grzespelc
17.02.09, 10:23
Choć obecne kierownictwo NBP jest sceptyczne wobec euro, a poprzedni szef
zespołu, który przez dwa lata pracował nad raportem, zarzucił swoim
przełożonym ingerowanie w jego treść, pobieżna lektura pokazuje przewagę
korzyści nad zagrożeniami i kosztami. Po wprowadzeniu euro wyraźnie spadną
stopy procentowe, a tym samym koszty obsługi długu publicznego i długów, które
spłacają gospodarstwa domowe. Wzrośnie eksport, inwestycje krajowe i
inwestycje napływające z zagranicy, a w efekcie cała gospodarka. Koszty też
będą, ale mniejsze niż korzyści.
Raport jest poważną analizą naukową. Nie ma w niej miejsca na pytanie: "co by
było gdyby?". Ale publicysta pytanie to może zadać. Co by było, gdyby rządy
Marcinkiewicza i Kaczyńskiego uznały wprowadzenie euro za priorytet?
Najpóźniej w połowie roku 2006 mogliśmy wejść do "przedsionka" unii walutowej
i bez większych problemów trwać w nim dwa lata wymagane przez Unię Europejską
i Europejski Bank Centralny. Spełnialiśmy wszystkie kryteria narzucane krajom
aspirującym do euro, z wyjątkiem nadmiernego deficytu budżetowego. Ale można
było go obniżyć bez większych kosztów dla państwa i społeczeństwa. W połowie
roku 2008, a najpóźniej 1 stycznia 2009 mielibyśmy walutę europejską i
czulibyśmy się dziś znacznie bezpieczniej. Nie byłoby miliardowych strat
poniesionych przez firmy na opcjach walutowych i nieprzespanych nocy osób,
które zaciągnęły kredyty w walutach obcych. Nie byłoby codziennej huśtawki
złotego, która zniechęca inwestorów do lokowania pieniędzy w Polsce, panicznej
ucieczki z warszawskiej giełdy, drożejących paliw. Straty gospodarki
spowodowane zaniechaniem przez poprzednie rządy procesu wprowadzania euro
można szacować na setki miliardów złotych! Warto pamiętać, komu te straty
zawdzięczamy.
forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=25822
Łagodnie napisał. Teraz wychodzi debilizm Skrzypka, Kaczyńskich i im podobnych.