Dodaj do ulubionych

Nasze babcie

17.04.12, 12:44
No właśnie nie wiem jak Wasze babcie,ale moje miały błysk w domu plus dwudaniowe obiady i zastanawiając się nad tym jak to robiły doszłam do wniosku że:
- starczało im wiele mniej rzeczy niż nam znaczy ze dwie suknie czy garsonki poomka i mże kilka bluzek sprawa porządku w szafie wyjaśniona
- dziadek dla odmiany ze dwa garnitury kilka koszul i może sweterek jakiś
- nie mieli kaset video,kaset magnetofonowych czy płyt kompaktowych no i sprzętu do tego wszystkiego
- kupowali tylko jedną gazetę codzienną zatem nie było całych stert głupich czasopism
- kosmetyki to mydło i krem Nivea no może jeszcze szminka na wyjścia
- kuchnia podobnie żadnych durnych ozdób,puste blaty i tyle jeden serwis świąteczny plus kilka talerzy codziennych też nie robiło mega bałaganu
- przede wszystkim nie pamiętam by babcia siedziała wiecznie gotowała lub sprzątała
- no i nie oglądała całej masy durnych seriali to i na pieczenie był czas

Jednocześnie nie było pralek automatycznych, sokowirówek, mikserów, elektrycznych kuchenek, mikrofali czy zmywarek.I tak odnoszę wrażenie że prowadziły domy w dużo lepszy dokładniejszy i godny naśladowania sposób. Nie pamiętam np. by babcia w panice ogarniała pokój bo ktoś wszedł kogo nie wypadało nie wpuścić, mnie się to zdarza notorycznie. Co Wy o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • hela6 Re: Nasze babcie 17.04.12, 13:03
      Miały swoje zasady i przepisy.
      Nie przesiadywały przed komputerem i nie wdrażały co rusz nowych wynalazków np. kulinarnych więc wszystko działało ja w zegarku.
      • j.u.s.t.i555 Re: Nasze babcie 17.04.12, 13:19
        I chyba nie wiele naszych babc pracowalo na etat...albo etat plus nadgodziny.
        Byl tez zupelnie inny styl zycia i model rodziny. Nasze babcie nie ganialy za dziecmi do /z przedszkola, na angielski, na rytmike czy inne dodatkowe zajecia.
        Mialy zdecydowanie wiecej czasu w domu by go ogarnac, a z racji mniejszej liczby obowoazkow szkolnych i wiekszego rygoru rowniez i dzieci bardziej w tych domowych obowiazkach uczestniczyly.
        Poza tym wszystko co powyzej rowniez smile
        • chomiczkami Re: Nasze babcie 17.04.12, 20:41
          At, moje pracowały wink. Na etat, nadgodziny i nocki.

          W sumie wydaje mi się, że to właśnie brak zapychaczy czasu, a dużo obowiązków... bo wiecie, ja na przykład jak mam dużo roboty, to wszystko jakoś się kręci, a jak mam wolny dzień, to go marnuję.

          A zresztą, kiedyś ubranie się nosiło długo - szczotkowało się z błota, wymieniało poduszki na pot (tak, tak) i jakoś to szło. Ja np. mam tyle par butów, że mi wypadają z szafy, a niemal każda para ma swoje pudełko. Gdybym miała dwie pary butów, to nie byłoby problemu wink.
          • robitussin Re: Nasze babcie 18.04.12, 10:26
            chomiczkami napisała:

            > wymieniało poduszki na pot (tak, tak)

            WTF??

            > Gdybym miała dwie pary butów, to nie byłoby problemu wink.

            Nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć 2 pary butów smile
            • robitussin Re: Nasze babcie 20.04.12, 10:04
              robitussin napisał:

              > chomiczkami napisała:
              >
              > > wymieniało poduszki na pot (tak, tak)
              >
              > WTF??

              No i pewnie umrę w nieświadomości wink

              • graue_zone Re: Nasze babcie 20.04.12, 22:28
                Nie umrzesz. smile Kiedyś pod pachami wszywano się tzw. "potniki". To byli płaskie poduszeczki, które wchodziły pod pachę i absorbowały pot. Jako, że dezodorantów nie było, rzeczone poduszeczki były wymienne i często prane.
                O, coś takiego:
                https://braza.pl/product_thumb.php?img=images/ClothingShiedsPackage.jpg&w=288&h=400px
    • joanna_poz Re: Nasze babcie 17.04.12, 13:20
      no moje obydwie babcie nie pracowały zawodowo.
      tylko i wylacznie zajmowaly się prowadzeniem domu, wiec nie dziwota że miały błysk, obiady i czas na wszystkosmile
      • hela6 Re: Nasze babcie 17.04.12, 13:43
        Na jakie "wszystko"?
        Z tego co pamiętam moje babcie nie miały szczególnych hobby.
        W zasadzie poza obowiązkami PPD nie robiły nic.
        • joanna_poz Re: Nasze babcie 17.04.12, 14:10
          moja babcia nr 1 (ale to wspominam czasy kiedy ja bylam dzieckiem) uwielbiala popołudniami ogladac telewizję (byl raptem 1 kanał). jak zalegla na kanapie przy teleexpresie to lezala aż do wiadomosci a potem obowiazkowo film po wiadomosciachsmile z gazet kolorowych byla "przyjaciolka"smile
          babcia nr 2 miala hobby - zawziecie szydełkowała.
          • lisia312 Re: Nasze babcie 20.04.12, 08:35
            moja babcia nr 1 (ale to wspominam czasy kiedy ja bylam dzieckiem) uwielbiala p
            > opołudniami ogladac telewizję (byl raptem 1 kanał)


            no tu pozwolę się nie zgodzić, bo telexpres to rok 1986, drugi program w TVP był od 1970 roku, nie licząc stacji regionalnych- powstawały od 1956 roku. Oraz odbioru telewizji państw sąsiednich wink
            • joanna_poz Re: Nasze babcie 20.04.12, 11:00
              ale u mojej babci na wsi byl odbierany tylko 1 kanałsmile
        • antytalentka A druty? 17.04.12, 15:21
          hela6 napisała:

          >
          > Z tego co pamiętam moje babcie nie miały szczególnych hobby.
          >

          Moja z taką pasją ubierała całą rodzinę w swetry, czapki, szaliki, że chyba żadne z moich hobby nie jest realizowane z takim zaangażowaniemwink
          • antytalentka Re: A druty? 17.04.12, 15:23
            No i latem obowiązkowo działka z najsłodszymi truskawkami (wiecie, ten sentymentalny smak dzieciństwa u babci).
          • hela6 Re: A druty? 17.04.12, 17:16
            Moje nie sztrikały big_grin
            Leniwe były albo za stare.
      • moleslaw Re: Nasze babcie 17.04.12, 13:45
        Moje obie pracowały jedna miała czterech synów, druga troje dzieci w sumie pięcioro ale dwoje zmarło.Kolejna już nie moja ale znajoma bardzo bliska miała dwie córki i pracowała też na pełen etat. Fakt faktem dzieci nie biegały z zajęć na zajęcia no i w większości same chodziły do szkoły czyli odpadało sporo odprowadzania. Cała reszta to i tak sporo. Jak one to robiły?
        • mazajac Re: Nasze babcie 17.04.12, 14:11
          moje obie babcie ciężko pracowały, miały gospodarstwa i musiały oprócz ogarnięcia domu ( obie po 3 dzieci) "iść w pole", jedna robiła na drutach, szyła,druga pasjonowała się ogrodem, obiady dwudaniowe, posprzątane, ciasto drożdżowe na stole, a i chleb własnego wypieku, racja, że dzieci same się chowały, nie było mowy o spacerach czy wyjazdach gdziekolwiek, na zakupy chodziło się raz od wielkiego dzwonu, bo wszystko co potrzebne produkowały same ( masło, sery,wędliny itp), wszystko właściwie było w domu, daleko się nie jeździło, a jeśli już to raz kiedyś, ale żeby one czas miały to nie powiem...ciężko pracowały, żyją nadal, nadal pracują, bawią nawet prawnuków,
          • ofelia1982 Re: Nasze babcie 20.04.12, 18:01
            Nie można odmówić im zaradności, tyle, że..harówa a nie życie. Ja wolę dzisiejsze "straszne" czasy..
    • elle-joan Re: Nasze babcie 17.04.12, 14:38
      Zarówno moje babcie jak i moi rodzice mieli mieszkanie darmowe komunalne albo zakładowe, zatem bez kredytu z rozsądnym czynszem, a mąż miał zapewnioną pracę, bo nie było bezrobocia. Zatem babcie nie pracowały, a mama dopiero jak dzieci poszły do szkoły. Praca była do 15.00/16.00. Jak ktoś już wspomniał nie biegało sie z dziećmi na zajęcia dodatkowe, dzieciaki latały całymi dniami na podwórku.
      Nie wiem czy piszesz o swoich babciach jak już były babciami, czy wcześniej, po prostu jak żyły kiedyś. Bo jeżeli w tym czasie jak już były babciami, to zazwyczaj jest się na emeryturze, to wiesz trudno żeby nie ogarnąć mieszkania i obiadu skoro pracujące matki się wyrabiają. No i w dawnych czasach ludzie mieli niższe wykszatałcenie, troszkę mniej świadomi, mniej zainteresowań itd, chociaż oczywiście, to nie jest regułą. Ale ja osobiście nie widzę, aby lepiej ograniały dom.
      • klara551 Re: Nasze babcie 17.04.12, 15:02
        No popatrz nie wiedziałam ,że moi rodzice żyli w raju. Mam trochę inne wspomnienia.Kolejki za wszystkim,robienie przetworów na zimę,szycie i robienie swetrów z włóczki ze starych. Pamiętam zajęcia dodatkowe w szkole sportowe,biologiczne,plastyczne. Pamiętam pracę na działce pracowniczej,hodowanie królików,kur.Pamiętam też swoje obowiązki. Babcie nie wszystkie pracowały na etatach,bo robiły z przetwórnie owocowo warzywne,szwaczki.Krótko mówiąc styl życia był inny.Przed zimą robiło się zapasy ziemniaków,kapusty,marchewki.Dzieci nosiły ciuchy po sobie i miały luz,bo przejście przez ulicę nie było problemem,bo podwórka były podwórkami a nie parkingami,bo znało się sąsiadów a mieszkania nie były twierdzami. Dawniej ludzie mieli dużo więcej zainteresowań niż teraz. Teraz to na forach znajdziesz pytania jak zagotować wodę,czy wykąpać dziecko. Hobbystów prawie nie ma ,a nie liczę zakochanych w internecie do hobby. Grało się z sąsiadami w brydża,szachy,z pasją oglądało teatry TV. Przypuszczam,że gdybyś znalazła się w świecie własnej babci byłabyś jak Piętaszek z Robinsona .
        • hela6 Re: Nasze babcie 17.04.12, 15:16
          Klara, w podstawówce chodziłam do klasy sportowej.
          Od klubu dostawałam bilet miesięczny i jeździłam. Nikt mnie nie woził, nie odprowadzał do szkoły i na treningi po przeciwnej stronie miasta. Moje zajęcia w żaden sposób nie angażowały ani rodziców ani dziadków. Wychodziłam rano, wracałam po 17.
          Dziś mieszkam koło gimnazjum rejonowego. Prawie każdy dzieciak musi być przywieziony i odebrany autem.
          Kiedyś dzieci były nieco mniej absorbujące.
          Więc to jednak trochę był raj.
          • klara551 Re: Nasze babcie 17.04.12, 16:43
            Tak dla mnie jako dziecka to był raj. Miałam mnóstwo znajomych z sąsiedztwa.Razem szaleliśmy po południu.Ale też miałam ograniczenia.Obowiązki domowe,szkolne,informacja gdzie się wybieram. W tamtych latach rodzicom nie przyszło by do głowy żeby 5,czy 6 klasistę odprowadzać do szkoły czy treningi.Bardziej wierzyli w dziecięcą odpowiedzialność. Do technikum dojeżdżałam od 14 roku życia. W podstawówce na zajęcia w klubie pociągiem i to 60 km. Kiedyś to rodzice szybciej pozwalali dorastać dzieciom. A z drugiej strony nie do pomyślenia było ,żeby nastolatek nie był w domu po dwudziestej.Luz był ale w granicach rozsądku. Jak coś zawaliłam w szkole to ja miałam kłopoty a nie nauczyciel. To się nie wróci,bo inny czas inni ludzie.
            • kotwtrampkach Re: Nasze babcie 18.04.12, 23:38
              klara551 napisała:

              > Do technikum dojeżdżałam od 14 roku życia. W pods
              > tawówce na zajęcia w klubie pociągiem i to 60 km. Kiedyś to rodzice szybciej po
              > zwalali dorastać dzieciom.

              Niedawno się nad tym zastanawiałam właśnie - czemu ja prowadzę wszędzie moją drugoklasistkę, ja w jej wieku w większym mieście sama dużo więcej rzeczy załatwiłam, w więcej miejsc przejechałam..
              NO tak, ale ja przechodząc na drugą stronę osiedlowej ulicy nie myślałam nawet, ze trzeba uważać na samochody - jak jakiś jechał, to była to taka ciekawostka i z tak daleka było słychać, że trudno mówić o przypadkach (na osiedlach). Ruchliwe ulice dziś i ruchliwe ulice za czasów mojego dzieciństwa to dwie różne sprawy. Kiedy byłam dzieckiem, do babci na wieś jeździł jeden autobus z jednego dworca i jechał zawsze na trzy kolejne przystanki zanim wyjechał z miasta - u babci zatrzymywał się na jednym przystanku - mogłam się co najwyżej zagapić smile I nie było mowy, zeby autobus nie jechał (jeden albo dwa na dzień - jak się spóźniał, to było wiadomo, ze się spźnia, jak juz pojechał, wszyscy na przystanku wiedzieli, że już był. (teraz na jednym z tych przystanków przemyka autobus za autobusem.. No i teraz na "mojej wsi" jest z 7razy więcej domów, chyba 4 przystanki na których mógłby się zatrzymać autobus, a i tak brak bezpośredniego połączenia - są busy, trzeba kombinować. Dodatkowo wszyscy maja samochody: jak mówię, że mogłabym busem przyjechać, to ludzie mnie żałują - mam kilka propozycji kto gdzie i kiedy może po mnie przyjechać.. A kiedy już jestem na tej wsi, to dziwnie na mnie patrzą, jak ciągnę dziecko na piechotę do lasu (no przecież można podjechać! Taki kawał!)

              Byliśmy przyzwyczajeni do wolniejszego życia. Wolniej się podróżowało, ale bardziej konsekwentnie - kiedyś jak był za duży śnieg, żeby autobus mógł przejechać, to pasażerowie przekopywali trasę - dziś jedzie inną drogą

              Dawniej nie było telefonów! I nie mówię o komórkach, ale żeby w mieszkaniu mieć telefon trzeba się było bardzo postarać i naczekać.. Jechałam do babci na tydzień, a rodzice wiedzieli, że wszystko było ok, że dotarłam na miejsce, że jestem cała - po tygodniu, kiedy wróciłam, albo kiedy oni przyjechali! (no ok, wtedy miałam więcej niz 7 lat, pewno z 12-14 smilesmile

              mniej informacji musieliśmy pamiętać, niż dzisiejsze dzieciaki.
              Było bezpieczniej na ulicach - w sensie mało aut i wolniej się poruszały
              Mniej było miejsc, które kusiły - tam gdzie ja mieszkałam, żeby pójść na dobre lody, to była wycieczka. Na dobre lody - cała wyprawa tramwajem i stanie w min. półgodzinnej kolejce smile
              Mniej było ludzi/domów - łatwiej było trafić w określone miejsce.
              Ludzie się częściej wtrącali, znali miedzy sobą - jakby się jakiś dzieciak plątał pod blokiem zamiast siedzieć w szkole, zaraz wszyscy wiedzieli (nie było TV i netu, ze ludzie mieli więcej czasu na spotkania? smile )


              Kurcze, za długie mi wyszło, przepraszam.. A chciałam tylko pokazać, że to nie rodzice pozwalali nam się usamodzielniac szybciej - oni mieli możliwość, żeby nam pozwalać na samodzielnosć..
              • hela6 Re: Nasze babcie 20.04.12, 12:27
                Ale wiesz co?
                Ja mam wrażenie ze dzisiejsze dzieciaki trzymane są w klatkach niczym kury nioski.
                Mówi się ze tylko przed internetem siedzą ale co one mają robić?
                Z domu do samochodu do szkoły do samochodu na zajęcia do samochodu do domu.
                To w sumie nie dziwne że w szkole ich rozpiera są kłopoty.
                Ruchliwe ulice?
                Teraz wszędzie lub prawie wszędzie są światła na przejściach.
                Pamiętacie jakie kiedyś były ciężkie ubrania, ciężkie i niewygodne buty, wystawanie zimą na przystankach ...
                A jednak po szkole człowiek do domu wracał okrężna drogą, odprowadzało się z koleżankami w te i we wte, latem wspinało na drzewa, chodziło za miasto "na bunkry", ganiało po parku zboczeńców big_grin czy w końcu wsiadało grupowo w pociąg by objechać województwo a po drodze odwiedzić koleżankę z kolonii. Cuda Panie.
                I człowiekowi żadna frustracja czy agresja nie doskwierała wówczas.

                Moje dziecko miał chów podwórkowy. Nawiasem mówiąc ostatnie takie podwórko w mieście. "Z tradycjami". Trzepak, skoki przez płot wysiadywanie na drzewach.
                Teraz na studiach spotyka samych chowu klatkowego.
                I wiecie co ona mówi? No fajnie, grzeczni ułożeni wyedukowani ale jakoś tak boją się drugiego człowieka, boją się przyrody i są kompletnie niezaradni.
    • budzik11 Re: Nasze babcie 17.04.12, 14:39
      Jedna moja babcia młodo została wdową, sama wychowywała dziecko pracując na 2 etaty, ciągle jej nie było w domu a dziecko u sąsiadów/swoich dziadków, więc odchodził problem sprzątania po dziecku i mężu (którego nie było). Faktycznie miała wylizane, chociaż do minimalizmu jej było daleko (mnóstwo durnostojek, plastikowych owoców, serwetek, ceramicznych piesków itp. szajsu; szafy ledwo się dopychały od materiałów kupionych na zapas, milionów ręczników, ścierek i mydeł (babcia dostawała w pracy i zbierała w komórce, po czym żarły to myszy). Poza tym babcia była z wykształcenia krawcową, miała masę ciuchów, ludziom też szyła, wiec i maszyna do szycia, i przybory, materiały itp. - masa tego była. Ale i tak miała porządeczek mimo braku bieżącej wody w domu, łazienki. "Wyrosła" na wredną, zrzędliwą dewotkę, z którą nikt nie chce się spotykać.

      Druga babcia - pracowała na gospodarstwie, do porządku i higieny w domu daleeeeeko. Ostatnie, co bym o niej powiedziała, to to, że była PPD. Ale za to była kochana.

      I jeszcze jedno - ja żyję podobnie do tego "pierwowzoru" babci - chociaż nie siedzę i nie sprzątam, ale mam mało rzeczy i dużo czasu smile
    • kamunyak Re: Nasze babcie 17.04.12, 14:57
      Ja wiem jak to robiły. Nasze babcie, a właściwie to mamy, miały o połowę ( co najmniej ) mniejsze mieszkania bo takie to PRLowskie czasy były. Łatwiej ogarnąć 30-50m niż 60-100m. Miały tez mniej rzeczy bo w PRLu ciężko było kupic więcej. Poza tym dzieci chowały się w żłobkach, przedszkolach czy na świetlicy/ulicy a w domach pomagały. Teraz dzieci nie mają czasu bo po szkole/świetlicy lecą na dodatkowe zajęcia i są wychowywane bezstresowo, czyt. robią co chcą a dzieci zwyczajowo pomagać w domu nie chcą.
      Moje babcie natomiast nie pracowały zawodowo tylko w domu. Jedna to nawet przed wojną zaczęła "pracować" w domu, jakoś dziadek, chociaz burżujem nie był, dawał radę utrzymać liczną rodzinę. Dziś tak się nie da.
      • klara551 Re: Nasze babcie 17.04.12, 18:35
        To nie tylko o wielkość mieszkania chodzi. Pamiętam dom rodzinny na dzikiej prowincji z ogrodem,kurnikiem,chlewikiem. Tylko ojciec pracował ,ale w domu przygotowywało się większość jedzenia. Wędliny,soki dżemy,konfitury,powidła to wszystko było z własnego chowu. Rodzina mieszkająca w mieście zjeżdżała latem żeby nazbierać jagód,jesienią grzybów czy kupić od okolicznych rolników owoce na przetwory. Policz ile wydajesz na soki,dżemy wędliny tygodniowo.Kiedyś to wszystko było własnej produkcji. W piwnicy były słoje z mięsem,kapusta,ogórki kiszone itd. Teraz nam się tego nie chce robić a i zimnych piwnic nikt nie ma .A kiedyś niewielka pensja i praca od wiosny do jesieni przy gromadzeniu zapasów pozwalała na niezłe życie. Kiedyś znacząca większość pań umiała szyć robić na drutach czy szydełku a teraz? Lecimy do sklepu po wszystko bo tak jest łatwiej. Nie optuję za powrotem do tamtych czasów,ale coś za coś. Teraz znalezienie sklepu z materiałami do szycia graniczy z cudem a kiedyś? Kiedyś były na prawie każdej ulicy.Byli krawcy,szewcy bo gotowców nie było albo były drogie.Pamiętam lata studiów i dziergające ,szyjące dziewczyny w akademiku/były akademikowe maszyny do szycia/. Ulice były kolorowe,dziewczyny ubrane jak laleczki.A teraz? Ulice są szaro-bure i wszystkie dziewczyny są ubrane w topowe mundurki. Inny czas inni ludzie.
        • autumna Re: Nasze babcie 18.04.12, 07:50
          > ję za powrotem do tamtych czasów,ale coś za coś. Teraz znalezienie sklepu z mat
          > eriałami do szycia graniczy z cudem a kiedyś? Kiedyś były na prawie każdej ulic

          Teraz przeniosły się do internetu. Wybór jest, i włóczek, i tkanin. Ale szycie i dzierganie obecnie oszczędności nie przynosi - dobre materiały są po prostu drogie, i nawet przy własnoręcznym wykonaniu taki ciuch wyjdzie droższy niż gotowa chińszczyzna.
          • momas Re:troche OT 18.04.12, 09:07
            A jek sie kupuje w takich sklepach?
            Bo ja to lubie dotknąc taki material, czy włoczke.... wyglad, wygladem, ale jeszcze (jak dla mnie) wrazenia dotykowe sa wazne...
            Kurcze, jakos sobie wyobrazic nie umiem...

            a co do szycia...
            Mieszkam w dzielnicy, ktora przed wojna byla malym miasteczkiem. I mieszkala tu duza populacja zydowska. Na ulicy, gdzie nie ma obecnie zadnego punktu uslugowego i sklepu - w tamtych czasach bylo kilkanascie sklepów, iles tam jatek oraz niezliczona liczba punktow uslugowych typu szewc, krawiec (kilku specjalizowalo sie w nicowaniu odziezy -czy ktos dzisiaj to robi??????? smile ) . Aha, zabudowa w zasadzie ta sama. Nie zniszczona w czasie wojny...

            To fakt, kiedys tam, bylo inne podejscie do odziezy. Inne czasy byly smile
            • autumna Re:troche OT 18.04.12, 13:36
              > A jek sie kupuje w takich sklepach?
              > Bo ja to lubie dotknąc taki material, czy włoczke

              Zazwyczaj można poprosić o przesłanie próbek. Ale jak już się człowiek przyzwyczai, to bardzo dużo potrafi wydedukować z opisu. A w przypadku włóczek jest bardzo dużo opinii w internecie.
            • klara551 Re:troche OT 18.04.12, 16:31
              Odpowiedź masz w stwierdzeniu,że własnoręcznie wykonany ciuch czy sweter jest droższy niż chiński.W tamtych latach nie było chińskiej tandety, a sklepowa była szaro-bura i nijaka. Powiewem normalności były kolekcje pani Hoff po które stało się w obłędnych kolejkach.A kupowanie przez internet materiałów czy włóczek to jak próbowanie lizaka przez szybę.Teraz królują gotowce typu karkówka ,ciasto z torebki,ciuchy jednorazówki,czy szynka bez mięsa z szynki. Może to łatwiejsze ale wszyscy jesteśmy tacy sami. Ulice umundurowane,kuchnia torebkowa, a czasu pomimo ułatwień mamy mniej.No i kiedyś nie było wolnych sobót ,a tydzień pracy trwał 46 godzin.
              • autumna Re:troche OT 18.04.12, 16:58
                > A kupowanie przez internet materiałów czy włóczek
                > to jak próbowanie lizaka przez szybę

                Nie zgodzę się. Kupuję wyłącznie tak. Bardzo rzadko się zdarza, że jestem niezadowolona, a jeśli już, to kupując przez internet towar mam prawo zwrócić. A wybór jest ogromny, pięknych, dobrych gatunkowo wełen, podczas gdy pasmanteriach stacjonarnych przeważają tanie akryle.
                • momas Re:troche OT 18.04.12, 17:30
                  hmmm.... moze spróbuję smile
                  aczkolwiek, pod wzgledem materialow i wlocze jestem typowym macantem. Lubie polegac na wlasnym dotyku, a nie na czyis opinach big_grin

                  na marginesie - pisalam o swojej okolicy z czasów, kiedy B Hoff pewnie maluta dziewczynką była smile smile smile

                  • klara551 Re:troche OT 19.04.12, 03:23
                    Ja kupiłam raz włóczkę i kolor mi nie pasował,skład był poprawny.W internecie kupuję nici do szydełkowania choć tylko większe ilości ,bo koszt przesyłki podnosi cenę. A Hoffową wspomniałam tak przy okazji bo to był ewenement.
            • hela6 Re:troche OT 20.04.12, 10:50
              momas napisała:

              > To fakt, kiedys tam, bylo inne podejscie do odziezy. Inne czasy byly smile

              Inne czasy były jeszcze niedawno.
              Sama szyłam sobie garsonki i kurtki i płaszcze i pamiętam jak niejedna rzecz lądowała w kącie bo rękaw się nie dość dobrze układał czy marszczyło się na plecach. Do tego poprawki spodni żeby w kroku się nie marszczyły etc.
              To co się nosi dziś może być tanie bo po prostu to jest sen chorego krawca. Rzeczy nosi się zawieszone jak na wieszaku. Spodnie obowiązkowo nie leża, rękawy garniturowanego polityka z TV wszywał chyba pijany krawiec ze o plecach gajerków nie wspomnę. Damska odzież nie lepsza.
              No to po co zakład krawiecki?
              Kupuje się okrycie bo z odzieżą nie ma to nic wspólnego i jazda.
              Już się nie dziwię że słowo "ciuch" zastąpiło ubranie, odzież.
    • joanka-r [...] 17.04.12, 20:12
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
      • hela6 [...] 17.04.12, 22:13
        Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
        • hela6 pip pip 20.04.12, 09:06
          Ja cie, wypipczyli mnie big_grin
          Ale skoro prowodyrkę również to pełna zgoda.
          • robitussin Re: pip pip 20.04.12, 10:05
            hela6 napisała:

            > Ja cie, wypipczyli mnie big_grin
            > Ale skoro prowodyrkę również to pełna zgoda.

            A co Wyśta tam dzieuczęta kochane tak nabluzgały, że aż posty znikły? wink
            • hela6 Re: pip pip 20.04.12, 10:35
              A żadnych bluzgów tylko akcja pacyfikacyjna za pomocą łagodnego dość epitetu.
              Ale słusznie wyciszona bo jeszcze by się rozwlokło w wymianę grubszych epitetów i by dopiero było big_grin
              • truscaveczka Re: pip pip 20.04.12, 11:08
                Do usług smile
                • hela6 Re: pip pip 20.04.12, 15:54
                  No niestety nie posiadam Twojej mocy wiec jak by co mogę tylko przyfanzolić "dobrym słowem", dziękuję za interwencję.
    • keepersmaid Re: Nasze babcie 17.04.12, 20:33
      Babcia i mama pracowaly na pelen etat.

      Babcia wychowala 2 synow, a potem 2 wnuczki, zajmowala sie mezem inwalida wojennym i na koniec jeszcze swoja matka, czyli prababcia.
      Z rzeczy "nie-do-pomyslenia" babcia myla wlosy szarym mydlem i plukala woda z octem, smazyla wszystko na smalcu, a sosy i zupy doprawiala smietana, chyba nie znala slowa "salatka", ani tym bardziej "dieta" ale nie byla gruba. Na emeryturze, chyba do 70-siatki popracowywala np. u sasiada w kiosku czy cos bo inaczej sie nudzila. Czytala duzo ksiazek i codziennie gazety. Nie wychodzila z domu bez pudru, szminki i perfum.

      Mama juz byla i jest mniej hardcorowa.
      A ja ogolnie mam w nosie.
      • keepersmaid Re: Nasze babcie 18.04.12, 19:03
        to dodam: babcia byla mocno przedwojenna, w 1939 byla zona oficera WP, miala mieszkanie w Warszawie, sluzaca, ordynansa itp. po wojnie miala meza inwalide i 2 synow, wiec musiala pojsc do pracy.
        Mama rocznik wojenny, mlodosc lata 50-60.
        O sobie zamilcze :p
    • enita2 Re: Nasze babcie 17.04.12, 22:40
      Oj,tam oj tam.Babcia to moje najcudowniejsze wspomnienie.Nigdy nie zapomnę chwil kiedy szykowała się do kościoła.Włosy ułożone,toczek na głowie,szminka na ustach.Nie jestem"moherowa"ale do teraz pamiętam wszystkie pieśni kościelne ,jakie zapamiętałam podczas nabożeństw "majowych".Moja Babcia miała czas na wszystko.Nie wiem jak to robiła.Obiad 2-daniowy plus kompot,w domu posprzątane i jeszcze całą bliższą i dalszą rodzinę "obszywała".Nigdy nie słyszałam"nie mam czasu".Fakt,nie pracowała ale obowiązków i zajęć miała na 2 etaty. A, jeszcze zapomniałam-na gościa który wpadał bez zapowiedzenia zazwyczaj czekał placek drożdżowy.O bajkach na dobranoc po całodziennej tyrce nie wspomnę.Może nie bardzo, na temat jak one to robiły ale tak jakoś mnie nostalgicznnie naszło.
    • madzioreck Re: Nasze babcie 18.04.12, 01:29
      U mojej babci nie było picu i błysku ani dwudaniowych obiadów. Dwoje dzieci, praca na cały etat na 3 zmiany + nadgodziny, dziadek był strażakiem, to w ogóle w cały świat pracował. Robili niezłe wygibasy, żeby zorganizować opiekę nad dziećmi, wszak żłobki i przedszkola całodobowe nie były. Gotowaniem i sprzątaniem się wymieniali. Przez pierwsze lata mieszkali z dwójką dzieci na 14m, więc istotnie sprzątania wiele nie było, ale żeby dziadkowie narzekali na nadmiar czasu, to nie mogę powiedzieć. Babcia robiła mnóstwo przetworów, jeździła ze mną na całe wakacje na wieś, wyprodukowała w życiu tony swetrów i pantofli, ale to już były czasy, kiedy nie pracowała (gdzieś od 45rz).
      Druga babcia też pracowała, też zmianowo, dziadek też w cały świat, tyle, że druga babcia się nie cackała z mężem ani dziećmi - nie umiecie se ugotować, wasz problem, mówiła, po czym się zabierała i jechała na wczasy albo do sanatorium, i nie interesowało jej, jak sobie poradzą. Radzili jak umieli - jak zaczęli gotować ryz w jednym garnku, to skończyli w 4. Chata zawsze była wylizana do wyrzygania (przepraszam za zestawienie wink) - biegała za mną ze zmiotką, kiedy czesałam włosy przed lustrem, nie do wytrzymania to było. I sama też zawsze odpicowana. Ale bezczynnie też nie siedziała.
      • agatha_christie_0 Re: Nasze babcie 18.04.12, 08:09
        A wg mnie wiele kontrowersji w tym wątku wynika z faktu, że WDPD są w badzo różnym wieku. Być może nawet nasz zakres wiekowy obejmuje 3 pokolenia. Co to znaczy "nasze babcie"? Moje babcie (obydwie żyjące) są już po 90-tce i uważam, że nie można realiów ich życia porównywać z babciami osób, które obecnie znajdują się w przedziale 20+, więc teoretycznie ich babcie mogą być ok. 60+. Przecież to jest kolosalna różnica. Określenie "nasze babcie" nie ma dla nas wspólnego mianownika. Sena mają rozważania dot. życia kobiet np. w latach powojennych czy też innych, ale dokładnie określonych. Poza tym nie można też wprost porównywać życia kobiet na wsi i w mieście.
        • momas Re: Nasze babcie 18.04.12, 08:59
          no wlasnie, w tym sęk.
          Swojej babci praktycznie nie znalam, mam jedno mgliste jej wspomnienie. Za to mnostwo opowiesci o niej i jej zyciu i sposobie prowadzenia domusmile
          Ciekawe to, bo urodzila sie w latach 80-tych XIX wieku
          smile
          I jak to porownac do sytuacji zyciowej aktualnych babc w wieku 60 + ??
        • elle-joan Re: Nasze babcie 18.04.12, 10:47
          agatha_christie_0 napisała:
          > A wg mnie wiele kontrowersji w tym wątku wynika z faktu, że WDPD są w badzo róż
          > nym wieku.

          A wg mnie przede wszystkim z tego, że babcia też człowiek- jest sobą, każda jest inną osobą, tak jak i dzisiejsi ludzie. A jakie są niby dzisiejsze mamy i dzieci? Różne jak i kiedyś ludzie byli rózni. O ile niektóre zaznaczają, że piszą o swojej rodzinie, to inne piszą: ludzie kiedyś, ludzie dzisiaj projektując własne doświadczenia na innych.
    • truscaveczka Re: Nasze babcie 18.04.12, 16:33
      Moja miała gosposię =.='
      • momas Re: Nasze babcie 18.04.12, 17:36
        tez racja smile
        istniala tania sila robocza, nocujaca czesto kątem w kuchni (o wlasnym pokoju to nie miala co marzyc!!!!!), rodzinę wielodzietną czesto "stac" bylo na taką pomoc.... (nie pisze tu o ludziach "z piwnicznej izby"). Albo tzw ubogi krewny, w zamian za dach nad glową..
        vide liczne wspomnienia, np o ludziach z tzw szklanych domów na warszawskim Zoliborzu... nie byli to bogacze....
        No i pisze o czasach, sprzed PRL smile

        Zeby nie bylo - zdaje sobie sprawę "z drugiej strony medalu" tej taniej sily roboczej...
        • truscaveczka Re: Nasze babcie 18.04.12, 21:02
          Ja piszę o czasach PRL i gosposi zatrudnionej za dobre pieniądze.
    • anu_anu Re: Nasze babcie 18.04.12, 17:44
      Moje obie babcie urodziły się w wieku XIX i były bardzo różne.
      Jedna pochodziła z rodziny mieszczańskiej (swoja kamienica, wcześniej jakaś niewielka posiadłość ziemska czyli w sumie jakaś tam zamożność) a druga urodziła się na wsi, jako jedno z dwanaściorga dzieci (czyli na samo jedzenie brakowało).
      Ta różnica zniwelowała się po II wojnie światowej, pierwszej babci pozostało tylko większe mieszkanie (prawie 150 m2) z ładnymi meblami a druga mieszkała w pokoju z kuchnią.
      W efekcie obie mieszkały bardzo różnych i różnie wyposażonych mieszkaniach ale bardzo czystych. W tej czystości miało udział wielu członków rodziny - co uważano za zrozumiałe samo przez się. Obie miały niezwykle skromne środki (były to emerytury po mężach, one same nie pracowały zawodowo), gotowały i piekły, robiły przetwory, szyły, nicowały (czyli przeszywały odzież na drugą stronę), łapały oczka w pończochach i robiły sweterki dla wnucząt, szydełkowe serwetki i obrusy a nawet firany, wyszywały makatki ("Czysta woda zdrowia doda"). I czasem zajmowały się wnukami.
      Moja mama (rocznik 1925) pracowała zawodowo (łącznie z sobotami) ale obiadów już nie gotowała - to robiła ciocia, która oprócz gotowania - dbała o dom i opiekowała się mną. Ale i tak mama zawsze pierwsza kupowała wszystkie urządzenia, które mogły pomóc w pracach domowych, np. pralkę automatyczną (która w roku 1971 była cudem zupełnie niezwykłym i kosztowała majątek). Mama lubiła posiedzieć na ogrodzie, poczytać, upiec ciasto i zjeść je ze znajomymi. Znajomych miała mnóstwo i lubiła być między ludźmi, poza tym jeździła namiętnie do Poznania - do operetki. TV jej nigdy nie urzekło.
      Ot, czasy się zmieniają...
    • ofelia1982 Re: Nasze babcie 20.04.12, 17:59
      Idealizujesz.
      To były po prostu inne czasy, a nie świadomy wybór babć. Gdybyś je zapytała czy chciałyby pralki automatyczne - na pewno by powiedziały "tak"..
      Poza tym nasze babki zazwyczaj nie pracowały zawodowo, a jak już to 7-15..
      Jak ja - która jeszcze do niedawna wracała najwcześniej z pracy o 18 - miała prowadzić idealny dom?
      To jest coś za coś, rachunek jest prosty...
      • klara551 Re: Nasze babcie 20.04.12, 19:47
        Inne czasy to fakt i nawet biuraliści zaczynali pracę dużo wcześniej,więc o 16 szło się po drodze do domu na zakupy. Teraz zaczyna się pracę o 9,jest przerwa obowiązkowa stąd powrót o 18. Pralka automatyczna w Polsce to lata siedemdziesiąte.Wcześniej królowała Frania,wyżymaczka i jak ktoś zdobył osobna wirówka. Pierwsze żelazko na parę kupiłam od ruskich,pierwszy kombajn /maszynka do mięsa,sokowirówka,blender,szatkownica,mieszałka do ciasta wszystko ze wspólnym napędem/ też. Zresztą do tej pory mi służy. A dziecko? Dziecko szło do przedszkola wyrywane codziennie o 6 rano z łóżka i odbierane do 16.30. Teraz z pozycji babci mogę powiedzieć ,że w domu , kuchni,przy dzieciach ubyła połowa roboty. A nie wspomnę moich rodziców . Generalnie chyba jesteśmy mniej zorganizowani,a wiem to sama po sobie i czasami dziwię się jak mi to organizowanie życia mogło wychodzić. Przetwory,robienie na drutach,szycie,gotowanie,praca . Latanie z dzieckiem na dziecięcy klub filmowy,do ZOO na spotkania miłośników. I na przykład wyjazd w góry w sobotę po pracy,żeby połazić i powrót/pociągiem/ w niedzielę wieczorem. Szycie strojów na występy w przedszkolu,szkole.Sama siebie podziwiam. Nie zapominam też o pomocy męża,bo pracę miałam taką,że czasami byłam kilka dni na delegacji.
    • gazeta_mi_placi Re: Nasze babcie 20.04.12, 22:38
      Moje obydwie Babcie były raczej flejami.
      W porównaniu do ich domów (i podejścia do higieny jednej z nich) ja jestem super czyścioszką big_grin
      Przykład: jedna z nich włosy myła raz na kilka miesięcy (na co dzień były pod chusteczką, dodam że w mieszkaniu była ciepła bieżąca woda a Babcia wówczas zdrowa i sprawna big_grin ).
      Niezbyt dobrze (obydwie) gotowały.
      Ale myślę generalnie, że miały ciężej w życiu niż my ze zmywarki, pralkami, półproduktami do jedzenia, pampersami i brakiem kolejek.
      • hela6 Re: Nasze babcie 20.04.12, 23:04
        gazeta_mi_placi napisała:
        > Ale myślę generalnie, że miały ciężej w życiu niż my ze zmywarki, pralkami, pół
        > produktami do jedzenia, pampersami i brakiem kolejek.

        Ojtam, moje dziecię nie znało pampersów, zmywarkę mam dopiero kilka lat a półproduktów nie kupuję z wyboru do dziś.
        Ale nie o tym chciałam.
        Stare ciotki w rodzinie męża nadal są przekonane że mycie włosów może zabić. Wietrzenie również.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka