Jak Wasi chłopcy radzą sobie w zakresie "wymiaru sprawiedliwości" w gronie rówieśników, na gruncie szkoły? Skarżą nauczycielom, biją się? Ja nie byłam nigdy zwolennikiem bójek, natomiast mój mąż uważa, że czasem jest to niezbędne, by chłopcy wyrobili sobie pozycję w grupie. Borykamy się z sytuacją, że jeden z kolegów klasowych "prześladuje" naszego syna (11l) wulgarnie go nazywając, czasem są to jakieś popchnięcia, uderzenia, ale "jeszcze" krew się nie lała. Trwa to już ponad rok. Wszyscy koledzy stoją po stronie naszego syna, wychowawca robi, co może (pogadanki na lekcji wychowawczej, rozmowa z rodzicami), jednak rodzice prześladowcy nie przyjmują absolutnie żadnych krytycznych uwag pod adresem ich syna, a on sam w obecności rodziców wypiera się wszystkich zarzutów. Poradźcie coś