zaczne od tego ze w zyciu kilka razy mnie okradziono..wiec moze
jestem negatywnie nastawiona do swiata

a wiec, wpadam wczoraj po kolejki(taki nasz pociag podmiejski)
troche w ostatniej chwili,lapie bilet, kasownik nie dziala,wiec
wyjmuje dlugopis,pisze na nim godzine,zeby jakby co kanar sie nie
czepial itd.. wchodzac do kolejki mialam telefon w kieszeni kurtki..
dojezdzamy do nastepnej stacji,facet ktory stal obok mnie zbiera sie
do wysiadania,ja siegam do kieszeni tyelefonu nie ma..
no wiec co zrobilam? no wiec na cala kolejke krzyknelam czy ktos
przypadkiem nie widzial,jak wyjmowano mi telefon z kurtki.. bo
wlasnie zostalam okradziona.. wszystkie oczy na mnie, panowie
najblizej mnie mowia ze nie.. a ja na tego co wychodzi, z
tekstem "ale niech pan sprawdzi,czy przypadkiem nie ma pan mojego
telefonu w swojej kieszeni".. bylam pewna ze to on,staralam sie byc
mila,ale jednak bez przesady;>
facet pokazal wszystko co mial. ja sie pogodzilam ze zguba
telefonu.. i siegnelam do torebki po batonika.. patrze, a tu
telefon

oczywisacie wczesniej szukalam i w torebce i wszedzie..ale widocznie
jakos sie ten telefon ukryl;>
oczywiscie bite pol godziny w kolejce udawalam ze jetem bardzo zla
ze ukradziono mi telefon.. przeciez nie omglam sie przyzcnac';> i
tak wszyscy sie na mnie patrzyli

i dobrze ze glos mialam w
telefonie wylaczony..bo oczywiscie wszyscy do mnie przez te pol
godizny probowali dzwonic..czyli mamusia,tatus, przyjaciel..no dziki
tlum nagle sobie o mnie przypomnial;>