Pierwsze żale

12.11.07, 21:00
To ja mama Julki, mam już pierwsze dołki w związku z naszą gitarą.
Chyba nie zdawałam sobie do końca sprawy ile wysiłku i czasu będzie
kosztować nas nauka w dziennej szkole muzycznej. zastanawiam się co
zrobić, zeby codzienne ćwiczenia na gitarze sprawiały Julci radość,
żeby nie były traktowane jak za karę. Czy macie jakiś pomysł drogie
mamy? Ja niestety za wiele nie mogę pomóc Julii w kwestii nut i
techniki grania, bo jesteśmy z męzem laikami w tej dziedzinie.
Proszę podpowiedzcie, w jaki sposób Wy zachęcacie swoje pociechy do
ćwiczeń codziennych na instrumencie. I czy jest ktoś, kto również
ćwiczy gitarkę? Pozdrawiam Was ciepło.
    • kasiask Re: Pierwsze żale 13.11.07, 07:23
      Mój Mateusz gra na gitarze. Jest już w 5 klasie.
      Moje dzieci też nie są zachwycone koniecznością codzinnych ćwiczeń,
      ale ja zawsze wychodziłam z założenia, że trzeba i już. Póki nie ma
      histerii uważam, że to norma, że dziecko troche się krzywi. Nikt z
      nas nie lubi codzinnych obowiązków. Faktycznie w USA jest tak, że
      dziecko ma mieć ze wszystkiego przyjemność, ale tam też jest inny
      system edukacji i nie ma takiego nastawienia na wyniki jak u nas.
      Nasza szkoła muzyczna jest traktowana jako szkoła rzemieslników,
      która kształci zawodowców. O przyjmnosci już sięzapomina.
      Alewracając do gitaty, to wbrew pozorom jest to niezwykle trudny
      instrument. Wymaga wiele cierpliwości, a przedewszystkim dobrego
      nauczyciela, który dobrze dziecko poprowadzi. Mateusz ma swietnego
      nauczyciela. Nasz Pan jest bardzo cierpliwy i spokojny, nastawiony
      na to, że to on ma nauczyć, a my tylko dopilnować regularnego
      ćwiczenia. W pierwszej klasie Mateusz ćwiczyłokoło pół godziny
      dziennie. Regularnie co dzień. Miał kilka kryzysów, wiedział,że jak
      nei będzie grał, to nie będzie mógł do tej szkoły chodzić, a
      ponieważ on bardzo te szkołe lubi, więc ta wizja zmuszała go do
      pracy.
    • skarolina Re: Pierwsze żale 13.11.07, 16:29
      Iwonka, dzieci lubiące ćwiczyć to wyjątki, zdarzają się, owszem, ale naprawdę
      rzadko. Na ogół nie ćwiczenie a granie sprawia dziecku radość i po prostu trzeba
      dziecku tłumaczyć, że żeby ładnie grać, ćwiczyć po prostu trzeba - nawet jeśli
      się to wydaje nudne, nikt się nie nauczył biegać, zanim się nie nauczył chodzić.
      Moja córka nienawidzi ćwiczyć, codziennie słyszę "O ranyyyyy, znowuuuu,
      muszęęęęęę", ale grać lubi, lubi się popisywać, więc chciał nie chciał, ćwiczy z
      miną obrażonej księżniczki. Po prostu trzeba to przeżyć i już.
      • iwonka76.6 Re: Pierwsze żale 13.11.07, 21:47
        Bardzo Wam dziękuję za ciepłe słowa, mam nadzieję, że nie poddamy
        się zbyt szybko.
        • anmanika Re: Pierwsze żale 14.11.07, 14:20
          Nie poddawaj się. Ja jestem w tej samej sytuacji. Uczę się wraz z
          moją córą, a nuty to dla mnie jakaś czarna magia.
          Zawsze będą kryzysy. Moja młoda w 1 czy drugiej klasie to nawet
          zwagarowała z jednej lekcji. Oczywiscie od razu to się wydało.
          Mamy szczęście do nauczyciela, jest to ideał pedagoga, który rozumie
          drobne kryzysy i wspiera jak tylko może.
          • agnieszka33 Re: Pierwsze żale 16.11.07, 23:40
            Niestety macie rację, jest ciężko być mamą małego muzyka! Jest to do
            pewnego momentu ciągła walka i wysłuchiwanie jak to "zmusiłaś mnie
            do tego głupiego grania! i zmarnowałaś mi dzieciństwo", ale
            pocieszam siebie i was- to jednak mija! W 3 klasie Kuba po raz
            pierwszy zaczął cieszyć się szkołą muzyczną, zwłaszcza podoba mu się
            że jest wyjątkowy w swojej zwykłej podstawówce, grał tam w jasełkach
            jako pastuszek na skrzypeczkach i było cudnie, nagle mały Kubuś stał
            się bohaterem całej szkoły- to mu dodaje teraz sił, poza tym
            niesamowite są reezultaty tych ćwiczeń! kiedyś chodziłam na gitarę
            do pałacu kultury- rok, czy dwa - rezultaty takie sobie, zwykłe
            brzdęganie, a kuba po 2 latach szkoły muzycznej gra tak fajnie że aż
            miło posłuchać! Takie było gadanie że skrzypce rzępolą, że jak my to
            wytrzymamy, a teraz cała rodzinka nasłuchuje z ciekawością nowych
            utworów, kolejnych trudnych umiejętności, na dwóch , 3 strunach
            naraz- super, czujemy że kube też motywuje to że coraz fajniejsze
            utwory gra!
            Także nie poddawajcie się!
            Dodam jeszcze że razem z Kubą chodzi kolega z osiedla którego mama
            jest w tej szkole nauczycielem innego instrumentu, więc niby dziecko
            idzie w ślady mamy, talent, geny itd a ten sam problem, chłopak nie
            chce cwiczyć! Matka się już tak zeźliła że powiedziała że ma dość i
            niech sobie sam radzi. Widzicie nauczyciel mówi żeby codziennie
            ćwiczyć a my rodzice musimy dokonac cudu i zmusić dziecko aby to
            robiło!
    • rycerzowa Re: Pierwsze żale 19.11.07, 23:56
      "Zmuszać" do ćwiczenia to raczej nie warto, ale zachęcać - jak najbardziej.
      Moje doświadczenia:
      1. Wytworzyć nawyk - ćwiczenie zawsze o tej samej porze, żeby powstał swoisty
      "odruch Pawłowa".
      2. Przez pierwsze 2-3 lata starać się być przy dziecku, słuchać, jak ćwiczy,
      cieszyć się, jak coś wychodzi.. (Nie krytykować!).
      3. "Wzmacniać paluszki" - jak już widać, że dzieciak znużony, to wyciągnąć
      jakieś ulubione łakocie dla wzmocnienia paluszków. U nas 2 rodzynki w
      czekoladzie dawały wzmocnienie na ok. 2 minuty...

      Zwykle w okolicach 4 klasy uczeń dorasta do samodzielnego i systematycznego
      ćwiczenia.

      Jak potomek mówi,że naprawdę ma dość i chce rzucić szkołę - wyznaczyć termin,
      np. półrocze, albo koniec roku szkolnego. "Zdasz egzamin i masz prawo
      zrezygnować" , ale porządek musi być, do końca semestru trzeba dotrwać.
      Oczywiście, potem dziecku ani w głowie rezygnacja.

      Najtrudniejszy jest pierwszy semestr pierwszej klasy.
      • sylwiam_m Re: Pierwsze żale 18.12.07, 13:58
        A co jeśli nauczyciel zniechęca swoją postawą?Mam trochę
        doświadczenia,bo starsze dziecię jest już w 5 klasie i ma jak to
        piszecie ideał pedagoga.Młodsza chyba trafiła fatalnie,pani
        nastawiona na "sukcesy"itp.Jak dla mnie dramat.Dodam,że pani ma
        opinię u dyrekcji pedagoga osiągającego sukcesy.Co ja mam
        zrobić,dziecko już jest zniechęcone.Zmienić natychmiast?Zmieniając
        pedagoga musiałaby zmienić też instrument,bo nie ma więcej
        nauczycieli od tego instr.Przecież nie jestem matką-wariatką,ale ten
        nauczyciel ewidentnie nie ma cierpliwości do takich małych
        bąków.Zmienić?Przetrwać?Poczekać i spróbować za rok?Rodzice
        doradźcie,może ktoś miał podobny problem.
    • gladka7 Re: Pierwsze żale 04.12.07, 14:45
      Moja zuza od 3 miesięcy ćwiczy i ja mimo że jestem laikiem zachęcam
      ją w ten sposób że jeżeli ona nie chce ćwiczyć to ja zaczynam i Zuza
      albo się ze mnie śmieje że jestem gorsza od niej i zaczyna mi
      pokazywać albo mi się udaje nauczyć czegoś i wtedy mogę jej pomóc.
      Ona uwielbia występować więc trafia do niej również argument że
      jeżeli nie będzie ćwiczyć to nie wystąpi na kolejnym koncercie.
      Podoba mi się ten pomysł ze stałymi porami ćwiczeń...na pewno
      zastosuję. Powodzenia!
      • agnieszka33 Re: Pierwsze żale 13.03.08, 00:19
        gladka7 fajny pomysł, też go stosowałam z powodzeniem w 1-szej
        klasie.
        Z tą zmiana nauczyciela to jest zawsze kanał, też mamy takiego co
        to " uczy głównie dzieci nauczycieli" czyli nastawiony na sukcesy i
        daje zawsze na wyrost utwory i liczy na dopracowanie w domu, więc
        Kuba ma pod górę. Ale zmiana to chyba musiałaby się odbyć razem ze
        zmianą szkoły bo to jest taka klika, że by dziecko już zawsze
        uznawali za jakieś gorsze. Ale skoro to u was jeszcze pierwsza klasa
        to ja bym rozważyła jednak zmianę nawet instrumentu, jeśli nie da
        się samego nauczyciela. Jak ci zniechęci dziecko to nawet talent nie
        pomoże.
        • anmanika Re: Pierwsze żale 13.03.08, 09:34
          Gdzieś tu na forum był artykuł o nauczycielach...
          W nim w zasadzie jest odpowiedz na pytanie o zmianie nauczyciela.
          Widzę po przykładzie dwóch dzieciaczków, że zmiana wyszła tylko na
          dobre, a odbyła się w obrębie szkoły, więc może nie jest tak źle.
          • aetas Re: Pierwsze żale 15.03.08, 20:50
            moim zdaniem nie da się tak zrobić, żeby ćwiczenia były codzienną
            radością, niestety, to żmudna i często nudna praca, bo zanim zacznie
            być widac efekty, trzeba w nieskończoności powtarzać te same
            ćwiczenia, dorośły by wymiękł. U nas pierwsze trzy lata skrzypiec to
            był koszmar, trzeba było Karola zaganiać do instrumentu, ćwiczył
            bardzo niechętnie, ale mimo to dobrze mu szło, dostawał piątki na
            egzaminach, ale ile to nas i jego kosztowało, nie da się opisać.
            Czwarta klasa okazała się jakimś magicznym przejściem, bo Karol
            nareszcie gra jakoś składniej, może nawet chętniej, udaje się nam
            zrobić pół godziny non stop, potem przerwa i znowu pół godziny, gra
            więc godzinę dziennie, ale to dopiero od czwartej klasy tak
            normalnie, bo wcześniej to było wiele godzin, weekendy były w
            zasadzie całe dnie grania, znaczy głównie przerw i zaganiania go z
            powrotem do instrumentu, dramat... ale chyba było warto, bo dobrze
            mu idzie ze skrzypcami, tylko jaka to jest męka, no to Wy pewnie też
            wiecie, piłowanie drzewa na Huculszczyźnie, ehhhhhhhhhhhhhh....
    • aniam123 Re: Pierwsze żale 15.03.08, 21:45
      Iwonka, dzięki za ten wątek. Czytam to forum od poczatku, ale po
      jakmś czasie trochę się zniechęciłam, bo posty pisały głownie te
      mamy, które chciały się pochwalić. Rozumiem, że każdy jest dumny ze
      swojego dziecka, ale... myślałam, że będzie to jakieś wsparcie w
      trudnych chwilach i pomoc w rozwiązywaniu problemów. Moja córka jest
      w drugiej klasie i też nie lubi ćwiczyć i czasami myślę, że gdyby
      nie to nie byłoby mędzy nami ciągłych konfliktów - bo ja proszę aby
      cwiczyła, a jej się nie chce.
      U nas w krytycznych sytuacjach pada przytoczony wcześiej
      argument, "zdasz egzamin na koniec roku i zgłosimy Pani, że
      rezygnujesz". Po egzaminie na półrocze była z siebie tak dumna, że
      jak ją zapytałam czy chciałaby zrezygnować była oburzona moim
      pomysłem. Kolejny argument to usłyszana kiedyś w
      Kościele "Przypowieść o talentach" - jest w drugiej klasie i
      przygotowuje się do I Komunii (jest bardzo tym faktem przejęta) -
      działa w rozmowach prowadzonych po "burzy".
      Bardzo pokrzepiły mnie wypowiedzi, że w czwartej klasie jest
      przełom, mam nadzieję... Widzę, że już teraz jest łatwiej niż w
      pierwszej klasie bo czytanie nut idzie już sprawnie, gorzej z
      interpetacją i techniką. Pani każe coś poprawić, ona w domu ćwiczy,
      po czym na lekcji dalej jest źle - ja niestety nie zawsze jestem w
      stanie pomóc (gra coraz szybciej i coraz trudniejsze utwory).
      • grazbed Re: Pierwsze żale 16.03.08, 05:49
        Pewnie co innego sukcesy a co innego codzienne ćwiczeniesmile.
        U nas też domowe granie to nie bułka z masłem. Wiem, że lubi grać, zdarza jej
        się samej coś tam komponować. Ale żmudne ćwiczenie to już katorga. Trzeba
        uciekać się do sztuczek, podstępów, żeby zagnać ją do instrumentu. Nagrody,
        "wzmocnienia paluszków" mamy na porządku dziennym. Jedyne co ją samoistnie
        mobilizuje to perspektywa audycji, koncertu, popisu.
Pełna wersja