Dodaj do ulubionych

czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dziecka

29.09.07, 10:50
witam.
zbulwersowalam się ogromnie i nie wiem jak dalej mam zająć się ta
sprawą-prosze o radę.
Poslalam zdrowe dziecko bez zadnych iobjawów jakiejkolwiek infekcji
do szkoly o 8 rano.Syn ma zajecia do 13 a potem idzie do swietlicy
gdzie jest do 15.10. Wiec poszlam odebrac syna ze szkoly-klasa
akurat byla na boisku , chlopcy grali w pilkę ,dziewczynki na
skakankach, na chodniku stoją 3 panie ze swietlicy i gadają sobie ,u
doslownie ich stóp, na tym chodniku siedzi mój 6 letni syn, glowa
ukryta w rekach na kolanach-wolam go on podnosi zaplakane oczy -nie
może wstać.zaprowadzam do szkoly w gabinecie mierzą mu temperaturę
40.3 stopni. Pytam sie tych pan czy nie zauwazyly wczesniej zlego
samopoczucia a jedna sie odwraca imówi tak od rana tak siedzi, no
mówil ze boli go glowa.Do ciezkiej anielki dlaczego nie zaprowadzily
go do gabinetu? dlaczego mnie nie zawiadomili? mieszkam 100metrów od
szkoly -wiedzą ze jestem w domu caly czas.przecież tak wysoka
gorączka moze doprowadzić do uszkodzen mózgu, do drgawek do tragedii,
pogotowie wezwane -lekarz podejrzewa sepse bo syn ma 3 objawy -
badania krwi wykazują na szczęście anginę ropną . dziecko majaczylo
dwa dni gorączki nuie udalo się zbić przez trzy dni poniżej 38.6
stopni. A jak by martwy leżal czy ktos by sie zainteresowal?
nie mozna dopusci do bagatelizowania takich rzeczy -co ja mam zrobic
komu zglosić pomóżcie.
Obserwuj wątek
    • mareczkowa0 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 11:29
      Witaj, to straszne jest to co piszesz.Współczuje Ci.
      A co powinnaś zrobić? Chyba najpierw uderzyć do dyrektora szkoły i do kuratorium.
    • przeciwcialo Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 11:38
      W moim odczuciu nie narazili. Dziecko musiało przyjsc z infekcja
      która sie rozwinęła w ciagu dnia.
      Moje pytanie jest inne skoro nie pracujesz po co każesz dziecku
      przebywac na swietlicy?
      • annakate Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 12:23
        Ja bym poszła do dyrektora i zawiadomiła na piśmie radę rodziców, to jest jednak
        w szkole jakas siła. Proponuję domagać sie od dyrektora wyjaśnień i
        przedstawienia jaki jest jego zdaniem prawidłowy sposób reagowania, czy sa w
        szkole jakies reguły w tym względzie, jesli tak to jakie i czy sa stosowane.
        Jesli będziesz nieusatysfakcjonowana to zawiadom kuratorium. Uważam, że w razie
        złego samopoczucia dziecka rodzic pownien byc niezwłocznie zawiadomiony i dziwię
        sie, że szkoła we własnym interesie tego nie robi - w erze powszechnie
        dostepnych telefonów to nie jest żaden problem.
      • owocoskala naraziła 29.09.07, 12:25
        > Moje pytanie jest inne skoro nie pracujesz po co każesz dziecku
        > przebywac na swietlicy?
        Nie powiedziała że nie pracuje tylko jest w domu. Bardzo irytuje
        mnie takie podejście. Może ma inne młodsze dzieci, może chce żeby
        syn pobawił się z innymi, wyszedł na podwórko. Ma prawo do
        świetlicy.
        Szkoła zaniedbała ewidentnie bardzo chore dziecko. Powinni
        zadzwonić. Dziecko może mieć atak wyrostka i mase innych chorób
        wymagających szybkiej interwencji pogotowia. Ja bym poszła do
        kuratorium. Niech wiedzą że to nie żarty. Może to nawet kwalifikuje
        się do prokuratury, skoro konsekwencje były tak poważne. Inna
        strona medalu to rozwiązania systemowe, wg których nauczycielom ani
        pielegniarkom nie można zmierzyć dziecku temperatury termometrem,
        co najwyżej takim na czoło. U nas pielęgniarka jest 2 razy na
        tydzień więc trzeba mieć szczęście by trafić na fachową pomoc. Jak
        czytam tą straszną historię to dochodzę do wniosku że może córka
        powinna mieć komórke w szafce - w razie czego.
        • arioso1 Re: naraziła 29.09.07, 12:49
          mam troje dzieci najmlodsze 10 miesięcy. prowadzę firmę i pomaga mi
          maz dlatego moge to robic w domu. Syn jest na swietlicy do 15 bo o
          15 starsza córka tez konczy lekcje i zabieram ich za jednym razem,
          poza tym syn ma tylko kolegów w szkole , ja mam mnóstwo pracy i w
          domu i w firmie, a jeszcze najmlodsza córka dlatego zdecydowalam nie
          latać do szkoly po 4 razy tylko raz. Dziecko nie mialo infekcii
          kiedy szlo do szkoly,byl baardzo ruchliwy, pani jego poskarżyla że
          pozrywal dekorację a po godzinie juz siedzial skulony.NIEWAŻNE.
          WA ZNY JEST FAKT ZE MOIM ZDANJIEM SZKOLA POWINNA ZAREAGOWAĆ -
          WYSTARCZYLO SPOJRZEC NA DZIECKO ,KTÓRE PLAKALO Z BÓLU nikt im nie
          kazal nic mierzyć ,leczyć -wystarczylo zadzwonić i powiedziec ze z
          dzieckiem cos nie tak. Jak zapisywalam go na świetlice i potem
          wychowawczyni móowilam że jestem w domu i gdyby coś sie dzialo maja
          dzwonić albo zawiadomic sgtarszą córkę która ma komórkę przy sobie.
          teraz juz sie boję i nie mam gwarancji ze będę miala co odbierać ze
          szkoly
          • arioso1 przeciwcialo 29.09.07, 12:57
            nawet gdybym zaprowadzila z niewiadomo jak w ciezkim stanie- szkola
            a raczej nauczyciel powinien jakkolwiek zareagować-zadzwonic i
            powiedzieć pani dziecko jest chore.
            syn rano byl zdrowy nie mial goraczki byl wesoly, nie jestem wróżką
            żeby przewidzieć co bedzie za kilka godzin czy minut.
            Czy twoim zdaniem jak dziecko jest chore a objawów nie ma narazie i
            idzie do szkoly to opieka i odpowiedzialnośc placówki już mu się nie
            nalezy?Masz trochę dziwne podejscie i ciekawe jak byś sie zachowala
            kiedy by to dotyczylo twojego dziecka- będziesz przepraszac w
            szkole ze nie wiedzialas ze dziecko bylo chore dostalo na lekcji
            goraczki i tym samym narazilaś nauczycielkę na stres i koniecznosc
            wykonania telefonu?????????????/
            • agnieszka_azj Re: przeciwcialo 29.09.07, 16:25
              Zdecydownie szkola jest nie w porządku. Takiej gorączki nie dostaje
              się z minuty na minutę - stan dziecka musiał się stopniowo
              pogarszać przez dłuzszy czas.
              W szkole moich córek jest pielęgniarka i dziecko w jakimikolwiek
              dolegliwościami jest odprowadzane do niej. Najczęściej kończy się
              to tym, ze dzwoni ona do rodziców i informuje o stanie dziecka z
              sugestią, zeby przyjechać i zabrać. Zanim rodzice sie zgłoszą
              dziecko jest pod fachową opieką (w razie wymiotów, utraty
              przytomności itp), może sie połozyć, a nie siedzieć w ławce.
        • scher Re: naraziła 29.09.07, 21:01
          owocoskala napisała:

          > Inna strona medalu to rozwiązania systemowe, wg których
          > nauczycielom ani pielegniarkom nie można zmierzyć dziecku
          > temperatury termometrem

          Niby dlaczego nie wolno?
          • owocoskala Re: naraziła 01.10.07, 07:52
            > > Inna strona medalu to rozwiązania systemowe, wg których
            > > nauczycielom ani pielegniarkom nie można zmierzyć dziecku
            > > temperatury termometrem
            >
            > Niby dlaczego nie wolno?
            Nie mam pojęcia! Bo może się zbić i rtęć wylać? Tak mówią u nas w
            szkole i jedna mama która jest równocześnie zawodową pielęgniarką w
            szpitalu to potwierdziła. U nas mierza tym paskiem na czoło a jak
            by nie było pielegiarki i gabinet byłby zamknięty to chyba ręką?
            • procesor Re: naraziła 01.10.07, 12:33
              w dobie tanich elektronicznych termometrów argument o rtęci jest dziwny..

              mówi to matka która w szpitalu zbiła dwa rtęciowe.. smile swoją drogą kto wymyslił
              mierzenie niemowlęciu temepertury o 5 czy 6 rano?! i to przez nieprzytomna matke??
            • kkokos Re: naraziła 01.10.07, 14:02
              nie wiem, czym mierzą u nas, ale mierzą z pewnością. W końcu rodzice
              podpisują przy przyjęciu do szkoły zgodę na udzielanie podstawowej
              pomocy medycznej przez szkolną pielęgniarkę i wezwanie karetki w
              razie wypadku - a zmierzenie temperatury przy rozgrzanym czole jest
              chyba wstępem do podstawowej pomocy medycznej, czyż nie?
            • zetbeel Re: naraziła 01.10.07, 15:21
              W Polsce, jest już zakaz używania termometrów rtęciowych.
            • scher Re: naraziła 01.10.07, 21:48
              owocoskala napisała:

              > > > Inna strona medalu to rozwiązania systemowe, wg których
              > > > nauczycielom ani pielegniarkom nie można zmierzyć dziecku
              > > > temperatury termometrem
              > > Niby dlaczego nie wolno?
              > Nie mam pojęcia! Bo może się zbić i rtęć wylać?

              Nie słuchaj głupot. Nie ma żadnego zakazu.
    • majmajka Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 17:52
      Moim zdaniem nie powinno tak byc. Pojscie z ta sprawa do dyrektora to oczywiste. Jezeli on mial 40 st. to naprawde trudno tego nie zauwazyc.
      • przeciwcialo Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 17:59
        Dziecko goraczki może naprawde dostać w ciągu godziny. Wiem to po
        swoich dzieciach.
        Nie chciałam urazic autorki watku. Chciałam zrozumiec sytuację. Bo
        gdyby nie swietlica to ta goraczka dopadłaby go w domu. A gdzie była
        nauczycielka syna- ta która prowadzi lekcje?
        • arioso1 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 18:16
          nauczycielka powiedziala że syn siedzial w kącie a ona myślala że ma
          focha albo sie poklócil z kolegami-ale nawet nie podeszla do niego
          bo jak twierdzi nie ma ona czasu aby diagnozować każde dziecko po
          kolei i ze nie jest lekarzem0-szlag chce czlowieka trafić
          • majuszka77 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 19:00
            Nauczycielka mojego syna jak dostał gorączki natychmiast do mnie
            zadzwoniła ...jakoś się domyśliła że dziecko jest chore ...zanim
            doszłam do szkoły syn był u pielegniarki i dostał coś na zbicie
            żeby się nie męczył ....w twojej sytuacji narobiła bym wielkiego
            rabanu w szkole to karygodne..przeciez po dziecku natychmiast widać
            że gorączkuje ...szok
            • nioma Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 19:53
              To skandal.
              W naszej szkole jest tak, ze jak tylko dziecko sie zle poczuje to
              wychowca do mnie dzwoni i mowi jaka jest sytuacja i prosi o
              odebranie dziecka. do tego czasu jest pod opieka pielegniarki lub
              czeka w bibliotece w ktorej jest cicho i spokojnie
              • malenka691 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 20:55
                Przeraża mnie to co tu przeczytałam,zwłaszcza ze moje dziecko w tym
                roku poszło do pierwszej klasy i to na co sie w jego szkole
                napatrzyłam to dosłownie tragedia,grono pedagogiczne jak do tej pory
                zaliczyło tyle "z mojego punktu widzenia" wpadek że aż szkoda gadac:-
                (....moze powinnismy tu -opisujac konkretny przypadek- pisac
                konkretnie,jakie miasto jaka szkola, tak na przestroge innym
                rodzicom,bo rzeczywiscie, ja równiez jestem mama która ze wzgledu na
                prace w domu, odbieram dziecko wczesniej i czesto moge sie napatrzec
                na to co dzieje sie w trakcie dnia w szkole,a domyslam sie ze
                rodzice których dzieci siedza całay dzien w szkole, a potem na
                swietlicy moga tak naprawde nie miec o wielu rzeczach pojecia..
            • magdajeden Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 00:33
              majuszka77 napisała:

              > Nauczycielka mojego syna jak dostał gorączki natychmiast do mnie
              > zadzwoniła ...jakoś się domyśliła że dziecko jest chore ...zanim
              > doszłam do szkoły syn był u pielegniarki i dostał coś na zbicie
              > żeby się nie męczył ....

              akurat tego robić nie powinni. a co by było gdyby dziecko było uczulone akurat
              na ten lek? nie powinni podawac żadnych leków dzieciom bez konsultacji z
              rodzicami albo lekarzem rodzinnym.

              w temacie wątku: ktoś ze szkoły powinien zawiadomić rodziców o złym samopoczuciu
              dziecka. bardzo łatwo rozpoznać (nawet bez mierzenia temperatury), ze dziecko
              gorączkuje. to ewidentne zaniedbanie.
              • paacynka Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 09:28
                każdy rodzic wypisuje dla pielęgniarki kwestionaruisz dot. zdrowia,
                a w którym podaje czy dziecko jest uczulone na coś czy nie, czy jest
                alergikiem, czy bierze jakieś leki itd.
                • arioso1 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 11:05
                  Ja to wszystko uważam za celowe dzialanie szkoly. ALE od początku-
                  moje dzieci poszly do nowej szkoly, córka do 4 kl a syn do zerówki.
                  zerówka jest jedna -nowy oddzial.moje dzieci ponieważ kiedys mialy
                  problemy ze zdrowiem psychicznym ICH OJCIEC PRÓBOWAL POPELNIC
                  SAMOBÓJSTWO NA ICH OCZACH)chodzilam z nimi do poradni syn dodatkowo
                  nie mówil i niechodzil mając 2i pol roku-dostal orzeczenie o
                  niepelnosprawnosci dzieki czemu dostalam zasilek pielęgnacyjny -a
                  orzeczenie bylo wydane na 4 lata więc do 31.10 2008, na córke tez
                  dostalam takie bo miala po przejściach lęki -i wszystko bylo ok. w
                  drugim dniu nauki wych syna zaczela na niego nagonkę -poszla do
                  dyrektorki i do pedagog ze dziecko wymaga nauczania
                  integracyjnego ,ze to jest inwalida i ze ona nie może sie jemu
                  posiecać bo on wymaga indywidualnego traktowania-zostalam wezwana do
                  szkoly-dyrektorka kazala mi zabrac syna powiedziala że z orzeczeniem
                  nie ma obowiazku go mieć w szkole. Pokazalam jeszcze raz ozeczenie
                  na którym wyrażnie jest napisane ze dziecko nie wymaga
                  specjalistycznej opieki zadnej placówki ani osób trzecich-zrobilam
                  raban-wezwalam psychologa z konfederackiej który zajmujesię ta
                  szkolą, poszlamdo dyrektora ds edukacji na stachiewicza ,
                  zglosilamzażalenie do vice-prezydenta ds szkolnictwa. Dali mi w
                  szkole warunek -dziecko musi przejść testy które orzekną czy mose on
                  zostać w szkole czy nie. psychiolog szkolny narazie trzyma moja
                  stronę , jak dyrektorka i pedagog dowiedzialy się ze zrobilam
                  nagonke na szkolę (wizytacja z kuratorium) przepraszaly mnie ze one
                  zbyt emocjonalnie podeszly do problemu ,że wychowawczyni je tak
                  nastawila i ze oczywiscie dziecko może zostać.
                  Od tego dnia mm koszmar-codziennie syn przynosi uwagi tzw gradowe
                  chmury, jak nie mógl zapiąć guzika w spodniach pani powiedziala ze
                  chodzil on po klasie ze spuszczonymi spodniami.jak inne dzieci nie
                  potwierdzily jej sów to powiedziala że dzieciom sie nie
                  wierzy,zrobiliśmy badania syn jest najnormalniejsym dzieckiem jest
                  zdrowy psychicznie-to powiedziala że lekarze sie nie znaja bo to nie
                  oni muszą uczyć inwalidów- a moim zdaniem inwalida to osoba kaleka
                  bez sprawnych częściciala a nie ta co ma orzeczenie.
                  i tym sposobem dochodząc do końca opowiesci zastanawiam się jakich
                  jeszcze metod nauczycielka użyje aby mnie zmusić do zabrania dziecka
                  ze szkoly/
                  • kerstink Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 13:43
                    Moze jednak dla dobra dziecka lepiej znalezc inna zwykla szkole. Nawet jak masz
                    w pelni racje, czy przez to nastawienie nauczycieli i dyrektora sie zmienia ?
                    Oczywiscie nie mozna tylko uciekac, trzeba walczyc o swoje - nie wiem tylko,
                    kiedy szkoda dziecka. Jak piszesz, to juz bardzo duzo przeszlo.
                  • lena99 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 15:07
                    To straszne co piszesz. Masz niewątpliwie rację ale może przemyśl,
                    czy jednak dzieci z takiej szkoły nie zabrać. Zwłaszcza syna, z
                    takim zastawieniem wychowawczyni musi mu być bardzo ciężko.
                  • magdajeden Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 02.10.07, 00:20
                    arioso1 napisała:

                    >
                    > i tym sposobem dochodząc do końca opowiesci zastanawiam się jakich
                    > jeszcze metod nauczycielka użyje aby mnie zmusić do zabrania dziecka
                    > ze szkoly/


                    każdej, jaka tylko jej przyjdzie do glowy. ze szkodą dla twojego dziecka. albo
                    spowoduj usunięcie nauczycielki ze szkoły, albo przenies syna do innej klasy a
                    nawet szkoły. szkoda dziecka na głupią babę.
    • allija Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 29.09.07, 23:46
      Na pewno panie świetliczanki nie wykazały należytej starannosci,
      powinnas porozmawiac z dyrektorką. Takze z wychowawcą klasy, syn
      mógł źle wygladać i źle się czuć juz wcześniej.
      Co zas do sprawy samej świetlicy to w przepełnionych zwykle szkołach
      to jest jeden dramat. Szkoła z reguły nie dysponuje odpowiednim
      pomieszczeniem a panie nie są w stanie /a może im sie nie chce/
      ogarnąć tak licznej gromady. To zwyczajna przechowalnia, duszna,
      zatloczona i hałasliwa. Moje dziecko czasami czekało tam godzinkę,
      dwie na mnie lub babcię, która dojeżdżała. Wrażenia mam jak
      najgorsze dlatego dziecko zostawało tam w zupełnej ostateczności.
      Myślę, że osobiście wolałabym przejść te sto metrów i zabierać
      dziecko do domu, nawet 7-latek może zając się sam soba w domu, nie
      musi ci przeszkadzać w pracy. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach
      tak bym zrobiła.
    • osmanthus Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 00:52
      Mam pytanie, a raczej kilka pytan - czy w polskich szkolach istnieja
      jakiekolwiek procedury na wypadek takich wlasnie okolicznosci ? Zle
      samopoczucie dziecka, powazniejszy wypadek (pamietacie dziewczynke,
      ktora spadla ze zjzdzalni ?)Czy szkola jest zobowiazana do
      zawiadomienie rodzicow, (wskazanych osob gdy nie mozna sie
      skontaktowac z rodzicami)? Wypelniacie jakies karty informacyjne ?
      Podpisujecie ogolna zgode na przewiezienie dziecka karetka do
      szpitala w razie wypadku ?
      Czy w polskiej szkole nie ma tzw "duty of care", tzn, ze szkola
      zastepuje rodzicow w czasie gdy dziecko w niej przebywa ?
      Jezeli pielegniarka bywa w szkole 2 x w tygodniu co sie dzieje, gdy
      jej nie ma ? Kto udziela pierwszej pomocy poszkodowanym ?
      (tu klania sie przypadek dziewczynki chorej na serce, ktora
      zaslabla w czasie lekcji wf-u)
      Co z dziecmi, ktore maja schorzenia grozace gwaltownych pogorszeniem
      sie stanu zdrowia (uczulenie grozace stanem anafilaktycznym,
      hemofilia, cukrzyca, choroby serca)?
      U nas nie ma pielegniarek, ale w szkole na 1100 uczniow + 120 osob
      personelu) zawsze sa do dyspozycji dwie osoby przeszkolone w
      zakresie udzielania pierwszej pomocy (szkolenie obowiazkowo
      powtarzane co rok).
      Dzieci, o ktorych pisalam wyzej maja wypelniane typowe karty
      opracowane przez ministerstwo zdrowia. Te karty (ze zdjeciem, opisem
      objawow choroby, procedura na wypadek zaostrzenia stanu, co robic, z
      kim sie kontaktowac, itd) sa powiekszane do formatu A3 i rozwieszone
      w pokojach nauczycielskich aby wszyscy wiedzieli o kogo chodzi.
      • andaba Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 09:54
        No nie wiem...
        Z jednej strony rozumiem autorke watku, ale z drugiej objawy typu "siedzi w kącie i beczy" to w pierwszej klasie codziennie ma kilka osób.
        Jakby pani chciałą kazdemu mierzyc temperaturę i wzywać rodziców, to nie starczyłoby jej czasu na prowadzenie lekcji.
        Ze swietlicą podobnie - mnóstwo dzieci jest niezadowolonych z faktu, że muszą tam chodzić, gdy po inne dzieci juz dawno mama przyszła więc siedzą i się mażą.
        A gorączki mógł dostać nagle, zresztą autorka sama twierdzi, że dziecko rano było w świetnym stanie.
        Skoro ona nic nie zauwazyła tym bardziej miała prawo nie zauważyć nie znająca dziecka pani.
        • mama9 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 11:47
          niesyety w większości szkół obowiązuje zasada, że lepiej udawać, że
          sie nic nie stało- dziecku na pewno nic nie jest, jeśli jedno
          dziecko uderzyło drugie to na pewno przypadkiem itd.
          w końcu po co sobie kłopot robić
          • arioso1 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 13:48
            ANDABA-ale jak można spokojnie patrze ć na dziecko które kilka
            godzin placze?pani wychowawczyni powiedziala że on tak od
            rana ,potem byl na swietlicy w dodatku na naszej świetlicy nie
            chodzi wiecej niż 15-20 uczniów. A mój syn chodzi do zerówki i tym
            bardziej pani powinna zareagować dlaczego 6 letni ,żywy dotąd chl
            opiec nagle placze w kacie.Dziewczyny jak ja go zobaczylam- to malo
            mi serce nie pęklo dziecko siedzialo na chodniku na otwartum slońcu,
            mokry, splakany, przerażony a panie trzy obok staly i gadaly nie
            byly zajete-on w wieku 3 lat jako komplikacja po ospie dostal
            zapaści serca - on mógl niedożyć mojego powrotu w gorączce.
            To się stalo w szkole nr. 123 w krakowie,os. kozlówek ul.okólna.
            przy badaniu syn mial juz niemarowe bicie serca lekarka sama byla
            przerażona, podejrzewala sepsę.jutro idę do szkoly z awanturą bo to
            napewno nie jest zbieg okoliczności-dodam ze jest jeszcze inna moja
            historia z ta szkolą -dyrektorka chce usunąć mojego synaze szkoly bo
            ma orzeczenie o niepelnosprawnoscvi wydane trzy lata temu jak syn
            mial problemy z mówieniem-a ona uwaza że inwalidów nie ma obowiazku
            trzymac i tak nawet wychowawczyni codziennie mi sugeruje żebym
            zabrala syna z tej szkoly do szkoly specjalnej -tylko nie dociera do
            niej ze dziecko juz mówi i orzeczenie sie skonczylo -syn jest zdrowy
            ma badania psychologiczne okreslajace jego bardzo dobry stan zdrowia.
            • andaba Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 16:32
              arioso1 napisała:

              dodam ze jest jeszcze inna moja
              > historia z ta szkolą -dyrektorka chce usunąć mojego synaze szkoly bo
              > ma orzeczenie o niepelnosprawnoscvi wydane trzy lata temu jak syn
              > mial problemy z mówieniem-a ona uwaza że inwalidów nie ma obowiazku
              > trzymac i tak nawet wychowawczyni codziennie mi sugeruje żebym
              > zabrala syna z tej szkoly do szkoly specjalnej -tylko nie dociera do
              > niej ze dziecko juz mówi i orzeczenie sie skonczylo -syn jest zdrowy
              > ma badania psychologiczne okreslajace jego bardzo dobry stan zdrowia.


              Muszę przyznać, że mnie zatkało.
              Tez jestem z Krakowa i wiem jak nauczyciele zabiegaja o uczniów, których jest coraz mniej.
              Wcale nie odsyłaja do szkół specjalnych dzieci z wiekszymi nawet problemami, staraja sie radzić sobie same, tworzą klasy dla dyslektyków itd.
              Jak do wychowawczyni może nie docierać, że dziecko mówi?
              Przeciez to chyba istotniejsze niz orzeczenie sprzed trzech lat? I w ogóle skąd w szkole wzięło sie takie stare orzeczenie? Jezeli nawet daje sie orzeczenia psychologa to z ostatniego roku, a nawet kilku miesięcy (wiadomo, ze dzieci rozwijaja sie skokowo).
              Nie odczytaj tego jako atak na siebie, po prostu jestem mocno zdziwiona całą sytuacja, jeżeli wygląda tak jak opisałaś.
              • przeciwcialo Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 30.09.07, 18:01
                W Krakowie rzeczywiście dzieci sobie wrecz wyrywaja- wiem bo
                mieszkam tu od niedawna. Dziwi mnie to co napisała Arioso. Kurcze,
                może w przypadku syna lepsze byłoby przedszkole z zerówka?
      • kkokos Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 14:13
        oczywiście, że jest duty of care - dlatego np. mój prawie 12-letni
        syn z gorączką nie mógł sam pójść do oddalonego o 300 m domu swojej
        babci, gdzie i tak chodzi po szkole, tylko ja musiałam go ze szkoły
        zabrać (dojazd zajął mi godzinę, którą przesiedział w gabinecie
        pielęgniarki, a gdyby mógł wyjść, siedem minut po wyjściu ze szkoły
        byłby juz u babci pod ciepłym kocem, faszerowany herbatą z sokiem
        malinowym plus aspiryną i lekami na przeziębienie).
        na początku nauki w szkole wypełnia się zgodę na udzielenie
        podstawowej pomocy medycznej przez pielęgniarkę szkolną i zgodę na
        wezwanie do dziecka pogotowia w razie konieczności.
        u nas pielęgniarka jest codziennie lub 4 dni w tygodniu, nie pamiętam
        jeśli tylko 4, to co gdy jej nie ma? nie mam pojęcia, chyba zostaje
        tylko pogotowie
        > dwie osoby przeszkolone w
        > zakresie udzielania pierwszej pomocy (szkolenie obowiazkowo
        > powtarzane co rok)

        a co ty, nigdy w życiu, kto by za to w polskiej szkole płacił??

        ogólnie chyba trzeba liczyć na dobrą wolę i rozsądek ogółu
        pracowników szkoły - że zauważą, dopilnują, zawiadomią rodziców itd.


        Te karty (ze zdjeciem, opisem
        > objawow choroby ...... sa powiekszane do formatu A3 i rozwieszone
        > w pokojach nauczycielskich

        a w życiu, to by podpadało pod ustawę o ochronie danych
        osobowych smile)) nasza wychowawczyni nie chciała bez jednomyślnej
        zgody wszystkich rodziców na zebraniu powiedzieć głośno, kto ma w
        klasie najlepszą średnią smile)) bo może rodzicie tej trójki najlepiej
        się uczącej by sobie publicznego chwalenia nie życzyli
        • podyanty Do kkokos 01.10.07, 16:25
          A nie moglas zadzwonic do babci i poprosic, zeby odebrala dziecko ze
          szkoly ?

          U nas tez Privacy Act zakazuje udzielania pewnych informacji.
          Nauczycielka nigdy nie podaje publicznie w klasie wynikow testow,
          itd. Na zebraniach nie dyskutuje sie wynikow poszczegolnych uczniow,
          od tego sa indywidualne spotkania z nauczycielami.
          Jezeli chodzi o zdjecia (rowniez dla prasy, szkola jest czesto
          nawiedzana)to ustalono, ze zamiast uzyskiwac zgode od kazdego z
          rodzicow latwiej bedzie zastosowac metode "opt out".
          Plakaty, o ktorych wspominalam sa rozwieszane (wylacznie w pokojach
          nauczycielskich i infirmeriach) za wiedza i zgoda rodzicow.
          • arioso1 NIC TO NIE DALO 01.10.07, 20:39
            dyrektorka powiedziala że dziecko moglo dostac gorączki minute
            wcześniej (A PANIE TWIERDZĄ ŻE ON TAKI OD RANA BYL)
            jest obok na okólnej przedszkole -i porozmawialam z dyrektorką,
            opowiedzialam jej to co wam tutaj -przyjela moje dziecko-mimo iż ma
            przepelnioną zerówkę-powiedziala że sumienie jej nie pozwoli na
            takie traktowanie przez szkolę mojego syna.
            natomiast wychowawczyni córki oraz inne panie które jej uczą
            zaslugują na poklon za ich zrozumienie cieplo, i trzezwość umyslu-
            nie dalej jak dwa dni po zdarzeniu syna corka zaslabla w szkole-
            wymiotowala-natychmiast zrobili jej herbaty, dzwonili do mnie a
            potem dzwonili czy doszla do domu pech chcial że nie moglam iść po
            nią bo w domu mi wszystkie dzieci polozylo z choroby.SĄ WREDNI
            NAUCZYCIELE A SĄ TACY Z POWOLANIA -LUDZIE KOCHANI I WSPANIALI.
            WSZĘDZIE GDZIE ZGLASZAM TEN FAKT O SYNKU ZBYWAJĄ MNIE niestety nie
            wygram i patrzeć będę tylko czy w szkole tej nie doszlo do tragedii -
            nie zdziwi mnie to wcale.Dziękuję Wam za zainteresowanie i wsparcie
            chociaz wy jedyne uważacie moją rację za sluszną.
          • kkokos Re: Do kkokos 04.10.07, 10:36
            podyanty napisała:

            > A nie moglas zadzwonic do babci i poprosic, zeby odebrala dziecko
            ze
            > szkoly ?

            nie, nie mogłam., primo, babcia ma kłopoty z chodzeniem, secundo, z
            tego co pamiętam z młodszych lat (nie wiem, jak by to było dziś,
            może rzeczywiście panie przymknęłyby oko, to pewnie zależy, na jaką
            się trafi), dziecko może odebrać wyłącznie rodzić lub osoba
            upoważniona przez rodzica, czyli trzeba tę osobę zaopatrzyć w
            pisemne upoważnienie, z jej numerem dowodu osobistego i podpisem
            rodzica. Jeśli nie zrobisz tego na początku roku - a przecież 12-
            latek normalnie wraca ze szkoły sam, więc nie zrobiłam - w sytacjach
            takich jak ta jesteś bezsilna i musisz jechać do szkoły sama smile)

            > Nauczycielka nigdy nie podaje publicznie w klasie wynikow testow,
            > itd.

            zgoda, ale w sytuacji trójki najlepszych uczniów w klasie to trocję
            absurdalne. Nasza wychowawczyi spotkała się z gromkim śmiechem
            rodziców. Jeszcze nie spotkałam rodzica, który nie życzyłby sobie,
            by jego dziecko w ten sposób publicznie pochwalono smile)
    • cathy_bum Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 08:52
      W szkole mojego dziecka podobne zaniedbanie (co prawda na wycieczce)
      skończyło się wszczęciem postępowania przez prokuraturę.
      Zazwyczaj jednak nauczyciele reagują prawidłowo. Dzieci są odsyłane
      do pielęgniarki, która udziela im pierwszej pomocy. Rada Rodziców
      płaci za dodatkowe wyposażenie gabinetu w środki opatrunkowe,
      przeciwbólowe, termometry etc, żeby tego nie zabrakło. Temperaturę
      mierzą im jak najbardziej - elektronicznym termometrem. W razie
      potrzeby wychowawca albo pielęgniarka dzwoni do rodziców. Jeśli
      gabinet jest zamknięty, wychowawca sam się sprawą zajmuje i wzywa
      opiekunów.
    • wwww_wwww Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 11:08
      Za takie pieniądze nic im się nie chce...
    • radiata Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 11:20
      Niestety poziom intelektualny nauczycieli maleje, jak również ich poziom
      empatii. Duża ich część to po prostu wredne istoty, do tego głupie i nastawione
      na minimum. Dlatego dziecku idącemu do szkoły trzeba wpoić zasady samoobrony! Po
      pierwsze tel. komórkowy i ZAWSZE możesz do mnie zadzwonić. Nawet jeśli sto razy
      będzie to telefon niepotrzebny, to ten raz może się okazać ważny. Po drugie jak
      ci źle, boli Cię głowa, źle się czujesz to idziesz do Pani i mówisz wprost -
      proszę zadzwonić po Mamę, źle się czuję, proszę mi pomóc. Dużo więcej zareaguje
      na prośbę wprost - bo już nie można udawać, że się nie widziało! Bo już się
      trzeba będzie tłumaczyć potem! Jak Pani nie reaguje, to się idzie do
      sekretariatu, albo do tej Pani, którą się lubi! Najważniejsza jest asertywność
      dzieci, ich poczucie własnej ważności i święte przekonanie, że Mama przyjedzie,
      stanie w obronie i wesprze. I nigdy nie na wrzeszczy, że dzieciak zawraca głowę.
      • july.29 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 11:59
        Radiata napisała:

        "Po pierwsze tel. komórkowy i ZAWSZE możesz do mnie zadzwonić. Nawet
        jeśli sto razy
        będzie to telefon niepotrzebny, to ten raz może się okazać ważny."

        W szkole naszych dzieci "wylano dziecko z kąpielą" - jest
        bezwzględny zakaz używania telefonów, nawet gdy się coś dzieje,
        trzeba korzystać z telefonu w sekretariacie.
        Córka nie może do mnie nawet zadzwonić z boiska szkoły, bo grozi to
        odebraniem telefonu na tydzień. Taki regulamin, wrrr.

        j.
        • zetbeel W szkole mojego dziecka 01.10.07, 13:54
          także poważne zaniedbanie w klasie zero oddział przedszkolny.
          Dziecko miało wypadek, wychowawczyni nie powiadomiła nas rodziców,
          dyrektora, nie wezwała pogotowia. Poprostu nikogo nie powiadomiła.
          Dowiedziałam się przy odbiorze ze szkoły dziecka jak zobaczyłam jak
          wygląda i że ma wysoka temperaturę.
          Oczywiście skończyło się szpitalem i nadal jest diagnozowane i
          leczone przez chirurgów i neurologów.
          Do tego w raporcie z wypadku i całej dokumentacji ukryto imię i
          nazwisko sprawcy, oraz informowano rodziców sprawcy, na bieżąco czy
          sprawa się skończyła. Jak otrzymalismy raport z wypadku, to
          zadzwoniono do rodziców sprwcy, że może wrócić do szkoły, ponieważ
          już nikt nie będzie przesłuchiwał dziecka i mogą spokojnie spać,
          ponieważ już nic nie będzie, że to już koniec sprawy.
          Mama sprawcy w piątek poinformowała mnie o tym wszystkim.
          W tej szkole nie tylko wypadek u pani wych. jest problemem, ale i
          jej metody wychowawcze.
          Podaję link poniżej gdzie opisałam
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=68530482
        • kowaliska Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 14:14
          >july.29 napisała:
          >Taki regulamin, wrrr.

          A wy jako rodzice nie macie nic do powiedzenia?
          Zakaz używania komórek powinien być równoznaczny z deklaracją, że szkoła
          przejmuje całkowicie odpowiedzialność za dziecko i zapewnia mu bezpieczeństwo.
          Oczywiście powinno tak być, ale praktyka jest inna.

          O komórce zaczęłam myśleć już wtedy, jak zobaczyłam "w akcji" wychowawczynię
          córki (1-3 podst).
          To była starsza kobieta (bardzo miła i ciepła - nic do niej nie mam i dzieci ją
          uwielbiały) ale gaduła nie z tej ziemi.
          Jak z kimś stanęła i zaczęła plotkować to zapominała o bożym świecie. Dzieciaki
          wszędzie sie rozłaziły i poważnie sie obawiałam, że mi kiedyś dzieciaka
          zwyczajnie zgubi na spacerze. Poza tym wiecznie były jakieś zmiany w podziale
          godzin wprowadzane nie wiadomo kiedy, dzieciaki wciaż były zdezorientowane,
          córka (nie tylko ona) codziennie sie bała,że po przyjściu do szkoły okaże się,
          ze nie ma nikogo i trzeba czekać w szatni całą godzinę lub więcej, albo że po
          nią nie przyjdę po szkole jak wcześniej skończą. Dla dziecka to stres.
          Komórka rozwiązała większość problemów.
          Nigdy nie zgodziłabym się na taki zakaz.


          • july.29 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 14:33
            kowaliska napisała:

            > >july.29 napisała:
            > >Taki regulamin, wrrr.
            >
            > A wy jako rodzice nie macie nic do powiedzenia?

            -------
            u nas rodzice = rada szkoły i ta na regulamin się zgodziła. Co z
            tego, że mam inne zdanie, skoro nasi reprezentanci wybrali inaczej?
            Mogę tylko zgrzytać zębami.

            Dodam jeszcze, że komorka w przypadku naszych dzieci służyła głównie
            do jednego celu: moja praca, mimo że wykonuję ją w domu, wymaga
            czasem wybrania się na drugi koniec miasta - odbebranie lub
            dostarczenie dokumentów, a nie wiem o tym jeszcze w chwili, gdy
            dzieci wychodzą do szkoły.
            Dlatego możliwość sprawdzenia przez nich, czy jestem w domu, było
            dla mnie bardzo istotne. Z różnych względów (również własnych,
            bardzo niemiłych doświadczeń z dzieciństwa), nie chciałam dzieciom
            dawać kluczy do domu. Niestety, w tej chwili wszystko się bardzo
            skomplikowało. Podczas mojego pobytu poza domem dzieci muszą wyjść
            poza teren szkoły, aby do mnie zadzwonić. Jeśli okazuje się, że
            jestem daleko od domu, muszą kręcić się po okolicy, bo do świetlicy
            nikt już ich z powrotem nie przyjmie (regulamin świetlicy), a ja w
            pędzie przebijam się przez miasto, żeby zbyt długo nie siedziały pod
            drzwiami.
            Dla mnie ten zakaz jest kompletnie bez sensu. Namawiam dzieci nawet
            na łamanie regulaminu (skoro się na niego nie godzę), ale ani to
            wychowawcze, a w końcu obróci się przeciwko nim (zabranie telefonu)
            oraz przeciwko mnie (mamo, źle nam doradziłaś).

            Jestem zła, bo rozumiem, o co chodziło w zakazie (niemożność
            nagrywania filmów na video w telefonie, zakaz dokumentowania
            wypowiedzi nauczycieli itd.), ale w takim przypadku, o jakim piszę,
            na pewno jest to grubo przesadzone. I najgorzej, że wydaje się to
            już nieodwracalne.

            j.
            • owocoskala Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 16:01
              > tego, że mam inne zdanie, skoro nasi reprezentanci wybrali
              inaczej?
              Reprezentanci powinni brać pod uwagę wolę rodziców z poszczególnych
              klas. Jeśli wybrali komfort nauczycieli nad komfortem rodziców i
              dzieci to widocznie jest to zgraja podstawionych przez nauczycieli
              wazeliniarek których nawet tak naprawde nie wybraliście - podobnie
              częściowo jak u nas. Jest jednak wyjście - niech szkoła zamontuje
              telefon na karte na swoim terenie. Tak jest w co najmniej 2
              szkołach w mojej okolicy. Zbierz ze 30 podpisów i spróbuj jak masz
              do tego siły.
              • july.29 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 16:12
                owocoskala napisała:

                Jest jednak wyjście - niech szkoła zamontuje
                > telefon na karte na swoim terenie. Tak jest w co najmniej 2
                > szkołach w mojej okolicy. Zbierz ze 30 podpisów i spróbuj jak masz
                > do tego siły.

                -----
                masz rację, to dobry pomysł, ale był w szkole telefon do zeszłego
                roku, TP S.A. zlikwidowała go ze względu na niską dochodowość.
                Szkoda, bo teraz by się przydał.

                pozdr.
                j.

        • kkokos Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 14:15
          u nas, niestety, jest z telefonami dokładnie tak samo
      • wiewiorka76 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 15:49
        Niestety poziom intelektualny nauczycieli maleje, jak również ich
        poziom
        > empatii. Duża ich część to po prostu wredne istoty, do tego
        głupie i nastawione
        > na minimum. - Kto dał Ci prawo obrażać tysiące ludzi w Polsce????
        To, że te panie nie zachowały się prawidłowo, nie oznacza jeszcze,
        że tak by się zachował każdy inny nauczyciel. W każdym zawodzie są
        lepsi i gorsi! A może powiesz kim Ty jesteś z zawodu?
        Przeanalizujemy poziom intelektualny Twojej grupy zawodowej. Jak
        sądzę nie jest zbyt wysoki (a może tylko stanowisz wyjątek), skoro
        nie zdołałaś się nawet nauczyć poprawnie pisać. NAKRZYCZY pisze się
        razem. Proponuję, żebyś jeszcze wyposażyła swoje dziecko w broń, w
        końcu zawsze może się przydać do obrony przed nauczycielami
        potworami, którzy tylko czekają, żeby je skrzywdzić!!! Kurczę, albo
        jesteś taka wredna i głupia, albo z nienawiści do nauczycieli coś
        Ci się w głowie pomieszało... Obyś była tylko trollem.
        • radiata Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 02.10.07, 15:14
          Nie jestem trollem, jestem kobietą i matką. Doświadczenia ze szkołami mam bardzo
          dobre i moje dzieci miały szczęście na swojej drodze spotkać wielu wspaniałych
          pedagogów, którzy byli odpowiedzialni i zależało im na dzieciakach. Ale czytając
          tę historię, czytając historię zetbeel niestety inaczej części kadry
          nauczycielskiej oceniać się nie da! Jak bardzo trzeba być nieczułym i wrednym,
          żeby nie wezwać rodziców do chorego dziecka! 6-7latka, kompletnie zagubionego w
          pierwszym miesiącu jego edukacji, jego pobytu w nowym środowisku! Do tego zero
          reakcji ze strony dyrekcji, zatem totalne przyzwolenie szkoły na tego typu
          zachowanie wychowawców.
          Sorry za błąd - nie jestem w stanie stwierdzić czy był świadomy czy też nie. Na
          prawdę bardzo mi przykro, że słowo nawrzeszczeć napisałam osobno. Mam nadzieję,
          że zostanie mi to wybaczone. A co do poziomu intelektualnego mojej grupy
          zawodowej - nie zajmujemy się cudzymi dziećmi! Nie jesteśmy za nie
          odpowiedzialni i naszym postępowaniem nie możemy wyrządzić im krzywdy, ani
          fizycznej, ani psychicznej - w odróżnieniu od nauczycieli. Zatem wymaganie, żeby
          nauczycieli, w końcu z tytułami mgr, używali czasem rozumu nie jest chyba zbyt
          wygórowane. Pozdrawiam
          • zetbeel Re: radiata 02.10.07, 16:07
            radiata w pełni cię popieram.
            Szkoda tylko, że wspaniali nauczyciele zerówki w szkole mojej córki,
            z zeszłego, obecnie prowadzą pierwsze klasy na prośby rodziców.
            Nasza córka nie miała tyle szczęscia, aby trafić na nauczyciela, w
            pełni znaczenia tego okreslenia.
            Szkoda, że panie nauczycielki z zeszłego roku odeszły do pierwszych
            klas i nie uczą obecnie zerówki.
            To wielka strata dla dzieci w obecnej zerówce.
            Są nauczyciele wspaniali i nie nadający się do nauczania małych
            dzieci w zerówce. Przeczytaj mój wątek a zorientujesz się w całości
            sprawy.
            Ze względu, że pani wychowawczyni nie słuchała zaleceń dyrektora i
            pedagoga, zlozyliśmy pismo w tej sprawie w kuratorium, a za nie
            udzielenie żadnej pomocy dziecku w prokuraturze.
            Obecnie czekamy na odpowiedz.
            poniżej link:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=68530482
          • wiewiorka76 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 02.10.07, 17:08
            Jasne, przygoda tego dzieciaka, rzeczywiście jest przykra, panie
            wykazały się znieczulicą i obojętnością, przynajmniej z tego co
            pisze mama (nauczycielki nie miały możliwości przedstawić swojej
            wersji, a szkoda bo nawet bandziory w sądzie mają prawo do obrony).
            Nie chcę nikogo bronić, dzieckiem powinien się ktoś zainteresować
            dużo wcześniej, a mama powinna zostać zawiadomiona od razu. Przykre
            jest też to, że szkoła chce się pozbyć dziecka. Sama pracuję z
            dziećmi przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi i jestem wyczulona
            na wszelkie przejawy nietolerancji i dyskryminacji. Ale jestem też
            wyczulona na nieuzasadnioną nagonkę na nauczycieli, której Ty
            własnie dałaś przykład. To, że te panie wykazały się takim właśnie
            zaangażowaniem, a raczej jego brakiem, nie oznacza, że większość
            nauczycieli zrobiłaby to samo. W każdej grupie zawodowej są i
            zwykłe nieroby i kombinatorzy, którym wszystko zwisa i powiewa oraz
            ludzie, którzy swój zawód wykonują z zaangażowaniem, mają do tego
            zawodu powołanie. Trochę się już na patrzyłam na to co się dzieje w
            szkołach i widzę, że jest mnóstwo nauczycieli, którzy oddają się
            tej pracy z pełnym zaangażowaniem, a ich wysiłek jest
            niewspółmierny do wynagrodzenia jakie otrzymują. Jest też duża
            grupa rodziców, którzy z góry są nastawieni, że nauczyciel to wróg,
            idiota i nierób i jak takiemu nie patrzeć na ręce, to zaraz
            wyrządzi krzywdę ich dzieciom. Tacy najczęściej nie wdają się w
            szczegóły, tylko atakują i obrażają wszystkich jak leci. I tych
            dobrych i tych złych. I Ty właśnie to zrobiłaś - bardzo przykrymi i
            krzywdzącymi słowami. Przykre, zwłaszcza jeśli Twoje dzieci trafiły
            na dobrych pedagogów... Po tym, jak z zaangażowaniem zajmowali się
            Twoimi dziećmi, dałaś wyraz szacunku do wszystkich nauczycieli.
            Może wolałabyś, żebym się poczuła jak wredna, głupia i nastawiona
            na minimum istota, ale chyba Ci się to nie uda. Lubię swoją pracę,
            pomimo takiego wynagrodzenia jaki mam, daje mi satysfakcję, mam
            dobry kontakt z dzieciakami i ich rodzicami (!), którzy o dziwo
            rozumieją mnie i szanują mnie i moją pracę - może po prostu mam
            mnóstwo szczęscia. A Ty... masz najwyraźniej problem z nadmiarem
            frustracji i agresji w życiu i musiałaś to gdzieś wylać. Trafiło na
            nauczycieli....
            • zetbeel Re: wiewiorka76 02.10.07, 21:24
              Nie zawsze jest tak, jak piszesz.
              Spotkanie się z nową sytuacją, nie zawsze jest proste i nie zawsze
              mozna pochamować emocje.
              W sytuacji mojego dziecka, trudno jest nie mysleć o bezmyślności
              pani wychowawczyni, szczegolnie że dziecko nadal budzi się w nocy z
              bólu lub krzyczy przez "boję się" i wstaje przez sen.
              Nie wiem czy wiesz co może czuć serce matki, która najpierw walczyła
              o zdrowie dziecka przez 4,5 roku, aby mogło jak wszyscy rówieśnicy,
              jeżdzić na rowerku, rolkach czy poprostu bawić się na placu zabaw
              tak jak wszystkie dzieci, oraz pujść do szkoły z rowieśnikami.
              Natomiast bezmyślność jednej nauczycielki, mogła zniszczyć wszystko.
              Wystarczyło tylko zadzwonić do nas lub powiadomić kogokolwiek w
              szkole, aby podjąć decyzję czy wezwać pogotowie.
              Jak bysmy nie zawieżli corki do szpitala, to nie wiem co było by do
              rana.
              Czasami działają emocje, wiem po sobie jak czekalismy jedenaście
              godzin, kiedy lekarz powiedział, że będzie decydujące o zdrowiu
              córki. Emocje przyslaniają wiele i trudno je obserwować,
              przynajmniej w naszym przypadku, gdzie minął prawie miesiąc, a
              dziecko ma nadal zawroty głowy, kłopoty z chodzeniem po schodach i
              nie tylko, moczy się mimiwolnie, krzyczy po nocach.
              Sama powiedz, czy mozna powstrzymać emocje, patrząc z bólem w sercu
              na dziecko przez cały dzień?
              Wiesz jakie rodzi się wtedy pytanie rodzica? Jak zaufać ponownie,
              skoro zaufanie nasze do nauczyciela sześcioletniej dziewczynki
              zostało całkowicie zniszczone, jak powierzyć ponownie dziecko, kiedy
              wróci do zdrowia tej pani, jak zaufać szkole, że nas powiadomi
              cokolwiek się wydarzy i uczciwie wyjąsni sprawę.
              Wtedy rodzi się wiele pytań i obaw.
              Nie można oceniać wszystkich nauczycieli jedną miarą i tu przyznam
              tobie rację, ale nie można porównywać niskich zarobków do jakości
              pracy z małymi dziećmi. Czy dla ciebie niskie zarobki to brak opieki
              nad małymi dziećmi jest wytłumaczony? Dla mnie nie?
              To my rodzice powierzamy swoje dzieci pod opiekę podczas pobytu w
              szkole nauczycielom i ufamy. Ale co zrobić, jeżeli tracimy zaufanie
              w takim właśnie przypadku jak moja córka czy autorka wątku?
              To wszystko nie jest takie proste i oczywiste.
              Każdy rodzic kocha swoje dziecko i jeżeli dzieje się jemu krzywda,
              to normalną sprawą są emocje i nie muszą mieć żadnego podłoża urazu,
              poza krzywdą dziecką i narażeniem jego życia i zdrowia.
              Bardzo przepraszam, jeżeli popelnilam także błędy, ale u mnie emocje
              są nadal. Nie sypiam tak jak każdy, ponieważ wstaję do krzyczącego z
              bólu lub lęku, dziecka w nocy.
              • wiewiorka76 Re: zetbeel 02.10.07, 22:40
                Przeczytałam Twój wątek i jest mi bardzo przykro, z powodu tego co
                spotkało Ciebie i Twoje dziecko. To jakaś kompletna patologia, aż
                trudno uwierzyć, że takie rzeczy nadal się dzieją. Rozumiem Twój
                stres, rozczarowanie, strach o dziecko i to co przeżywasz. I bardzo
                współczuję.
                Jednak w dalszym ciągu będę się upierać, że w każdym zawodzie są i
                kanalie i ludzie z powołaniem. Nie twierdzę, że nauczycieli trzeba
                bronić z urzędu, czasem reakcja rodziców jest wręcz niezbędna.
                Czasem i rodzice nie wystarczą - tak jak w Twoim przypadku. Ale nie
                należy mierzyć wszystkich jedną miarą! I należy swoją opinię
                wyrażać w cywilizowany sposób. A tego radiata nie potrafi.
                Najłatwiej obrażać... A może dlatego niektórym nauczycielom się nie
                chce angażować, bo wiedzą, że wcześniej czy później jakaś mamusia
                ich zgnoi... To potwornie odbiera motywację.
                A jeśli chodzi o zarobki.. Wydaje mi się, że poczucie
                odpowiedzialności za dzieciaki jest dla nauczyciela z prawdziwego
                zdarzenia niezależne od zarobków. Gdybym myślała inaczej to pewnie
                już bym nie pracowała w tym zawodzie. I wiele moich kolezanek też.
                Pozdrawiam.
    • alina66 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 01.10.07, 14:31
      oczywiście że naraziła, zrób aferę.
      temperaturę 40 stopni widać po dziecku bez większego wysilku.
      Mój syn w liceum przewrócił się na wf i uderzył głową w podłogę-
      szkoła natychmiast wezwała pogotowie, powiadomiła mnie itd - mimo,
      że nie stracił przytomności, nie miał wymiotów ani innych objawów- a
      mówimy o wówczas 17-latku, nie o małym dziecku....
      Karygodne.
      Poza tym- ja w podobnej sytuacji w podstawówce przeniosłam syna do
      innej szkoły, żałuję tylko, że dopiero po 3 klasie- należało zrobić
      to natychmiast po wystąpieniu peirwszych poważnych konfliktów z
      panią. Tobie też to radzę- w ostateczności obrywa dziecko - mój syn
      zaczął najpierw obgryzać nałogowo paznokcie, a potem wyrywał sobie
      włosy z głowy- dermatolog skierował do psychologa, a psycholog
      zalecił zmianę szkoły.
    • mimik5 Re: czy szkola narazila życie i zdrowie mojego dz 04.10.07, 22:39
      WITAM
      to naprawde przykre i szokujace zarazem. Dyrektor moze sie tak
      bardzo nie wzruszyc Twoja skarga - proponuje kuratorium- dyrektorzy
      placowek boja sie ich jak ognia.
      Ja chyba bym te baby udusila jak bym tam byla.Jak tak mozna- totalna
      znieczulica-SZOK. pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka