arioso1
29.09.07, 10:50
witam.
zbulwersowalam się ogromnie i nie wiem jak dalej mam zająć się ta
sprawą-prosze o radę.
Poslalam zdrowe dziecko bez zadnych iobjawów jakiejkolwiek infekcji
do szkoly o 8 rano.Syn ma zajecia do 13 a potem idzie do swietlicy
gdzie jest do 15.10. Wiec poszlam odebrac syna ze szkoly-klasa
akurat byla na boisku , chlopcy grali w pilkę ,dziewczynki na
skakankach, na chodniku stoją 3 panie ze swietlicy i gadają sobie ,u
doslownie ich stóp, na tym chodniku siedzi mój 6 letni syn, glowa
ukryta w rekach na kolanach-wolam go on podnosi zaplakane oczy -nie
może wstać.zaprowadzam do szkoly w gabinecie mierzą mu temperaturę
40.3 stopni. Pytam sie tych pan czy nie zauwazyly wczesniej zlego
samopoczucia a jedna sie odwraca imówi tak od rana tak siedzi, no
mówil ze boli go glowa.Do ciezkiej anielki dlaczego nie zaprowadzily
go do gabinetu? dlaczego mnie nie zawiadomili? mieszkam 100metrów od
szkoly -wiedzą ze jestem w domu caly czas.przecież tak wysoka
gorączka moze doprowadzić do uszkodzen mózgu, do drgawek do tragedii,
pogotowie wezwane -lekarz podejrzewa sepse bo syn ma 3 objawy -
badania krwi wykazują na szczęście anginę ropną . dziecko majaczylo
dwa dni gorączki nuie udalo się zbić przez trzy dni poniżej 38.6
stopni. A jak by martwy leżal czy ktos by sie zainteresowal?
nie mozna dopusci do bagatelizowania takich rzeczy -co ja mam zrobic
komu zglosić pomóżcie.