Dodaj do ulubionych

Nie o tę szóstkę tu chodzi...

20.06.09, 15:28
Opiszę wam pewną sytuację, która dla mnie, zwłaszcza jako
nauczyciela jest dziwna. Otóż moja córka, gimnazjalistka z pewnego
przedmiotu miała na pólrocze 6, jako, że awansowała do drugiego
etapu konkursu przedmiotowego. Nie udało jej się zostać finalistką,
zabrakło bardzo niewiele, ale zabrakło. Pewna nauczycielka innego
przedmiotu podała uczniom oceny z tamtego przedmiotu, wpisane
ołówkiem i od razu zwróciła mojej córce uwagę, że tamta pani chyba
się pomyliła. Córka poszła to wyjaśnić, na co usłyszała, że konkurs
był w pierwszym semestrze. Młoda wyjaśniła, że w drugim semestrze
żaden inny konkurs nie był ogłoszony, natomiast przytoczyła słowa
tejże nauczycielki, która podkreślała , że wiedza mojej córki
wykracza daleko poza program gimnazjalny. Zostało ustalone, że córka
odbędzie pewną dysputę o podłożu wiedzowo - intelektualnym i na tej
podstawie zostanie podjęta decyzja o ocenie. Nauczycielka nie miała
jednak czasu (trzeba było poprawiać jedynkowiczów), więc
zaproponowała, aby młoda przygotowała i przeprowadziła
niekonwencjonalną lekcję. Niestety, nie doszło do tego, ponieważ
były zastępstwa i łączone klasy, ale nauczycielka kazała sobie
przekazać materiały (krzyżówki, quizy , ułożone przez młodą).
Stwierdziła, że jej się przydadzą, a nad oceną się zastanowi. Na
świadectwie z tego przedmiotu widnieje 5.
Córka zapowiedziała, że nie weźmie już udziału w olimpiadzie z tego
przedmiotu, bo poczuła się oszukana. Awans do każdego kolejnego
etapu jest trudny i nie ma nic pewnego. Oczywiście fascynacja tym
przedmiotem pozostanie. Jeszcze raz podkreślam - nie chodzi o ocenę,
ale o potraktowanie uczennicy przez nauczycielkę. Córka odebrała to
jak lekceważenie i ja zresztą też.
Obserwuj wątek
    • kagrami Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 15:59
      Niesprawiedliwość, albo... niedopatrzenie sad Ja na 100% rozmawiałabym z tą
      nauczycielką. Wiem, jak się czuje mój 9-latek, jak ma coś przygotowac ekstra na
      lekcję (poza programem) a potem pani nie ma czasu żeby na to choćby zerknąć i
      ocenić...
      Jasne, że w jego przypadku nie robię afery, bo zdarzyło się to raptem 2 razy,
      ale niższa ocena na świdectwie twojej córki to już poważniejsza (szczególnie dla
      niej) sprawa.

      Ja rozmawiałabym z nauczycielką, najpierw sama a potem z córką.
    • zaciszanna Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:04
      No ale kochana co zrobisz? Ja wiem, że nie chodzi Wam z młodą o tą szóstkę,
      tylko o to, że nauczycielka olała i nie dotrzymała słowa, że jej zupełnie nie
      obchodzi to co czuje dziecko i ile pracy włożyło w to aby dostało to co jej
      obiecano...
      Przecież nie pójdziesz się kłócić prawda? Choć moim zdaniem jest o co, ale rękę
      daję sobie uciąć, że od nowego roku traktowałaby Twoją córkę jak nadętą bufonkę,
      która nie wiadomo co sobie wyobraża i jakie to ma wysokie mniemanie o sobie.
      Chyba jedyne co pozostaje to wyciągnąć z całej sytuacji naukę - że ludzie są
      różni i niestety ich postępowanie często nas boli, ale musimy z tym żyć...
      Jestem z moją córką w innej choć też szkolnej sytuacji, długo by opowiadać, ale
      rzeczona sytuacja nauczyła nas niestety tego samego.
      Nie można nigdy do końca wierzyć nikomu - zawsze się znajdzie ktoś kto świadomie
      lub nie może skrzywdzić - i choćby chciało się zawalczyć o swoje, to lepiej nie
      ruszać sprawy, bo... potem może być gorzej.
      • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:17
        Nie poszłam do tej nauczycielki, bo i po co? Ta 6 nic nam nie
        dawała, tylko po prostu dziewczyna zawiodła się na kimś, komu bardzo
        ufała. Ale nie pójdę babie uświadamiać, że to zaufanie zawiodła. Po
        prostu olała swoją najlepsza uczennicę, więc o czym tu gadać.
      • aniask_mama Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:20
        Kurcze, nic bardziej demotywującego, naprawdę...

        Z postem zaciszanny w ogóle się nie zgadzam. Traktowałaby jak
        nadentą bufonkę? A może osobę, która walczy o swoje i nie pozwoli
        sobą pomiatać?

        > Chyba jedyne co pozostaje to wyciągnąć z całej sytuacji naukę - że
        ludzie są
        > różni i niestety ich postępowanie często nas boli, ale musimy z
        tym żyć...
        Nieprawda, moim zdaniem warto powalczyć o swoje, bo wtedy ludzie Cię
        szanują, a Ty zwyczajnie potrafisz się bronić, a nie kłaść uszy po
        sobie. Nawet jeśli oceny się nie zmieni, to może nauczyciel
        następnym razem potraktuje poważnie ucznia i swoje zobowiązanie
        (przeprowadzenie lekcji).

        Porozmawiałabym POWAŻNIE z nauczycielem (co najmniej) oraz poprosiła
        o pisemne wytyczne co wg niego zasługuje na ocenę 6, a czego moja
        córka nie spełniła.
        • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:29
          Toteż sprawa nie zostanie tak zostawiona,za 2 miesiące kolejny rok
          szkolny i kobieta usłyszy, dlaczego jej najlepsza uczennica nie
          wystartuje w tej olimpiadzie. Bo została potraktowana jak maszynka
          do robienia wyników, więc nauczycielka się dowie, że sa inne
          koleżanki po fachu, które potrafią docenić ucznia ambitnego ,
          pracowitego i zdolnego. Już sama literatura, przeczytana przez córkę
          do tej olimpiady wykracza nie tylko poza program gimnazjum, ale
          częściowo także liceum.
          • smerfeta7 Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 20:56
            azile.oli napisała:

            > Toteż sprawa nie zostanie tak zostawiona,za 2 miesiące kolejny rok
            > szkolny i kobieta usłyszy, dlaczego jej najlepsza uczennica nie
            > wystartuje w tej olimpiadzie. Bo została potraktowana jak maszynka
            > do robienia wyników, więc nauczycielka się dowie, że sa inne
            > koleżanki po fachu, które potrafią docenić ucznia ambitnego ,
            > pracowitego i zdolnego. Już sama literatura, przeczytana przez
            córkę
            > do tej olimpiady wykracza nie tylko poza program gimnazjum, ale
            > częściowo także liceum.


            I dokładnie tak samo postąpiła moja 8 letnia corka w drugiej klasie.
            Przez kilka miesięcy nauczycielka robiła wszystko, aby rownać ja do
            dołu. Corka się nie dala mimo wielu bolsenych odczuć, utraty
            zaufania do swojej pani itd..
            Później przyszły konkursy do ktorych chciała ja wystawić (Alfik i
            kongur) oraz wiele innych, wiem napewno, że bez problemów by sobie z
            nimi poradziła. Moja corka odmówila pani wzięcia udziału w nich nie
            motywując dlaczego, a tylko stwierdziła, że nie ma ochoty robić
            przyjemności swojej pani, skoro i tak wobec niej jest do niczego,
            które wiele złego jej zrobiła. Poza szkoła państwowa i na konto
            innej szkoły, brała udział w wielu konkursach, bo jak stwierdzila,
            panie zrobiły dla mnie bardzo duzo, wspierały ją kiedy miala bardzo
            zle dni, to i ja sie postaram zrobić dla nich wiele co da im radośc.
            Ja sie nie wtrącalam w jej decyzje, ponieważ byly dojrzałe jak na
            jej wiek, a co najwazniejsze, to były jej decyzje.
            Obiecala sobie, że tak dlugo jak bedzie ja uczyć jej pani ( jeszcze
            3 klasa) nie wezmie udziału w zadnym konkursie.
            azile mądra decyzja, napewno nauczy ta panią wiele. Najwazniejsze
            aby byla stała i nie zmienna.
            Decyzja mojej corki jest stała, nawet nie powiedziala pani o swoich
            osiągnieciach o co i nas prosila.
            Twoja corka powinna tak samo postapic ja ta nauczycielka obiecc pani
            konkurs, a potem zlekceważyć taj jak ona corkę. Mowiąc bardzo glosno
            dlaczego. Córka powinna zaraz na początku roku dać pani do
            zrozumienia dlaczego jej postawa wobec tego przedmiotu ( konkursów)
            się zmienia i nic juz nie zmieni jej postawy, tak jak nie zmieniła
            sie ocena.
            • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 11:54
              smerfeta7 napisała:

              >>>
              > I dokładnie tak samo postąpiła moja 8 letnia corka w drugiej
              klasie.
              > Przez kilka miesięcy nauczycielka robiła wszystko, aby rownać ja
              do
              > dołu. Corka się nie dala mimo wielu bolsenych odczuć, utraty
              > zaufania do swojej pani itd..
              > Później przyszły konkursy do ktorych chciała ja wystawić (Alfik i
              > kongur) oraz wiele innych, wiem napewno, że bez problemów by sobie
              z
              > nimi poradziła. Moja corka odmówila pani wzięcia udziału w nich
              nie
              > motywując dlaczego, a tylko stwierdziła, że nie ma ochoty robić
              > przyjemności swojej pani, skoro i tak wobec niej jest do niczego,
              > które wiele złego jej zrobiła. Poza szkoła państwowa i na konto
              > innej szkoły, brała udział w wielu konkursach, bo jak stwierdzila,
              > panie zrobiły dla mnie bardzo duzo, wspierały ją kiedy miala
              bardzo
              > zle dni, to i ja sie postaram zrobić dla nich wiele co da im
              radośc.
              > Ja sie nie wtrącalam w jej decyzje, ponieważ byly dojrzałe jak na
              > jej wiek, a co najwazniejsze, to były jej decyzje.
              > Obiecala sobie, że tak dlugo jak bedzie ja uczyć jej pani (
              jeszcze
              > 3 klasa) nie wezmie udziału w zadnym konkursie.
              > azile mądra decyzja, napewno nauczy ta panią wiele. Najwazniejsze
              > aby byla stała i nie zmienna.
              > Decyzja mojej corki jest stała, nawet nie powiedziala pani o
              swoich
              > osiągnieciach o co i nas prosila.
              > Twoja corka powinna tak samo postapic ja ta nauczycielka obiecc
              pani
              > konkurs, a potem zlekceważyć taj jak ona corkę. Mowiąc bardzo
              glosno
              > dlaczego. Córka powinna zaraz na początku roku dać pani do
              > zrozumienia dlaczego jej postawa wobec tego przedmiotu (
              konkursów)
              > się zmienia i nic juz nie zmieni jej postawy, tak jak nie zmieniła
              > sie ocena.


              Dobrze że się nie przestała uczyć, bo w sumie na złość Pani mogła
              przestać do szkoły chodzić albo spalić książki, a tak zuch
              dziewczyna tylko w konkursie na złość pani nie wystartowała. ALE
              SATYSFAKCJA , BRAWO!!!! Utarła Pani nosa, a pani chyba gdzieś w
              kącie chlipie i nie moze dojść do siebie po takim szoku i ciosie.


              Jezu czego Wy te dzieci uczycie ? Jak wychowujecie ? Przecież
              różne niepowodzenia, niesprawiedliwości i nawet złośliwości to część
              życia. Z takimi rzeczami też trzeba sobie dawać radę, ale nie tak
              głupio.
              • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 13:50
                Chodzi głównie o to, że w gimnazjum, jak wiesz, jest wiele konkursów
                przedmiotowych. Do wszystkich przygotować się nie da, a można wybrać
                te, których nauczyciele traktują ucznia poważnie. Co nie znaczy, że
                córka przestanie poszerzać wiedzę z danego przedmiotu, poza tyum są
                konkursy pozaszkolne, w których można brać udział, za które nikt nie
                stawia 6, ale i nie przypisuje sobie zasług.
        • zaciszanna Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:44
          Zapewne macie rację - warto walczyć o swoje, ale... Nie raz i nie dwa już
          oberwałam za to, że choć delikatnie to jednak szczerze mówiłam co mi leży na
          wątrobie.
          Może gdybym miała silniejszy charakter to bym chciała się kłócić - a tak?
          Bałabym się, że zaszkodzę dziecku...
      • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:31
        Mam wrażenie że to całkiem typowe zjawisko.

        Mój syn "wyciągał" się z 2 przedmiotów, bo taki jest zwyczaj w jego
        szkole że na misiąc przed nauczyciele mówią co dziecko ma zrobić aby
        osiągnąć ocenę wyższą, albo upewnić tę która jest proponowana (bo
        akurat u syna tylko jedna miała być wyższa) z jednego miał napisać
        prace, czyli tzw referat, a z drugiego przygotował prezentację dla
        klasy-całkiem się przy tym napracował, i widziałam że mu zależało.
        Niestety żadna z prac nie została przez nauczyciela "odebrana"-przy
        czym z jednego przedmiotu dostał wyższą ocenę (ale tylko dlatego że
        bardzo dobrze napisał ostatnią klasówke) i pani powiedziała "już nie
        trzeba", a z drugiego poprostu pani całe 3 ostatnie tygodnie nie
        było, i chyba poprostu zapomniała o umowie wystawiając oceny
        zaocznie. Obie te prace leżą w szafce, dziewicze-choć ostatnich
        kilka tygodni syn spędził nad nimi sporo czasu. Po co ?

        Niestety mam wrażenie że nauczyciele umawiając się z dziećmi nie
        traktują ich poważnie-to niedobrze bo dzieci traktują te umowy z
        nauczycielami bardzo poważnie i dla nich to nie jest tylko
        zwykłe "zapomniałam", to bardzo poważne rozczarowanie i rozżalenie i
        niestety sygnał na przyszłość "po co się starać, skoro tak łatwo
        mnie olać".
        • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:44
          Wiesz, najbardziej wkurzyło mnie nawet nie to, że córka tej lekcji
          nie była w stanie przeprowadzić (łączone klasy), ale to, że
          nauczycielka zabrała jej materiały, które doskonale mogą jej
          posłużyć do przeprowadzenia ciekawej lekcji. Tak się po prostu noie
          robi. Nie poszłam tego załatwiać, bo wiem, że młoda się sama
          doskonale odgryzie ( pomijając już opinie innych nauczycielek, które
          zbulwersował fakt, że tej konkretnej uczennicy z tego konkretnego
          przedmiotu można proponować 5).
          • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 16:52
            Tzn odgryzanie, i co gorsza jeszcze wzbudzanie poczucia u córki że
            została skrzywdzona, i że powinna się zemścić-to moim zdaniem też
            nie dobrze.

            Ja synowi powiedziałam że szkoda ze się napracował na marne, ale że
            pani widocznie zapomniała i napewno nie było to intencjonalnie
            (zresztą tak naprawdę myślę, tyle że nauczycielom to zapominanie o
            młodocianych zdarza się zbyt łatwo-ale to już zostawiłam dla
            siebie), ze czasem tak się zdarza i trzeba żyć dalej. Wolę aby
            dziecko umiało takie sytuacje "brać na klatę", bez poczucia chęci
            odgryzienia się i zemsty, bez poczucia że cały świat chce mu zrobić
            na złość a on musi się temu światu "odgryzać" i "pokazać".
            • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 17:04
              Ja u córki nie wzbudzam chęci odwetu, ja raczej muszę łagodzić te
              porywy. Ona jest uparta i dość mściwa, niestety. Absolutnie nie da
              sobie wmówić, że nauczycielka zapomniała. Szkoła jest mała, córka
              nie jest anonimowa (najwyższa średnia w szkole) i jest jedyną
              olimpijką z tego przedmiotu. Kobieta mogła zapomnieć o propozycji
              prowadzenia lekcji, ale oceny z zamkniętymi oczami nie wystawiała.
              Moja córka z tych, co nie dadzą sobie w kaszę dmuchać , taki
              temperament. Odmówi grzecznie, ale stanowczo, a przy okazji jest w
              stanie skomentować naciąganie w ciągu tygodnia oceny z 1 na 2 ,
              podczas gdy delikwent nic nie robił cały rok.
              Olimpiad jest dużo, a młoda wszechstronnie uzdolniona, więc
              wystartuje w innej i tyle.
              • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 17:23
                azile.oli napisała:

                > Ja u córki nie wzbudzam chęci odwetu, ja raczej muszę łagodzić te
                > porywy. Ona jest uparta i dość mściwa, niestety. Absolutnie nie da
                > sobie wmówić, że nauczycielka zapomniała. Szkoła jest mała, córka
                > nie jest anonimowa (najwyższa średnia w szkole) i jest jedyną
                > olimpijką z tego przedmiotu. Kobieta mogła zapomnieć o propozycji
                > prowadzenia lekcji, ale oceny z zamkniętymi oczami nie wystawiała.
                > Moja córka z tych, co nie dadzą sobie w kaszę dmuchać , taki
                > temperament. Odmówi grzecznie, ale stanowczo, a przy okazji jest w
                > stanie skomentować naciąganie w ciągu tygodnia oceny z 1 na 2 ,
                > podczas gdy delikwent nic nie robił cały rok.
                > Olimpiad jest dużo, a młoda wszechstronnie uzdolniona, więc
                > wystartuje w innej i tyle.


                Ale jako osoba dorosła i jej życzliwa powinnaś jej wytłumaczyć,że:

                -w olimpiadzie nie startuje dla pani, ani tym bardziej na złość pani
                (trochę absurdalne mi się wydaje,że panią to dotknie, że uczennica
                nie wystartuje w olimpiadzie, czy aby nie przeceniacie swojej roli w
                życiu pani nauczycielki ?)
                -w konkursach nie bierze się udziału po to aby dostać szóstkę (choć
                to miłe, i zwykle usankcjonowane tradycją, że olimpijczyk dostaje 6)
                -postawa "na złość cioci odmroże sobie uszy" jest raczej właściwa
                osobnikom mało dojrzałym emocjonalnie i rzadko kiedy poza
                odmrożonymi uszami, przynosi inne efekty....
                -do nauki i wszelkich spraw szkolnych, a w szczególnośći OCEN należy
                mieć dużo dystansu, bo to nie jest najważniejsza rzecz w życiu i
                szczególnie z perspektywy iluś tam lat już przeżytych (nie wiem ile
                ty, ja ponad 40 i coraz bardziej się o tej prawdzie przekonuje),
                okazuje się że te oceny były kompletnie nie istotne
                -no i najważniejsze złość piękności szkodzi, a ludziom pogodnym i
                nie zwracajacym uwagi na drobiazgi (takie jak brak szóstki, czy ciut
                złośliwa nauczycielka) żyje się poprostu fajniej.


                Ja bym córkę namawiała aby w przyszłym roku startowała w tych
                konkursach i tych olimpiadach które lubi, i nie traktowała swojego
                udziału lub nie jako "nagrody" lub "kary" dla nauczyciela, bo to
                bardzo mało dojrzałe i tak mądrej dziewczynie poprostu nie wypada
                tak dziecinnie się zachowywać.
                • mamusia1999 Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 18:32
                  jedna sprawa to "nie stane do olimpiady, zeby pani zrobic na
                  zlosc" - to jest odgryzanie sie.
                  a inna sprawa "zawiodlam sie na pani i nie mam ochoty na dalsza
                  wpsolprace" - to jest logiczna konsekwencja. nauczycielka jest
                  dorosla, popelnila blad (a ze ew. nieswiadomy nie odgrywa roli) i
                  jego konsekwencje przyjmie na klate.
                • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 13:42
                  Owszem, w konkursach nie startuje się dla nauczycieli, ale jeden
                  konkurs u lekceważącej uczennicę nauczycielki można sobie odpuścić.
                  Prawdę powiedziawszy, to nauczycielom zależy, aby ci najlepsi
                  startowali, bo sukces ucznia jest wtedy też sukcesem nauczyciela. Ja
                  nie przeceniam roli córki, ale wiem, jak to wygląda : nauczyciele
                  rywalizują o tych najlepszych między sobą, po prostu w przyszłym
                  roku córka skoncentruje się na konkursie z innych przedmiotów. Aby
                  wziąć udział w konkursie z tego określonego przedmiotu odmówiła dwóm
                  innym nauczycielkom. I wiem, że było im przykro oraz były
                  zawiedzione. Żadna się nie mściła.
                • sir.vimes Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 11:23
                  a mi się to przesadą nie wydaje

                  "(trochę absurdalne mi się wydaje,że panią to dotknie, że uczennica
                  nie wystartuje w olimpiadzie, czy aby nie przeceniacie swojej roli w
                  życiu pani nauczycielki ?"

                  Panią dotknie - i szkołę dotknie. Profity z udziału w olimpiadach maja naprawdę
                  nie tylko laureaci i finaliści ale też szkoła.
                  • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 11:48
                    Otóż to właśnie. Jako nauczycielka wiem doskonale, że nauczycielom i
                    szkole zależy, aby startowali najlepsi. Ta konkretna nauczycielka
                    wierzy pewnie w moc negatywnego motywowania (jak chcesz 6, to zostań
                    laureatem). Rozumowanie tyleż głupie, co płytkie.
            • aniask_mama Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 18:35
              agatka_s napisała:

              > Tzn odgryzanie, i co gorsza jeszcze wzbudzanie poczucia u córki że
              > została skrzywdzona, i że powinna się zemścić-to moim zdaniem też
              > nie dobrze.


              Dlatego ja osobiście rozmawiałabym z nauczycielką i (grzecznie)
              oczekiwała wyjaśnienia... tym bardziej, że pani zabrała dziewczynie
              pracę, a więc wiedziała, że dziewczyna sprawy nie olała i zrobiła
              coś ponad standard.

              Ja nie wzbudzam u mojego syna chęci zemsty, ale ZAWSZE go uczę, że
              jeśli czegoś nie wie, nie rozumie dlaczego się tak stało - niech
              idzie do nauczyciela i się zwyczajnie dowie.

              • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 18:52
                aniask_mama napisała:

                > agatka_s napisała:
                >
                > > Tzn odgryzanie, i co gorsza jeszcze wzbudzanie poczucia u córki
                że
                > > została skrzywdzona, i że powinna się zemścić-to moim zdaniem
                też
                > > nie dobrze.
                >
                >
                > Dlatego ja osobiście rozmawiałabym z nauczycielką i (grzecznie)
                > oczekiwała wyjaśnienia... tym bardziej, że pani zabrała
                dziewczynie
                > pracę, a więc wiedziała, że dziewczyna sprawy nie olała i zrobiła
                > coś ponad standard.
                >
                > Ja nie wzbudzam u mojego syna chęci zemsty, ale ZAWSZE go uczę, że
                > jeśli czegoś nie wie, nie rozumie dlaczego się tak stało - niech
                > idzie do nauczyciela i się zwyczajnie dowie.
                >

                A moim zdaniem interweniowanie u nauczyciela o każdy stopień jest
                bez sensu, tym bardziej jeśli chodzi o różnice między piątką a
                szóstką (no bo gdyby to była rzeczywiście kwestia jedynka/dwójka to
                co innego-bo wtedy to sprawa "życia i śmierci"). Ja jeszcze nigdy
                nie byłam u żadnego nauczyciela w sprawie mojego syna, aż może się
                wstyd przyznać ale poza wychowawcami klasy na ogólno dostępnych,
                obowiązkowych zebraniach nie rozmawiałam nigdy z żadnym nauczycielem
                mojego syna (teraz w gimnazjum nawet nie wiem jak wyglądają, jak się
                nazywają)-nie wynika to z mojej abnegacji, tylko 100% wiary w to że
                nauczyciel najlepiej wie jak ocenić moje dziecko (bo to on jest z
                nim na lekcjach, nie ja !!! ja nawet nie wiem czego moje dziecko się
                uczy) i moje interwencje są niepotrzebne (chyba że dziecko uważałoby
                coś za niesprawiedliwe, ale póki co syn nigdy przez całe swoje 7 lat
                nauki nie miał poczucia niesprawiedliwej oceny, nie wiem moze to
                kwestia wychowania i nastawienia do otaczającego świata, który dla
                nas jakoś zawsze jest porzyjazny i nigdy nie robi nam na złość wink.

                Zostawiam sobie taką ewentualność (rozmowy z nauczycielem) na
                naprawde jakiś "gruby" kaliber i przede wszystkim na wyraźne
                życzenie albo dziecka, albo nauczyciela, ale szczerze to mam
                nadzieję że aż do matury jakoś dotrwam bez konieczności
                interweniowania (bardzo bym chciała !!!).
                • aniask_mama Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 21:47
                  Agata, ale to nawet o tę ocenę nie chodzi, jak o fakt, że najpierw
                  pani dała nadzieję dziewczynie na 6 i kazała się dodatkowo
                  przygotować, a potem ją zwyczajnie olała i wzięła pracę, z której
                  być może kiedyś skorzysta. Innymi słowy pani zdemotywowała ją
                  masymalnie, ja tak bym się czuła. I wcale się nie zdziwię, jeśli
                  dziewczyna nie zechce już startować w olimpiadzie...i nie chodzi tu
                  o odegranie się...
                  • jakw Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 00:24
                    Imho dziewczyna powinna mieć 6 nawet bez dodatkowej roboty. Ocena
                    powinna być za pracę przez cały rok. Dodatkowo olanie przez panią
                    pracy przygotowanej przez młodą jest zwykłym chamstwem.
    • martabmw Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 21:49
      Twoja córka ma prawo czuć się oszukana. Po pierwsze konkurs był w roku szkolnym,
      nie semestrze. Po drugie, dysputa nie odbyła się z nie z braku woli córki a
      przyczyn losowych, punkt na korzyść ucznia, powinien być wzięty pod uwagę.

      W przyszłym roku wrozważyabym dwa rozwiązania.

      1. Kiedy nauczyciel zaproponuje udział w olimpiadzie, od razu ustalić przy
      świadkach zasady oceniania np. drugi etap to celujący na świadectwie, nie na
      semestr.
      2. Całkowity bojkot pani czyli kulturalna odmowa udziału z uzasadnieniem
      dlaczego - straciłam motywację. Pani powinna się wtedy pokapować, jeżeli jest
      mściwa, to może gnębić córkę.

      • zaciszanna Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 11:05
        martabmw napisała:
        > 2. Całkowity bojkot pani czyli kulturalna odmowa udziału z uzasadnieniem
        > dlaczego - straciłam motywację. Pani powinna się wtedy pokapować, jeżeli jest
        > mściwa, to może gnębić córkę.
        >
        No i właśnie mi o to chodziło - pani może się mścić...
        Niby wy ją lepiej znacie, ale przecież różnie może być...
        Chociaż na miejscu tej pani nie odważyłabym się - gnębić najlepszą uczennicę w
        szkole która ma poparcie także innych nauczycieli (tak zrozumiałam) to musiałoby
        być naprawdę głupie...
    • makurokurosek Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 20.06.09, 23:27
      rozumiem, zarówno twój żal jak i żal twojej córki, nie potrafię jednak zrozumieć
      dlaczego zachowanie nauczycielki ma skutkować rezygnacją z konkursów. Wydaje mi
      się, że startując w konkursie robimy to dla siebie, a nie dla nauczycieli.
    • allija Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 04:01
      a ja uważam, że czasami warto porozmawiać z nauczycielem, oczywiście
      nie zawsze się sprawdza ale tego nigdy wiedzieć nie będziemy bez tej
      rozmowy. Kiedyś syn był w podobnej sytuacji, był przedmiot z którego
      swoją wiedzą zdecydowanie przewyższał klasę, udzielał sie
      pozalekcyjnie w szkole w tym temacie, nawet jako gimnazjalista
      dorabiał sobie w zaprzyjaźnionej firmie tak więc jego wiedza nie
      budziła także naszych wątpliwości. Kiedy okazało się, że na koniec
      roku nie będzie 6 syn poczuł się bardzo skrzywdzony a mąż zdziwiony
      więc udał się do nauczycielki przedmiotu. Nauczycielka okazała się
      bardzo miłą osobą, stwierdziła, ze syn troche lekceważył sobie
      obowiązki z tego przedmiotu, że ona zdaje sobie sprawę z jego wiedzy
      i możliwości i, że i tak postwiłaby mu tę 6 ale chciała go troche
      przywołać do porządku. Lekceważenie obowiązków polegało na tym, że
      syn nie oddał jakiś prac bo stwierdził iż ich poziom jest poniżej
      jego możliwości, obraża jego wiedzę i szkoda mu czasu na takie
      głupoty. Prace ostatecznie zrobił i 6 dostał.
      Tak więc nie zawsze sprawy oczywiste wydawałoby się takimi właśnie
      są, my znamy tylko wersję dziecka, warto poznac te drugą.
      • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 12:08
        allija napisała:

        > a ja uważam, że czasami warto porozmawiać z nauczycielem,
        oczywiście
        > nie zawsze się sprawdza ale tego nigdy wiedzieć nie będziemy bez
        tej
        > rozmowy. Kiedyś syn był w podobnej sytuacji, był przedmiot z
        którego
        > swoją wiedzą zdecydowanie przewyższał klasę, udzielał sie
        > pozalekcyjnie w szkole w tym temacie, nawet jako gimnazjalista
        > dorabiał sobie w zaprzyjaźnionej firmie tak więc jego wiedza nie
        > budziła także naszych wątpliwości. Kiedy okazało się, że na koniec
        > roku nie będzie 6 syn poczuł się bardzo skrzywdzony a mąż
        zdziwiony
        > więc udał się do nauczycielki przedmiotu. Nauczycielka okazała się
        > bardzo miłą osobą, stwierdziła, ze syn troche lekceważył sobie
        > obowiązki z tego przedmiotu, że ona zdaje sobie sprawę z jego
        wiedzy
        > i możliwości i, że i tak postwiłaby mu tę 6 ale chciała go troche
        > przywołać do porządku. Lekceważenie obowiązków polegało na tym, że
        > syn nie oddał jakiś prac bo stwierdził iż ich poziom jest poniżej
        > jego możliwości, obraża jego wiedzę i szkoda mu czasu na takie
        > głupoty. Prace ostatecznie zrobił i 6 dostał.
        > Tak więc nie zawsze sprawy oczywiste wydawałoby się takimi właśnie
        > są, my znamy tylko wersję dziecka, warto poznac te drugą.

        Ale to dziecko o tym nie wiedziało, pani mu o tym nie powiedziała,
        on się nie dopytał ? Nie było samo w stanie ustalić tego z
        nauczycielem, czy był "ponad to" ? Jeśli nie ustaliło samo z
        nauczycielem, to niedobrze bo znaczy że nie bardzo umie załatwiać
        swoich spraw, a co gorsza niewykluczone że ma roszczeniowy
        stosunek "że wszystko należy się jak psu micha". A może czeka że
        rodzice zainterweniują ? bo zawsze interweniują, to nie dadzą mi
        zginąć i tym razem. Jeśli natomiast dziecko wiedziało jakie są
        warunki, a mimo wszystko sprawę olało, tzn że na tej ocenie de facto
        zależało rodzicowi , a nie dziecku i po rozmowie z nauczycielem to
        rodzic zmusił dziecko do wykonania pracy. Czy taka wymuszona ocena
        ma jakokolwiek wartość ? Czy rodzic czuje z niej satysfakcję ? czy
        dziecko jest zadowolone że zostało zmuszone do czegoś czego nie
        chciało ?


        I tak źle i tak niedobrze-dlatego ja zostaje przy swoim, szkoła,
        stopnie to tylko i wyłącznie sprawa mojego dziecka, i to on ma dbać
        o oceny i dobre relacje z nauczycielami. Dopóki nie poprosi mnie o
        interwencję nie wtrącam się, bo on sam musi walczyć o swoje sprawy i
        sam musi nauczyć się że czasem się udaje zawalczyć, a czasem nie
        (tak jak w życiu mamy na codzień), coś nie wychodzi bo nie dał rady
        (zawalił na własne życzenie, albo miał pecha), albo bo nauczyciel
        zachował się nie do końca OK (bo zapomniał o umowie, bo niestety
        miał kiepski dzień itp itd). Mój syn musi poznać świat z jego
        dobrymi, ale też i mniej fajnymi stronami i musi sobie z tym dawać
        radę i praktycznie i emocjonalnie. Moje interwencje, moze mogłyby
        zmienić piatkę na szóstkę, ale czy przyniosą coś pozytywnego dla
        mojego dziecka ? Ja nie będe mogła interweniować zawsze, a magiczne
        18 lat już de facto za niecałe 4 lata....
        • allija Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 00:04
          Akurat w tym przypadku nie chodzi o szczegóły, zapomniał czy nie,
          wiedział czy nie. Chodzi o to, ze dziecko, pokreślam dziecko, nie
          musi wszystkiego wiedzieć od razu, ma się uczyc także, a może przede
          wszystkim, ode mnie-rodzica bo taka wszak jest moja rola. Żebym
          mogła nauczyć go prawidłowej intrerpretacji świata oraz właściwego
          zachowania muszę mieć wgląd w sytuację więc nie uważam żeby
          mieszanie się w niektóre sprawy szkolne było mieszaniem się w
          czystej postaci.
          W tej konkretnej sytuacji mojemu dziecku zależało na stopniu bo
          przecież czuł się rozżalony ale, powtarzam, nie o tę sytuację chodzi.
          Gimnazjalista uczy się życia i niekoniecznie musi uczyć się na
          własnym grzbiecie, rodzic może mu pokazać że da się inaczej lub
          uświadomic popełnione błędy lub że nie jest tak jak mu się wydaje
          no i pewnie jest jeszcze mnóstwo sytuacji także szkolnych gdzie
          rodzic może wypełnić swoją rolę. To nie znaczy że załatwiam coś za
          dziecko czy ułatwiam mu szkolne życie albo biegam ze wszystkim do
          nauczycieli. Ale jeśli widzę że dziecko cos gryzie ale jest zbyt
          ambitne /dumne, honorowe/ żeby interweniować, a dzieci w tym wieku
          na ogół takie są, to interesuje mnie dlaczego tak się dzieje. Nie
          chcę żeby moje dzieci nauczyły że świat jest wyłącznie
          niesprawiedliwy, zły i żeby a taką zadrą w sercu żyły. Tak więc w
          szczególnych przypadkach ja z nauczycielami rozmawiam, interesuje
          mnie dlaczego dziecko nagle ma kłopoty z jakiegoś przedmiotu lub cos
          tam się wydarza co nie powinno, chcę znać stanowisko nauczyciela i
          wtedy mogę jakieś wnioski wyciągać.
          Ale już po pierwszych klasach liceum moich synów z nauczycielami nie
          rozmawiałam a jedynie z synami, uważałam że są na tyle dojrzali iż
          nasza wspólna rozmowa na tematy szkolne powinna wystarczać i tak to
          działało. Te 4 lata w tym wieku to przepaść.
          Tak więc ja w opisanym przypadku na pewno romawiałabym z
          nauczycielka, prosząc o wyjaśnienie bo moze córka nie do końca
          właściwie oceniła sytuację, moze nie wszystko dobrze zrozumiała a
          moze to nauczycielka źle się zachowała, tego właśnie chciałabym sie
          dowiedzieć.
      • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 13:35
        Ja tylko dlatego nie poszłam do nauczycielki, że córka miała
        podstawy, aby dostać 6, umówiła się z nauczycielką, a ta sprawę
        olała. Unikam interwencji w szkole, zwłaszcza, gdy chodzi o 6. Ważne
        dla mnie i dla córki było, jak pani się zachowa, gdy za dzieckiem
        nie stanie rodzic. I ta nauczycielka egzaminu nie zdała po prostu.
        • agatka_s Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 16:36
          azile.oli napisała:

          > Ja tylko dlatego nie poszłam do nauczycielki, że córka miała
          > podstawy, aby dostać 6, umówiła się z nauczycielką, a ta sprawę
          > olała. Unikam interwencji w szkole, zwłaszcza, gdy chodzi o 6.
          Ważne
          > dla mnie i dla córki było, jak pani się zachowa, gdy za dzieckiem
          > nie stanie rodzic. I ta nauczycielka egzaminu nie zdała po prostu.

          Zgadzam się że nauczycielka zachowała się źle. Nie powinna dziecka
          olać, bo moim zdaniem umowa, a szczególnie z młodymi luźmi (bo oni
          ufają i pokładają wiele nadzieji w nas dorosłych) to coś bardzo
          ważnego. Tylko, że córka nie jest od wymierzania sprawiedliwości i
          od karania pani za jej złe zachowanie. Poza tym niepisanie tylko
          z powodu aby zrobić na złość jest głupie. Rozumiem, że córka
          może nie chcieć pisać bo jej pani "podpadła" i zwyczajnie nie ma
          ochoty na dodatkowe kontakty-to rozumiem i pewnie bym nie miała nic
          przeciwko takiej motywacji, bo to ludzkie-kiedy ktoś nas zawodzi nie
          mamy ochoty na kontakty z taką osobą i np udawanie że nic się nie
          stało. Ale to jest jednak inna motywacja niż chęć odegrania się,
          pokazania komuś czegoś, albo zemszczenie się-tego nie pochwalam i
          nie uznaje, bo to małostkowe i głupie. Gdyby mój syn chciał lub nie
          chciał zrobić czegoś aby się zemscić na nauczycielu, raczeju
          starałabym się go odwodzić od takiej postawy-jako nie prowadzacej do
          niczego pozytywnego (już pisałam że odmra żanie uszu na złość komuś,
          przynosi jedynie efekt w postaci odmrożonych uszu "złośliwca").

          Natomiast mam jeszcze pewne wątpliwoścxi czy córce ta 6, należała
          się tak z automatu. Rozumiem że 6 w pierwszym półroczu była za
          udział w konkursie, i że potem córka nie przeszła już do finału-
          czyli de facto poprostu brała udział w konkursie ale bez specjalnego
          sukcesu (wierze że się przygotowywała i wierze że jej wiedza jest
          duża, ale de facto może tylko poszczycić się udziałem, tak ?), czyli
          nie było chyba obowiązku wystawienia 6 na koniec, prawda ? Nie znam
          się na prawie, ale z tego co rozumiem to 6 są za jakieś wybitne
          osiągnięcia, ale dokonane, nie za sam potencjał. Mój syn (zresztą
          jak większość z klasy) brał udział w wielu konkursach bo im tak
          poradzono aby spróbowali co im się spodoba, z różnym powodzeniem
          (ale nigdzie nie był w finale) i niestety też nikt mu 6 nie dał z
          tego tytułu (owszem ma kilka 6, ale kompletnie za co innego, nie za
          konkursy). Rozumiem więc że jedynym przewinieniem nauczyciela było
          niedotrzymanie umowy w sprawie poprawy z 5 na 6, i w zasadzie
          odebranie dziecku szansy na taką poprawę. I to jest moim zdaniem
          złe, ale sama 5 a nie 6, no nie byłabym już taka pewna czy to było
          naganne (choć oczywiscie córka może w swoim przekonaniu na 6
          zasługiwać, tyle że nauczyciel ma prawo jednak uważać inaczej i mimo
          przekonania ucznia i rodziców ma prawo wystawić taką ocenę jaką
          uważa za adekwatną).

          Ja postarałabym się dziecko zmotywować pozytywnie,
          nie "ustawiałabym" jej w kontrze do nauczyciela.
          • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 18:30
            Wedle wszelkich przesłanek córce 6 się należało, nie tylko za ten
            konkurs, ale głównie za wykraczanie wiedzą ponad ocenę 5, co
            odzwierciedlało się podczas lekcji. Nie chodzi tylko o tzw
            aktywność, ale po prostu bardzo szeroką wiedzę. Ale tak naprawdę, to
            chodziło mi o to, że nauczycielka p[owinna powiedzieć jasno, czemu
            nie daje 6, a nie bawić się w podchody. Sama ocena jest mniej ważna.
            Jak już napisałam nauczyciele rywalizują o dobrych uczniów jako
            uczestników konkursów, więc pani się trochę zawiedzie.
            Nie namawiam córki do startowania w konkursach, nawet, gdy kierują
            nią osobiste animozje. I tak nie jest w stanie przygotować się
            idealnie z kilku przedmiotów, więc ten sobie odpuści. Oczywiście, że
            nie bierze udziału dla 6, bo czasem wyjdzie, a czasem nie, za sam
            udział nikt nie daje celujacych. Natomiast córka awansowała do II
            etapu jako jedyna w szkole, z maksymalna ilością punktów, aby zostać
            finalistką, zabrakło jej 2 punktów. To są rzeczy jawne dla
            nauczyciela. I została oceniona jak uczeń, który wyciagał się z 4 na
            5 dla ''paska''. Po prostu sa ludzie, z którymi nie warto
            współpracować poza to, co konieczne. 5 moja młoda mogła mieć nie
            zaglądając cały rok do podręcznika. I tu nie chodzi o zemstę na
            nauczycielce, ale o pokazanie jej, że uczeń też ma p[rawo mieć swoje
            zdanie także na jej temat. Oczywistym jest też fakt, że córka nie
            będzie się ostentacyjnie odgrywać na nauczycielce, załatwi to
            odmawiając i tyle.
            Te dodatkowe prace, które miała wykonać na koniec córka nie miały
            mieć charakteru poprawki z 5 na 6. Po prostu młoda chciała , aby
            stosunki z tą nauczycielką nie uległy pogorszeniu, bo lubi przedmiot
            i chciała dać kobiecie okazję do ''wyjścia z twarzą''. 6 jej się
            należało, ale córka nie negocjuje ocen. Za to dobrze widzi, kto
            potrafi docenić czyjąś wiedę i zaangażowanie, a kto równa w dół.
            • joa66 Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 21.06.09, 20:21
              Rozumiem Wasze rozgoryczenie niesłownością nauczycielki.

              Ale co do samej oceny mam wątpliwości - szóstka chyba nie nalezy
              się "z urzędu" za przejście do II etapu.

              Mojemu synowi tez brakowało kilku punktów do etapu III finałowego ,
              może dlatego, że bazował tylko na swojej wiedzy ogólnej i nie
              raczył przygotowywac się do konkursu. Na pewno wykracza wiedzą poza
              program..za to należy mu się 6, ale ..trafił się brak jednej pracy
              domowej i jedna zrobiona na odczepnego..stopien "uśrednił " mu się
              do 5.

              Jestem dumna z syna, z tego , że ma zainteresowania dla siebie nie
              dla konkursu, że ma ogromną wiedzę, wiem, że jego nauczyciel go ceni
              (mimo wpadek z pracami domowymi wink )i bardzo lubi, ale zdaję sobie
              sprawę, że 6 nie należy mu się automatycznie (może tak jest w
              przypadku finalistów i laureatów)
              • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 09:10
                Oczywiście wcale nie uważam, że córce należało się to 6 za sam
                konkurs. To nauczycielka się tym konkursem ''podpierała'', natomiast
                nie brała pod uwagę ogólnej ponadprzeciętnej wiedzy z przedmiotu. Z
                ocen wychodziło 5/6 (nie można mieć samych 6, bo za kartkówkę
                najwyższą oceną jest 5), nie było braków pracy czy nieprzygotowań.
                • tawananna Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 11:18
                  Rozumiem córkę i żal mi jej. Sama byłam w podobnej sytuacji w liceum: udział w olimpiadzie, przejście do kolejnego etapu jako jedyna ze szkoły. Obiektywnie, jakichś świetnych wyników nie miałam, ale w moim (przeciętnym) liceum to był duży sukces, i moja wiedza wykraczała znaczie poza program nauczania. I pewnie nawet by mnie ten brak szóstki specjalnie nie przejął, gdyby nie to, że w mojej klasie wystawiono mnóstwo piątek z tego przedmiotu, w tym właśnie "wyciąganych" i poprawianych po to, żeby była ładna średnia i pasek. Miałam wtedy spory żal do nauczycielki, która nie doceniła mojej wiedzy i pracy.

                  Znacznie większą wartość miała piątka z innego przedmiotu - jedyna w klasie (choć tu moja wiedza poza program specjalnie nie wykraczała).

                  W opisanej sytuacji najgorsze jest potraktowanie przygotowanych przez corkę materiałów. Mimo to nie wybierałabym się w tej sprawie do nauczycielki.
                  • azile.oli Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 11:44
                    Nie wybierałam się i nie wybieram do nauczycielki. Głównie dlatego,
                    że nie miałabym z nią o czym rozmawiać, bo klasę człowieka poznaje
                    się po tym, jak traktuje osoby od siebie zależne. Wiadomo, że ze mną
                    by musiała rozmawiać inaczej i tę szóstkę by postawiła (jako, że
                    sama jestem nauczycielką tego przedmiotu, a także nauczycielem
                    akademickim, pani o tym nie wie oczywiście). Ale jak już pisałam,
                    nie chodzi o tę szóstkę, ale o stosunek do ucznia.
                    • tawananna Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 22.06.09, 12:35
                      Całkowicie się z Tobą zgadzam. (I pewnie dzięki takiej postawie mojej i moich rodziców miałam na świadectwach kilka gorszych ocen niż mogłam mieć... ale zupełnie tego nie żałuję.)
                    • pam_71 Re: Nie o tę szóstkę tu chodzi... 26.06.09, 09:53
                      A ja zaproponuję trochę więcej dystansu do całej sytuacji wink Pewnie
                      jeszcze kilka takich problemów przed Wami ... cóż są ludzie i
                      taborety.
                      My kończący się rok szkolny syna (IIIkl SP) - jeśli chodzi o
                      konkursy - podsumowalismy tak : "No cóż ... poszło Ci w tym sezonie
                      jak Kubicy" wink Ale juz "grzejemy opony" na następny rok.
                      Powodzenia
                      Pam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka