Piszę żeby się wyżalić ...
Mój synek ma dopiero niecały miesiąc, od początku karmie go odciągniętym mleczkiem i mam już dość

Po prostu nie wytrzymuje już tego maratonu, nie mam na nic czasu, nigdzie nie wychodzimy, byłam dwa razy na spacerze po pół godziny bo na dłuższy nie ma czasu, przez cały czas żyję z myślą, że zaraz muszę odciągnąć pokarm. Jak już pisałam w innym wątku, mój maluch strasznie długo . Zastanawiałam się czy go nie przekarmiam, ale jak daje mu mniej to domaga się więcej. Jego posiłek trwa czasem godzinę. Karmię go butelką habermana - to może dlatego, bo ona jest ciężka dla dziecka do ssania, ale nie chcę, żeby stracił odruch ssania z piersi bo cały czas próbuję go przystawiać. Ostatnio nawet lepiej nam to szło, ale tu pojawia się kolejny problem. Na jego posiłek ściągam mu pokarm z dwóch piersi i on to wszystko zjada. Natomiast sam z piersi nigdy tyle nie wyssie więc po piersi jest głodny. To moja wina, bo odciągając pokarm zawsze ugniatam i masuję pierś - wtedy dużo szybciej i więcej leci. Ale teraz przez to, on wysysa dużo mniej pokarmu, bo karmiąc go nie mogę ugniatać, a nie robiąc tego można opróżnić może połowę piersi. I tak się chyba zapętliłam, bo teraz nie wiem, czy dalej karmić tą butelką i cały czas przystawiać, ale czy to nie bez sensu skoro on nie opróżni piersi bez ugniatania. A ściągać po każdym karmieniu i podawać mu resztę jest bez sensu, to już lepiej ściągać wszystko. Czy może olać już tą pierś i kupić normalną butelkę, z której będzie pił szybciej. A tak w ogóle to mam ochotę przejść na mleko modyfikowane, bo nie mam już siły

Nie mogę patrzeć na laktator

Chcę bardziej normalnie żyć, wychodzić, spotykać się z ludźmi, a nie wciąż myśleć, że za pół godziny trzeba odciągać

Wkurza mnie ta nagonka na kobiety które nie karmią piersią. Przez to, na samą myśl o przejściu na mm, czuje się jak wyrodna matka.