Gość: paula
IP: 213.17.162.*
17.08.03, 00:40
Czesc, mam problem z moim 2,5 letnim synkiem i juz nie mam pomyslow jak go
rozwiazac.
Bartek jest bardzo stanowczym (upartym, glupiutkim, krnabrnym, charakternym -
prosze wybrac co kto woli) czlowieczkiem. I w zaden sposob nigdy nie udalo mi
sie zmienic jego postanowienia. Inne dzieci mozna przekupic, przekonac,
postraszyc, zmusic - a na niego nic nie dziala.
Kiedy nie chcial posprzatac zabawek wieczorem (a wszystkie metody juz
wyczerpalam), w przyplywie zlosci powiedzialam, ze jesli autka mu
niepotrzebne to wyrzuce je do smieci; moj synek wzial autko i zaniosl do
kosza. Oslupialam, nie chcial polozyc na polke ale wrzucil do kosza?!
I tak jest ze wszystkim, musze sie strasznie pilnowac, zeby nie chlapnac np.:
jak nie zjesz to nie poczytam, bo on i tak albo ma to gdzies albo robi
koncert protestow.
Dzisiaj to juz czuje sie jak swinia (zeby nie napisac ostrzej) bo po dlugich
pertraktacjach wzielam syna i na sile umylam mu zeby. I co z tego mam? Niby
czyste zeby, straszny placz synka, okropne wyrzuty sumienia i ani na jote
sklonnego do wspolpracy dzieciaka.
takie zachowanie synka nie jest permanentne, w wielu kwestiach udaje nam sie
dojsc do porozumienia, nie mam wrzaskow przy kazdej okazji, rzucania sie na
podloge i takich tam wybrykow. Ale kiedy synek juz sie przy czyms uprze - to
nic nie pomoze. I pal szesc te durne zabawki, ale on nie da sobie zaaplikowac
lekarstwa, nie wlozy skarpetek i chce isc na dwor (jest zimno), nie bedzie
jechal zapiety w foteliku jesli mu sie nie bedzie chcialo.
Jak sobie radzicie z takimi ludzikami? Jesli prosba, grozba, tlumaczenie,
przekupstwo (raz sprobowalam), wchodzenie na ambicje, tzw. przyklad nic nie
pomagaja? Bo ja juz nie wiem, nie chcemy mu zlamac charakteru, tylka obijac
tez raczej nie (Raz dostal klapsa, to trzymal sie za pupe i dalej sie upieral
przy swoim).
Az sie boje pomyslec co bedzie dalej w tzw. wieku dojrzewania.
Pomocy

CZESC!