Młoda jest w trzeciej klasie sp. W grudniu ich Pani (złota kobieta) przeszła na funkcję wicedyrektorki i na jej miejsce przyszła emerytka, która kiedys uczyła w tej szkole. No i zaczęły się schody. Generalnie mam wrażenie, że nowa pani wyładowuje się na dzieciach. Młoda codziennie przynosi jakieś "kwiatki", a to pani objechała kogoś za prośbę o wydłużenie skróconej wcześniej przerwy, a to wyciągnęła jedną dziewczynkę z klasy mówiąc jej, że i ona(pani) i cała klasa będą szczęśliwi, jak ta mała zmieni szkołę, a to na stwierdzenie któregoś z dzieci, ze czegoś nie rozumie pada informacja, że będzie to miało zapisane na świadectwie. Część dzieci brała udział w Kangurku, to z marszu zostały poinformowane przez panią, że na żadne dobre miejsce nie mają co liczyć(wzorowi uczniowie), bo trzeba być geniuszem, żeby zająć dobrą pozycję. Jakaś dziewczynka chciała się pochwalić udziałem w konkursie szachowym, pani ją objechała, że takim miejscem(48) powinna się raczej wstydzić niż chwalić. Dzieci od pierwszej klasy zawsze na wf graja w zbijaka, z poprzednią panią, po grze wracali na lekcje lub do domu, ale nowa pani wprowadziła swoje zasady, mianowicie po każdej grze siadają w kółku i pani szuka winnego, potrafi powiedzieć jednemu dziecku, że niepotrzebnie wybrało drugie dziecko, bo ono najgorzej gra, albo, ze dany mecz w 90% przegrali przez taką a taką osobę. Generalnie szczuje te dzieci na siebie. Mało tego, że dzieci potrafią się spłakać to jeszcze jaką atmosferę to wprowadza. A na dokładkę już klika razy "przyłapałam" ją na wprowadzaniu dzieci w błąd np. widzę, że młoda w jakimś zadaniu ma skreśloną dobrą odpowiedź i wpisana złą, jak pytam dlaczego to mówi, że najpierw robiła sama(dobrze) ale pani powiedziała, że ma źle i kazała poprawić.
Część z tych kwiatków dotyczy mojej córki( niewielka, ale jednak), dodam, że potwierdzone przez innych rodziców, którzy jednak wolą się nie wychylać, bo to już tylko dwa m-ce zostały, ale ja nie chcę tego tak zostawić, bo młoda zawsze wzorowa i ze znacznymi sukcesami szkolnymi i międzyszkolnymi, coraz niechętnej do szkoły chodzi.
Doradźcie jak tą sprawę załatwić, bo ja to raptus jestem i jak pójdę "nieprzygotowana" to nie wiem, jak ta rozmowa się zakończy