Dodaj do ulubionych

czy chodzicie na zakończenie roku.......

22.06.06, 22:35
waszych dzieci, mam na myśli te starsze dzieci IV, V, VI klasa. Nasz syn
kończy V i oświadczył,ze wolałby abyśmy nie szli, trochę przykro, szczególnie
tacie.
Obserwuj wątek
    • ibulka Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 22.06.06, 23:08
      Jedenasto, prawie dwunastoletnie dziecko, to dość duże dziecko, praktycznie
      NASTOLATEK wink
      Być może syn boi się, że zostanie wyśmiany przez kolegów/koleżanki?

      W sumie Piętnastolatka z naszej rodziny przestała chodzić na rozpoczęcia i
      zakończenia roku z mamą kiedy poszła do 4 klasy wink W 5 była już 'sama' i na
      jednej, i na drugiej akademii smile
      Pozdrawiam.
    • nchyb Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 23.06.06, 08:01
      byłam do 3 klasy. Rok temu (4 klasa) i teraz już nie. Po co? To nie jest
      maluszek, tylko duże dziecko.
      Nie widzę powodu do przykrości. To naturalna kolej rzeczy, że dziecko dorasta i
      obecnośc rodziców w takim momencie nie jest dziecku potrzebna do szczęścia. Za
      to możecie wykazać wiele radoścu, gdy ze szkoły powróci i świadectwem się
      pochwali... smile
      Własnie wtedy warto np. rodzinne wybrać się na lody czy coś w tym stylu by
      razem uczcić koniec roku szkolnego i początek wspaniałych wakacji...
      • iwonesik Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 23.06.06, 11:01
        Mnie dzisiaj mój IV klasista "wyrolował". Powiedziałam w pracy, że spóźnie sie
        troche , bo mam zakończenie roku szkolnego. Wyszykowałam go, kupiliśmy kwiaty,
        a obok szkoły zobaczył, że kilku kolegów idzie razem i stwierdził, że mogę już
        iść. He, he i na tym zakończę rozpoczęcie i zakończenie roku szkolengo razem z
        synkiem.
        • kkokos Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 23.06.06, 12:35
          dziś po raz pierwszy nie poszłam - pójdę dopiero za dwa lata, na zakończenie
          podstawówki. A synkowi dałam na wszelki wypadek kartonową teczkę, by świadectwo
          nie dotarło do domu w stanie jak psu z gardła wyciągnięte smile))
          • verdana Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 23.06.06, 13:11
            Prawdę mówiac, to się zdziwiłam - do glowy mi nie przyszlo, żeby iść z 11-
            latkiem na początek czy zakończenie roku. Kwiatki też kupował sam, ja nawet nie
            wiem dokładnie dla których nauczycieli.
            To już nie małe dziecko, najwyższy czas na samodzielność.
    • elena70 Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 23.06.06, 13:24
      Ja z racji zawodu nie chodzę ze swoim dzieckiem na zakończenia i rozpoczęcia
      roku szkolnego. Czytając odpowiedź Verdany nasunęło mi się coś innego, czy
      matka powinna mówić dziecku jakie kwiaty i dla kogo powinno kupić? Ja myślę, że
      tak. Samodzielność chyba nie na tym ma polegać, że twoje dziecko kupi jedną
      złamaną różę dla wychowawcy, a resztę kasy zgarnie dla siebie. To ty powinnaś
      podsunąć mu myśl, że należy podziękować wszystkim nauczycielom, choćby
      symobicznym kwiatkiem. Skutki tego nadmiernego puszczania dzieci w samopas
      obserwuję na codzień w swojej szkole. Mam 19 latków, którzy są już tak dorośli,
      że dziś nie przyszli nawet na zakończenie roku na aulę szkolną, tylko prosto do
      klasy po świadectwa. Nie zostali nauczeni szacunku w domu. Takie jest moje
      zdanie. Po trzech latach walki z nimi nie przychodzą już w dresach i czerwonych
      koszulkach na ramiączkach, tylko ubierają się w spodnie i koszule. Strój jaki
      dziecko ma na sobie w ten dzień też wiele mówi o stosunku domu z którego
      dziecko pochodzi do szkoły.
      • ibulka Re: do elena70 23.06.06, 13:41
        Masz dużo racji, popieram Cię, ale weź pod uwagę to, że być może dziecko
        Verdany wie o tym, że każdemu nauczycielowi coś się należy, i nie kupi tej
        złamanej róży... wink)

        Musiałam iść dzisiaj jako 'opiekun' na zakończenie roku u Piętnastolatki - z
        tego co zaobserwowałam, większość młodzieży miała śliczne bukiety itd., a
        Piętnastolatka dwie skromne, ale bardzo ładne róże - dla ukochanej Polonistki i
        dla przesympatycznej Wychowawczyni smile
        • verdana Re: do elena70 23.06.06, 13:56
          Moje dziecko kupiło sześć róż, reszte zwróciło. Nauczycielki angielskiego nie
          było, wiec jedną różę wręczyło pani od reedukacji. Moze jednak okazac sie, ze
          nie tyko kradnie, ale i klamie... jak wg. niektorych wszystkie dzieci.
          Nie wiem, jak Wy, ale ja nie przyjmuję założenia, że dzieci są złodziejami,
          którym żadnych pieniedzy powierzyć nie mozna, bo na pewno zagarną wszystko dla
          siebie. Chyba nalezy jednak tak wychowywać dziecko, by dało się mu zaufać -
          przyjmowanie, że na sto procent ukradnie każda powierzoną mu rzecz, to nie jest
          dobry wstep do wychowania dorosłego czowieka.
          Bo ostatecznie, ktoregoś dnia te kwiaty będzie samo musiało kupić, albo
          zapłacić za czesne.
          • elena70 Re: do elena70 23.06.06, 14:01
            Przepraszam,jeśli poczułaś się urażona. Ja mam takie skrzywienie zawodowe. U
            mnie w szkole jest kilkunastu uczniów z kuratorem. Jeden siedzi w areszcie za
            rozbój. Nie miałam tak naprawdę na myśli twojego dziecka. Przepraszam, dałam
            zły przykład.
            • verdana Re: do elena70 23.06.06, 14:17
              Uczyłysmy w tej samej szkole?
              U mnie jeden (mój ulubiony uczeń) siedział za pobicie, jeden narkoman okradł
              szkołę, jednego zabito w porachunkach mafii. Tylko - gdy jeden z uczniów dostał
              białaczki - w życiu nie spotkałam się z takimi ofiarnymi ludźmi. Ryzykowali
              maturę, stali na mrozie całe niedziele przed kościolami, zbierajac pieniądze,
              przepisywali setki apeli. W "normalnej" szkole pewnie nic z tego by nie było,
              bo matura ważniejsza...
              Jeden z nauczycieli był gejem. Nie usłyszał złego słowa. Jedna z dziewczyn była
              uposledzona. Znecały się nad nia dwie najlepsze uczennice. Chuligani pomagali..
              Od tego czasu zastanawiam się, komu można ufać.
              • elena70 do verdany! 23.06.06, 14:24
                To chyba jednak nie jest ta sama szkoła wink. Moi uczniowie generalnie wszystko
                mają w ...., ale może ekstremalna sytuacja pokazałaby ich ludzkie oblicze.
                Wolałabym jednak tego nie sprawdzać.
                W każdym razie torebkę zawsze trzymam pod pachą i nie odwracam się do
                tablicy.... Oglądałaś "Młodych gniewnych" ? To moja szkoła...
                • verdana Re: do verdany! 23.06.06, 14:27
                  Torebka obowiązkowo przy sobie.
                  Natomiast moi uczniowie w d... mieli tylko naukę.
                  • iwonesik Re: do verdany! 23.06.06, 15:49
                    A mnie Verdano przyszło do głowy iść na rozpoczęcie roku i zakończenie. teraz
                    wiem, że zrobił się samodzielny i może chodzić sam. Z Jego relacji
                    dowiedziałam się, że było kilkanaście mam więc chyba nie jestem
                    przewrażliwiona???
                    • nchyb Re: do verdany! 23.06.06, 16:10
                      > Z Jego relacji
                      > dowiedziałam się, że było kilkanaście mam więc chyba nie jestem
                      > przewrażliwiona???
                      Iwonesik, takie mamy trafiają się, ale rzadko ich obecność w szkole i auli jest
                      przedmiotem dumy swoich dzieci.
                      To są najczęściej te mamy, które jeszcze na studiach potrafią iść do wykładowcy
                      i wykłócać się o lepszą ocenę dla synka, bo on przeciez godzinami się uczył i
                      jak pan profesor mógł tego nie dostrzec...
    • jolkax Re: czy chodzicie na zakończenie roku....... 23.06.06, 16:37
      Uważam, że nie zawsze na zakończenie roku szkolnego obecność rodzica jest
      konieczna ale .... Kiedy dziecko kończy szkołę i otrzymuje wyróżnienie a
      rodzice list gratulacyjny to chyba nie jest dobrze gdy, w tak ważnej w życiu
      dziecka chwili, rodzice nie znajdują dla niego godziny czasu i na takim apelu
      jest ono samo. Jestem bardzo zapracowaną matką ale wiem, że są rzeczy ważne i
      ważniejsze. Zakończenie roku szkolnego i powrót syna ze świadectwem to
      szczególny dzień w naszym domu. Mały nie wraca wtedy do pustego mieszkania
      tylko czekamy na niego co nie znaczy, że nie może wyjść z kolegami na
      lody /szósta klasa/, później jednak świętujemy wspólnie np. uroczysta kolacja
      drobna niespodzianka.
      pozdrawiam matka absolwenta
      • verdana Listy gratulacyjne dla rodziców... brrrrr... 23.06.06, 16:54
        Zakonczenie szkoły to co innego niż zakończenie roku.
        A poza tym - mnie doprowadzaja do szału listy gratulacyjne dla rodziców.
        Umniejszają zasługę dziecka - to raz (nie dlatego uczysz się, ze jesteś pilny,
        ale dlatego, że cie rodzice przypilnowali). Stawiają pod pręgierzem rodziców
        gorszych uczniów (gdybym go przypilnował, to tez miałby czerwony pasek). dziela
        rodziców na lepszych i gorszych. Uswiadamiaja uczniom, że nauka to nie ich
        sprawa , tylko rodziców.
        Dostawałam takie listy w liceum i bardzo mi sie przykro zrobiło, gdy
        przygnębiona mama siedzaca obok mnie spytała "Jak pani to robi, że córka sie
        tak dobrze uczy?". Wyjaśniłam, że ja się w tej szkole nie uczę, tylko córka,
        zielonego pojecia nie mam, dlaczego nagle zaczęła się uczyć, a tak samo
        wychowywany syn nigdy czerwonego paska nie miał.
        Naprawdę, ja już nie chodzę do szkoły i nie mnie nagradzać za cudzą pracę.

        Mops w naturalnym środowisku

        img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
        • ibulka Re: Listy gratulacyjne dla rodziców... brrrrr... 23.06.06, 17:06
          Verdana ma rację!
          Rodzice powinni dostawać takie listy, bo to oni w dużej mierze pomogli dziecku
          osiągnąć to i to. Moim zdaniem nie powinny być to listy gratulacyjne, w których
          wychwalane są metody wychowywania itd., lecz listy pochwalne - z wypisanymi
          osiągnięciami dziecka itd.

          Wychwalanie rodzica nic tu nie da - nad Piętnastolatką z naszej rodziny matka
          stała godzinami z batem, a ona tak czy inaczej się nie uczyła. Z kolei nad
          Czternastolatkiem rodzice nie stoją w ogóle, a chłopak ma najwyższą średnią w
          klasie... smile
          • kasiapfk Re: Listy gratulacyjne dla rodziców... brrrrr... 24.06.06, 09:33
            HA! a u nas rodzice też dostaja, za to co zrobili dla społecznosći szkolnej, w
            której życie, zgdnie ze statutem powinni się włączać.
            Zaznaczam, że to szkoła społeczna, która współpracę rodzic-szkoła-dziecko
            traktuje serio, a nie tylko papierkowo.
            I na zakończenia roku WSZYSCY rodzice dostają zaproszenie. Nie zauważyłam żeby
            szóstoklasistom to przeszkadzało. Od zawsze po szkole kręcą się rodzice, więc
            dzieciaki przyzwyczajone.
    • nisar A propos listów dla rodziców. 26.06.06, 11:20
      Dostaję takowe i bardzo mnie cieszą. Nie dlatego, żebym miała przypisywać sobie
      zasługi dziecka, że sie uczyło. Niemniej uważam, że jest moją zasługą
      (przynajmniej w pewnym stopniu) to, że tak wychowałam dziecko, że jest ciekawe
      świata i ambitne. To ja z nią chodzę do opery, filharmonii, teatru, na wystawy.
      To ja jej czytałam jak była mała i podsuwam do dziś książki czy artykuły. To ja
      zdzieram gardło gadając i gadając z nią bez końca o sprawach, które ją
      poruszają. To ja oglądam z nią filmy, które dla niej uważam za wartościowe, ale
      zbyt trudne w odbiorze, by oglądała sama. Gram w gry, chodzę na wycieczki,
      zwiedzam, zdobywam szczyty. Zbudowałam bazę. Teraz ona buduje "nadbudowę".
      Niemniej za tę bazę mam prawo do listu.
      Takie jest moje zdanie.
      • ibulka Re: A propos listów dla rodziców. 26.06.06, 16:04
        Oczywiście - bez rodzica dziecko niewiele by osiągnęło, bo niby skąd
        wiedziałoby jak i po co?
        Nie mniej jednak ważny jest format listu. Moim zdaniem list wychwalający pod
        niebo rodzica, to brednie. List, w którym są słowa uznania i pochwały
        za 'budowanie bazy', to już lepiej.

        W końcu prawda jest taka: rodzic pokazał, podpowiedział i wyjaśnił, pomógł i
        zapoczątkował, ale bez ambitcji i ciekawości dziecka, nie osiągnołby nic! smile

        Pozdrawiam serdecznie kiss

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka