Mlody wczoraj dostal wiersz do nauczenia sie na pamiec... Probem w tym, ze wiersz byl po angielsku, a mlody angielskiego nie zna az tak dobrze, jak dzieci w klasie. Bardzo sie stara, ale wiadomo, ze niektorym nie dorowna, bo raz ze czesc dzieci 2 jezyczna (angielsko niemieckie) lub nawet 3 jezyczna,..a czesc ma angielski na poziomie native od 2 klasy.
W kazdym badz razie, wiersz w miare latwy. Pomoglem mu nauczyc sie pierwszych 2 zwrotek. Poszlo spokojnie. Potem musialem troche wlasne rzeczy poogarniac, a mlody mial sie 2 kolejnych nauczyc na ile da rade. Bez nacisku, al emial sie postarac. Po 5 mianitach zaczelo sie kopanie lozka, placz, nerwy, wsciekanie sie, ze nauczycielka glupia bo daje z dnia na dzien wiersz, a on nie zna angielskiego..itd itd idt.. Nie wiem czy dobrze zrobilem, bo kazelam mlodemu usiasc na "d.pie" przez pol godziny i w spokoju sie uczyc.... Z tego pol godziny moze 20 minut wyciesdzial..reszta to byla scena... Powiedzialem mu, ze rozumiem, ze sie wscieka bo nie zna jezyka, a nauczycielka wiedzac o tym, powinna mu dac min 2 dni..a nie 1 dzien. No i ze powienien si epostarac nauczyc jak najwiecej, a jak sie nie uda reszty to trdno... Niestety to wszytsko skonczylo sie awantura..

(( Bo z jednej strny wiem, ze spokojnie by sie nauczyl, z drugie wiem, ze on stara sie udowodnic, ze sie nie jest w stanie nauczyc.... Skonczylo sie zakazem bajki i nakazem nauki... bez kolacji...
Okazalo sie, ze jednak da sie nauczyc w ciagu 40 minut wiersza... i jeszcze jednak bajke obejzec.. i kolacje zjesc. rano znal wiersz juz plynnie....
ale te sceny mnie dobijaja... ja wiem, ze on moze, a on mi chce udowodnic, ze nie moze...
jakies porady jak uniknac scen???