
które zaciągnęły kredyty w walutach obcych. Nie byłoby codziennej huśtawki
złotego, która zniechęca inwestorów do lokowania pieniędzy w Polsce, panicznej
ucieczki z warszawskiej giełdy, drożejących paliw. Straty gospodarki
spowodowane zaniechaniem przez poprzednie rządy procesu wprowadzania euro
można szacować na setki miliardów złotych! Warto pamiętać, komu te straty
zawdzięczamy.

forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=25822
Łagodnie napisał. Teraz wychodzi debilizm Skrzypka, Kaczyńskich i im podobnych.
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: Gdybyśmy mieli euro... 17.02.09, 10:57
      to jest tylko gdybanie.... dla przeogromnej WIĘKSZOŚCI obywateli - wejście do
      strefy EURO jedynie pogorszy warunki bytowe z powodu zwyżki cen. Stąd
      socjalistyczno- populistyczny rząd PiS nie odważył się na ten ruch...

      A decyzję o przedsionku powinien podjąć .... jeszcze Miller...

      teraz za późno na rozdzieranie szat i szukanie kozła ofiarnego.... bo kozłów ci
      mamy pod dostatkiem....

      Teraz trzeba zwierać szeregi i wyłazić z opresji...

      Główną przyczyną obecnego kryzysu jest.... ludzka chciwość.

      Każdy chciał się szybko wzbogacić.... nieważne, że nieuczciwie... zakładali się
      z bankami, dmuchali różne bańki spekulacyjne... oddali się czystemu
      hazardowi.... a jak to w hazardzie... grający zawsze przegrywa.
      A ponieważ gospodarka to naczynia połączone - my płacimy frycowe...

      Grzesiu, co zalinkowałeś?

      • kochanica-francuza straciłybyśmy mnóstwo pieniędzy 17.02.09, 13:11
        nie wszyscy Grzesiu biorą kredyty, niektórzy mają oszczędności... dlaczego mam
        się przejmować kredytobiorcami? czy oni przejmują się mną?
        • grzespelc Re: straciłybyśmy mnóstwo pieniędzy 17.02.09, 13:24
          A ja właśnie nie mam kredytu, a oszczędności i to w euro i każdy ruch w górę
          powoduje, że zarabiam (od grudnia już 30%), ale inni tracą, i to sporo. Fakt,
          też uważam, że to głupota brać kredyt we frankach przy kursie 2,0, ale gdybyśmy
          mieli euro zamieszanie byłoby teraz o wiele mniejsze. Mnie ten kryzys nie
          dotyczy, ja na nim zyskuję, ale wielu innych ma problemy.
      • grzespelc Re: Gdybyśmy mieli euro... 17.02.09, 13:30
        dla przeogromnej WIĘKSZOŚCI obywateli - wejście do
        > strefy EURO jedynie pogorszy warunki bytowe z powodu zwyżki cen.

        Nieprawda. Impuls inflacyjny był znikomy. Wprowadzenie euro to tylko dobry
        pretekst do podwyżek, które i tak mają nastąpić.

        > A decyzję o przedsionku powinien podjąć .... jeszcze Miller...

        Miller? Przecież on w maju 2004 przestał być premierem. Zresztą - w pośredni
        sposób ją podjął - nie negocjując żadnych wyłączeń.

        > Główną przyczyną obecnego kryzysu jest.... ludzka chciwość.
        >
        > Każdy chciał się szybko wzbogacić.... nieważne, że nieuczciwie... zakładali się
        > z bankami, dmuchali różne bańki spekulacyjne... oddali się czystemu
        > hazardowi.... a jak to w hazardzie... grający zawsze przegrywa.
        > A ponieważ gospodarka to naczynia połączone - my płacimy frycowe...

        Ale gdybyśmy mieli euro, to frycowe byłoby mniejsze.

        > Grzesiu, co zalinkowałeś?

        Cały artykuł.
        • a000000 Re: Gdybyśmy mieli euro... 17.02.09, 14:10
          masz rację... Belka powinien podjąć decyzję....

          ale w sprawie linku to w kulki ze mną lecisz... Gdzie Ty widzisz artykuł?

          u mnie się otwiera okienko do pisania postów forumowych...

          • grzespelc Re: Gdybyśmy mieli euro... 18.02.09, 11:39
            > ale w sprawie linku to w kulki ze mną lecisz... Gdzie Ty widzisz
            artykuł?
            >
            > u mnie się otwiera okienko do pisania postów forumowych...


            Faktycznie, przepraszam. Oto prawidłowy link:
            wyborcza.pl/1,75968,6284681,Euro_korzystne__za_to_zloty_w_opalach.html
    • kochanica-francuza gdyby dupki p...one nie zrobiły kryzysu 17.02.09, 13:12
      mam na myśli bankowców amerykańskich, to dolar stałby po 2 zł, i płaszcz
      zamówiłabym za 436 zł, nie 736...
      • grzespelc Re: gdyby dupki p...one nie zrobiły kryzysu 17.02.09, 13:25
        Mylisz się. Kurs 2 zł za dolara to był wynik tych samych działań, które
        prowadziły do kryzysu.
        • kochanica-francuza Re: gdyby dupki p...one nie zrobiły kryzysu 17.02.09, 13:35
          grzespelc napisał:

          > Mylisz się. Kurs 2 zł za dolara to był wynik tych samych działań, które
          > prowadziły do kryzysu.

          Serio? Matka mówi, że możesz mieć rację. A liczyć umie.

          Jaki zatem był najniższy pozakryzysowy kurs dolara?


          • grzespelc Re: gdyby dupki p...one nie zrobiły kryzysu 18.02.09, 11:46
            A tego to nie wiem. Przy założeniu, że dolar to mniej więcej 0,90
            euro plus minus 20 groszy realny kurs mieściłby się w widełkach
            mniej więcej od 3,30 do powiedzmy 4,50. I chyba bardziej w dół tego
            przedziału by się kierował.
            • kochanica-francuza Re: gdyby dupki p...one nie zrobiły kryzysu 18.02.09, 14:39
              grzespelc napisał:

              > A tego to nie wiem. Przy założeniu, że dolar to mniej więcej 0,90
              > euro plus minus 20 groszy realny kurs mieściłby się w widełkach
              > mniej więcej od 3,30 do powiedzmy 4,50. I chyba bardziej w dół tego
              > przedziału by się kierował.

              Aha. Płaszcz z wysyłką kosztował razem 218 dolców. Najgorsze jest to, że mogą go
              jeszcze rąbnąć rodacy, mam na myśli pocztę polską, celowo pisaną małą literą, bo
              kradnie.
    • grzespelc Nowy podział Europy 18.02.09, 11:41
      W Europie Środkowej powstaje nowa linia podziału, która tym razem
      nie ma charakteru ideologicznego, tylko gospodarczy: dzieli państwa
      na te, które mają już euro i które jeszcze nie - pisze w środę "New
      York Times".

      fot. Gazeta Bankowa
      Kiedy euro w Polsce?
      ZOBACZ TAKŻE
      Skrzypek: Polska nie jest gotowa do przyjęcia euro (18-02-09, 09:08)
      Będzie więcej upadłości (18-02-09, 08:11)
      Polska podtrzymuje wolę wejścia do strefy euro w styczniu 2012 (17-
      02-09, 18:22)
      Lewiatan: Potrzebny bardziej szczegółowy i rzetelny raport o euro
      (17-02-09, 15:43)
      Lewiatan: raport NBP nie daje odpowiedzi czy Polska ma przyjąć euro
      (17-02-09, 14:23)
      Euro mocno słabnie z powodu obaw o pogorszenie kryzysu w Europie (17-
      02-09, 09:13)
      NBP: Euro tak, ale... (16-02-09, 20:58)
      NBP: w długiej perspektywie wprowadzenie euro korzystne (16-02-09,
      18:23)
      SERWISY
      Euro w Polsce
      Gospodarcze reperkusje tego nowego podziału "już są bolesne, a
      potencjalnie mogą być katastrofalne" - pisze nowojorski dziennik.

      "NYT" podkreśla, że tylko dwa z nowych państw członkowskich Unii
      Europejskiej przyjęły unijną walutę: Słowacja i Słowenia. "Pozostałe
      osiem państw rozpaczliwie potrzebuje pomocy, gdyż ich firmy i
      gospodarki są miotane wahaniami i spadkami kursów własnej waluty" -
      czytamy.

      Cały artykuł:
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6289836,_NYT___euro_tworzy_nowa_linie_podzialu_w_Europie_Srodkowej.html
    • gumpel .... to polskie produkty byłyby tera dwa razy ... 18.02.09, 13:47
      droższe, mniej więcej. No i przy słabnącym w czasie kryzysu popycie wewnętrznym
      zakłady by stanęły (bo polski rząd nie ma biliona dolarów by go wpompować do
      gospodarki).

      A tak, mamy dwa razy więcej szmalu z funduszy unijnych, które możemy wpompować
      do gospodarki i tanie towary, które możemy sprzedawać bez cła w Unii (by
      zrozumieć o co chodzi wystarczy porównać sobie sytuację producenta tych samych
      towarów w Polsce i na Słowacji, którzy konkurują na rynku unijnym, temu drugiemu
      nagle wszystko potaniało o 50 %, co ma teraz zrobić ten drugi ?)

      Jak widać nie na złotówkę należy w kontekście kryzysu narzekać bo jej słabość to
      akurat wielki atut. Problemem jest zadłużenie w obcych walutach zaciągnięte w
      czasach prosperity. Czytaj: zła polityka mikroekonomiczna przedsiębiorstw, a nie
      zła polityka makroekonomiczna państwa. Zatem, pretensje nie do Kaczorów tylko
      menadżerów, którzy łatwo chcieli zarobić na operacjach finansowych nie znając
      się na zasadach funkcjonowania rynku kapitałowego.

      G.
      • a000000 Re: .... to polskie produkty byłyby tera dwa razy 18.02.09, 14:09
        Zatem, pretensje nie do Kaczorów tylko
        > menadżerów, którzy łatwo chcieli zarobić na operacjach finansowych nie znając
        > się na zasadach funkcjonowania rynku kapitałowego.



        czyli przyczyną tego całego bałaganu jest niepohamowana ludzka chciwość..

        Mnie się w głowie się nie mieści, aby przedsiębiorcy grali hazardowo....
        normalne głupki... przecież hazard zawsze zniszczy... czy przy zielonym stoliku
        czy w białych kołnierzykach...



        • gumpel Re: .... to polskie produkty byłyby tera dwa razy 18.02.09, 14:24
          a000000 napisała:
          > czyli przyczyną tego całego bałaganu jest niepohamowana ludzka chciwość..


          Ja bym raczej powiedział, że to naiwność i głupota. Chciwość dla gospodarki jest
          dobra: napędza koniunkturę ;-)

          G.
          • kochanica-francuza Ja myślę, że oni się znali 18.02.09, 14:40
            tylko chciwość ich zgubiła.
            • gumpel Re: Ja myślę, że oni się znali 18.02.09, 17:52
              No cóż, by ocenić trzeba by mieć dostęp do umów bankowych. Co do zasady, opcje
              walutowe miały służyć jako zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym - przypomnę,
              że wartość złotówki była wysoka i stale rosła, nic zatem dziwnego, że
              eksporterzy chronili zyski. Problemem był wykorzystywany instrument inwestycyjny
              (opcje). Najwyraźniej decydenci podpisując umowy zapomnieli o podstawowej
              zasadzie inwestowania: zysk i ryzyko są wzajemnie proporcjonalne w stosunku do
              siebie ...

              G.
              P.S.
              Najmądrzejszy moim zdaniem ze wszystkich i tak niezwykle mądrych dowcipóż
              żydowskich:

              Żyd A do Żyda B: Jest interes do zrobienia.
              Żyd B do Żyda A: Ile można stracić ?


              • diabollo Re: Ja myślę, że oni się znali 18.02.09, 18:35
                Chociaż generalnie uważam, że dla Polski lepiej być w EURO niż nie być, szczerze
                mówiąc nie rozumiem o co chodzi w tych żalach ze słabą złotówką?
                Przecież to jest - jak słusznie zauważył czcigodny Gumpel - w tej chwili jedyny
                atut polskiej gospodarki, czyli dewaluacja złotego, bo Polska to nie USA czy
                Niemcy, aby mogła sobie pozwolić na zadłużenie się na milliardy euro "pakietów
                stymalacyjnych".

                No i jeszcze też mi wytłumaczcie jaki jest problem z tymi opcjami i jak można
                przez nie firmie zbankrutować, nawet jeżeli była taka głupia, że w jakieś opcje
                walutowe weszła?

                Na przykład firma eksportująca, która zawarła opcje na 3.5 zł za 1 euro przecież
                dalej dostaje te swoje 3.5zł za 1 euro, co jej przecież jeszcze pół roku temu
                pasowało? Zatem pełna stabilizacja, firma może dalej działać zgodnie z planami,
                etc. Gdzie tu bankructwo zaglądające w oczy?
                Utrata potencjalnych, a nieoczekiwanych zysków spowodowanych spadkiem wartości
                złotówki, no ale jeszcze raz: jak można z tego powodu zbankrutować?

                Nie mówiąc już (co raczej jest chyba niemożliwe), że firma importująca z opcją
                na 3.5zł za 1 euro, czyli kupująca euro za takie pieniądze teraz powinna skakać
                pod sufit z radości.

                Właśnie jak wyglądają te całe umowy bankowe na te słynne opcje?

                Kłaniam się nisko.
                • diabollo Re: Ja myślę, że oni się znali 18.02.09, 19:15
                  Oczywiście rozumiem, że eksporterzy, którym "siadła" sprzedaż na eksport, no i
                  zmniejszoną ilość euro muszą w dodatku sprzedawać po 3.5 zł, więc ten kurs nie
                  kompensuje im spadków zysków spowodowanych spadkiem sprzedaży, ale znowu po
                  pierwsze to argument za tym, aby mieć w trudnych czasach złotówkę, a po drugie
                  problemem jest spadek sprzedaży, a nie kurs złotego.

                  Kłaniam się nisko.
                • grzespelc Re: Ja myślę, że oni się znali 18.02.09, 21:31
                  > Przecież to jest - jak słusznie zauważył czcigodny Gumpel - w tej chwili jedyny
                  > atut polskiej gospodarki, czyli dewaluacja złotego,

                  Eeee, tam, złoty leci w dół i eksport też.

                  > Właśnie jak wyglądają te całe umowy bankowe na te słynne opcje?

                  Podobno firma musi kupiś ileś tam euro po określonej cenie. Ale ostatnio
                  słyszałem o innych umowach. Polegają one na tym, że banki płacą zobowiązania za
                  firmę, a ona musi potem płacic tyle samo euro. W tym celu musi kupić na rynku
                  odpowiednią ilość waluty. No i jeżeli, tak jak teraz, kurs w ciągu 3 miesięcy
                  rośnie o 30%, to o tyle więcej płacą.
                  • gumpel Re: Ja myślę, że oni się znali 19.02.09, 09:44
                    grzespelc napisał:
                    > Eeee, tam, złoty leci w dół i eksport też.

                    No eksport leci bo konsumenci na Zachodzie mniej kupują. A "eeee, tam" jest nie
                    na miejscu bo jak cena złotówki spadła o połowę to nasz eksporter może za niego
                    zażądać dwa razy mniej euro, a i tak dostanie w złotówkach tyle samo, no nie ?
                    Producenci miejscowi (z eurolandu) takiego handicapu na czas kryzysu nie mają.

                    C o do opcji to można na nich "grać" na setki sposobów (bardziej lub mniej
                    ryzykownych). Klasyczne zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym wygląda tak, że
                    kontrakt zawiera się w euro, i umawia się z bankiem, że jak pieniądze realnie
                    spłyną od klienta (np. po pół roku) to bank przeliczy nam te euro na złotówki po
                    cenie z dnia zawarcia umowy. Słowem: w złotówkach dostaję po pół roku tyle samo
                    bez względu na zmiany relacji euro - złotych. Niestety jednak, przelicznik po
                    którym bank przeliczy nam euro na złotówki w dniu otrzymania zapłaty można
                    ustalić sobie z bankiem dowolnie (czyli de facto "grać" na większe lub mniejsze
                    zmiany kursu).

                    G.
                    • a000000 Re: Ja myślę, że oni się znali 19.02.09, 14:46
                      to chyba jakoś inaczej było...

                      producent kupował od banku kwotę euro po 3,50... i się umawiali, że jeśli kurs
                      spadnie, to bank odkupi to euro po określonym terminie po tej samej cenie....
                      czyli w złotówkach klient miał tyle samo....ALE!!! to kosztowało!!! bank brał
                      jakąś kasę za ubezpieczenie kontraktu....
                      Gdy wszyscy się już przyzwyczaili, że kurs cały czas maleje .... banki zrobiły
                      przekręt... zaoferowały te ubezpieczenia ZA DARMO, ale z opcją, że gdy kurs się
                      odwróci (co do czego same przekonywały, że to niemożliwe), wówczas klient odda
                      euro.... choćby i po 100 zł za sztukę było... niektóre banki jeszcze wprowadziły
                      dodatkową klauzulę ( co do której są tacy, którzy twierdzą, że nie byli jej
                      świadomi) - że klient odda WIĘCEJ euro niż wziął....tu już nie bardzo rozumiem,
                      dlaczego takie coś było oferowane - przecież to są niedozwolone praktyki braku
                      symetrii.... no, można to lichwą nazwać... Banki wiedziały że trend się odwróci,
                      bo przewidywały kryzys....
                      Nie wiem, jak w innych krajach, ale w Polsce tak klientów nabiły w butelkę banki
                      zagraniczne właśnie...
                      Inna sprawa, że klient, który wszedł w podobne układy to hazardzista - i
                      powinien być trzymany od biznesu jak najdalej...
                • grzespelc O opcjach 24.02.09, 11:06
                  Tutaj jest to dosyć dobrze wyjaśnione:

                  gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,6306314,Opcje_walutowe__Prawda_i_falsz.html?as=1&ias=2&startsz=x
                  "Problem "struktur opcyjnych" wziął się stąd, że nie miały one takiej
                  wewnętrznej symetrii. Zapewniając sobie kurs 3,50 zł za milion euro, spółki
                  zobowiązywały się, że to one dostarczą bankowi euro po 3,50 zł w ilości
                  kilkakrotnie większej. Najczęściej była to proporcja 2:1, ale zdarzały się także
                  dużo większe. Dlaczego? Menedżerowie nie chcą o tym otwarcie mówić. A gdy nie
                  wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Za wystawienie wyższej opcji call
                  firmy otrzymywały wynagrodzenie lub korzystniejsze warunki (cenę wykonania)
                  opcji put. Ale podejmowały w ten sposób niezwykle ryzykowną grę."
    • grzespelc Rolnicy chcą do euro 21.02.09, 20:33
      Słaby złoty bije rolników po kieszeni podwójnie. Dostają dopłaty unijne
      przeliczone po kursie 3,39 zł za euro. A przez mocne euro ceny m.in. nawozów,
      środków ochrony roślin szybują w górę.

      wyborcza.pl/1,75248,6303252,Rolnicy__Chcemy_do_euro_nie_po_futra_dla_zon__ale.html
    • grzespelc Re: Gdybyśmy mieli euro... 23.02.09, 16:02
      Dwa polityczne błędy popełnione przez rządy nowych krajów UE winne
      są temu, że globalny kryzys finansowy już teraz uderzył w niektóre z
      nich ze szczególną siłą - twierdzi publicysta "Financial Times"
      Wolfgang Muenchau. Pierwszym błędem jest dopuszczenie, by
      gospodarstwa domowe zaciągały kredyty hipoteczne w walutach obcych,
      zwłaszcza we frankach. Drugim zaś traktowanie akcesji do strefy euro
      jako propozycji na przyszłość - pisze Muenchau.

      Zaciąganie długu we frankach pod zastaw nieruchomości określa
      jako "niedorzeczne w oczywisty sposób". Jak podkreśla, oszczędności
      na stopie procentowej okazały się iluzoryczne, gdy kurs franka
      umocnił się w stosunku do lokalnych walut.

      "Zwłoka katastrofalna w skutkach"

      Drugi błąd rządów nowych krajów UE związany jest z pierwszym -
      zaznacza Muenchau. Kraje te w traktacie akcesyjnym nie miały
      obowiązku natychmiastowego wstąpienia do strefy euro, ale - jak
      wskazuje - "miały obowiązek prowadzenia polityki gospodarczej
      zgodnej z przyszłym członkostwem".

      Spośród nowych krajów członkowskich do strefy euro weszły tylko
      Słowenia i Słowacja. Dla innych zwłoka okazała się katastrofalna w
      skutkach. "W obliczu kryzysu takiego, jak obecny żaden kraj nie chce
      być małym, otwartym rynkiem na obrzeżach strefy euro z samodzielną
      walutą i wysokim zadłużeniem we frankach" - napisał.

      Rozwiązanie? Euro jak najszybciej

      Wyjście widzi w możliwie szybkim wprowadzeniu euro. "Nie ma potrzeby
      przestawiania się na euro jutro, ale potrzebna jest wiarygodna i
      stanowcza strategia przyjęcia euro obejmująca datę i docelowy kurs
      wymiany lokalnej waluty wsparte przekonującą polityką" - zaznacza.
      Ze strony krajów strefy euro Muenchau oczekuje przemyślenia
      kryterium inflacyjnego określonego w traktacie z Maastricht, które
      jego zdaniem zdezaktualizowało się w związku z zagrożeniem
      deflacyjnym. Oczekuje też wymogu dwuletniego powiązania kursu
      lokalnej waluty z kursem euro w ramach ERM-2, co nazywa "otwartym
      zaproszeniem dla spekulantów".

      Za szczęście w nieszczęściu uważa Muenchau to, że sektor bankowy w
      nowych krajach UE jest w rękach obcokrajowców. W przypadku np.
      niewypłacalności węgierskich gospodarstw domowych pogrążone zostaną
      nie Węgry, lecz Austria. Z tego powodu ryzyko dla regionu Muenchau
      określa jako systemowe z możliwością negatywnych skutków dla strefy
      euro, jeśli nie zostanie umiejętnie rozładowane.

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6309088,_FT__o_kryzysie__Rzady_nowych_panstw_UE_popelnily.html
      • diabollo Re: Gdybyśmy mieli euro... 24.02.09, 11:57
        grzespelc napisał:

        > Dwa polityczne błędy popełnione przez rządy nowych krajów UE winne
        > są temu, że globalny kryzys finansowy już teraz uderzył w niektóre z
        > nich ze szczególną siłą - twierdzi publicysta "Financial Times"
        > Wolfgang Muenchau. Pierwszym błędem jest dopuszczenie, by
        > gospodarstwa domowe zaciągały kredyty hipoteczne w walutach obcych,
        > zwłaszcza we frankach. Drugim zaś traktowanie akcesji do strefy euro
        > jako propozycji na przyszłość - pisze Muenchau.
        >
        > Zaciąganie długu we frankach pod zastaw nieruchomości określa
        > jako "niedorzeczne w oczywisty sposób". Jak podkreśla, oszczędności
        > na stopie procentowej okazały się iluzoryczne, gdy kurs franka
        > umocnił się w stosunku do lokalnych walut.

        Za przeproszeniem straszne głupstwa.

        Źródłami kryzysu w Polsce są po pierwsze spadek popytu na produkty wytwarzane w
        Polsce, a po drugie "ucieczka" kapitału z Polski (inwestorzy w trudnych czasach
        decycują wkładać swoje aktywa w mniej zyskowne, alb bardziej bezpieczne
        obligacje państwowe USA czy Niemiec, których rzady akurat zaczęły wydawać
        pieniądze jak pijany marynarz i potrzebują bilionów na "pakiety stymulacyjne").

        Reszta, czyli franki, sranki, to skutki, a nie przyczyny.
        Przy całej złożoności problemu, fakt, że Polska ma swoją walutę, która się
        dewaluuje, paradoksalnie może Polsce pomóc, bo to zwiększa konkurencyjność
        polskich towarów i usług, czyli kwestii najważniejszej.

        Z resztą kryzys dopiero się zaczyna, a nie kończy, z analizami za i przeciw
        poczekajmy do końca.
        Na przykład otwartym pozostaje pytanie czy Słowacja z euro poradzi sobie lepiej
        czy gorzej od np. Czech bez euro? Bo to w cale nie jest takie oczywiste, że euro
        Słowacji w tych trudnych czasach wyjdzie na dobre.

        Kłaniam się nisko.

        PS. Żeby było jasne, czcigodny Grzespelcu, zawsze byłem wielkim entuzjastą
        przystąpienia Polski do strefy euro, choć nigdy nie przypuszczałem, że możliwy
        jest aż taki globalny kryzys gospodarczy.
        • grzespelc Re: Gdybyśmy mieli euro... 24.02.09, 17:58
          > Za przeproszeniem straszne głupstwa.
          >
          > Źródłami kryzysu w Polsce są

          Przecież ni episze tam, że to przyczyna kryzysu w Polsce, tylko że to przyczyna
          wzmożenia jego skutków.

          > Przy całej złożoności problemu, fakt, że Polska ma swoją walutę, która się
          > dewaluuje, paradoksalnie może Polsce pomóc, bo to zwiększa konkurencyjność
          > polskich towarów i usług, czyli kwestii najważniejszej.

          Tak, ale gdybyśmy byli w wężu, to wcześniej by się nie umacniała i nie musiałaby
          się odłabiać, żebyśmy byli konkurencyjni.
          • diabollo Re: Gdybyśmy mieli euro... 28.02.09, 10:08
            Tutaj są jakieś argumenty za euro w ciężkich czasach, choć chodzi tu bardziej o
            wizerunek kraju niż rzeczywistość, choć oczywiście wizerunek dla inwestorów
            ważny jest.

            Kłaniam się nisko.

            ************
            Polska nie chce być "dzikim wschodem"
            Dominika Pszczółkowska 2009-02-28, ostatnia aktualizacja 2009-02-27 23:30:10.0

            Polski rząd słusznie alarmuje, że strefa euro może nas "wyrzucić za burtę". I że
            realna jest groźba, iż Unia w oczach inwestorów podzieli się na strefę euro i
            "dziki Wschód".

            To stawka, o jaką grają rząd Polski i inne kraje regionu na niedzielnym szczycie
            UE i poprzedzającym go śniadaniu środkowoeuropejskim, które organizuje premier
            Donald Tusk.

            Słowa Tuska o "wyrzucaniu za burtę" mogły wydać się przesadzone. W końcu Polska,
            Węgry czy Łotwa są w Unii i nikt ich nie wyrzuci, nawet gdyby były w
            najpoważniejszym kryzysie finansowym i gospodarczym. Unijni urzędnicy
            podkreślają, jak wiele UE robi dla regionu: przyspiesza fundusze strukturalne,
            co znaczy, że region może w tym roku dostać nie - jak planowano - 3, ale 7 mld
            euro; z 12,5 do 25 mld euro wzrósł fundusz stabilizacji dla krajów UE poza
            strefą euro; Europejski Bank Inwestycyjny oferuje regionowi pożyczki w wysokości
            11 mld euro zamiast planowanych ok. 7 mld.

            Wszystko to prawda. Ale prawdą jest też, że kraje strefy euro myślą przede
            wszystkim, jak ratować siebie nawzajem. Wszystkich cieszą zapowiedzi Niemców, że
            gotowi są pomóc członkom strefy zagrożonym bankructwem. Taka pomoc wcale nie
            byłaby bezbolesna. Dany kraj zostałby zapewne zmuszony do redukcji wydatków na
            cele społeczne w chwili, gdy wiele osób traci pracę i dochody. Co nie zmienia
            faktu, że w oczach świata strefa euro nadal byłaby w stanie ratować sama siebie.
            A Europa Środkowa? Tę zachodnioeuropejscy przywódcy chcą w razie czego ratować
            ze środków Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

            Dla krajów strefy euro sięganie po pomoc MFW byłoby nie do przyjęcia. - Dla ich
            przywódców równałoby się ono politycznemu samobójstwu, bo byłoby przyznaniem się
            do własnej nieudolności - tłumaczył "Gazecie" wysoki rangą polityk UE.

            Co innego kraje Europy Środkowej. Ów polityk tłumaczył mi wprost, że narody te
            zniosły już wiele upokorzeń i twardych warunków, więc zapewne nie będą
            sprzeciwiać się iw tym wypadku. Węgrzy i Łotysze już zresztą przełknęli gorzką
            pigułkę.

            Przeciw takiej logice muszą gorąco protestować polskie władze. Nie chcą
            dopuścić, by główna granica w Europie przebiegała między państwami strefy euro i
            resztą. W efekcie inwestorzy, którzy często nie przeprowadzają wnikliwych
            analiz, mogliby wrzucić nas do jednego worka z Ukrainą, która dostaje pomoc MFW.
            Trudno dziś o gorszą reklamę.

            To właśnie chęć bycia po właściwej stronie granicy sprawiła, że polskiemu czy
            węgierskiemu rządowi nagle zrobiło się wyjątkowo spieszno do strefy euro. Węgrzy
            naciskają, by skrócić dwuletni okres przebywania w mechanizmie ERM II.
            Jakiekolwiek majstrowanie przy warunkach członkostwa może jednak być groźne dla
            wiarygodności strefy. Zapewne nie uda się więc jej członków do tego przekonać.

            Europie Środkowej pozostaje zatem walczyć, by cała Unia ratowała się razem, bez
            oddzielnych mechanizmów dla strefy euro, a innych dla Europy Środkowej.

            Dominika Pszczółkowska

            wyborcza.pl/1,75968,6329329,Polska_nie_chce_byc__dzikim_wschodem_.html
            • grzespelc Warto przyjąć euro w kryzysie 04.03.09, 12:18
              A tu kolejne:

              ft.onet.pl/102637,22506,euro_lepiej_przyjac_w_kryzysie,komentarz.html
              Osłabienie złotego wobec euro jest wielce sprzyjającą okolicznością do przyjęcia
              wspólnej waluty. Dlatego właśnie wskazany jest pośpiech, zamiast postawy
              wyczekującej.

              Więcej w supertemacie:
              Kryzys w Polsce i regionie
              Jeśli spojrzeć na obecne wydarzenia z odpowiednio dalekiej perspektywy, by
              dojrzeć nie tylko sam kryzys gospodarczy w Europie, ale także jego bardziej
              długofalowe skutki, możemy uznać osłabienie złotego za dopust Boży. Teraz
              eksport jest blokowany kryzysem, ale nie będzie tak wiecznie. Dziś korporacje i
              holdingi nie inwestują w krajach wschodzących tak dużo jak przed rokiem, ale
              kiedy zaczną, lepiej mieć w ręku silne karty przetargowe. Słaby złoty i wysoki
              kurs jego zamiany na euro mogą podziałać jak magnes.

              Złoty spadł i z miejsca poprawił konkurencyjność naszego eksportu, który –
              zakładając, że znajdzie sobie zbyt – może być znacznie tańszy niż dotychczas. A
              cena i jakość produkcji nie zawsze idą w parze. Dzisiejszy kryzys może je jednak
              połączyć (patrząc na towary z Polski oczami europejskiego konsumenta) i to na
              długo, jeśli Polska przyjmie euro po odpowiednio wysokim kursie.

              Najłatwiej chyba odwołać się do historii, a tej dzisiejszej najbliżej chyba do
              porównania ponownego wejścia Polski do Unii Europejskiej. Kurs złotego z 2004 r.
              był całkiem podobny do dzisiejszych notowań. To właśnie po części za jego sprawą
              gospodarka mogła rozwijać się szybko – mieliśmy tanią siłę roboczą, ale dobrze
              wykwalifikowaną i liczną (czego nie można powiedzieć o wszystkich innych nowych
              członkach UE, którzy do Unii także wchodzili ze słabymi walutami nadwyrężonymi
              poprzednim spowolnieniem gospodarczym)

              Obecne osłabienie złotego stwarza taką samą lub podobną szansę rozwoju
              gospodarki – siła robocza znów stała się tania, znów opłaca się otwierać fabryki
              w Polsce. A że złoty osłabił się także wobec rubla, hrywny czy forinta (a także
              łata, lita i korony estońskiej), to jeszcze lepiej. Odzyskaliśmy kosztową
              konkurencyjność nie tylko wobec starych i bogatych członków UE, ale także wobec
              biedniejszych państw europejskich. Nazwałbym to cudem gospodarczym (jakże
              przewrotna bywa historia), gdyby nie obawa o przypisanie mi łatki zwolennika
              premiera czy rządu. Tymczasem jak każdy, mam w sobie tę odrobinę patriotyzmu, by
              kibicować każdemu rozwiązaniu dobremu dla Polski i jej mieszkańców.

              Jasne, że nie sam kurs złotego decyduje (lub nie) o atrakcyjności polskiej
              gospodarki. Cała reszta to zadanie administracji, ale niski kurs może jej trochę
              robotę ułatwić.

              Oczywiście szybkie przyjęcie euro, a wcześniej wstąpienie do ERM2 ma też swoje
              wady. Pojawiają się obawy o utratę rezerw walutowych, które przyjdzie wydać na
              obronę złotego, ale nie to jest najważniejsze, a sam argument uważam za słaby.
              Po pierwsze rezerwy walutowe zgromadzono właśnie po to, by bronić wartości
              złotego. Skoro zamierzamy się go pozbyć, to i rezerwy w euro nie są nam do końca
              potrzebne (to tak, jakbyśmy się dziś bali, że stracimy rezerwy zgromadzone w
              złotych). Po drugie po wejściu do ERM2 osłabienie złotego byłoby znacznie mniej
              prawdopodobne, a przed takim scenariuszem chroniłby nas także Europejski Bank
              Centralny. A umocnienie złotego nie powinno być żadnym kłopotem, ostatecznie
              możliwa będzie rewaluacja złotego i obniżenie kursu wymiany.

              Większy problem widzę z ewentualnym wzrostem inflacji, jeśli weszlibyśmy do euro
              po zbyt wysokim kursie wymiany. Takie niebezpieczeństwo widzi też NBP i wątpliwe
              byśmy weszli po kursie euro 4,7-4,8 PLN, pewniej parytet wymiany ustalony będzie
              bliżej poziomu 4,0 PLN. Inflacja byłaby jednak pochodną nie tylko samego
              przelicznika wymiany, ale także ponownego ożywienia gospodarczego, rosnących
              pensji i dochodów. Taka cena wydaje się warta zapłacenia, choć oczywiście trzeba
              mieć też na uwadze możliwość wzrostu cen dóbr importowanych (ten jest jednak już
              za nami), a więc słabszym do nich dostępem. Jednak to samo zjawisko chroni też
              krajowych producentów – Polska wchodząc do euro może wprowadzić
              protekcjonistyczne zapory cenowe, nadal pozostając orędownikiem wolnego rynku i
              swobodnego przepływu kapitału wewnątrz UE. Zbyt piękne to, żeby było możliwe.

              Cenę do zapłacenia mieliby też posiadacze kredytów w walutach obcych. Często
              zaciąganych w innych relacjach kursowych. Dla przykładu ktoś, kto wcześniej
              zarabiał 1000 euro (w przeliczeniu ze złotych) dziś zarabia 750 euro, a rata,
              jaką musi płacić pozostała na poziomie 300 euro. Przyjęcie przy wysokim kursie
              oznaczałoby, że tych proporcji nie uda się szybko odwrócić, bo kurs wymiany
              zostanie usztywniony na wysokim poziomie. Ale w dłuższym terminie podniesiona
              konkurencyjność gospodarki oznaczać też może zwiększone możliwości wzrostu płac,
              więc i tę przeszkodę uda się ominąć, choć wymaga od tej grupy społeczeństwa
              niemałego poświęcenia.

              Z kolei zamknięcie tematu euro teraz i powrócenie do niego za kilka lat, w
              czasie względnego spokoju i gospodarczej prosperity, oznaczałoby zapewne inny
              przelicznik kursowy. Z mniejszym ryzykiem inflacji, z mniejszym kosztem po
              stronie spłacających długoterminowe kredyty walutowe, ale za to z utratą sporej
              części konkurencyjności całej gospodarki – ponownie na korzyść Ukrainy, Węgier
              czy innych państw, z którymi rywalizację o napływ nowych inwestycji
              niejednokrotnie już przegrywaliśmy. Oczywiście sam kurs przeliczenia złotych na
              euro nie gwarantuje, że będziemy ją zawsze wygrywać. Ale byłby przynajmniej
              dodatkowym atutem.

              Można też pójść o krok dalej i zastanawiać się, po co w ogóle nam euro, skoro
              płynny kurs walutowy złotego tak dobrze amortyzuje nam wstrząsy w globalnej
              gospodarce (bo spadek kursu złotego podnosi konkurencyjność gospodarki w czasie
              kryzysu i obniża ją w czasie prosperity chroniąc ją niejako przed przegrzaniem).
              Zwłaszcza, że samej strefie euro daleko do ideału, za to pełna sprzecznych
              interesów niekoniecznie musi okazać się odporna na wszelkiego rodzaju kryzysy
              polityczne czy gospodarcze. Ale to już dyskusja na inny temat, w dodatku mocno
              spóźniona, bo decyzja została podjęta w traktacie akcesyjnym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka