We wrześniu córka rozpoczęła pierwszą klasę, przez pierwszy tydzień, dwa było wszystko w porządku, później stopniowo pojawiały się coraz to nowsze i większe problemy...
Pani zaczęła faworyzować jednego ucznia, wprost jest powiedziane że "jemu nikt nie dorówna", wywyższa go na lekcjach, na zebraniach, doprowadzając do sytuacji w której innym dzieciom przestaje zależeć bo i tak nie będą takie dobre jak on. Rodzice też odpuścili bo tak już zawsze było, jest i będzie. No ale moim zdaniem mówienie dziecku, że "ty i tak nie będziesz taka dobra jak on" to przegięcie.
Kolejna sprawa to nieustanne krzyczenie na dzieci. Ta kobieta drze się o wszystko, wstawia uwagę za uwagą... i tu jest podobnie, dzieci mają już gdzieś czy dostanie tę uwagę czy nie
Relacje między samymi dziećmi są tragiczne. Pani kładzie nacisk tylko na naukę, w-f zastępuje innymi przedmiotami(bo po co komu w-f), przerw dzieci też nie mają bo zazwyczaj na przerwie jeszcze kończą lekcję. Ale wracając do tych relacji... ja rozumiem, że dzieci w tym wieku mogą się kłócić, ale Pani w ogóle nie zwraca na to uwagi, nie obchodzi jej nic poza nauką. Bywały w klasie większe i mniejsze spory, Pani tylko machnie ręką i powie że na nic jej ingerencja bo dziś się kłócą o to, jutro o tamto - i bez sensu jej działanie. Tak samo jest z siedzeniem w ławkach: dziecko dziś siedzi z tym, jutro z innym - tu też Pani stwierdziła że wtrącać się nie może bo nikogo nie zmusi do siedzenia z jedną osobą. No ludzie...czy to wszędzie się aż tak pozmieniało?! Czy nauczyciele klas pierwszych i dalej(szczególnie 1-3) już tylko mają uczyć?A przepraszam "uczyć" to za dużo powiedziane, bo przez to rozumiem też np. naukę pracy w grupie, budowanie dobrych relacji między dziećmi - a nie tylko przerobienie materiału. Dodam, że nauczycielka na każde sugestie jest zamknięta. Co w takiej sytuacji jako rodzic mogę zrobić? Tłumaczyć że nieważne jest np. z gdzie i z kim siedzi bo jutro i tak to się zmieni?

dla mnie to bzdura. Tłumaczyć że jest dobrą uczennicą, mimo że Pani chwali tylko jednego ucznia? Córka jest na prawdę zdolna, ale widzę że Pani ją blokuje, kiedyś zrobiła zadanie ponad program to Pani jej to skreśliła - i od tamtej pory nie chce się wychylać, bo nie można, bo Pani będzie krzyczeć. Zamyka się w sobie coraz bardziej, czasem mam wrażenie że w tej klasie cofa się, zamiast rozwijać.
Proszę napiszcie jak jest/było u Waszych pierwszoklasistów? Co mogę w tej sytuacji zrobić żeby nie zaszkodzić dziecku?