Przyznaję, nie bardzo wierzyłam w teorie spiskowe, jak mi się wydawało, co tam w tych kremach nie ma, ale jakoś tak zaczęłam się interesować składem, czytaniem etykiet etc. Tu na forum pojawiały się czasem różne posty nt. szkodliwości różnych kosmetyków dla dzieci, Juleg próbowała mnie oświecić, że jednak ekorzeczy mają sens (raczej ciężko jej to szło

), sama zauważyłam kolosalną różnicę jedząc warzywa od Pana Ziółko między jego plonami, a tym, co do tamtej pory kupowałam w sklepie. Do tego oczywiście niebo a ziemia pomiędzy jajkami czy kurczakami od moich teściów, a tym jajko- czy mięsnopodobnym produktem ze sklepu.
Od kilku dni chodzę po domu i siwieję, czytając skład kosmetyków

Tutaj jest cała Baza wiedzy, co ciekawe, te kosmetyki naprawdę działają i są fenomenalne:
www.phenome.eu/pl/main/baza-wiedzy-phenome/niebezpieczne-skladniki-w-kosmetykach
Ceny są wysokie, ale mieli i mają porządną wyprzedaż, nawet do -50% i -70%, także nie ma wyrzutów sumienia, że linkuję jakiś kosmos

A najbardziej mnie zaskoczyło, że marki, które powszechnie uważa się na naturalne, też w skadzie mają wiele skadników z tel listy

The Body Shop, Yves Rocher, L'Occittane - no kurczę, myślałam, że skoro żel pod prysznic podchodzi pod stówę, to są w nim naprawdę naturalne, roślinne składniki. Przejrzałam też kosmetyki apteczne (Vichy, LRP, Iwostin, Lierac, Bioderma, Avene) - wszędzie to samo

Jedynie Sanoflore jest "czysty".
Nie wspomnę o markach takich jak Dove, Palmolive, Johnsons' Baby - jak zobaczyłam, to nie wierzyłam. Do tego szampony, kremy z wyższej półki napakowane silikonami.
Wiem, że wiele osób tutaj od dawna interesuje się składem tego, co kupuje w ogóle, nie tylko żywności - założyłam ten wątek, byście wpisywały swoje doświadczenia.