Ja jestem takim ex dzieciakiem. Trzydzieści parę lat temu "staruszkowie"
posłali mnie na skrzypki... bo były w domu!

Piłowałem więc ten biedny,
przepiękny instrument 3 i pół roku, a ponieważ byłem dzieckiem dość uległym,
nie buntowałem się za bardzo. "Uratowała" mnie dopiero poradnia wad postawy
(garbiłem się), gdzie lekarz powiedział mojej mamie: "Proszę pani, syn ma
pochyłe plecy i wobec tego nie możę grać na skrzypcach, bo to pogłebia wadę"
Z naszego syna natomiast, usiłowaliśmy zrobić gitarzystę klasycznego, też bez
większego skutku (swoją drogą nie trafił na najlepszego
nauczyciela...). "Odnalazł się" dopiero w gitarze elektrycznej. Chodzi na
lekcje do pałacu młodzieży, pogrywa w zespole i jest fajnie!
Reasumując: Żadnej presji na dziecko w kwestii nauki muzyki, bo to zbyt
delikatna materia!
Pozdrawiam