Dodaj do ulubionych

Dobrze, że był

09.06.18, 02:19
wyniósł azjatyckie zupy wielkości miednicy, jedzone na ceracie, do rangi arcydzieła. I jeszcze parę innych cennych kontrybucji wniósł, że teraz wszyscy śmielej i bez uprzedzeń jedziemy w dziwne miejsca i próbujemy nieoczekiwane potrawy.
Wywalił do góry nogami całe pojęcie kulinarnego kunsztu, nie z jachtów w St. Tropez, tylko z dziury w ścianie, w której stara baba robi przez 35 lat jedno i to samo danie.
Kurde , nie macie pojęcia, jak mi się serce ściska na tę jego śmierć. Mówią, że miał najlepszy zawód na świecie, który w dodatku sam wymyślił..no i piździec, okazuje się.
Antony Bourdain, wychylam kusztynek pośledniej brandy , z braku czegoś bardziej odpowiedniego, za Ciebie, jako ukłon i refleksję nad tym wszystkim co było i przemija.
Obserwuj wątek
    • buka007 Re: Dobrze, że był 09.06.18, 08:05
      dzieki, Shacharu, za ten wątek, mnie też jest niewymownie przykro, że odszedł.
    • krysia20000 Re: Dobrze, że był 09.06.18, 23:21
      Aby dopełnić obrazu prawdziwego smakosza, którym był, warto wspomnieć, że czempionował Anthony nie tylko ulicznemu żarciu. Z równym smakiem, z którym wpierdzielał megapączki od Randy'ego pod lotniskiem LAX (byłem, jadłem) swobodnie czuł się w El Bulli, czy w kuchni Gordona Ramsay'a (którego w zasadzie przedstawił telewizyjnej publiczności obżartuchów), Toma Kitchina, Paula Rankina, Aprila Bloomfielda i innych mistrzów patelni. Zdaje mi się, że Max Scheler (a może Juergen Habermas?) napisał kiedyś, że zadaniem inteligencji jest przenikanie wszelkich barier klasowo-społecznych, bez uprzedzeń (see what I did there?). To czego swoją twórczością dokonywał Bourdain, to na polu gastronomii było właśnie to: wszędobylskie poszukiwanie tego, co jest doświadczeniem każdego z nas, niezależnie od pochodzenia, stopnia zamożności, wykształcenie, wyznania, wieku czy płci: wspólnego przeżycia posiłku.

      Seans jego programów w kolejności chronologicznej to prezentacja najnowszej historii światowej gastronomii - od dwóch, albo i więcej odrębnych światów kuchni snobistycznej, usztywnionej i bardziej nad radość z jedzenia akcentującej formalno-socjalny aspekt posiłku, mocno przy tym nadgryzionej zębem czasu a kuchni ulicznej, młodzieńczo radosnej, etnicznej i przez to nieokrzesanej oraz przesadnej w obfitości porcji; ku fuzji tych dwóch zdawałoby się antagonistycznych stylów, już to w postaci piramidkowych, wyszukanych dzieł kuchni wysokiej, czerpiącej jednak z 'ludowej', lokalnej tradycji, już to w postaci gastropubów, czy hipsterskich food trucków i innych drobnoprzedsiębiorczych hec z mniejszą lub większą śmiałością wykorzystujących zamiast asekuranckich kurzęcych piersi te mniej popularne kawałki (oops, I did it again), albo bezczeszczących tradycje tego czy innego regionu kulinarnego kundlując składniki i techniki z najprzeróżniejszych stron świata, niczym echo zachodzących w świecie demograficznych przetasowań.

      Wielka szkoda, choć zważywszy pochodzenie Tony'ego, ten specyficzny mariaż francuskiego egzystencjalizmu z nowojorską szorstką szczerością, ból istnienia emanował z człowieka wyraźnie. W kilku odcinkach jego pierwszych programów, kiedy podróżował 'solo' (pamiętajmy, że towarzyszyła mu przecież ekipa) kilka motywów samotnego wieczoru w hotelowym pokoju się pojawiło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka