Gdzieś na trasie między Legnicą a Lubinem stoi buda z szaszłykami. Pyyszota mówię Wam. Jadłam je tam ze 4 lata temu albo i dawniej i własnie mi się przypomniały. Nie pamiętam co w mnich było prócz dużych kawałków mięsa i czy w ogóle coś było ale mięso było przepyszne. Patrzyłam jak są przyrządzenie i owe szaszłyki rzucane były na ruszt pod którym było bardzo gorąco a mięso przyrumieniało się migiem. Tyle że mięso na patyczkach nie było surowe. No i właśnie nie wiem co z tym mięsem. Gotowane, parzone czy jakieś coś innego? Nie prędko będę zapewne tamtędy jechała

ktoś zna może tę technikę, a może jadł tamte szaszłyki? Są miękkie, soczyste a z zewnątrz dobrze opieczone.