Mam problem z właścicielem mieszkania, które wynajmuję. A raczej on ma problem z moją pralką. Zanim się wprowadziłam wyremontował pomieszczenie gospodarcze, które jest pralnio-suszarnią. Wszystko wg jego pomysłu i pożal się Boże "projektu". Mieszkam na 1 piętrze, a właściciel mieszka na parterze.
Podłoga w tym pomieszczeniu jest niestabilna - nawet podczas zwykłego chodzenia czuć małe wibracje. W żadnym innym pomieszczeniu w domu tak nie jest. Nie wiem co jest tam pod wykładziną, ale nie wygląda to dobrze...
Problem jest gdy pralka wiruje. On do mnie przybiega, że mu się talerze i szklanki w szafkach trzęsą. Najpierw kazał mi zareklamować NOWĄ pralkę (!!). Ale wybiłam mu to z głowy, powiedziałam, że to wina podłogi. Przyprowadził więc speca, który na jego nieszczęście potwierdził moją wersję. Kazał wybetonować podłogę. Ale ten ma co i rusz nowe pomysły na "naprawę".
Nie będę opisywać jego stu podejść do tematu, ale
aktualnie zbudował wieżę, która składa się z gąbki (!!!), jakichś 4 kafelek, 4 plastikowych nóżek (zwanych "wibracje stop") i 4 gumowych nóżek. Tylko patrzeć kiedy ta wieża runie... Jego talerze obchodzą mnie jak zeszłoroczny śnieg, skoro on nie chce tego zrobić jak należy. Praw fizyki się nie oszuka, pralka podczas wirowania ma tak dużą siłę odśrodkową, że MUSI stać na stabilnym podłożu. A nie na gąbce, która wspomaga i wzmacnia te wibracje.
Martwi mnie tylko 1 rzecz: czy te wstrząsy nie popsują mi pralki? Pomóżcie mi w tej kwestii, bo sama nie wiem. Pralka aktualnie trzęsie się bardziej niż kiedy stała na samej podłodze (co jest zrozumiałe). Poniżej wklejam zdjęcie jak wygląda najnowsza konstrukcja...

Żenada...